Recenzja filmu Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły (2003)
Gore Verbinski

Zabawa w piratów

Któż z nas, męska części czytelników, nie marzył, aby zostać piratem? Aby rozgromić i zatopić wroga, dać popalić wojsku królewskiemu i uwieść piękną niewiastę? Nie widzę, aby ktoś o tym nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Któż z nas, męska części czytelników, nie marzył, aby zostać piratem? Aby rozgromić i zatopić wroga, dać popalić wojsku królewskiemu i uwieść piękną niewiastę? Nie widzę, aby ktoś o tym nie marzył. I macie rację, to wspaniała przygoda, którą możemy choć w części spełnić, idąc na ten film do kina.

Akcja zaczyna się na statku królewskim, na którym mała Elizabeth towarzyszy swojemu ojcu w polowaniu na piratów. Zauważa małego chłopca, który dryfuje bezradny i nieprzytomny po bezkresnych wodach. Zostaje wciągnięty na pokład i wraca razem z królewskim statkiem na ląd. W tym momencie robimy wielki skok w przyszłość i już mamy czasy, gdy to mała Elizabeth jest młodą, piękną i atrakcyjną kobietą (naprawdę). W porcie pojawia się nowy przybysz, który, jak się później okazuje, jest piratem, a piratów to oni tam raczej nie lubią, toteż kapitan Jack Sparrow (tak, to ten pirat) po krótkiej ucieczce trafia do więzienia. Na szczęście, bądź na nieszczęście, do portu przypływa tajemniczy okręt, który całe miasto chce zwyczajnie rozwalić. Piraci z tego statku szukają jednak tajemniczego medalionu, który ma nasza Elizabeth. A co ona ma do tego? Jako mała dziewczynka zabrała go temu małemu chłopcu, czyli Willowi Turnerowi. Teraz rozgniewani piraci chcą go odzyskać, a jako że fabuła filmu jest jeszcze bardziej skomplikowana, to zabierają kobietę ze sobą. Nietrudno się domyślić, że Will, który czuje miętę do panny Elizabeth, wraz z kapitanem Jackiem rusza w pogoń za tajemniczym (nie tak do końca) okrętem. I koniec, więcej Wam nie powiem. Choć nic by się nie stało, gdybym powiedział, to jednak tego nie zrobię. Oglądajcie.

Jak powinien wyglądać prawdziwy pirat? No cóż, nie za specjalnie. Powinien wyglądać staro, mieć zniszczoną skórę, opaskę na głowie, długie, niezbyt czyste włosy, brak jednej nogi i rękę z hakiem oraz jakieś żyjątko (papuga, ewentualnie małpa). Do takiego obrazu ja się przyzwyczaiłem. W filmie jest trochę inaczej. Kapitan Sparrow jest raczej przystojny (ale wyznania), ma opaskę i wszystkie kończyny na swoim miejscu. Z wyglądu od razu widać, że nie stosuje się do ogólnie przyjętych zasad współżycia. Trzeba jednak do wyglądu zewnętrznego dodać  istotną cechę pirata - charakter. Po obejrzeniu filmu muszę przyznać, że ta postać jest najlepsza. Jego miny i zachowanie totalnie nie pasują do poważnego i groźnego pirata, choć potrafi to i owo. Przede wszystkim jest dobrym aktorem. Wszyscy uważają go za wspaniałego wodza, który w sposób niewytłumaczalny umie wydostać się z niejednej opresji. Sparrowi jednak towarzyszy głupie szczęście, ale nie jest tak do końca. Nie możemy zabierać mu całej chwały. To pirat z krwi i kości, a do tego widz czuje, że jest on jego kumplem, na którego może liczyć. To sprawia, że postać kapitana Jacka jest jedną z bardziej udanych. Nie on sam stanowi cały film, to nie "Pewnego razu w Meksyku: Desperado 2", żeby film był robiony przez jednego człowieka. Do akcji wkracza niesforna Elizabeth. Ta kobieta wbrew pozorom ma mocną osobowość. Potrafi postawić na swoim, a przy tym ma wszystko na swoim miejscu. Kocha się w kowalu Willu, czyli chłopcu, którego uratowała. W głębi duszy to za niego najchętniej wyszłaby za mąż, ale tatuś chce inaczej. Historia Willa jest już bardziej skomplikowana i aby opowiedzieć wszystko tak, aby było zrozumiałe, trzeba by zdradzić Wam trochę fabuły, ale tego akurat nie zrobię. Musicie jednak wiedzieć, że Will nie jest kowalem z powołania, a jak łatwo się domyśleć - piratem.

Efekty specjalne w filmie też są. W końcu trzeba było jakoś przedstawić wybuchające statki, nie? Dużo tutaj jest animacji komputerowych. Chociażby sami nieśmiertelni to szkielety obwieszone włosami i ubraniem. Wygląda to ciekawie, ale na pewno nie strasznie. Efekty wizualne są niezłe, nawet powiedziałbym dobre. Nie zapierają tchu w piersiach, bo fabuła i pomysł filmu nie pozwalają na to. Akcja toczy się na morzu, więc scenerii czy ogromnych panoram mieć nie będziemy. Cała scenografia jest jednak bardzo przyjemna, ukazuje nam chyba Anglię, czy co to tam za kraj w XVI lub XVII wieku. Nie to jest jednak najważniejsze. Niektórym przypomną się motywy z "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" (nie, to nie jest tytuł filmu), czyli filmy miecza i szpady. Inaczej mówiąc, ludzie mają peruki i te fajne rozciągnięte koszule. Mniam!

Film nie jest tak do końca poważny. Mamy elementy humorystyczne, choć wiadomo, że nikt nie będzie płakał ze śmiechu na tym filmie. To nie jest Jaś Fasola, ale poważni i groźni piraci. Możemy tutaj obejrzeć pary komików. Zarówno w załodze nieśmiertelnych jest para zdrowo rąbniętych gostków, gdzie jednemu ciągle wypada oko, tak i w załodze królewskiej jest dwóch żołnierzy, którzy jako pierwsi poznają kapitana Jacka. Jak już wspomniałem, zabawy na odpowiednim poziomie nie zabraknie, w której znaczący udział i swoje 5 humorystycznych minut ma kapitan Jack Sparrow.

Ja osobiście narzekam w produkcjach zachodnich na brak dobrej fabuły. Według mnie złe jest to, że w filmie nacisk kładzie się na stronę wizualną, a nie na myślenie i choć w "Film o piratach (1982)Piratach..." myśleć za dużo nie trzeba, to żeby nie zagubić się w filmie, trzeba trochę mózgownicą ruszyć. Oczywiście efekt końcowy jest raczej łatwy do przewidzenia, ale podczas seansu perę rzeczy zaskakuje. Człowiek nie siedzi tylko z nosem przed ekranem i wie, co będzie dalej, choć tego filmu nie oglądał. Nie, ta produkcja jest inna. U mnie ma uznanie i muszę przyznać, że wśród filmów o piratach ten zajmuje pierwsze miejsce.

Film jak to film. Jeden go obejrzy i będzie zadowolony, a drugi nie. Wszystkim dogodzić nie można. Sukces jednak odnosi się, gdy autor trafi do jak największej liczby odbiorców, kinomaniaków. To z kolei kojarzy nam się źle, bo zazwyczaj nie lubimy kultury masowej, tak zwanej papki. "Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły" nieco przeraził mnie podczas pierwszego oglądania, ale tylko z początku. Film był reklamowany przez wszystkie liczące się media w Polsce, jak także zabrakło pomysłu na właściwy tytuł. Myślałem, że będzie to kolejna produkcja tandetnego filmidła. Tak jednak nie jest, polecam go wszystkim, bo naprawdę warto obejrzeć, choćby z samej ciekawości bycia piratem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 14% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Dishman
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie