Recenzja filmu

Film o pankach (1983)
Mariusz Treliński

Spytaj reżysera, on ci... prawdę powie?

Treliński starał się w tym filmie nie ograniczać swoich bohaterów, pokazać ich w naturalnym dla nich środowisku. Nie udało mu się jednak przełamać stereotypu punkowca.
Studenckie początki Mariusza Trelińskiego przypadają na wczesne lata osiemdziesiąte XX wieku. Był to czas szarej rzeczywistości PRL-u, którą powoli zaczynała przenikać inność płynąca z Zachodu. Jednym z elementów tej inności stała się subkultura punkowa (na Zachodzie znana od połowy lat 70.), konsekwentnie tępiona przez ówczesne polskie władze. W mediach przedstawiano punków jako narkomanów, alkoholików, skrajnych anarchistów lub po prostu zwykłych chuliganów.

A jaki wizerunek muzyków-pankowców zaprezentował Treliński w etiudzie szkolnej zatytułowanej po prostu "Film o pankach"?

Bohaterami dokumentu są konkretni muzycy, członkowie zespołu Dezerter, którzy już na początku okazują niechęć reżyserowi, jego planom realizatorskim i filmom dokumentalnym w ogóle. W tle pobrzmiewa przy tym "I Shot the Sheriff" Boba Marleya. Następnie oglądamy fragment koncertu Dezertera. Później przenosimy się wraz z kamerą do jakiegoś mieszkania przywołującego na myśl pijacką melinę. Widzimy tam wiele osób stłoczonych w małym pomieszczeniu, puste butelki, brudne ściany, rysunki. Ktoś przy muzyce punkowej nuci polski hymn, ktoś inny śpiewa utwór Brygady Kryzys, jeszcze ktoś opluwa kamerę... Potem kolejny fragment koncertu: do piosenki "Ku przyszłości" reżyser oferuje mało optymistyczne obrazki z warszawskich ulic. Na koniec znów wracamy do bohaterów filmu. Okazuje się, że oni nie wierzą w to, że można zrobić w PRL-u film przedstawiający prawdę o nich i nie tylko o nich.

Treliński starał się w tym filmie nie ograniczać swoich bohaterów, pokazać ich w naturalnym dla nich środowisku. Nie udało mu się jednak przełamać stereotypu punkowca. Oglądając ten dokument, miałam też nieodparte wrażenie, że autor w ogóle nie przemyślał, jaki film chce zrobić. Zastanawiam się, czy może chaos ten jest zamierzony, czy w ten sposób reżyser podkreślił styl niepoukładanych, niepokornych muzyków.

Na plus jest oczywiście sam pomysł, a także dobór utworów. Wiele do życzenia pozostawia jednak ich jakość. O ile jeszcze można zrozumieć chaotyczne ruchy kamery, to trudno pojąć, dlaczego tak straszną jakość piosenek zafundowano widzom. Żeby odstraszyć od tego rodzaju muzyki, czy po prostu autorom filmu nie przyszło do głowy skorzystać z nagrań studyjnych? Etiudzie tej w ogóle brakuje spójnej konstrukcji, jakiegoś solidnego pomyślunku. Miałam nadzieję, że spoiwem tego chaosu będzie przynajmniej muzyka, ale i tu nastąpiło rozczarowanie.

"Film o pankach" jest po prostu przeciętną etiudą szkolną, która nic nie wnosi do kinematografii i zapowiada narodziny kolejnego niczym niewyróżniającego się dokumentalisty. Na szczęście Mariusz Treliński po zakończeniu edukacji w łódzkiej Filmówce poszedł w zupełnie inną stronę i przestał raczyć nas dokumentami wątpliwej urody.

Film polecić mogę wyłącznie fanom polskiej muzyki punk jako podróż sentymentalną oraz wielbicielom samego reżysera, by mogli przyjrzeć się początkom jego twórczości.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
78% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Udostępnij: