Recenzja filmu Wdowy (2018)
Steve McQueen

Zabili go i uciekł

Choć fabularnie obraz twórcy "Wstydu" mocno kuleje, to aktorsko się obronił. Mowa tu oczywiście o świetnych rolach kobiecych. Viola Davis zagrała jedną z najlepszych ról w swojej karierze, takich ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wdowy (2018)
Po tym, jak Steve McQueen rozbił bank na osiemdziesiątej szóstej ceremonii rozdania Oscarów, reżyser zniknął na długie pięć lat. Twórca ma na karku prawie pięćdziesiąt lat i zrobił tylko cztery filmy pełnometrażowe, to każdy z nich był wielkim wydarzeniem i zjednał sobie opinie widowni krytyków. Nic więc dziwnego, że na jego kolejny projekt czekałem z wypiekami na twarzy.

Film jest remakiem mało znanego w Polsce miniserialu o tym samym tytule z Rosie Perez i Brooke Shields w rolach głównych. W napadzie ginie banda złodziei. Niestety wdowy po tragicznie zabitych przestępcach nie mają zbyt wiele czasu na opłakiwanie współmałżonków, bo zostają wplątane w kryminalną intrygę, gdzie stawka toczy się o najwyższą cenę. Aby przetrwać Alice (Elizabeth Debicki), Linda (Michelle Rodriguez) i Veronica (Viola Davis) postanawiają wkroczyć na drogę przestępczą.

photo.title

To, co wyróżnia obrazy McQueena na tle innych współczesnych produkcji to niespotykana dbałość o formę i walory estetyczne. Każdy kadr zawsze wygląda zachwycająco i można go przerobić na świetny filmowy plakat. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to genialna praca kamery i stonowane chłodne zdjęcia, unikające kiczu. Dodatkowo reżyser inscenizował wszystkie sceny akcji (choć od razu zaznaczam, że to nie jest kino akcji!), dzięki czemu nie mamy wrażenia sztuczności CGI, jakie charakteryzuje współczesne amerykańskie kino.

Ta dbałość o detale i wizualna perfekcja nie powinna dziwić, gdyż McQueen, zanim został filmowcem, był uznanym artystą sztuk wizualnych. Niestety, kiedy idzie o fabułę, sprawa wygląda dużo gorzej. Punkt wyjściowy jest rewelacyjny – kobiety, które nie mają doświadczenia w środowisku przestępczym, zostają wrzucone do tego brudnego męskiego świata. Problem polega jednak na tym, że "Wdowy" kompletnie tracą swoje tempo. W bohaterkach jest potencjał, ale nie zostaje on wykorzystany, gdyż całość ogląda się z dystansem. Nie pomaga sama intryga i brak wyrazistego szwarccharakteru (Daniel Kaluuya mentalnie wciąż jest na planie "Uciekaj!"). Nie chcę spoilerować, ale zakończenie jest na poziomie przeciętnego kina sensacyjnego z lat osiemdziesiątych.

photo.title

Choć fabularnie obraz twórcy "Wstydu" mocno kuleje, to aktorsko się obronił. Mowa tu oczywiście o świetnych rolach kobiecych. Viola Davis zagrała jedną z najlepszych ról w swojej karierze, takich postaci w kinie gatunkowym jest naprawdę jak na lekarstwo, więc nominację do Oscara aktorka ma już w kieszeni. Michelle Rodriguez nie szarżuje tak jak w serii "Szybcy i wściekli" i chwała Bogu, bo gwiazda o wiele lepiej radzi sobie, gdy operuje półśrodkami. Wisienką na torcie jest Elizabeth Debicki, radząca sobie z polskim lepiej od Meryl Streep ("Wybór Zofii") czy Marion Cotillard ("Imigrantka"). Postać Amerykanki polskiego pochodzenia została potraktowana dosyć stereotypowo, ale to już wina kiepskiego scenariusza.

"Wdowy" to pierwszy film McQueena, do którego nie będę chciał wracać. Wyprany z emocji dramat kryminalny, choć opakowany jest w ciekawą formę wizualną, to pod nią nie znajdziemy niczego odkrywczego. Szkoda, że to już kolejne filmowe rozczarowanie, jakie mnie spotkało w 2018 roku. Jak tak dalej pójdzie to, nie będzie czego wybierać w kategorii "film roku". 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 46% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).