Recenzja filmu Duch (1982)
Tobe Hooper

Zemsta zbeszczeszczonych szczątków przy pomocy telewizora szumiącego

Można ignorować fanaberie dziecka, które boi się dziwnie wyglądającego drzewa za oknem albo zawadiacko uśmiechającego się plastikowego pajacyka. Przez jakiś czas można też wytrzymać z pięciolatką ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Duch (1982)
Można ignorować fanaberie dziecka, które boi się dziwnie wyglądającego drzewa za oknem albo zawadiacko uśmiechającego się plastikowego pajacyka. Przez jakiś czas można też wytrzymać z pięciolatką lunatykującą po nocach i rozmawiającą z wyimaginowanymi przyjaciółmi. Ale kiedy krzesła w kuchni zaczynają samoczynnie wskakiwać na stół, układając się w piramidkę, a najmłodsza latorośl zostaje zassana przez odbiornik telewizyjny to są to wskazówki, że na super nianię już trochę za późno...

Rodzinka Freelingów od kilku lat mieszka na wymarzonym osiedlu każdego Amerykanina w latach 80-tych. Szybko rozrastające się suburbia z mnóstwem zieleni i (przeważnie) miłymi sąsiadami to podstawa harmonijnego rozwoju zarówno dla dzieci jak i rodziców. Ale tylko z pozoru. To ładne osiedle kryje tajemnicę z przeszłości, która niebawem zostanie ujawniona w najgorszy z możliwych sposobów.

Oddanie Tobe Hooperowi filmu produkcji Stevena Spielberga było znakomitym pomysłem. Ten pierwszy fenomenalnie zburzył obraz szczęśliwej rodzinki stworzony przez tego drugiego. Nie ma tu zbyt długiego cackania się z widzem - dziwne rzeczy zaczynają się dziać właściwie od samego początku i dają o sobie znać z coraz to straszliwszą siłą. Zaskakujące jest to, jak szybko rodzice odkładają racjonalny osąd na półkę i na poły z fascynacją, na poły ze strachem obserwują poruszające się własną siłą woli meble. Wtajemniczają tylko jednego sąsiada, który najwyraźniej nie jest fanem science-fiction, bo nawet się do niezwykłego domu nie udaje. Nie powiedzieliby pewnie nikomu innemu, gdyby nie fakt, że nawiedzony telewizor zassał im córkę. Dosłownie. I wtedy akcja nabiera tempa, a paranormalne zjawiska tłoczą się na potęgę.

Trudno powiedzieć, czy "Poltergeist" jest  dobrym horrorem. Pierwszy raz oglądałam go jako dziecko i wtedy nieźle mnie przestraszył. Jest motyw świata nadprzyrodzonego, jest medium porozumiewające się z duchami, jest burza, są szkielety. Dobre kino lat 80-tych. Jednak w dzisiejszych czasach widza denerwuje trochę kiczowatość efektów specjalnych, obojętność otoczenia na wybuchy świetlne w oknach domu sąsiadów czy zbyt długie ciągnięcie się akcji. W pewnym sensie jest to film kultowy, dzieło, które przetarło szlaki horrorowego świata, jednocześnie zrywając z modnymi w tamtym czasie motywami okultystycznymi. Ile jednak swojej kultowości zawdzięcza czasom, w jakim powstało, a ile własnemu potencjałowi - naprawdę trudno stwierdzić.

Nie bez wpływu na film pozostała też zauważona przez wielu "klątwa" ciążąca nad filmem. Ponoć prawdziwe plotki o tym, że używano do scen prawdziwych ludzkich kości poskutkowały ofiarami pośród aktorów i ekipy filmowej. Nagła śmierć młodziutkiej Heather O'Rourke czy brutalne zamordowanie niespełna 23-letniej Dominique Dunne w roku premiery pierwszej części trylogii, odbiły się szerokim echem na sławie filmu.

Nie wnikając w prawdziwość plotek, jakoby śmierci członków ekipy powiązane były z fatum ciążącym nad filmem, należy oddać szacunek twórcom. Stworzyli oni bowiem po takich hitach jak "Dziecko Rosemary", "Omen" czy "Egzorcysta" film, który naprawdę straszy i nie kopiuje motywów z genialnych poprzedników. I, nawet jeżeli jemu samemu do bycia genialnym sporo brakuje, i tak plasuje się naprawdę wysoko w rankingu horrorów wszech czasów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (58 głosów).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię