Recenzja filmu Wściekłe psy (1992)
Quentin Tarantino

Dialogi kluczem do sukcesu

Ciekawe, jak potoczyłaby się kariera Andrzeja Sekuły, gdyby udało mu się dostać do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Los jednak był dla tego twórcy przewrotny, bo przecież każdy mógłby załamać skrzydła, ...
Filmweb sp. z o.o.
Ciekawe, jak potoczyłaby się kariera Andrzeja Sekuły, gdyby udało mu się dostać do Łódzkiej Szkoły Filmowej. Los jednak był dla tego twórcy przewrotny, bo przecież każdy mógłby załamać skrzydła, gdy aż sześć razy odmówiono by mu przyjęcia na uczelnię. Operator ten nie wierzył z pewnością, że wraz z wyjazdem do Londynu wszystko wywróci się do góry nogami, jednak tam natychmiast poznano się na jego talencie. Jego pracę na dużym ekranie pierwszy raz można było podziwiać w 1992 roku, bo właśnie wtedy do kin wszedł nisko budżetowy film "Wściekłe psy", za kamerą którego stanął młody, nic nie znaczący dla światowego kina reżyser – Quentin Tarantino.  Zapewne ani nasz rodak, ani Tarantino nie spodziewali się, że projekt, w który razem włożyli swoje siły, stanie się tak wielkim sukcesem i otworzy im furtki do kariery.

Historia, którą napisał Quentin Tarantino, jest banalna. Opowiada o kilku nieznających się wzajemnie gangsterach, którzy mają dokonać napadu na sklep jubilerski. Sytuacja się jednak komplikuje, dochodzi do strzelaniny, a bohaterowie nagle zdają sobie sprawę, że ktoś musiał ich zdradzić. Jednak to nie sama opowieść stała się kluczem do sukcesu, a sposób, w jaki ją przedstawiono. "Wściekłymi psami" Tarantino pokazał, że można zrobić genialny film, w którym akcja schodzi na bardzo daleki plan, a na czele pojawiają się dialogi. I to nie byle jakie. Dość powiedzieć, że większość z nich nie ma nic wspólnego z fabułą, a jednak słucha się ich z niekłamaną przyjemnością. Reżyser skupiał się na szczegółach, przypadkach, scenach, które w każdym innym filmie nie miałyby żadnego znaczenia. A tu mamy kilkuminutową kłótnię o to, który z gangsterów otrzyma dany kolor na przydomek i wszystko to ocieka maksymalną dawką specyficznego humoru.

Ciekawe, że temu debiutującemu reżyserowi, udało się namówić do współpracy takie aktorskie marki, jak Tim Roth, Michael Madsen czy Harvey Keitel. Aktorzy idealnie wpasowali się do koncepcji Tarantino, tworząc niezapomniane kreacje zachwycili swoją grą. Wszystkiemu towarzyszą wspaniałe zdjęcia, wspomnianego wcześniej Sekuły, którego współpraca z reżyserem będzie później kontynuowana, między innymi przy największym przeboju Quentina, jakim jest "Pulp Fiction". Sekuła znakomicie wywiązuje się ze swojej roli. Sposób, w jaki obchodzi się on z kamerą, jest bardzo ciekawy. Często otrzymujemy ujęcie zza pleców bohaterów. Perełką jest też osławione ujęcie z bagażnika, które będzie się miało pojawić jeszcze w kilku późniejszych filmach.

Absolutnie fantastyczną sprawą jest też dobór muzyki. Wydaje mi się, że – zaraz po dialogach – jest to największa zaleta filmów Tarantino. Za każdym razem udaje mu się wyselekcjonować kawałki, które idealnie pasują do sytuacji i wyjątkowo szybko wpadają w ucho.

"Wściekłe psy" to film, który zdaje się łamać wiele zasad, jakie wówczas panowały w kinie. Quentin Tarantino stworzył film pełny niekonwencjonalnych dialogów, długo ciągnących się scen i praktycznie pozbawiony akcji. Wszystko to w dodatku miejscami ocieka totalnym kiczem. Kto by pomyślał, że coś takiego stanie się arcydziełem i wyznaczy nowy kierunek w  sposobie prezentowania filmu? Pewne jest to, że Tarantino wprowadził do kina powiew świeżości i wyrobił sobie charakterystyczny styl, który pozwala rozpoznać jego produkcje już po kilku pierwszych minutach, dzięki czemu zyskał sobie ogromną rzeszę fanów, którzy z ogromną niecierpliwością czekają na każdy jego kolejny obraz.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (181 głosów).
Redil
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię