Podróż bez przewodnika

Już na samym początku zabawy gracz witany jest informacją, że „Niniejsza gra jest podróżą bez przewodnika”. Nie będziemy prowadzeni za rączkę, nie dostaniemy podpowiedzi odnośnie tego, gdzie udać ...
"Zaginięcie Ethana Cartera" to pierwsza gra studia The Astronauts, założonego przez byłych pracowników People Can Fly. Chociaż nazwa ta kojarzy się ze strzelankami o szaleńczym tempie, takimi jak "Painkiller" czy "Bulletstorm", dla założyciela Astronautów, Adriana Chmielarza, jest to swoisty powrót do korzeni, był on bowiem jednym z twórców pierwszej polskiej gry przygodowej – "Tajemnicy statuetki".

Fabuła gry jest z pozoru prosta. Paul Prospero, detektyw dysponujący nadprzyrodzonymi mocami, otrzymuje list od niejakiego Ethana Cartera, twierdzącego że znajduje się w niebezpieczeństwie, i przybywa do Red Creek Valley. Jego zadaniem będzie rozwiązanie zagadki zaginięcia chłopca, a przy okazji poznanie mrocznych sekretów i przeszłości miasteczka. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nic nie będzie takie, na jakie z pozoru wygląda, a gracza czekać będzie kilka dużych zaskoczeń.

Tym, co wyróżnia "Zaginięcie Ethana Cartera" na tle innych gier przygodowych, jest minimalizm. Już samo menu jest niezwykle skromne, a najobszerniejszą jego częścią jest ekran ustawień graficznych. Sama gra pozbawiona jest takich elementów jak minimapa, ekwipunek czy dziennik zadań – ekran nie jest "zaśmiecany" przez żadne wskaźniki, co pozwala chłonąć oprawę graficzną. Jeśli Prospero zbliży się do jakiegoś interesującego obiektu, po prostu pojawi się napis informujący, że można wejść z nim w interakcję. W lwiej części przypadków są to notatki, fragmenty gazet czy zdjęcia, które można po prostu przeczytać bądź obejrzeć. Pozostałe to elementy łamigłówek – aktywowanie ich powoduje wyświetlenie szeregu wskazówek i domysłów na ich temat, od czasu do czasu zakończone koniecznością odnalezienia brakującego przedmiotu. W tym celu należy skorzystać z nadprzyrodzonych umiejętności Prospera, pozwalających na przybliżone zlokalizowanie zguby. Po zbadaniu wszystkich wskazówek i odniesieniu zaginionych przedmiotów na swoje miejsce podchodzimy do ciała, które pozwoli poznać historię swojej śmierci. Aby mogło tak się stać, konieczne jest ułożenie we właściwej kolejności wydarzeń poprzedzających zgon.

Już na samym początku zabawy gracz witany jest informacją, że "Niniejsza gra jest podróżą bez przewodnika". Nie będziemy prowadzeni za rączkę, nie dostaniemy podpowiedzi odnośnie tego, gdzie udać się w następnej kolejności ani co należy zrobić. Otwarty świat gry można od samego początku swobodnie eksplorować, tak więc ilość znalezionych zagadek oraz zdobytych informacji o Red Creek Valley zależy tylko i wyłącznie od gracza. Jako że zagadki można rozwiązywać w dowolnej kolejności, następnie trzeba ułożyć je chronologicznie, aby uzyskać pełniejszy obraz sytuacji.

"Zaginięcie Ethana Cartera" zachwyca kilkoma rozwiązaniami. Tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, jest oprawa audiowizualna. Sporych rozmiarów dolina, którą od samego początku można swobodnie eksplorować, dzięki wykorzystanej technice fotogrametrii na najwyższych ustawieniach graficznych wygląda po prostu piorunująco. Sporą część czasu, jaki poświęcimy grze, zajmie nam po prostu na przemierzanie terenu i podziwianie widoków. Swoistym kontrapunktem dla fenomenalnego otoczenia są niestety projekty postaci i ich animacje, wyglądające o kilka klas gorzej. Drugą rzeczą, która robi naprawdę niesamowite wrażenie, jest klimat, na który poza grafiką składa się również oprawa dźwiękowa. Dolinę przemierzamy samotnie, przez prawie całą grę nie spotykając żywej duszy – przeczesywanie terenu, w połączeniu ze świetną klimatyczną muzyką i świadomością, że w miejscowości dzieje się coś bardzo niedobrego, może wywoływać ciarki na plecach. Dodajmy do tego jeszcze inspirację twórczością Lovecrafta czy Grabińskiego, wyraźnie wyczuwalną i zauważalną w niektórych momentach gry. Swoje trzy grosze dorzuca również całkiem niezłe udźwiękowienie, w tym występujące w bardzo skromnych ilościach dialogi (tutaj polecam polski dubbing, który jest bardziej klimatyczny niż angielska wersja). Niewątpliwą zaletą jest również mechanika zagadek – większość z nich składa się z kilku etapów, w których należy wykazać się spostrzegawczością i umiejętnością łączenia ze sobą faktów w logiczne ciągi wydarzeń. Nie uświadczymy tutaj zagadek typu przestawiania zapadek w celu otwarcia zamka, pieczenia ciasteczek według przepisu nakazującego wsypać do szklanki "dwie szczypty miłości", ani tym bardziej polowania na piksele. Zagadki są przemyślane i bezpośrednio połączone ze światem przedstawionym.

Mimo kilku niewątpliwych plusów gra posiada niestety szereg dużych minusów. Jednym z nich jest fakt, że w Red Creek Valley tak naprawdę niewiele mamy do zrobienia. Jak na grę przygodową ilość zagadek jest naprawdę niewielka, a chociaż są dobre i przemyślane, poziom ich trudności jest praktycznie żaden. Sporych rozmiarów teren jest niewykorzystany, ponieważ ogromna jego część nie ma do zaoferowania absolutnie nic poza pięknymi widokami, które podziwiamy w drodze od jednej zagadki do drugiej, oraz – sporadycznie – potencjalnie nie mających znaczenia szczegółów, które jednak na późniejszym etapie można dopasować do fabuły. Największym grzechem "Zaginięcia Ethana Cartera" jest jednak długość i jednorazowość. Przejście gry za pierwszym razem, włącznie z czasem potrzebnym na podziwianie terenu i odnajdywanie następnych zagadek, to kwestia około pięciu godzin. Po tym czasie przygodę z nią można zakończyć raz na zawsze, ponieważ brak alternatywnych zakończeń w zasadzie odbiera sens grania w nią po raz kolejny. Tym bardziej, że przy następnym podejściu – wiedząc już, gdzie znajdują się zagadki i znając sposób ich rozwiązania – gra wystarczy może na półtorej godziny.

W ogólnym rozrachunku pierwsza gra The Astronauts to produkt udany, ale niestety posiadający spore wady. Pod względem klimatu, fabuły, oprawy audiowizualnej i połączenia zagadek ze światem przedstawionym "Zaginięcie Ethana Cartera" jest grą pierwszorzędną i dla tych elementów warto się z nią zapoznać. Gracz poczuje się, jakby został uderzony obuchem w głowę, ale niestety tylko i wyłącznie raz – niewielka ilość prostych zagadek i brak alternatywnych ścieżek poprowadzenia i zakończenia fabuły sprawiają, że po jednokrotnym przejściu nie warto więcej do niej wracać, ponieważ niczym już nie zaskoczy.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
94% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
Udostępnij:
Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich kilku latach Polacy sporo namieszali na rynku gier. Bez problemu każdy przytoczy rewolucyjne RPG, jakim był "Wiedźmin 3" czy też ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 50%