Recenzja filmu

Dom Gucci (2021)
Ridley Scott
Lady Gaga
Adam Driver

W imię Gucci

Składając wizytę w "Domu", poczujecie się jak goście rewii mody w trakcie Milan Fashion Week. Będzie tłum stylowo ubranych gwiazd gwiazd, efektowna oprawa audiowizualna i sporo emocji.
W imię Gucci
Kiedyś zwykły sandals, dzisiaj sandał Gucci - podśpiewywał niedawno Mata w piosence "La La La (Oh Oh)", streszczając w ten sposób swoją ekspresową, spektakularną karierę w show-biznesie. Autor "100 dni do matury" wziął przykład z legionu krajowych oraz zagranicznych kolegów po fachu, którzy od lat przywołują w tekstach włoski dom mody. Kochający blichtr Jay-Z, Kanye West czy - nomen omen - Gucci Mane dobrze wiedzą, że nic tak nie podkreśla wysokiego statusu materialnego jak logotyp z dwiema splecionymi ze sobą literami G. Gucci to symbol luksusu i  bizantyjskiego przepychu. Atrybut życia w wersji premium. Wie o tym również główna bohaterka nowego filmu Ridleya Scotta, Patrizia Regiani (Lady Gaga). Kiedy więc na drodze tej ambitnej sekretarki stanie spadkobierca tytułowego imperium, kobieta zrobi wszystko, aby skraść jego serce. Wraz z upływem czasu Patrizia przekona się jednak, że dom Gucci wygląda okazale tylko na zewnątrz. Środek nadaje się do generalnego remontu.



Twórca "Thelmy i Louise" bierze na warsztat najbardziej krytyczny moment w dziejach modowej potęgi. Opisuje kulisy walki o władzę, w wyniku której - o ironio! - na rodzinnej spółce ręce położył ostatecznie wielki koncern kolekcjonujący niczym znaczki ekskluzywne marki pokroju YSL, Balenciagi czy Alexandra McQueena. W "Domu Gucci" na kluczową uczestniczkę gry o tron wyrasta powoli Patrizia - obdarzona ognistym temperamentem szekspirowska Lady Makbet i Alexis Carrington w jednym. To wytrawna uwodzicielka i manipulantka działająca w myśl zasady "gdy wyrzucili cię drzwiami, wracaj oknem". Choć nie skończyła renomowanej uczelni i nie odróżnia Klimta od Picassa, ma w sobie tyle samozaparcia, że byłaby w stanie obdzielić nim pion menadżerski w dużej korporacji. Wydaje się znacznie lepszą kandydatką na kierowniczy fotel niż mężczyźni, w których żyłach płynie krew założyciela interesu, Guccio Gucciego. Ukochany Patrizii, Maurizio (Adam Driver) cierpi na deficyt biznesowego instynktu. Jego ojciec, konserwatywny, anachroniczny Rodolfo (Jeremy Irons), nie potrafi wyzwolić się spod władzy wspomnień. Wujek Aldo (Al Pacino), choć jako jedyny zdaje się dostrzegać potencjał bohaterki, woli handlować na boku tanimi podróbkami, zamiast przywrócić marce należny jej blask. Zgniłą wisienką na rodzinnym torcie z zakalcem jest Paolo (Jared Leto) - utracjusz i nieudacznik próbujący bezskutecznie  zapracować na miano na arbitra elegancji.  



Relacjonując waśnie wewnątrz klanu, Scott nieustannie balansuje między operą a operą mydlaną, podniosłością "Ojca chrzestnego" a zabójczą ironią "Wilka z Wall Street". Z jednej strony sięga po zagadnienia  najcięższej wagi: więzy krwi i dziedzictwo, niepohamowany głód bogactwa i sukcesu, pożądanie i nienawiść, zbrodnię i karę. Z drugiej - nie boi się przerysowania i groteskowego humoru. Ba, w pewnym momencie robi nawet delikatny ukłon w kierunku kina grozy. Reżyserskie nieumiarkowanie sprawia, że "Dom Gucci" może wydać się niektórym widzom dziełem przeładowanym i odrobinę bałaganiarskim. Warto jednak pamiętać o tym, iż w świecie tytułowych potentatów przesada i zachłanność są czymś równie naturalnym jak oddychanie. Poetyka nadmiaru, którą operuje brytyjski reżyser, świetnie koresponduje więc z osobowością bohaterów. Zamysł Scotta z miejsca wyczuwają aktorzy, kreując większe niż życie,  obdarzone tragikomicznym rysem postaci. Włoska w każdym słowie i geście Lady Gaga potwierdza, że nominacja do Oscara za rolę w "Narodzinach gwiazdy" nie była dziełem szczęśliwego przypadku. Królewski Al Pacino wypełnia charyzmą każdy milimetr ekranu. Z kolei schowany za obfitą charakteryzacją Jared Leto uwalnia niespodziewanie pokłady talentu komediowego.  

"Dom Gucci" nie jest tak błyskotliwy jak "Sukcesja", ani tak obsceniczny i szyderczy jak wspomniany wyżej "Wilk z Wall Street". Zawarta w filmie krytyka możnych i wpływowych ogranicza się w zasadzie do starej jak świat przestrogi przed demoralizującym wpływem bogactwa. Siła nowego dzieła Scotta nie tkwi jednak w jego zapleczu intelektualno-tematycznym lecz pierwszorzędnej realizacji i błyszczącej niczym 40-karatowy diament obsadzie. Reżyser - weteran wysokobudżetowego hollywoodzkiego kina - zadbał o to, aby w trakcie wizyty w kosztującym 75 milionów dolarów "Domu", widz czuł się jak gość rewii mody podczas Milan Fashion Week.  Przygotujcie się więc na tłum stylowo ubranych gwiazd, przyjemną dla oka i ucha oprawę audiowizualną oraz sporo emocji. Wszak jak mawiał Guccio Gucci: jakość pamięta się dłużej niż cenę.      
1 10
Moja ocena:
7
Łukasz Muszyński
Zastępca redaktora naczelnego Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się",... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
78% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (72 głosy).