Recenzja filmu

Ebola Zombie (2015)
Samuel Leong

Nowy niewspaniały świat

Sam film zachwyca nie tylko niebanalną wielowątkową opowieścią pełną rozważań i przemyśleń natury filozoficznej, ale również techniczną realizacją. 
UWAGA! Recenzja zawiera spojlery!


Co tu dużo mówić, klasyk hongkongskiej kinematografii. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana kina drogi, które na kanwach ezoterycznych przeżyć bohaterów stara się odpowiedzieć na dręczące ludzi od wieków pytania. Jeśli nie panujemy nad tym co robimy, to czym różnimy się od chodzących trupów? Co jest gorsze: zombie czy bezduszny człowiek? Porównanie ludzi, którzy nie panują nad tym, co robią i dokąd zmierzają do bezdusznych zombie jest świeża i dająca do myślenia w sposób, który nie pozwala przejść koło tych rozważań obojętnie. "Tak naprawdę wiele osób nie wie, co robi, aż do śmierci".

Sam film zachwyca nie tylko niebanalną wielowątkową opowieścią pełną rozważań i przemyśleń natury filozoficznej, ale również techniczną realizacją. Mistrzowska praca kamery; płynne przejścia pomiędzy poszczególnymi akcjami, jednakże na tyle łamane, by widz z łatwością oddzielił komponenty odrębnych historii składających się w jedną spójną całość. Pełna niepokoju muzyka wraz z efektami dźwiękowymi oddającymi przerażający realizm sytuacji, nieprzerysowane i dojrzałe efekty specjalne, jak i te niespecjalne, oraz przyspieszanie i zwalnianie, a czasem wręcz klatkowanie scen będące swoistym katalizatorem dla akcji i przemyśleń bohaterów.
 
Na osobne parę zdań zasługują dopracowane w najdrobniejszych szczegółach niezwykle realistyczne sceny walki. Garściami czerpią one z tradycji wschodnich sztuk walki i zgrabnie łączą je z tymi bardziej współczesnymi, takimi jak brazylisjskie jiu-jitsu czy MMA. Balacha, latająca balacha, trójkąt nogami, taktarov to tylko niektóre techniki, które można zaobserwować w filmie. Jest to swoiste spotkanie tradycji ze współczesnością pokazujące, jak otwarte umysły mieli twórcy tego działa i jak taka kooperacja pozwoliła stworzyć nietuzinkowe sceny uzupełniające filozoficzne rozważania, tworząc przy tym dzieło kompleksowe. Akcja nierzadko zbacza na dość brutalne tory, ale czyż życie samo w sobie nie bywa czasem brutalne?
 
Kolejnym takim elementem są subtelnie wkomponowane retrospekcje, które pozwalają ukazać skomplikowaną naturę głównych bohaterów oraz ich rozważania na temat sensu i relatywności życia. W zależności od perspektywy, z jakiej się na nie spojrzy, mogą dawać zupełnie inny obraz. "Jeśli byłeś w różnych miejscach, nie chcesz już wracać do sieci. Tak samo pewne czyny są jak jednokierunkowa uliczka. Nie ma odwrotu." Każdy człowiek ma inny bagaż doświadczeń i przeżyć, z perspektywy których patrzy na czyny i życie swoje i innych. Jednak nie zawsze się one ze sobą pokrywają. Niektórzy ludzie będą woleli żyć spokojnie jak ryby w siatce, a niektórzy wolą bezkres oceanu ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ale od pewnych decyzji nie ma już odwrotu.
 
Motyw dźwiękoszczelnego laboratorium szalonego naukowca może już na zawsze wpisać się w historię kinematografii. Nawet on wierzył święcie, że robi dobrze. Chciał stworzyć ludzi bez trosk, których jedynym celem było wyeliminowanie ludzi, którzy psuli świat swoimi troskami. Chciał stworzyć świat ryb w siatce. Spokojny, ale bezambicjonalny, który byłby z góry zdefiniowany biologicznie. Podobna antyutopia świata "idealnego" była już chociażby zrealizowana przez Huxleya w "Nowym wspaniałym świecie" czy Kurta Vonneguta w "Galapagos", więc chociaż sam motyw nie jest nowy, to jego ujęcie jest świeże i pozwala spojrzeć na tę tematykę z zupełnie innej perspektywy. Naukowiec wytworzył wizję w swojej głowie, do której z uporem maniaka dążył przez kolejne 10 lat z powodu trosk i niepokoju, które spadły na niego po śmierci jego żony. Niestety nie było z nim nikogo, kto poradził by mu wizytę u specjalisty, gdy szaleństwo zaczęło zaglądać w meandry jego, jakkolwiek by nie było, genialnego umysłu. Natura ludzka bywa okrutna i często skrywana pod ukształtowaną społecznie i kulturowo skorupą, która pęka w chwilach zagrożenia życia. Takie pęknięcie było widoczne w scenie, w której dyrektor zakładu wypycha będącą z nim w ciąży kochankę w tłum wygłodniałych zombie. Gdy zagrożenie minęło, skorupa zaczęła się odbudowywać i niesiony wyrzutami sumienia wrócił na miejsce, gdzie został zaatakowany przed tę samą bandę co uprzednio a jego kochanka podczas bardzo wymownej i symbolicznej uczty, zjada jego serce, którego nie umiał ukazać za życia jako człowiek.
 
To jest też film o bardziej przyziemnych uczuciach, takich jak przyjaźń, miłość czy poświęcenie. Nic nie jest czarno białe, każdy bohater na kanwie swoich osobistych przeżyć ma po prostu inne spojrzenie na świat, które pragnie wdrożyć w życie. Niektórzy w ujęciu bardziej lokalnym, inni globalnym, ale każdy z bohaterów wierzy, że to, co robi, jest słuszne.
 
Niestety osobnicy wychowani na amerykańskim kinie klasy B i oscarowych galach często nie potrafią dostrzec subtelnych smaczków i wyrafinowanej historii łączącej wiele stylów i wątków, szczególnie jeśli przenosi je pod płaszczykiem z wierzchu tylko prostej opowieści z pogranicza horroru i filmu katastroficznego.
 
Nie zabrakło również szczypty groteski, którą tak sobie cenie zarówno w filmach jak i książkach. Rozmowa zaraz po walce z zombie:

- Jesteś bardzo odważna. 
- Jestem z tobą w ciąży? 
- Rozwiedziesz się i poślubisz mnie? 
- Pogadamy na zewnątrz.  

A tak już mniej na poważnie to Windows Movie Maker musiał się palić, a montażysta płakał, jak montował. Ale ostatecznie warto było robić takie coś. 
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).