Recenzja filmu Zdrajca (2019)
Marco Bellocchio

Zdrajcy i zdradzani

Toto Riina strzelał do kobiet, starców i dzieci. Buscetta zaś – choć sam nie należał do przyjemniaczków – zmienił front z powodów, które nadały jego historii romantyczny rys. Bellochio zdaje ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zdrajca (2019)
Jeśli "Il traditore" dowodzi czegoś ponad wszelką wątpliwość, to tego, że na obecnym etapie kariery Marco Bellocchio może pozwolić sobie na wszystko – nawet na film, którego nie będziemy wymieniać jednym tchem z "Witaj, nocy" czy "Śpiącą królewną". Mafijna opowieść o chciwości, władzy i odkupieniu nakręcona jest z pozycji szacownego klasyka, który wie, że niczego nie musi udowadniać. Nie miejcie złudzeń, to komplement. 
 
Kanwą filmu jest prawdziwa historia Tomasso Buscetty, jednego z prominentnych członków cosa nostry oraz największego zdrajcy tzw. omerty – kodeksu nakazującego bezwzględną zmowę milczenia. Po długiej karierze pełnej spotkań z ciekawymi ludźmi (w Ameryce Buscetta zaczynał pod kuratelą rodziny Gambino), zabiegów upiększających (operacje plastyczne nie były dla niego tematem tabu) oraz krajoznawczych podróży (był aresztowany chyba pod każdą szerokością geograficzną, od Francji przez USA po Brazylię), gangster obrócił się przeciw swoim mocodawcom. Nie mógł dłużej znieść, że organizacja wyciera sobie buty "sycylijskimi" wartościami – zwłaszcza po przejęciu władzy przez Salvatore Riinę z klanu Corleone. "Wszystko się zmieniło – przekonywał w słynnym wywiadzie z dziennikarzem Corriere Della Serra – zostały tylko szał, wojna, krew. I pieniądze. Wszystko dla pieniędzy". 

Toto Riina strzelał do kobiet, starców i dzieci. Buscetta zaś – choć sam nie należał do przyjemniaczków – zmienił front z powodów, które nadały jego historii romantyczny rys. Bellochio zdaje sobie z tego sprawę, gdyż "Il traditore" podąża szlakiem tych dwóch narracji. To z jednej strony drobiazgowa analiza śledztwa i procesu, w których Buscetta odgrywał kluczową rolę. Z drugiej, nieco sentymentalny portret męczennika – film, który bez trudu zamienia widza w empatycznego misia. To poniekąd zasługa świetnej inscenizacji. Poprzedzająca przemianę bohatera eskalacja psychicznego terroru jest pokazana w sposób tak sugestywny, że raczej nie będziecie mieli problemów ze zrozumieniem motywacji gangstera. Wcielający się w niego gwiazdor włoskiego kina Pierfrancesco Favino doskonale oddaje dynamikę tejże "zdrady". Jest jednocześnie dumny i przetrącony, pewny siebie i wpatrzony w popękany grunt pod nogami.  

Bellochio zaczyna swój film niczym nadgorliwy reportażysta. Zasypuje nas tysiącem nazwisk, zaplata intrygę w tak ciasny węzeł, że łatwo pogubić się w jej meandrach. Jednak z czasem, gdy dramat bohatera wybija się na pierwszy plan, bezbłędnie żongluje fabularnymi klockami i bez pudła ustawia emocjonalny rejestr historii. Tytuł jego filmu jest przewrotny, gdyż dla każdego kto inny jest w tej opowieści zdrajcą. Dla cosa nostry to oczywiście Buscetta. Tymczasem według bohatera, prawdziwi zdrajcy mafii wciąż pozostają na wolności. Oszczędny, elegancki formalnie film Belocchio oddaje mu sprawiedliwość. I pokazuje – w szerszym, humanistycznym planie – że człowiek jest przede wszystkim sumą podjętych decyzji. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię