Recenzja filmu Sześcian (1969)
Jim Henson

Zniewolony umysł

Cały ten nomen omen cyrk, sprawia wrażenie tworu, wychodzącego spod ręki grupy Monty Pythona, która postanowiła w swoim skeczu wykorzystać model groteskowego świata z "Procesu" Kafki czy ...
Filmweb sp. z o.o.
Zniewolenie i inwigilacja jednostki to jeden z ulubionych tematów socjologicznych, pojawiających się w 20-wiecznej literaturze oraz filmie. Od antyutopii Orwella i Huxleya, po popkulturowe hity kinowe pokroju "Matrixa" czy tegorocznego triumfatora nagród Emmy - serial "Opowieść podręcznej". Dzieła, które swą treścią, zazwyczaj w paraboliczny sposób, odnoszą się do aktualnej sytuacji politycznej i ekonomicznej na świecie. Motyw zniewolenia postanowił wykorzystać także - choć to dziwnie zabrzmi - twórca "Muppetów", Jim Henson, w swoim telewizyjnym projekcie pt. "Sześcian".

Pochodzący z 1969 roku film to historia mężczyzny zamkniętego w tytułowej figurze geometrycznej. Nie ma on pojęcia w jaki sposób się tam znalazł ani jak się stamtąd wydostać. Na jego nieszczęście pobyt postanawia "umilić" mu cały wachlarz irytujących postaci: beztroscy muzycy, pretensjonalna dekoratorka wnętrz, podstawiona prostytutka, nadgorliwy mechanik, para (sic!) milicjantów oraz inne nachalne istoty. Zdezorientowany bohater w końcu zaczyna wątpić, że kiedykolwiek się stamtąd wydostanie.

Cały ten nomen omen cyrk, sprawia wrażenie tworu, wychodzącego spod ręki grupy Monty Pythona, która postanowiła w swoim skeczu wykorzystać model groteskowego świata z "Procesu" Kafki czy "Zaproszenia na egzekucję" Nabokova. Świata jednostki, bezskutecznie próbującej znaleźć wyjście z absurdalnej sytuacji. W przypadku "Sześcianu" jednak uderza nie tylko bezsilność głównego bohatera, ale przede wszystkim jego bierność. Niby szuka on wyjścia z sytuacji, ale nie podejmuje przy tym większych starań (żadnych drastycznych kroków), jakby miał nadzieję, że wszystko się samo rozwiąże. Wzorem bohaterów dramatu Becketta, naiwnie czeka na swojego Godota.

Szukanie własnych drzwi na zewnątrz prywatnego więzienia, do którego wdzierają się obcy, można oczywiście odczytywać jako metaforę - indywidualisty, pragnącego wyzwolić się od narzucanych mu konwenansów, poglądów i racji, który jednak nie potrafi się przed nimi obronić. Metaforę dopełnioną dodatkowo przez postawę, przeciwstawioną postawie głównego bohatera. Oto inny mężczyzna, któremu udało się wyjść na zewnątrz, z czasem zaczyna powątpiewać czy dobrze zrobił, odczuwać strach przed wolnością. Pojawiający się w ten sposób paradoks "duszenia się" swobodą i odnajdywania ratunku w powrocie do więzienia, traktowanego jako swoisty azyl, to w szerszym znaczeniu krytyka braku intelektualnej samodzielności i chęć schowania się za gotowymi światopoglądami.

Na "Sześcian" można spojrzeć z jeszcze innej perspektywy. Fakt, że film ten robiony był dla telewizji, nie pozostaje tu bez znaczenia. Twórca jednak nie diabolizuje jej niczym Cronenberg w "Wideodromie" i nie krytykuje bezpośrednio jak Lumet w "Sieci". W tym przypadku wykorzystuje on satyrę, aby pokazać jej spłycające, ogłupiające i mamiące właściwości. Dzięki elementom sitcomu, kontrastującym z tematyką śmierci i rozważaniami filozoficznymi, pokazuje jak telewizja bagatelizuje istotne kwestie, zmieniając je w łatwą do przetworzenia papkę. Burzenie czwartej ściany przez twórców uzmysławia natomiast widzowi, jak cienka jest granica między prawdą a fikcją. W konsekwencji tworzy poczucie obcowania z miejscem, w którym bohater zaczyna przypominać postać graną przez Jima Carreya w "Truman show".

"Sześcian" to dzieło zaskakujące swą pomysłowością i mnogością znaczeń. Film, który prawdopodobnie zainspirował twórców thrillera "Cube" z 1997 roku, pomimo braku brutalności, wydaje się bardziej przerażający. Groteskowa forma projektu Hensona w żaden sposób nie umniejsza jego wiarygodności, zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, jak często sami dajemy się zamykać w podobnych sześcianach.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
porker1987
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny