Recenzja Sezonu 1

Król (2020)
Jan P. Matuszyński
Michał Żurawski
Kacper Olszewski

Schyłek dnia

Akcja serialu Matuszyńskiego rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym, które niewiele ma wspólnego z podlanymi nostalgią przedstawieniami tego okresu. Twórcy zaglądają pod podszewkę mitu i ...
Schyłek dnia
Pierwszy odcinek "Króla" miał swoją premierę na początku listopada ubiegłego roku. Oglądanie serialu, który rozpoczyna się sceną krwawego starcia narodowców i socjalistów na ulicach Warszawy raptem kilka dni po największych protestach w historii współczesnej Polski, było osobliwym doświadczeniem. Nieprzyjemne ukłucie niepokoju towarzyszyło mi podczas całego seansu, a wyobraźnia rysowała paralele do współczesności aż do finału. Radykalizująca się prawica, nasilający się antysemityzm, marzenia o "Polsce wolnej od..." romansującej z faszyzmem. Dawne podziały, kruche sojusze i zdrady, do jakich wraca osadzona w dwudziestoleciu międzywojennym produkcja, odbijają się echem w polskiej historii po dziś dzień. "Królowi" daleko jednak od publicystycznego tonu. Melancholia miesza się tu z przemocą, nostalgia równoważona jest gorzkim spojrzeniem na nieistniejący świat z perspektywy uwikłanej w historyczną machinę jednostki. Serial Jana P. Matuszyńskiego to opowieść o pracy pamięci, o cenie ambicji i kompromisach, jakimi naznaczona jest droga do (prawdziwej lub wyobrażonej) wielkości.


Przemierzający ulice przedwojennej Warszawy Jakub Szapiro (Michał Żurawski), bokser i członek gangu socjalisty Kuma Kaplicy (Arkadiusz Jakubik), wydaje się na pierwszy rzut oka ucieleśnieniem spełnienia. Bohater zbudował swoją tożsamość, odcinając się od tradycji i przeszłości. Wymyślił siebie na nowo, polegając niemal wyłącznie na własnym sprycie i prawym sierpowym. Szapiro konsekwentnie kroczy wyznaczoną ścieżką, stając się z jednym z najpotężniejszych ludzi stolicy. Ściąganie haraczy i wypełnianie rozkazów Kaplicy stało się dla pochodzącego z biednej żydowskiej rodziny Szapiry trampoliną do sławy i bogactwa, ale bohater Żurawskiego nie jest szeregowym zbirem zbijającym cynicznie kapitał na cudzej krzywdzie. Przemoc i wyzysk to według Szapiry nie cele sam w sobie, lecz niejako skutek uboczny działalności, której przyświeca walka o lepsze jutro – dla jego bliskich, dzieci, towarzyszy. Tak przynajmniej bokserowi przez długi czas z powodzeniem udawało się racjonalizować swoje życiowe wybory.

Szapiro w interpretacji Żurawskiego jest postacią wyrosłą z najpopularniejszych antybohaterów współczesnej telewizji. Ma w sobie ambicje Nucky'ego Thompsona, urok Dona Drapera i niepokój Tony'ego Soprano. Aktor wygrywa sprzeczności targające bohaterem po mistrzowsku, korzystając z oszczędnych, a przy tym szalenie precyzyjnych środków wyrazu. Mimo że Szapiro nie wierzy w boga, podskórnie przeczuwa, że za występki, jakich się dopuścił, czeka go jakiś rodzaj kary. W zmęczonym spojrzeniu boksera coraz mocniej odkładają się narastające przez lata wątpliwości i zniechęcenie. Jego partnerka i matka jego synów Emilia (Aleksandra Pisula), która w przeciwieństwie do Jakuba nigdy nie wierzyła, że będzie czuła się Polsce jak u siebie, namawia mężczyznę na wyjazd do Palestyny. Szapiro nie chce o tym słyszeć, mimo że w głębi duszy marzy o nowym życiu, czystej karcie. Choć jeszcze nie potrafi sam przed sobą się do tego przyznać, wie, że zbudowane przez Kaplicę i jego kompanów imperium to kolos na glinianych nogach. Niczym w osadzonym w Budapeszcie w 1913 roku "Schyłku dnia" László Nemesa, gdzie na pierwszy rzut oka miasto wciąż jest w rozkwicie, ale w jego splątanym, pulsującym tle widać, że słońce chyli się już ku zachodowi.



Akcja serialu Matuszyńskiego rozgrywa się w dwudziestoleciu międzywojennym, które niewiele ma wspólnego z podlanymi nostalgią przedstawieniami tego okresu. Twórcy zaglądają pod podszewkę mitu i wydobywają na światło dzienne zniuansowany, choć czasami mało pochlebny portret przedwojennej Warszawy. Ubierają go w kostium kina gangsterskiego z domieszką noir i sprawnie wplatają gatunkowe klisze w polskie realia. W obiektywie Kacpra Fertacza, stałego współpracownika Matuszyńskiego ("Ostatnia rodzina" i czekające na premierę "Żeby nie było śladów") widać inspirację "Dawno temu w Ameryce" Sergio Leone, serialami "Peaky Blinders" czy "Zakazanym imperium". Klimatu dopełnia hipnotyczna ścieżka dźwiękowa Atanasa Valkova zbudowana wokół motywów muzyki żydowskiej. Twórcy "Króla" wykonują imponującą pracę, wskrzeszając na ekranie wielokulturowe i wielojęzyczne miasto, którego już nie ma. Scenografowie i dekoratorzy wnętrz – Grzegorz Piątkowski, Katarzyna Sikora i Joanna Kuś – z równą pieczołowitością odtwarzają wnętrza mieszczańskich kamienic, ociekających bogactwem dworków i eleganckich restauracji, co i obdartych cel więziennych, podejrzanych barów i burdeli. Zabierają nas na przedwojenny Kercelak i Nalewki, do wnętrza Wielkiej Synagogi. Przypominają także o Miejscu Odosobnienia w Berezie Kartuskiej, gdzie pod okiem władz II RP funkcjonował obóz koncentracyjny.

Stworzone przez Szczepana Twardocha postacie, które pisarz przenosi na szklany ekran do spółki z Łukaszem M. Maciejewskim i Daną Łukasińską, dają aktorom rzadko spotykaną w polskiej telewizji okazję do eksperymentowania i twórczej zabawy z wizerunkiem. Oprócz Żurawskiego, który tworzy tu najlepszą kreację w dotychczasowej karierze, na pierwszy plan wysuwają się Arkadiusz Jakubik w roli Kaplicy i Aleksandra Pisula wcielająca się w partnerkę Szapiry, której udaje się zbudować wielowymiarową postać wymykającą się stereotypom udręczonej matki i żony. Świetne są także Magdalena Boczarska jako burdelmama Ryfka czy Aleksandra Konieczna w zaskakującym epizodzie. Osobnym tematem jest Radziwiłek w interpretacji Borysa Szyca, który balansuje na cienkiej granicy niezamierzonej autoparodii. I choć postać demonicznego Doktora wydaje się przynależeć jakby do innego, bardziej kampowego porządku, Szyc jest w swojej brawurze tak zachwycający, że potrafi postać obronić nawet w najbardziej kuriozalnych scenach. Sam wątek rywalizacji Szapiry z Doktorem jest za to chyba jednym z najbardziej rozczarowujących aspektów "Króla". Podobnie blado wypada historia rodziny Ziembińskich (Andrzej Seweryn, Lena Góra, Piotr Pacek), popadająca z czasem w coraz bardziej destrukcyjne dla dramaturgii klisze. Zabawa skrajnymi tonacjami nie zawsze zresztą wychodzi "Królowi" na dobre. Komediowe i groteskowe akcenty nie do końca płynnie łączą się z dominującą realistyczną konwencją, odpryski realizmu magicznego w postaci pojawiającego się od czasu do czasu nad Warszawą kaszalotem obnażają inscenizacyjne i scenariuszowe szwy.

   

Choć gros fabuły stanowią gangsterskie i polityczne porachunki, największą siłą "Króla" jest rozwijająca się równolegle opowieść o pamięci i sumieniu, o cenie osobistego szczęścia składanego na ołtarzu ambicji. Reżyser wraca w nieoczywisty sposób do tematu debiutanckiej "Ostatniej rodziny", gdzie pod pretekstem przedstawienia sylwetki znanego malarza dokonał przejmującej analizy relacji rodzinnych. Umiejętność zamknięcia w gatunkowej strukturze esencji odchodzącego świata, gęstość rozrysowanych kontekstów i emocji wynoszą ekranizację powieści Twardocha do serialowej pierwszej ligi.
1 10
Moja ocena serialu:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
57% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (46 głosów).
Udostępnij:
Bardzo kibicowałem temu serialowi i chciałem, żeby "Król" był dziełem wybitnym, godnym literackiego pierwowzoru. Co prawda nie sprostał moim oczekiwaniom ale to nie ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 82%