Recenzja wyd. DVD filmu

Guddu (1995)
Prem Lalwani
Shah Rukh Khan
Deepti Naval

Rzecz o oczach

Ponieważ przypomniało mi się "Guddu", które kiedyś obejrzeliśmy gromadnie, więc postanowiłam się podzielić wrażeniami. Historia tym razem bardziej ponura, przynajmniej chwilami. Zaczyna się
Ponieważ przypomniało mi się "Guddu", które kiedyś obejrzeliśmy gromadnie, więc postanowiłam się podzielić wrażeniami. Historia tym razem bardziej ponura, przynajmniej chwilami. Zaczyna się niewinnie. Chłopak zakochuje się w dziewczynie, dziewczyna w chłopaku, początkowo się lekko czubią, ale potem wszystko idzie ku dobremu - nawet jego rodzice ją akceptują. I nagle Zonk. Wskutek wypadku spowodowanego przez Guddu (oczywiście młodziutko wyglądający SRK) Salina (Manisha Koirala) traci wzrok i tylko przeszczep oczu może jej pomóc. Tragedia, bo dziewczyna jest studentką malarstwa... No i kto ma chęć zostać dawcą? Oczywiście Guddu, który przypadkiem ma ciężki przypadek guza mózgu i tylko 5 % szans na wyleczenie... Na szczęście nie zamierza zostać nim od razu, tylko dopiero jak umrze, czyli za parę miesięcy. No więc ojciec rozpoczyna sądową batalię o odebranie Guddu prawa do dysponowania swoimi oczami po śmierci, w nadziei, że nabierze przez to nieco więcej chęci do życia... Film cięższy gatunkowo, momentami dramatyczny, a jednak w najbardziej tragicznych momentach wybuchaliśmy niepowstrzymanym śmiechem, pewnie lekko wisielczym... Scena na schodach, przed wejściem do sądu, gdzie ojciec cierpi i Guddu cierpi, spowodowała u nas niesamowitą stadną głupawę, być może wywołaną ogólnym zmęczeniem tematem i ilością nagromadzonych w tej scenie emocji... Wielokrotnie powtarzane dialogi oraz monologi o oddaniu oczu Salinie, w wersji za i przeciw, po pewnym czasie męczą, tak samo jak nieustanne modły super-pobożnej matki i wręcz przeciwne zachowanie ojca - ateisty. Piosenki w większości nie porażają swoim pięknem czy linią melodyczną (zwłaszcza ta "Saaaaliiiinaaaa...." na lotniach), ale są i jaśniejsze momenty - słodka jest piosenka w tej erotycznej świątyńce ("Czy to jest miłość, przyjacielu? - Nie wiem, zapytam tatę") oraz wydaje się ciekawa ta w parku, do której oczywiście nie ma tłumaczenia, jak to zazwyczaj na DVD wydawanych przez Erosa - ale ewidentnie Guddu wyjawia tam Salinie tajemnicę pochodzenia przyszłego przeszczepu, jako, że ona się pod koniec robi nieco nerwowa... Okropnie długa jest też sekwencja sądowa, kiedy to ojciec i Guddu starają się przekonać sąd do swoich racji... Ale jedno mogę powiedzieć - niezależnie od absolutnie okropnych ciuchów a'la nasze lata 80-te (SRKManisha i kuzynka Manishy) i okropnego makijażu (Manisha, wyglądająca jak własna ciotka), SRK w tym filmie wygląda ślicznie. Młody, świeży, sprawny, ruchliwy... Przyjemnie popatrzeć. Niesamowite, jak ten bądź co bądź trzydziestoletni, żonaty od dobrych paru lat człowiek, wygląda w tym filmie na niewinnego nastolatka... I jeszcze jedno - SRK zdecydowanie lepiej wygląda z włosami, zdecydowanie. Przynajmniej wiemy, że nie na darmo tak o nie dba... Ogólnie film warto obejrzeć, najlepiej w towarzystwie, jak większość starszych produkcji, bo na samotne oglądanie to on jest raczej trochę zbyt męczący. Poza tym widać, że to film z czasów, kiedy SRK nie był gwiazdorem. Jest ewidentnie niedofinansowany, co bardzo wyraźnie odbija się na kostiumach, scenografii i piosenkach. I nieco przeszarżowano aktorsko. Nie da się go oglądać wielokrotnie, ale na jednorazowy seans jest w sam raz.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?