Recenzja filmu

Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie (2016)
Gareth Edwards
Waldemar Modestowicz
Felicity Jones
Diego Luna

Ilu łotrów pracowało nad Łotrem 1?

"Łotr 1" jest pierwszym z serii spin-offów zaplanowanych przez Disneya, które będziemy otrzymywać regularnie co dwa lata jako "apetizery" przed głównymi daniami, które zostaną nam serwowane jako ...
Pozwolę sobie zacząć od tego, że recenzja zawiera ciężkie spoilery - duh!?
 
Fabuła "Łotra 1" była nam znana w dniu gdy zostaliśmy poinformowani, że studio planuję stworzyć film o rebeliantach, którym udało się wykraść plany Gwiazdy Śmierci. W związku z czym twórcy mieli dość ciekawe zadanie by zrobić ciekawą historię, w którą widownia się zaangażuję mimo wiedzy jak ta historia się zakończy. I tak, mamy historię córki Inżyniera Gwiazdy Śmierci, która wraz z grupą rebeliantów chcę odzyskać te plany i dostarczyć je rebelii tak by mogły być one później wykorzystane w Nowej Nadzieji jako "McGuffin" napędzający fabułę. Gareth Edwards we wczesnych wywiadach i informacjach podawanych przez studio informował nas, że zamierza stworzyć film wojenny w świecie Gwiezdnych Wojen i faktycznie czuć tu, że twórca taki film właśnie chciał stworzyć. Niestety czuć także, że studio miało trochę inne zamiary.



Otwierająca film scena pokazuję nam, że nie jest to film z serii, do których przywykliśmy. Na wstępie zostajemy przedstawieni z główną bohaterką - w wieku jeszcze „szczenięcym”, jej ojcem Galenem Erso (Mads Mikkelsen) oraz naszym głównym antagonistą Orsonem Krennicem (Ben Mendelsohn), który „oczywiście” jak na bad-guya przystało zabija matkę protagonistki na jej oczach. Szkoda tylko, że zapominamy o tym tak samo szybko jak nasza główna bohaterka. Następnie nasza bohaterka, ukrywa się przez kilkanaście lat na tej planecie wraz z przyjacielem jej ojca Sawem Gerrerą (Forest Whitaker). W ciągu tych kilkunastu lat najwidoczniej nie wydarzyło się nic istotnego i film nie chcę tracić na tę część czasu więc pozostaje nam tylko informacja, że jest to córka inżyniera tworzącego najpotężniejszą broń we wszechświecie i że zna postać Saw Gerrery. Celowo wytykam te dziury fabularne na początku fabuły ponieważ, jest ich bardzo wiele szczególnie na początku filmu oraz mam wrażenie, że są one widoczne tylko dla mnie.



W kolejnych etapach historii poznajemy załogę Łotra 1, z której jedynymi istotnymi postaciami są robot K-2SO (Alan Tudyk) przeprogramowany robot imperialny z sarkastycznym poczuciem humoru oraz Chirrut Îmwe (Donnie Yen) Ślepiec wierzący w istnienie mocy (o, ironio!). Z całym szacunkiem dla reszty załogi, nie wnoszą one nic do fabuły filmu i bardziej robią za tło. Nie znaczy to wcale, że pozostałe postacie nie posiadają charakterów w ogóle, a raczej, że ich charakter nie jest nakreślony wyraźnie. Główna bohaterka to głównie „zbuntowana beksa”, jej partner to skonfliktowany rebeliant Cassian Andor (Diego Luna) , Baze Malbus (Wen Jiang) to chłopak lub przyjaciel Chirruta Imwe oraz Bodhi Rook (Riz Ahmed), który jest zdrajcą imperium z „prawie” skasowaną pamięcią. Oglądając film ciężko było mi się pozbyć wrażenia, że scenariusz nie do końca wykorzystuję potencjał jaki drzemie w tej różnorodnej obsadzie. Aktorsko wszystko jest na przyzwoitym poziomie i nikt nie odstaję tu strasznie (może trochę Whitaker zaszalał), ale jestem pewien, że przy takim budżecie, aktorach i logo Disneya nikt nie spodziewał się, że będzie inaczej.


Podczas seansu nie mogłem nie zauważyć wielu brakujących scen, które widziałem w zwiastunach a nie trafiły finalnie do wersji kinowej. Ciężko też nie zauważyć scen, które zostały dokręcone, bądź pozbyć się wrażenia, że kilka scen zostało na stole montażowym z przyczyn czasowych jak i z powodu samej tonacji filmu, - która mam wrażenie - w założeniu miała być jeszcze mroczniejsza. Podczas seansu ciężko pozbyć się wrażenia, że miała to być bardzo smutna i poważna historia, którą rozjaśniono potem w post produkcji na prośbę studia.

Efekty specjalne w tym filmie zrobiły na mnie większe wrażenie niż efekty specjalne w "Przebudzenie mocy", szczególnie postacie wygenerowane w CGI. Mamy tu Tarkina wygenerowanego w całości poprzez komputer i o ile z początku kłuje to lekko w oczy tak po pewnym czasie przyzwyczaiłem się, zaakceptowałem i nawet doceniłem jak dobrze jest to zrobione. Muzyka w filmie jest tak samo chaotyczna jak i montaż filmu. Często wydaję nam się, że znamy ten motyw muzyczny by po chwili dostać jego wariację, która w moim odczuciu nie zawsze pasuję do tego co akurat widzimy na ekranie. W "Łotrze 1" doświadczymy także świetnych scenografii i kostiumów, które bardzo mocno opierały się na pierwszej sadze i muszę przyznać, że robią to znakomicie zachowując kiczowatość ich wyglądu lecz przepuszczając je przez filtr wojny i brudu, które są tak obecne w tym filmie. Trzeci akt filmu dostarcza nam jedną z najlepszych bitew kosmicznych jakie można zobaczyć w tym świecie. Wyobraźnia twórców podczas tej bitwy nie przestaję zadziwiać. Otrzymujemy także podwójne "cameo" najczarniejszego z czarnych charakterów uniwersum - samego Dartha Vadera. Krótkie spotkania z "Hitlerem" tego uniwersum należą do jednych z lepszych scen filmu bazując nie tylko na nostalgii widza, ale także pokazując nam kilka rzeczy, których nigdy nie widzieliśmy, a chcieliśmy zobaczyć. Całość kończy się bardzo dramatycznie. Jak łatwo się domyślić cała załoga Łotra 1 poświęca się w celu podania planów Gwiazdy Śmierci dalej. Jest to bardzo odważne posunięcie i ciężko tego nie docenić jednak pożegnanie postaci nie jest prawie w ogóle emocjonalne, a największe poruszenie paradoksalnie wywołała we mnie śmierć robota K-2SO, co powinno powiedzieć wiele o budowaniu więzi między widzem a postaciami w tym filmie.

 

Podsumowując "Łotr 1" jest jak śnieżka z rzucona ze szczytu ośnieżonej góry, z początku wydaje się nieznacząca i ledwie widoczna, by w trakcie toczenia rosnąć i rosnąć, by na koniec stać się wielką śnieżną kulą, wobec której ciężko przejść obojętnie. "Łotr 1" na pewno nie jest złym filmem oraz nie jest filmem pozbawionym wad jednak ostatecznie polecił bym ten film, chociażby ze względu na to, że jest próbą wpuszczenia świeżego powietrza do tak ustalonej marki jaką są "Gwiezdne Wojny". "Łotr 1" nie jest złym filmem, jednak nie jest też filmem wybitnym i osobiście nie czuję potrzeby pójścia do kina ponownie, co jest dla mnie najlepszą recenzją tego filmu.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).
Udostępnij:
Szacunek należy się reżyserowi za wielkie ryzyko, jakiego się podjął, gdy zgodził się nakręcić "Łotra 1". Gareth Edwards wyszedł z tego jednak obronną ręką, gdyż jego ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%
"Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie" to napompowany akcją dramat wojenny (tak, nie bez powodu używam takiego określenia). Skok na kasę – powie niejeden widz. I z jednej ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 84%