Recenzja filmu Gang zwierzaków (2019)
Reinhard Klooss
Beata Łuczak

Zabawa za grosze

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brzydota animacji. Zwierzęcy bohaterowie wyglądają tak, jakby twórcy nigdy nie widzieli psów, kotów, świń, chomików i wzorowali się na tandetnych pluszowych ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
Nadszedł czas ferii. Dla dystrybutorów to świetna okazja na wprowadzanie do kin produkcji familijnych skierowanych do tych rodziców, którzy właśnie w filmach widzą idealną rozrywkę dla swoich pociech. Pomysł szczytny, ale rzeczywistość często rozmija się z ideami. Czasami więc można się natknąć na animację, po której dziecko na całe miesiące straci ochotę na kolejna przygodę z kinem. Jedną z nich jest właśnie europejsko-chińska koprodukcja "Gang zwierzaków".

photo.title

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to brzydota animacji. Zwierzęcy bohaterowie wyglądają tak, jakby twórcy nigdy nie widzieli psów, kotów, świń, chomików i wzorowali się na tandetnych pluszowych zabawkach, które można kupić w sklepach typu "wszystko za złotówkę". Póki pozostają nieruchomo, ich koszmarny design aż tak bardzo nie razi. Można nawet odnaleźć trochę uroku w karykaturalnych kształtach. Dopiero wprawione w ruch w pełnej krasie ujawniają swą brzydotę. Zwierzęta wyglądają wtedy pokracznie, jakby cierpiały na częściowy paraliż kończyn. Wzorem dla twórców był chyba chód zombie.

Im bardziej dynamiczny miał być w zamyśle twórców ruch, tym gorzej film się prezentuje. A przecież akcji w "Gangu zwierzaków" nie brakuje. Bohaterowie co chwilę muszą salwować się ucieczką lub wykazywać sprytem w starciach z kolejnymi przeciwnikami. Trudno w takich momentach nie podziwiać niezdarności, z jaką sceny te zostały wykonane. Trzeba bowiem wyjątkowego "talentu", by z sekwencji ucieczki polegającej na lawirowaniu zatłoczonymi ulicami metropolii uczynić wydarzenie, które tak nuży.

Sama fabuła wprowadza jeszcze większe zamieszanie i zmęczenie. Zamiast prostej opowieści o grupie różniących się od siebie zwierzaków, które muszą połączyć siły, by pokonać wspólnego wroga, twórcy serwują koktajl złożony z wielu różnych pomysłów. Jest tu coś o buncie maszyn i dystopii, w której emocje są postrzegane jako główne zagrożenie, jest tajemnica z przeszłości głównego bohatera, pojawiają się też grupy pomniejszych przeciwników, którzy psują szyki bohaterom. Fabuła rozpada się na drobne elementy, a ich jedynym wspólnym mianownikiem są występujące w nich postacie.

photo.title   photo.title   photo.title

Przyglądając się bohaterom i ich losom, trudno jest też odczytać, dla kogo przeznaczony jest "Gang zwierzaków". Pogarda, z jaką twórcy odnoszą się do kultury fitness, może i spodoba się niektórym dorosłym widzom. Nie jestem jednak pewien, ilu rodziców będzie w stanie bawić się dobrze u boku swoich pociech na żartach z depilacji i powiększania sobie ust. Szczególnie jeśli dzieci będą się chciały dowiedzieć na ten temat czegoś więcej. Wątpliwości budzi też sposób pokazywania relacji między postaciami, jak choćby dwuznaczne żarty o napalonej na mopsa świni. Być może elementy te powstały, by ratować film w oczach dorosłej widowni. Twórcy lepiej zrobiliby jednak, starając się uczynić całość bardziej atrakcyjną dla docelowej widowni.

"Gang zwierzaków" to wyrób filmopodobny, którego jedynymi zaletami jest to, że jest kolorowy i pozwala zająć czymś dzieci przez półtorej godziny.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły