Recenzja filmu

Melania (2026)
Brett Ratner

MEgaLomANIA

Znakomicie zrealizowany pomysł, fantastyczne ujęcia, genialnie poprowadzona narracja, wspaniała, ciekawa oraz niedłużąca się ani przez sekundę historia. Tego wszystkiego nie zobaczymy w tym
Znakomicie zrealizowany pomysł, fantastyczne ujęcia, genialnie poprowadzona narracja, wspaniała, ciekawa oraz niedłużąca się ani przez sekundę historia. Tego wszystkiego nie zobaczymy w tym filmie. 

"Melania", bo o tym filmie mowa, swoją premierę miał 30 stycznia, a już od kilku dni możemy obejrzeć go w streamingu. I tak też zrobiłem. Nie będę "owijał w bawełnę" - uważam, że jest to jeden z najgorszych dokumentów w historii kina i prawdopodobnie najgorszy film tego roku (a przypominam, że mamy dopiero marzec). Nie wyszło tutaj nic, no może oprócz kilku ładnych kadrów na początku produkcji. Ale poza tym jest straszna nuda, ujęcia pokazujące szpilki Melanii i do tego ta potworna, bezemocjonalna, czasami podchodząca pod propagandę, narracja z offu brzmiąca, jakby została odczytana z kartki. Gdyby ten film był chociaż śmieszny w swojej realizacji, to oglądałoby się go znacznie lepiej, ale tutaj po prostu większość elementów, łagodnie mówiąc, nie wypada dobrze, a cała produkcja utrzymana jest w bardzo podniosłym, wręcz dostojnym, stylu, jakby twórcy myśleli, że tworzą jakieś arcydzieło. I ta powaga w połączeniu z np. wspomnianą przeze mnie wcześniej narracją czasami może wywołać uśmiech.

Tutaj można było zrobić o wiele więcej, poopowiadać o życiu głównej bohaterki trochę bardziej na luzie, a nie tak oficjalnie przez prawie dwie godziny i ukazać jej dni robocze zza kulis. A tak nie dowiadujemy się z tej produkcji zupełnie niczego oprócz oczywistych informacji i ogólników dotyczących pracy pierwszej damy oraz tego, że Melania jest fanką Michaela Jacksona (i dzięki temu od dzisiaj utwór "Billie Jean" już zawsze będzie przypominał mi o tym cudownym filmie). Jest taka losowa scena w której tytułowa postać mówi o swoim idolu i zaczyna podśpiewywać tę piosenkę, jest to najlepsza scena w całej produkcji - 12 punktów z Wyspy Epsteina idzie do... Melanii Trump, gratulacje! A tak nieironicznie - fajnie by było, gdybyśmy otrzymali więcej tego typu fragmentów pokazujących główną bohaterkę z zupełnie innej, nieznanej nam strony.

Pierwsze zdanie jakie pada w tym dokumencie to: "Everyone wants to know". Sądząc po niewątpliwym sukcesie kinowym na pewno nie "everyone", a po obejrzeniu mogę stwierdzić, że na pewno też nie ja. Jeśli chcecie obejrzeć coś lepszego, obejrzyjcie dokument o Johnie Williamsie sprzed dwóch lat albo nawet "Friza & Wersow". Cokolwiek innego obejrzyjcie...

Dziękuję za doczytanie mojej opinii do końca i zachęcam do podzielenia się własnymi wrażeniami po seansie (chętnie poczytam).
1 10
Moja ocena:
2
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Melania
Ktokolwiek wybrał się do kina na film "Melania", by zobaczyć filmowy dokument o pierwszej damie, powinien... czytaj więcej