Recenzja serialu

Przepis na życie (2011)
Michał Rogalski
Łukasz Wiśniewski
Magdalena Kumorek
Piotr Adamczyk

Bon appétit!

Jakkolwiek patrzeć "Przepis na życie" jest lekką produkcją obyczajową, której motto ma naprawdę pozytywny wydźwięk. Otóż nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet z największymi problemami można ...
Nie da się ukryć, że produkcje oparte na wątkach kulinarnych cieszą się od pewnego czasu dużą popularnością wśród widzów. "Przepis na życie" to właśnie tego typu serial, TVN-owska produkcja, w której w roli scenarzystki zadebiutowała dotychczas znana ze swoich aktorskich dokonań (szczególnie jako Alina Krawczyk w "Miodowych latach") Agnieszka Pilaszewska. Autorski debiut to niebanalna, dość nieprzewidywalna i pełna humoru opowieść, która zgromadziła przed telewizorami spore grono odbiorców.



Anka (Magdalena Kumorek) prowadzi zwykłe i ustabilizowane życie u boku męża Andrzeja (Piotr Adamczyk) i nastoletniej córki Mańki (Aleksandra Radwańska). W 16. rocznicę ślubu w wyniku redukcji etatów w korporacji Anka traci pracę. Jakby tego było mało, w prezencie od męża otrzymuje informację, że ten odchodzi do innej kobiety. W jednym momencie całe życie Anki legnie w gruzach i chociaż kobieta załamuje się, to bliskie osoby nie pozwolą jej za długo rozpaczać. Pod wpływem córki, matki Ireny (Dorota Kolak) i najlepszej przyjaciółki Poli (Edyta Olszówka) Anka szybko się podnosi i znajduje pracę na zmywaku w restauracji "Imbir", w której szefem kuchni jest Jerzy Knappe (Borys Szyc). Nie trzeba będzie długo czekać na objawienie jej skrywanego talentu kulinarnego.


Fabuła serialu nie jest specjalnie oryginalna. Mamy bowiem główną bohaterkę, która przechodzi kryzys. Stopniowo zaczyna układać swoje życie na nowo i ot dziwnym trafem jej pasja do gotowania zostaje zauważona i nawet doceniona. Poznaje nowego faceta, również po przejściach. Oboje się docierają, zbliżają, po czym znowu oddalają i w zasadzie tak jest nieustannie. Mimo takiej podstawy cała historia jest niebanalna i dość nieprzewidywalna, co niewątpliwie jest zasługą bohaterów drugoplanowych. Otóż w tle w mdłej relacji Anki (Magdalena Kumorek) i Jerzego (Borys Szyc), możemy obserwować nowy związek ex-męża głównej bohaterki Andrzeja (Piotr Adamczyk) z Beatką (Maja Ostaszewska). Piękna pani dermatolog bez wątpienia kradnie dla siebie całe show z każdą chwilą, w której tylko się pojawia. Zarówno Adamczyk, jak i Ostaszewska kreują swoich bohaterów z pełną autoironią. Dorównać mogą im jedynie przyjaciółka Anki Pola (Edyta Olszówka), której cięty język i fenomenalne "O ja cież pierdzielę!" w każdej scenie powoduje nieokiełznane wybuchy śmiechu oraz Dominika Gwit jako Zośka, przyjaciółka Mańki, która również nie szczędzi w słowach. Duży atut stanowi także starsze pokolenie aktorów – Iwona Bielska, Sławomir Orzechowski, Wojciech Duryasz i oczywiście Dorota Kolak, wokół której kręci się to całe zgromadzenie.


Nie wszystko jest jednak tak kolorowe, jakby się tego chciało. Scenografia niestety nie idzie ramię w ramię ze scenariuszem, co momentami mocno zakłóca odbiór wydarzeń. Dziwnym trafem pogoda w serialu niesamowicie szaleje, mamy prawie roczną zimę, po czym następuje wielomiesięczne lato. Ocieplenie klimatu to jedno, ale niedopracowanie detali to już co innego. Szczególnie jest to zauważalne w związku z tym, że upływ czasu według scenariusza odmierzany jest przez pryzmat ciąży najpierw Anki, potem Beatki. Nieścisłości scenograficzne są dość duże.


Jakkolwiek patrzeć "Przepis na życie" jest lekką produkcją obyczajową, której motto ma naprawdę pozytywny wydźwięk. Otóż nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet z największymi problemami można się uporać i przede wszystkim nigdy nie jest za późno, by coś zmienić w swoim życiu.
1 10
Moja ocena serialu:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
67% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).