Recenzja filmu

Obiecująca. Młoda. Kobieta. (2020)
Emerald Fennell
Carey Mulligan
Bo Burnham

Ona temu winna

Światowi przedstawionemu przez Emerald Fennell  daleko do ideału. To społeczeństwo, w którym przyłapani na próbie gwałtu mężczyźni tłumaczą się niezwykłą więzią, jaką poczuli do półprzytomnej i ...
Ona temu winna
W idealnym świecie debiut reżyserski Emerald Fennell traktowalibyśmy wyłącznie jako pierwszorzędną rozrywkę. "Obiecująca. Młoda. Kobieta." byłaby błyskotliwą czarną komedią o nieudanych randkach, bezlitośnie wyśmiewającą stereotypy, na jakich opierają się relacje damsko-męskie. I choć cukierkowa estetyka, w jakiej utrzymane są zdjęcia, i popowe hity w soundtracku pasują raczej do komedii romantycznej, nie dajcie się zwieść. W gruncie rzeczy mamy bowiem do czynienia z niezwykle gorzką mieszanką dramatu psychologicznego, thrillera i rape and revenge


Zanim jednak wszystkie elementy gatunkowej układanki wskoczą na właściwe miejsca, reżyserka daje nam wgląd w sytuację głównej bohaterki. Cassandra Thomas (Carey Mulligan) mogłaby mieć wszystko. Jak sama przyznaje, znalezienie męża i dobrze płatnej pracy nie wymagałoby od niej większego wysiłku – po prostu woli mieszkać z rodzicami i pracować w kawiarni. Sugestie o powrocie na studia medyczne puszcza mimo uszu, a na pytania o późne powroty do domu odpowiada wymijająco. Oczywiście szybko orientujemy się, że coś tu nie gra, ale Fennell nie spieszy się z odkrywaniem historii stojącej za życiowymi decyzjami protagonistki. Stopniowo ujawnia kolejne okoliczności, w kontekście których fabuła "Obiecującej. Młodej. Kobiety." staje się komentarzem piętnującym kulturę gwałtu i podwójne standardy leżące u podstaw patriarchalnego społeczeństwa.

Reżyserka rysuje portret współczesnego mężczyzny, grubą kreską podkreślając jego uprzywilejowaną pozycję. W sekwencji otwierającej, kiedy to przyglądamy się grupie kumpli poruszających się niezgrabnie w rytm dyskotekowych beatów, brakuje nam tylko głosu Krystyny Czubówny opisującej zwyczaje godowe samców gatunku homo sapiens. Wkrótce na horyzoncie pojawia się nieświadoma zainteresowania samica (a raczej ofiara). Ledwo trzymająca się na nogach młoda kobieta wydaje się samcom obietnicą upojnej nocy będącej zwieńczeniem ich starań... Jak widać nie tylko w naszym kraju panuje przekonanie, że "mądra dziewczynka pilnuje drinka".


Fennell wtłacza Cassie w ramy społecznych oczekiwań wobec kobiet. Ubierając bohaterkę w kwieciste sukienki i pastelowe sweterki (a także instruując, jak perfekcyjnie pomalować usta), reżyserka jasno wskazuje miejsce, jakie społeczeństwo przewidziało dla przedstawicielek tzw. płci pięknej. Symbolicznie sprowadza protagonistkę do roli ozdoby męskiego świata – dyskotekowego trofeum, miłej dziewczyny z sąsiedztwa, która z uśmiechem poda kawę przystojnemu chirurgowi dziecięcemu (Bo Burnham) – a jednocześnie pokazuje patriarchatowi środkowy palec.

Grająca główną rolę Carey Mulligan mistrzowsko oddaje złożoność swojej bohaterki. Pod pozornym znudzeniem buzują emocje: poczucie bezsilności miesza się ze złością, cierpienie i rozpacz odbierają chęć do życia, a wyrzuty sumienia zmuszają do szukania ukojenia w nietypowym hobby. Choć niemal każdej nocy Cassie podejmuje ryzykowne akcje, wydaje się nie przejmować konsekwencjami. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, ile w tym odwagi, a ile zobojętnienia na własny los, bo kierujące nią pragnienie zemsty, mimo że wyzwalające od strachu, jest zarazem toksyczne i ograniczające. Aktorka prezentuje wewnętrzne rozdarcie protagonistki za pomocą drobnych gestów. Nawet jeśli zazwyczaj udaje się jej zachować kamienną twarz, wiemy, że tak naprawdę ma ochotę krzyczeć.  


Trudno się jej zresztą dziwić, bo światowi przedstawionemu przez Emerald Fennell  daleko do ideału. To społeczeństwo, w którym przyłapani na próbie gwałtu mężczyźni tłumaczą się niezwykłą więzią, jaką poczuli wobec półprzytomnej i niezdolnej do stawienia zdecydowanego oporu ich "zalotom" dziewczyny, a seksualne wykorzystanie koleżanki nie powinno przekreślić przyszłości obiecującego młodego studenta. Być może niektóre sytuacje zainscenizowane przez reżyserkę wydadzą się Wam nieprawdopodobne i przerysowane. Ale w świecie, w którym systemowa przemoc wobec kobiet jest właściwie przezroczysta, warto mówić o niej właśnie tak: Bardzo. Dużymi. Literami.
1 10
Moja ocena:
9
Ewelina Leszczyńska
Rocznik '89. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisała pracę magisterską na temat bardzo złych filmów o rekinach. Dopóki nie została laureatką VII... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
88% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (168 głosów).
Udostępnij:
Proces zmian w świadomości społecznej, ale także w popkulturze, którego dokonał ruch #MeToo zdaje się ciągle przyspieszać. Choć ten, kto miał już zostać oskarżony, ten ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 79%
Moda na prześmiewanie najgorszych klisz zdaje się czynić współczesne kino ouroborosem, który raz po raz potyka się o własny ogon, tylko po to, aby przemielić go, ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 52%