Recenzja filmu

King Kong (2005)
Peter Jackson
Naomi Watts
Jack Black

Wielki Powrót Konga

O "King Kongu" słychać było od bardzo dawna. Głównie dlatego, że na film o gigantycznej małpie przeznaczono bardzo wysoki budżet, a reżyserem został Peter Jackson, twórca wielokrotnie nagradzanej ...
O "King Kongu" słychać było od bardzo dawna. Głównie dlatego, że na film o gigantycznej małpie przeznaczono bardzo wysoki budżet, a reżyserem został Peter Jackson, twórca wielokrotnie nagradzanej trylogii "Władca Pierścieni". Było to niezwykle oczekiwane widowisko, dlatego bardzo obawiałam się, że wyjdę z kina ogromnie rozczarowana wysokobudżetowym "kiczem" - wyjącą, komputerową małpą, kilkoma efektami specjalnymi oraz rozpaczliwym aktorstwem. Lecz chyba nie doceniłam Jacksona. "King Kong" co prawda "Władcą..." nie jest, ale jednym z lepszych filmów ostatnich lat już tak.

Są lata 30. Nowy Jork dotyka Wielki Kryzys - mieszkańcy nie mają środków do życia, dramatycznie wzrasta bezrobocie. Poznajemy jedną z takich osób - aktorkę Ann Darrow (Naomi Watts). Kobieta błąka się po ulicach Nowego Jorku, rozpaczliwie poszukując pracy. Posuwa się nawet do próby skradzenia jabłka. Tymczasem los łączy ją z reżyserem filmowym Carlem Denhamem (Jack Black), który poszukuje aktorki do swego nowego filmu. Denham chce nakręcić film w tajemniczym i przerażającym miejscu - Wyspie Czaszek. Legenda głosi, że z tego miejsca nikt już nie powraca. Lecz mimo to, nieświadoma niczego Ann przyjmuje rolę oraz wraz z Denhamem i Jackiem Driscollem (Adrien Brody) - scenarzystą, wsiada na statek, aby popłynąć na Wyspę... A na miejscu, oprócz niebezpiecznych tyranozaurów czy pająków, które za wszelką cenę chcą wyeliminować wszystkich członków wyprawy, spotyka Konga - potężną małpę. Ku przerażeniu Ann, zwierze porywa ją. Kobieta nie spodziewa się, że między nią a Kongiem pojawi się prawdziwa "przyjaźń", która później będzie miała swoje konsekwencje...

"King Kong" jest nową wersją kasowego hitu z 1933 roku. Wiele lat temu ta historia wzruszała oraz stała się wielkim przebojem, co sprawiło, że w kinie pojawiło się wiele filmów tego typu. Na myśl przychodzi mi na przykład bajka - "Piękna i Bestia". Film inny od "King Konga", jednak z podobnym wątkiem potwora zakochanego w pięknej i niewinnej kobiecie. Podobną historię zawiera również wzruszająca baśń "Dzwonnik z Notre Dame". Szpetny Quasimodo zakochuje się w ślicznej cygance Esmeraldzie. To uczucie będzie go bardzo wiele kosztowało. Wymienione bajki, okazały się wielkim sukcesem, co bardzo dobrze pokazuje, że wątek Bestii i Pięknej, jest uwielbiany przez publiczność.

Jak napisałam wcześniej, film nie jest zrobiony tylko po to, aby pokazać kilka efektów specjalnych. Nić przyjaźni, wolno nawiązująca się między Ann i Kongiem, od początku jest ukazana w bardzo wzruszający sposób. Jackson stworzył zwierzę z ludzkimi uczuciami oraz zachowaniami, co powoduje, że los bestii nie jest nikomu obojętny. Ciężko nie uronić łzy, patrząc na zakochanego potwora, który umiera z powodu miłości do człowieka. Niestety niemożliwej.

Aktorstwo w filmie jest również bardzo przekonujące, czego nie mamy przyjemności podziwiać w większości filmów przygodowych. Naomi Watts, raz twarda i jednocześnie przerażona, próbująca ochronić własnego syna ("The Ring"), a raz zrozpaczona i na skraju własnej wytrzymałości ("21 gramów") pokazała, że potrafi całkiem przyzwoicie zagrać w filmie akcji. Oprócz tego, pochwała należy się również Adrienowi Brody, romantycznemu scenarzyście, który posunie się do wszystkiego, aby wyrwać ukochaną ze szpon pozornie groźnej małpy, oraz Jackowi Blackowi - egoistycznemu reżyserowi, którego umysł zamknął się w rozpaczliwej potrzebie nakręcenia filmu i wzbogacenia się.

Mimo tych wszystkich pochwał, muszę też wspomnieć o minusach filmu. Większość z nich nie wpłynęła znacząco na film. Lecz, szczerze mówiąc, jeden bardzo mnie zdenerwował - szybkość akcji, od momentu wejścia bohaterów na Wyspę. Początek filmu jest ciekawy. Zagubiona Ann, zdesperowany Carl poszukujący aktorki. Tak samo jest z wyprawą na statku. Lecz gdy cała załoga wkracza na Wyspę, od razu następuje ich spotkanie z dzikim plemieniem. Zaś kilka sekund później Ann znajduje się już w "sidłach" Konga. Od tego momentu, prawie przez cały film oglądamy już tylko rozpaczliwe próby załogi, aby uratować siebie i Ann. Co przez 3 godziny dla niektórych może już być męczące. To nagłe przyśpieszenie akcji, nie pasowało nawet do sennego i klimatycznego początku.

Jednak powyższa refleksja, nie zmieniła mojego nastawienia do dzieła Jacksona. "King Kong" jest świetnym filmem dla każdego widza. Jest w nim pełno wzruszeń, napięcia a nawet humoru (scena, w której Ann "rozbawia" Konga). Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich. Gorąco polecam.
1 10
Moja ocena:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Udostępnij:
Tak, Peter Jackson spełnił swoje zadanie tak, jak potrafił najlepiej. Jego Kong jest i efektowny, i wzruszający (wtedy, kiedy trzeba). Na pewno lepszy od pierwszego ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 72%
"King Konga" z 1933 roku polubiłem już jako dziecko. Mimo że obraz ten jest już trochę przestarzały, nadal ma swój klimat i ogląda się go bardzo dobrze. Niektóre sceny na ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 71%