Recenzja filmu

Love (2015)
Gaspar Noé
Aomi Muyock
Karl Glusman

Wkraczając w miłość i rozpacz

Miłość to ciężkie, w dokładniejszym zdefiniowaniu, uczucie. Bardzo silne, jednak kruche oraz łatwe do stłuczenia jak szkło. Bywa intensywne, pełne rozlanych gorących kropel łez, ale także
Miłość to ciężkie, w dokładniejszym zdefiniowaniu, uczucie. Bardzo silne, jednak kruche oraz łatwe do stłuczenia jak szkło. Bywa intensywne, pełne rozlanych gorących kropel łez, ale także przewrotne - ociekające rozpaczą i przesiąknięte tęsknotą. 

Noé w swoim filmie perfekcyjnie balansuje pomiędzy tym, tworząc dramatyczny, rozpalony do czerwoności, podniecający obraz osobowości dwudziestodwuletniego Murphy’ego. Mężczyzna budzi się pierwszego stycznia z powodu tajemniczego telefonu, którego nadawcą jest matka Electry, byłej ukochanej partnera. Pod wpływem rozmowy oraz pozostałości napięcia dnia poprzedniego, chłopak zaczyna wracać wspomnieniami do tamtych dni, mimo że od ich rozłąki minęło już osiemnaście miesięcy. Niełatwo jest mu zapomnieć burzliwego, lecz przepełnionego iskrami, narkotykowymi-tripami oraz namiętnością romansu. 


Poznali się w jednym z paryskich parków, prowadząc długie rozmowy o sztuce - on marzył o karierze reżyserskiej, ona malarskiej. Natomiast, znaleźli wspólny język w fizycznym dotyku. Nie od dziś wiadome jest, że Gaspar wielbi eksplorować z bliskością oraz cielesnością w swoich produkcjach, jednak nie postrzega on ich przez pryzmat czystej namacalno-ordynarności, tylko swego rodzaju wysublimowany ogień, sztukę, ekspresję artystyczną, piękno, którego obraz potrafi opisać więcej niż jakiekolwiek zdanie. "Love" nie jest wulgarnym porno, choć bywa dosadne. To erotyzm jako pamięć, seksualne poszukiwanie swojego ja, seks jako najintymniejszy akt dwójki ludzi oraz czułość i pożądanie. Oczywiście, reżyser typowo dla siebie, lubi odlecieć w narko-psychodeliczne, dyskotekowe sceny przepełnione neonami oraz światłami stroboskopu, aczkolwiek zachowuje przy tym staranność i kontrolę w wyważaniu opowieści. Warto nadmienić, że seks nie jest motywem przewodnim filmu, służy jedynie za tło, aby podkreślić rozpad emocjonalny bohatera oraz uczucie, jakie żywił do kobiety. Emocje stają się na tyle silne, że nie jest on w stanie normalnie funkcjonować. Z każdym następnym przywołaniem dziewczyny, zatraca się jeszcze bardziej.


Niektóre iskry zostają w człowieku do końca, niestety, nawet te najboleśniejsze. Nasz protagonista tego ranka postanawia wejść w głąb siebie, swojej duszy; zażywa narkotyk Opium, który dostał niegdyś od Electry. Stara się zrozumieć wszystkie te wydarzenia; zmierzyć się ze swoim największym lękiem oraz fobią - utratą ukochanej. To opowieść prowadzona w sposób naprawdę genialny i hipnotyzujący – nasycona dramaturgią i emocjami, a przy tym precyzyjna w każdym kadrze. Gaspar Noé płynnie przemieszcza się między beztroską przeszłością Murphy’ego, a jego teraźniejszym, wręcz agonalnym stanem. Niestety, scenariusz momentami opiera się na charakterystycznym kinowym schemacie - egzaltowane zachowania bohaterów i proste, lecz sensowne zwroty akcji. Jednakże, jest to odegrane z taką miłością, szczerością, że nie idzie tego wyczuć. Co więcej, mimo iż z internetowych informacji wynika, że scenariusz do filmu opiewał jedynie na siedem stron, to reżyser robi świetną robotę na wielu płaszczyznach. Wysublimowane, spokojne pianino, przemieszane ostrym, ciężkim elektronicznym brzmieniem, płynnie i dokładnie jest przykryte krwisto-czerwonym neonowym, a nawet onirycznym obrazem dwójki bohaterów. 



 "Love" zasługuje nie tylko na to, by go po prostu obejrzeć. Zasługuje na to, aby najpierw rozpalił się w ciele widza jak ogień kochanków, a następnie zagnieździł się na dłuższą chwilę, zostawiając wypaloną otchłań w najgłębszych i najczarniejszych wspomnieniach naszego ciała. Dobitnie pokazuje, czym jest ta żarliwa relacja zdarzająca się tylko raz w życiu. Seans to niebotyczne doświadczenie, na płomienną lipcową noc, niczym każda klisza tego filmu. Obraz definitywnie odważniejszy niż jego poprzednie "Enter the Void", bogatszy w narrację i bardziej wyrazisty, ale przede wszystkim lepszy. Jest to na pewno pozycja obowiązkowa dla fanów off’u oraz bezkompromisowego, niekonwencjonalnego kina.

1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Love
Od początków swej kariery, od wzbudzającego kontrowersje krótkometrażowego "Carne", Gaspar Noé... czytaj więcej