Recenzja filmu

Egoiści (2000)
Mariusz Treliński
Olaf Lubaszenko
Jan Frycz

Tako rzecze Treliński

To opowieść o miłości nasyconej alkoholem i kokainą, miłości obwarowanej pieniądzem i ciągłą imprezą. Punkt wyjścia stanowi wolność uzyskana po roku 1989 w Polsce, która wielu ludziom dała ...
To opowieść o miłości nasyconej alkoholem i kokainą, miłości obwarowanej pieniądzem i ciągłą imprezą. Punkt wyjścia stanowi wolność uzyskana po roku 1989 w Polsce, która wielu ludziom dała możliwość szybkiego wzbogacenia się kosztem zaniku głębszej refleksji nad otaczającym ich światem, a tym samym zaniku pewnych wartości. Wartości, które niegdyś stanowiły silną podstawę do budowania swojego życia. To bezwiedne wtłaczanie się w ową rzeczywistość dało w efekcie życie od imprezy do imprezy. Myślenie o przyszłości przestało istnieć, a jeżeli się pojawia, to jest pozbawione nadziei na inną jakość niż obecna. Wiara w siłę pieniądza i parogodzinne ućpanie uniemożliwia zmianę postawy życiowej. Także siła, z jaką nowa rzeczywistość pędzi jest zbyt duża, a bohaterzy zbyt słabi, by się z niej wydostać. Zresztą dla niektórych jest to jedyna rzeczywistość, z jaką się zetknęli. Nie próbują niczego zmieniać, gdyż niczego innego nie znają. Miłość, wydawałoby się, to uniwersalna wartość zwalczająca wszelkie niepowodzenia pojawiające się na swojej drodze. Niepielęgnowana, źle pojęta jednak zanika stając się pustym słowem, formą bez treści. Doprowadza do osamotnienia, pustki, rozpaczy, a nawet śmierci lub też staje się pozorem miłości, wątłym i nietrwałym.

Ten ogólny obraz ma nakreślić klimat, w jakim poruszają się główni bohaterzy. Akcja rozgrywa się w środowisku warszawskiej elity. Smutny (Olaf Lubaszenko), niegdyś zdolny kompozytor, aktualnie chałturzący w branży reklamowej, trwa w owej rzeczywistości, świadomy swojego zatracenia. Jako jedyny zachowuje zdolność refleksji nad otaczającym go światem, jednak nie próbuje się z niego wydostać. Widzimy go beznamiętnie przedzierającego się przez kolejne epizody, a jedyne emocje są wynikiem picia alkoholu i zażywania kokainy. Taki tryb życia wypala w nim miłość do Anki (Magdalena Cielecka), której odgrywana rola jest wyrazem okropnej rozpaczy, jaką czuje za utraconą miłością. Dostrzega jego wewnętrzną pustkę. Jakakolwiek walka o odzyskanie miłości w ostatecznym efekcie kończy się ucieczką do Ameryki. W otoczeniu Smutnego pojawia się Młody (Rafał Mohr), przedstawiciel tej grupy osób, które wchodząc w dorosłe życie, miały szansę szybkiego wzbogacenia się. Jego system wartości zdominowany jest przez siłę pieniądza i kokainę. Nigdy nie poznał innych wartości. Kwintesencją miłości jest dla niego najdroższa suknia ślubna, celem życia - działka kokainy. Na drugim pokoleniowym biegunie znajduje się Filip (Jan Frycz). Czterdziestoletni bogaty architekt o homoseksualnych skłonnościach. Porzucony przez kochanka, z owego świata wycofuje się poprzez efektowny akt samospalenia. Smutny w końcowej scenie uczestniczy przy porodzie dziewczyny Młodego, Ilonki (Agnieszka Dygant). Naturalistyczne ujęcie obrzydliwego wcześniaka wydaje się przepowiednią tego, jacy będziemy.

Z założenia reżysera "Egoiści" mają stanowić obraz pewnej grupy społecznej na poziomie obyczajowym osadzonej w określonym kontekście historycznym (w polskim kapitalizmie, na co wskazuje ostatnie, parominutowe ujęcie; panorama Warszawy z zatrzymaniem na Pałacu Kultury). Nie jest tutaj istotna fabuła z budowaniem dramaturgii. Treliński świadomie rezygnuje z pewnych podstawowych zasad kina. Nie znajdziemy w filmie klasycznego wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Unika także kreowania głównego bohatera. Nadane wcześniej miano głównego Smutnemu jest pewnym uproszczeniem. Faktycznie jest on osią scalającą czterech odmiennych nowel, w konsekwencji dając pełniejszy opis mentalności "naszych czasów". Można zaryzykować stwierdzeniem, iż dramaturgia filmu opiera się na swoistym dualizmie (być może ma tu miejsce zobrazowanie odwiecznego dylematu "być czy mieć?" z pozycji "mieć"). Dramaturgiczne napięcie tworzy się na styku dwóch obszarów. Mamy tutaj podział na noc i dzień. Noc jest w swoim wyrazie ekshibicjonistyczna, obnaża przed nami prawdziwe oblicze bohaterów, przeżywane przez nich emocje, lęki. Dzień jest tylko wypełnieniem zawodowych ról. Ale także jest normalnością. Noc jest narkotykiem, którego zażywanie wciąga. Dzięki temu staje się ona atrakcyjna. Dzień traci swoją wartość. Musi raczej dostarczyć środków do życia nocnego. Noc jest także pretekstem do ukazania głębszej psychologii miłości, jej prawdziwego oblicza. Ten dualizm uwidacznia się także w warstwie muzycznej. Sam Treliński uważa, że właśnie w niej należałoby szukać klucza do rozumienia dzieła. Z jednej strony jest ona agresywna, ma się kojarzyć z kultem pieniądza, kokainową imprezą, zapachem alkoholu i seksu, z drugiej strony spokojna, teatralna, refleksyjna ma skłaniać do zadumy nad spełnianym życiem. Muzyka "dzienna", skomponowana przez Pawła Mykietyna, z nurtu muzyki współczesnej (aczkolwiek nie wykonywana na instrumentach elektronicznych) jest zbyt subtelna, aby przeciwstawić się tej pierwszej, ginie w jej natarczywości tak jak giną ludzkie wartości, gdy na pierwsze miejsce wysuwa się pogoń za pieniądzem. Dwoistość ma swoje odzwierciedlenie w montażu. W ciągu dnia jest on raczej statyczny. Kolejne ujęcia starają się być obiektywnym oglądem rzeczywistości. Ujęcia nocne starają się coś mieć z przeżywanych stanów przez bohaterów. Często nawiązują do estetyki teledysku.

Zastosowanie dualizmu w filmie jest dość sugestywnym zabiegiem ukazującym konfrontacje dwóch przeciwstawnych biegunów, walkę pomiędzy nimi. Być może niektórzy uznają, że jest to niepotrzebna zabawa formą. Trzeba jednak pamiętać, iż każdy tworzy według własnego pomysłu.
Film, jako opis wycinka społecznej rzeczywistości, zdaje się nakłaniać do generalizacji prezentowanych treści. Zdeterminowało to sposób odtwarzania ról i reżyserię. Gra aktorów jest symbolem pewnych jakości opartych o przeżywane emocje. Czasami wydaje się, że owe aktorstwo wyreżyserowane jest zbyt narzucająco się (jakby młotkiem ciosane), choć momentami nabiera to charakteru niezwykle artystycznego. Być może sprzyja to klarowniejszemu odbiorowi dzieła (w rzeczy
samej, chodzi o to, aby być zrozumiałym).

Film zrealizowany efektownie i z polotem, zdaje się coś mieć z dobrze nakręconego teledysku z niebanalnym tekstem, choć momentami odnosiłem wrażenie, jakby reżyser zapomniał, że jest na planie filmowym, a znalazł się na planie filmu reklamowego (budowanie dramaturgii w obrębie trzydziestosekundowych scen rodem niczym z reklamy proszku do prania). Mimo wszystko, uważam film "Egoiści" za ten typ masowej kultury, która za pośrednictwem modnych symboli, chce przekazać ważne życiowo treści. Osobiście polecam.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
72% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (25 głosów).
Udostępnij: