Recenzja filmu

Nomadland (2020)
Chloé Zhao
Frances McDormand

W drodze

W "Nomadland" autorka posługuje się skromnym językiem filmowym, którzy fani kina niezależnego doskonale znają. Zdjęcia Joshuy Jamesa Richardsa (stałego operatora Chloé Zhao) wydobywają ...
Kariera Chloé Zhao rozwija się w zawrotnym tempie i kto wie, czy nagrodzone weneckim Złotym Lwem "Nomadland" w połączeniu z marvelowską superprodukcją "Eternals" nie będzie jednym z najdziwniejszych reżyserskich zestawów w historii kina. Póki co zaskakująco nieoczywistymi bohaterami naszej kultury są w jej obiektywie amerykańscy nomadzi, których w swoim głośnym reportażu opisała Jessica Bruder. Opowiadający o nich "Nomadland" to wielowymiarowy film drogi, sięgający daleko poza ramy gatunku. Rzecz o ludziach, którzy, choć nie udało im się zrealizować amerykańskiego snu, odnaleźli własną drogę.



Fern (Frances McDormand) poznajemy na życiowym zakręcie. W Stanach Zjednoczonych szaleje kryzys gospodarczy, zima nie odpuszcza, a ziemią obiecaną wydaje się fabryka Amazona w Dakocie Południowej. W trakcie podróży, bezdomna (choć przekornie określająca się przymiotnikiem "houseless") kobieta poznaje energiczną staruszkę, które zaprasza ją do nowego życia - gdzieś w Arizonie charyzmatyczny Bob Wells tworzy wspólnotę nomadów. Fern decyduje się na wyjazd, zaś kolejna podróż zmienia jej życie bezpowrotnie. Znacie? To posł... Cóż, tego raczej nie znacie.
 

Z początku Fern wydaje się jedną z wielu mieszkanek Nevady, wyrzuconych na margines społeczeństwa po ekonomicznej zapaści z 2008 roku - to właśnie im chińska reżyserka dedykuje swój film. Sytuacja nie jest jednak tak oczywista, o czym przekonujemy się w toku akcji. Kobieta wybrała bowiem życie w drodze dużo wcześniej, odcinając się od bliskich i opuszczając za młodu dom rodzinny. W jednej z najlepszych scen siostra Fern zwierza się jej, że zawsze podziwiała odwagę i niezależność bohaterki, gotowej zerwać z bezpieczną, stabilną egzystencją i ruszyć w nieznane. Na szczęście Zhao nie idealizuje życia współczesnego nomady. Odmalowuje je w pełni barw, zwracając uwagę na pozornie mało istotne detale. Snuje refleksję nad niemożnością zawiązania trwałych relacji, ciągłą, ekonomiczną niepewnością czy konfrontacją z nieprzyjazną przyrodą. Podróż przez bezkresne, wyludnione krajobrazy staje się oczywiście okazją do spotkania z dziewiczą, majestatyczną naturą, ale niedoświadczony wędrowiec może łatwo przepaść... jeżeli zapomniał zabrać koło zapasowe. U Zhao proza życia miesza się z mitami, głęboko zakorzenionymi w amerykańskiej kulturze. Idealistyczna wizja sięgającego wzrokiem poza horyzont, spełnionego wędrowca zderza się z portretem błądzącej, niepewnej jednostki.



W "Nomadland" autorka posługuje się skromnym językiem filmowym, którzy fani kina niezależnego doskonale znają. Zdjęcia Joshuy Jamesa Richardsa (stałego operatora Zhao) wydobywają nieziemskie piękno z rzadko eksploatowanych przez kino krajobrazów. To w tym surowym i zniewalająco pięknym świecie zatapia się Fern, próbując samotnie przepracować traumy z przeszłości. Zhao zderza otwarte przestrzenie z ciasnym, niewygodnym vanem, zaś wzniosłą naturę z egzystencjalną pustką małych miasteczek, zagubionych gdzieś pośrodku prerii. Minimalistyczna ścieżka dźwiękowa, dzieło Ludovico Einaudiego (włoskiego kompozytora znanego m.in. z "Mamy" Dolana), wypełnia ekran nutą melancholii i liryzmu, podkreślając gorycz opowieści. W filmie nie zabrakło jednak ciepłego, inteligentnego humoru, wprowadzającego w życie bohaterów trochę dystansu i radości. Niektóre sceny widzieliśmy już zbyt wiele razy, by wzbudzały zachwyt, lecz wielka wrażliwość i empatia, z jaką Zhao traktuje swoich bohaterów, czynią z jej nowego utworu subtelny, humanistyczny traktat - film o koczownikach takich jak my.



O wielkości Frances McDormand nikogo nie trzeba przekonywać, lecz współpraca z Chloé Zhao zaowocowała najbardziej wyciszoną i skromną kreacją tej wspaniałej aktorki (sytuującą się na przeciwnym biegunie jej występu w oskarowych ,"Trzech billboardach..."). W jej interpretacji Fran to kobieta świadoma swoich wyborów, a przy tym skrywająca nieutajony ból. Przypominająca nieco Alvina z "Prostej historii" Lyncha albo Don Justo z "Historias mínimas" Sorina - bohaterów, którym, pomimo dużego życiowego doświadczenia, egzystencjalny imperatyw nie pozwala stać w miejscu, porzucić niedokończonych spraw. Twórcy kina drogi niestety rzadko sięgają po starszych, dojrzalszych bohaterów, a przecież nikt nie powiedział, że samotne tułaczki w poszukiwaniu sensu zarezerwowane są tylko dla młodych.



Choć "Nomadland" pozostaje historią uniwersalną, w równym stopniu podejmuje współczesną problematykę. Coraz więcej osób w zglobalizowanych, kapitalistycznych społecznościach wybiera przecież życie z dala od systemu, zrywa z materializmem, wędruje z dobytkiem na plecach. Film Zhao uwiarygodniają autentyczne postaci nomadów ze wspomnianym Wellsem na czele, którzy stają się dla Fern przewodnikami oraz nauczycielami. Zanim Zhao sięgnęła po kamerę, wędrowała ich śladami przez Stany Zjednoczone i wnikała w specyficzną kulturę. Być może dzięki temu doświadczenie podróży - sprawa, która potrafi zmienić całe życie - jest na ekranie nie tylko fotogeniczne, ale i najzwyczajniej w świecie zrozumiałe. Trudno o lepsze świadectwo reżyserskiej dojrzałości.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
62% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
Udostępnij: