Cziken

nie podano imienia i nazwiska

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Filmowe zaliczanie i komentowanie
| 155 komentarzy

W komentarzach słów parę o obejrzanych filmach, serialach
(uwaga spoilery)
Udostępnij

komentarze

Ktoś nie może dospać :-]

Czekam na śniadanie do łózka :) ha

"Nietykalni" (2011)

Bardzo optymistyczny film, ogląda się go z uśmiechem na twarzy ale nie jest to raczej top
10 najlepszych.:) Osobiście wyżej cenie " życie jest piękne" jeśli już chodzi o komedio
dramat (znalazło by się jeszcze kilka lepszych produkcji) , W nietykalnych brakowało mi
dramatyzmu, to taka komedia obyczajowa na wysokim poziomie. Dramatycznych
wydarzeń tutaj jak na lekarstwo.

Wiele osób zarzuca "Nietykalnym" że film powiela temat przyjaźni ze to już było etc.. Nie o
to w kinie chodzi by zawsze odkrywać nowe rzeczy, by w każdej scenie czymś
zaskakiwać. Sztuką jest nakręcić dobry film z tak oklepanych i oczywistych tematów jak miłość, przyjaźń etc. i dać frajdę widzowi.z jego oglądania.


Wiec naprawdę nie ma się co czepiać ze to kolejny film o "przyjaźni" wg mnie liczy się to
jak reżyser,scenarzysta prowadza opowieść, by nie zanudzić widza. I to im się udaje.
Po ocenach tego filmu widać ze ludzie są spragnieni oglądania DOBRYCH
optymistycznych filmów.
8/10

"Dziewczyna z tatuażem" (2011)

Pytanie po obejrzeniu tego filmu nasuwa mi się tylko jedno: właściwie to która z wersji była lepsza?
Szwedzka zrealizowana za drobne czy może amerykańska za grube miliony. Moja przyjaciółka Milenium uważa za najlepsza książkę jaka w życiu przeczytała, i żadna filmowa adaptacji do niej nie przemawia i raczej nie przemówi .

W amerykańskiej wersji bardziej zwrócono uwagę na relacje miedzy głównymi bohaterami, w szwedzkiej ograniczono ten wątek i to w zasadzie największa różnica miedzy wersjami jak rzuciła mi się w oczy ( i jaka pamiętam ponieważ szwedzka wersje oglądałem dawno). Innych tak dużych różnic nie zauważyłem dlatego delikatnie skłaniam się ku wersji szwedzkiej ( Jak nie widać różnicy to po co przepłacać) i jednak wole gdy w Szwecji mówią po szwedzku nie po angielsku.

Aktorsko chyba wolałem Rapace jako Lisbeth ale Craig jest lepszym Blomkvistem.
Koniec końców trzeba przeczytać książkę i wtedy wyjdzie która z adaptacji bardziej zbliżona jest do oryginału. I może wtedy zmienię zdanie.
8/10

„Igrzyska śmierci” (2012)

Wielkie rozczarowanie. W tym filmie nuda i brak emocji zabija widza. Przeczytałem cała trylogie „Igrzysk” i głównym powodem dla której ciężko się od niej oderwać sa emocje. Emocje których w ekranizacji filmowej zabrakło. Przeniesiono niektóre sceny, byle jak zmontowano całość, dodano muzyczkę i koniec.

Nie oczekiwałem wiernej ekranizacji bo wiadomo nie da się upchać całej książki w filmie. Ale to co zaserwowali nam twórcy jest poniżej oczekiwań. Na ekranie panuje chaos.

I tak mamy kilka scen wprowadzających które w ogóle nie wprowadzają (chyba że w błąd), nie czuje się kompletnie więzi łączących bohaterów np. przyjacielsko-miłosnych Katniss z Gale’m, nie czuje się w ogóle trudnych relacji Katniss z matką, rodzącej się przyjaźni Katniss z Rue itd.
Wizualnie nie można się czepiać ale ten film nie tylko ma cieszyc oko, powinien przede wszystkim wzbudzić w widzu emocje. A na tym polu to kompletna porażka.

Nie ma emocji a wiec mili państwo Głodowe Igrzyska wygrała NUDA która zabiła cały film !
4/10

"Buntownik z wyboru" (1997)

Zamknięty w sobie genialny chłopak z problemami.
W sumie te słowa streszczają cała fabułę tego filmu. Na uznanie zapracowali w tym filmie Ben Aflek i Mat Damon ale nie ze względu na swoje popisy aktorskie ( a grają świetnie, ten młodzieńczy luz, nie ma w tym maniery po prostu wtedy tacy byli) tylko za scenariusz.

To niesamowite ale w roku 1997 kiedy powstawał film mieli oni po 25 i 27 lat . Jedynie co można zarzucić filmowi to, to że scenariusz jest trochę naiwny: taki typowy amerykański sen. Z drugiej jednak strony ta historia właśnie mogłaby się wydarzyć praktycznie tylko w Ameryce i ja to kupuje.

Podsumowując dla mnie scenariusz to perełeczka taki tekst mógł powstać tylko w młodych umysłach. (Affleck o wiele bardziej sprawdza się jako scenarzysta i reżyser niż aktor w moich oczach). Fakt autorzy nie ustrzegli się kilku błędów w postaci uproszczeń fabularnych, naiwności i przesłodzonego happy endu ( otwarte zakończenie tego nie zmienia). Nie wszystkim może się to podobać ale całościowo wszystko tutaj wg mnie wypada dobrze.
Na plus jeszcze wypadają sceny Damona z Williamsem i z Affleckiem - ich rozmowy strasznie wciągają, okraszone spora dawka humoru dialogi to duży plus tego filmu.
8/10

"Tożsamość" ( 2003)

10 nieznajomych spotyka się w deszczowa noc w pewnym motelu. I w miarę upływu czasu grono gości hotelowych w morderczy sposób pomniejsza się. Cała fabuła ale czy aby na pewno.

Nie chce za dużo zdradzać bo w tym filmie przede wszystkim chodzi o to by zaskoczyć widza. I myślę że większość z oglądających będzie zaskoczona. Aktorsko nie wypada źle, aktorzy to raczej 2, 3 liga ale, trzeba powiedzieć radzą sobie.

Film po 1 razie może wydawać się rewelacyjny ( efekt zaskoczenia), ale gdy ogląda się go drugi raz zaczyna zauważać się jego mankamenty. Oglądając go miałem wrażenie że to produkcja wyprodukowana prosto do telewizji na jakieś zamówienie. Mamy straszne morderstwa które de facto w ogóle straszne nie są.

Gdy cała mistyfikacja się wyjaśnia film wg mnie gubi napięcie, potwierdza to scena kończąca cały film, która wydawała mi się głupia. Nie jest to poziom siedem i milczenia owiec, które można oglądać kilkukrotnie i za każdym razem nie nudzą.

„Tożsamość” dobra na raz. ( film oglądałem 2 lub 3 razy)
7/10

"Gdzie jesteś, Amando" (2007)

Młody detektyw wynajęty przez rodzinę zaginionej dziewczynki, zaczyna mieszać w śledztwie prowadzonym przez policje. Podejmując się zlecenia nie spodziewa się, że wyjaśnienie tej zagadki przyniesie wszystkim jeszcze więcej problemów.

Po co są zasady? Jedni powiedzą po to by je łamać inni będą uważali je za świętości których trzeba przestrzegać.
Film Afflecka opowiada o dokonywaniu wyborów. I tak nie zawsze to co wydaje się dobre ( prawe, zgodne z zasadami) w ogólnym rozrachunku okaże się dobre.

Po seansie tego filmu cały czas można się zastanawiać co by było gdyby? I tak naprawdę nie wiadomo. (Ostrzegam zakończenie może widza totalnie wykurzyć ).
Wkurzyć może jeszcze to jak dorośli traktują tytułową Amandę. A traktują ją jak przedmiot ( dokonują wyborów za nią, przekazują z rąk do rąk, próbują sobie ją przywłaszczyć zapełniając w ten sposób swoje puste życie) .

Ben tym razem staje po drugiej stronie kamery, jednak w głównej roli obsadza braciszka (Casey). Jego postać jest dość irytująca, w niektórych scenach mało przekonująca. Jego bohater wkurza maksymalnie widza ( myślę ze na jej postrzeganie duży wpływ ma zakończenie, większość nie może wybaczyć decyzji głównemu bohaterowi). Szkoda że to sam Ben Affleck nie wcielił się w głównego bohatera, wydaje mi się że wypadł by lepiej niż brat. Ogólnie aktorsko jest dobrze, sama historia jest dość wciągająca. Książka podobno lepsza (jak zawsze) ale nie czytałem wiec nie wiem.

Film po seansie zostaje w głowie, człowiek zastanawia się jak samemu by postąpił. Dla wielu odpowiedz jest łatwa ale pamiętać należy że łatwo podejmować decyzje siedząc w fotelu przed telewizorem.
7/10

"Królewna śnieżka i łowca" (2012)


Kolejna mroczna bajka, a za rok już Jas i Małgosia (ehh to Hollywood, jak się za cos
zabiorą to wyciskają do ostatniej kropli).

Historia prosta jak drut, w zasadzie nie ma się czego czepiać przy scenariuszu. Nowa
mroczniejsza wersja królewny to niezły film, może dlatego że tyle już było tych „łzawych”,
mdłych ekranizacji. I na ich tle znacząco się wyróznia. Nie jest to poziom mroku i
oczarowania jak to ma miejsce w filmie Labirynt Fauna ( rewelacyjny swoja drogą).
Królewna wypada za to o wiele lepiej niż Alicja w krainie czarów.

Wszyscy maja problem chyba z tym ze to Krystyna zagrała kopciuszka, przez to ten film
jest tak nisko oceniany. Aktorsko rzeczywiście Krystyna wypada blado na tle wszystkich (
obsadzono ja głownie po to chyba by przyciągnąć młodziaków zafascynowanych
zmierzchem, bo innego powodu nie widzę). Żenująco wypada scena płomiennej
przemowy śnieżki (facepalm). Ale w sumie nie ma się co znęcać nad Krystyna zagrała na
swoim mocno średnim poziomie. Film do góry ciągnie reszta postaci. W filmie rządzi i
dzieli rewelacja Theron. Thor tez całkiem dobrze się prezentuje jako łowca (wole go
takiego niż cukierkowego boga z młotkiem), no i jeszcze rewelacyjne krasnoludy w ich
rolach bardzo dobrzy aktorzy.

Podsumowując królewnie zmieniono szaty ( W Hollywood w modzie są ostatnio ciemne
barwy), wycięto praktycznie wątek miłosny, i uzyskano przyzwoity efekt.

6/10

O, fajnie, że taki temat założyłeś, dobrze się czyta :)

Nie powiem, że nie papugowałem po Tobie :) ale to dobry pomysł jest !
Zawsze można wrócić po czasie i przypomnieć sobie mniej więcej odczucia po obejrzeniu jakiegoś filmu, albo zobaczyć jakie głupoty się wypisywało jakiś czas temu :)

Dokładnie, własne wypociny po latach czyta się nie raz naprawde świetnie :)

Poznaj moich spartan (2008)

WTF?!
Jest takie powiedzenie : „przykleiło się gówno, do okrętu i mówi płyniemy”. I taką właśnie kupą jest film „Poznaj moich spartan” , który na sukcesie 300 próbuje zbić pieniądze.

W kinematografii było wiele filmów parodiujących arcydzieła, klasyki itd. Weźmy np. filmy Brooksa, Naga Broń etc. Są to filmy przepełnione żartami sytuacyjnymi, z humorem przekraczającym granice, a przede wszystkim są ZABAWNE. W „Poznaj moich spartan” humor zamieniono na żenadę, ile razy można śmiać się z Britney, Paris Hilton itd.
1/10

“The Wire” Sezon 1

Nie jest to kolejny zwykły serial o policjantach gdzie w każdym odcinku mamy ekstremalne pościgi, zapierające dech w piersiach strzelaniny, slow motion i te inne bzdury które psują realizm. Jeśli tego się spodziewacie to „The Wire” nie jest dla was. Tu liczą się bohaterowie oraz historia ( dokładnie taka kolejność)

Po obejrzeniu 1 odcinka byłem lekko w szoku. Pomyślałem ten serial to potwór. Nazwiska, ksywki, rozgrywki, wydziały powiązania miedzy wydziałami, zasady panujące na posterunkach, ulicy etc. To wszystko spada na widza i go dosłownie przygniata. Trzeba się w to wgryźć, a spotka was satysfakcja.

Bo „The Wire” to naprawdę dobrze opowiedziana historia z wieloma postaciami które można polubić i to po obu stronach barykady.

Fabułę 1 sezonu streszczę cytatem jednego z gliniarzy (Lestera Freamon’a):
“You follow drugs, you get drug addicts and drug dealers. But you start to follow the money, and you don't know where the f.uck it's gonna take you”

1 sezon
8/10

Fajna notka, ale ocena mogłaby być wyższa - chociaż jestem pewien, że po skończeniu całości wystawisz w pełni zasłużoną dychę :)

Już zaczynam czuć ten klimat i tą specyficzna narracje the wire, chociaż jak mi wprowadzają za dużo czarnoskórych postaci to nie potrafię ogarnąć tych wszystkich ksywek hah:) Ogólnie to potrafią czasem zamieszać i ni z gruszki dodać z tuzin nowych postaci drugo, trzecio planowych niby nie ważnych ale decydujących o kierunku fabuły.

Notka o "The Wire" bardzo zachęcająca. Myślę, że w najbliższym czasie sięgnę po ten serial. Polecam również założenie bloga z prawdziwego zdarzenia, na pewno byłabym stałą czytelniczką :)
PS: Co do "Dziewczyny z tatuażem" muszę zgłosić poprawkę- do przyjaciółki amerykańska wersja filmu przemówiła, aczkolwiek książki nic nie przebije.

Ja od dłuższego czasu planuję powtórkę TGWTDT, ale kompletnie nie mam ochoty, żeby drugi raz obejrzeć ten film i już w zasadzie nie pamiętam, za co go tak wysoko oceniłem.

No to taki film na raz, nie zostaje w głowie na dłużej. Fincher zrobił więcej ciekawych filmów im więcej o tym myślę to TGWTDT zasługuje na notę 6-7.

The Host (2006)

Oglądając filmy koreańskie dochodzę do wniosku, że Ci ludzie mają talent a ja ich uwielbiam. W każdej konwencji znaleźlibyśmy perełkę wyśmienite kryminały, trzymające w napięciu thrillery i dramaty, nawet robiąc western im się udało. Wiec dlaczego miałoby im się nie udać realizując horror tzw. Monster movie. Nie znam kina koreańskiego tak dobrze jakbym chciał, nie wiem gdzie tkwi sekret, że mają tak utalentowanych filmowców.

Dziwni ludzie na Filmwebie żyją oceniając film azjatyckie takie jak The Host tak słabo. Ja rozumiem mamy trochę spaczone postrzeganie poprzez oglądanie super, mega, multi, ekstra wypasionych produkcji z USA za grube miliony. Ale kino to nie tylko kasa i efekty. Kino to także zabawa, opowiadanie historii, moralizowanie etc. Koreańczycy potrafią to wszystko starannie wyważyć i połączyć idealnie .

No ale dobra już koniec moich fanaberii teraz trochę o The Host.
Fabuła prosta : jest potwór i jest rodzina.
A teraz co najlepsze w filmie : jest akcja, jest komedia , jest dramat, jest napięcie, specyficzne azjatyckie aktorstwo, klimat czego chcieć więcej.
Nie wiem jak inni oglądający ale ja cały czas czekałem na zakończenie czy uda im się czy nie uda uratować dziewczynki. Bo z Koreańczykami to jest tak, że nigdy nie wiesz czy zaserwują ci happy end czy szokujące zakończenie po którym długo dochodzisz do siebie ( patrz np. Oldboy).

Amerykanie już dawno zapomnieli o szacunku dla widza ( nie dla pustego zjadacza popcornu) i serwują wiele filmów byle jakich. Cieszę się że gdzieś tam daleko na wschodzie są ludzie którzy robią filmy takie jakie chcą, kochają, a nie takie jakie narzucają im producenci, wytwórnie filmowe etc.

7/10

The Wire – sezon 2

I kolejny sezon za mną. Twórcy wyszli z założenia, że 1 sezon serialu był bardzo dobry dlatego w drugim za dużo nie pozmieniano. I tak jeśli chodzi o samą konstrukcje fabularna to jest taka sama jak w 1 sezonie. Pojawia się człowiek do rozpracowania, Porucznik Daniels ponownie zbiera tych samych sprawdzonych ludzi ( przez ok 4-5 odcinków) którzy następnie zabierają się do zapełniania tablicy korkowej coraz to nowszymi zdjęciami osób zamieszanych w sprawę szmuglowania, narkotyków, morderstw itd.

Z odcinka na odcinek sytuacja staje się bardziej klarowna, poszczególne wątki zaczynają się zazębiać, jak by to powiedzieć po wielu nitkach powoli prowadzą do jednego kłębka .
Trochę bardziej skupiono się w tym sezonie na wątkach osobistych bohaterów.
Sprawy z 1 sezonu zepchnięte zostają na dalszy plan, ale widać że będą w tym serialu głównym wątkiem na którym warto się skupić.

Cenie ten serial przede wszystkim za idealne połączenie wszystkich wątków. W pewnym momencie sezonu ( tak samo 1 jak i 2 ) nie mogłem oderwać się od ekranu i czekałem na zakończenie. To uczucie pojawia się gdy „zaciska się pętla” czy może lepiej „zarzucona zostaje sieci” w która wpadną „czarne charaktery”. W końcówce ekscytuje się tylko tym, komu uda się wywinąć, kto będzie cierpiał, kto zostanie zabity itd.

A teraz żeby nie było za słodko co mi się w 2 sezonie nie podobało.
Nie podoba mi się, że Polski wątek (główny wątek 2 sezonu) jest pozbawiony całkowicie polskości. No przecież to oczywiste, że Polacy w swoim gronie mówili by po polsku. A tutaj niestety oni w ogóle nie używają polskiego języka. Nawet w rozmowach między sobą mówią po angielsku. Wiem że to ze względu na widzów anglojęzycznych tak to zostało poprowadzone. Ale mocno to gryzie , kłuje gdy np. widzi się Greków mówiących po grecku lub Rosjan po rosyjsku.
Drugi minus to zamieszanie w końcówce związane z Omarem. Przecież to inteligentny nigga wątpię by dał się tak podpuścić przez Stringera .

Ale koniec końców całościowo 8-/10
Teraz w planach 3 sezon

The Wire – sezon 3

37 odcinków za mną na tym etapie serialu do akcji wkraczają prawdziwe grube ryby. Do narkotyków, morderstw, pieniędzy dołącza polityka. A jeśli mówimy już o polityce to znaczy ze sentymenty, przyjaźnie przestają się liczyć. Liczy się tylko końcowy wynik, tym bardziej ze rok wyborczy za pasem. Ten sezon składa się z 3 wątków. Pierwszy to walka polityczna o fotel burmistrza, drugi to walka z narkotykami w nietypowy sposób przez majora Colvina no i trzeci dobrze nam znany z 1 sezonu czyli rozpracowywanie grupy Barksdale/Stringera przez jednostkę specjalna.

W dalszym ciągu bohaterowie ( McNulty, Kima ) doskonale radzą sobie z przestępcami ale nie potrafią ułożyć sobie swojego prywatnego życia. Po drugiej stronie barykady dzieje się wiele. Avon opuszcza wiezienie, dużo zmieniło się od jego odsiadki. String już nie jest ulicznym wojownikiem bardziej interesuje go Biznes (przez duże B), ich ścieżki coraz bardziej się rozchodzą. Nie ma już wieżowców, teraz liczą się tzw. winkle, na których karty rozdaje nowy gracz Marlo. Wojna wisi w powietrzu. Nieubłaganie dla wszystkich bohaterów nadchodzi czas podjęcia ważnych decyzji.

Najlepszy watek wg mnie to polityczny. Walka o stołki nie ustępuje walce która toczy się równocześnie na ulicach miedzy Avonem a nowym graczem Marlo. Najsłabiej oceniam watek majora Colvina i jego utopijny eksperyment, zwyczajnie nie kupuje tego ( dogadania się z dilerami, przymykania oczu na handel, nie informowaniu prasy, dowództwa przez bardzo długi czas.). Gdyby go pominąć i bardziej się skupić na rozgrywkach politycznych, i wojnie o terytorium narkotykowe, mogłoby być rewelacyjnie. To właśnie dzięki tym wątkom końcówka sezonu jest mocna.

8/10

The Wire – sezon4

Tym razem twórcy skupiają się na życiu dzieciaków z ulicy, ich problemach, edukacji, i wyborach które zdecydują o ich dalszym losie. Ten sezon jest bardzo społeczny. Pokazuje kto w jaki sposób wpływa na decyzje młodych ludzi, jak kształtują się ich charaktery itd.
Stare wygi z dzielnicy wspominają dawne czasy gdy na ulicach panowały jakiekolwiek zasady, nowe pokolenie jest ich całkowicie pozbawione. Presja otoczenia, brak wsparcia ze strony najbliższych, brutalność z którą stykają się na codzienne, to m.in. sprawia że z niewinnych nastolatków zmieniają się w morderców, dilerów.

Serial z policyjnej opowieści zmienił się trochę w serial obyczajowy. I tak przez większą część sezonu będziemy oglądać akcje w szkole, problemy dzieciaków , próby resocjalizacji itd. I to w zasadzie mi najbardziej przeszkadza. Nie trawie za bardzo postaci Colvina, to taki dobry wujek który każdemu chce pomóc, człowiek pozbawiony wad w brutalnym, brudnym mieście. Do akcji wkracza także Pryzbylewski jako nauczyciel ale nie oszukujmy się, to nie to samo co twardy glina Mcnulty, który w tym sezonie „nosi kapcie w domu”.

Po sprawie Barksdale’a z 3 sezonu, jednostka specjalna pod nowym dowództwem i bez kluczowych policjantów tj. Kimy, McNultiego, Fremona jest w rozsypce. W ogóle w tym sezonie bohaterowie zepchnięci zostają na daleki plan. McNultiego praktycznie nie ma. Wątek policyjny odżywa dopiero w końcowych 3 odcinkach. Jeśli chodzi o politykę to kampania wyborcza w mieście dobiegła końca. W związku z tym idą duże zmiany ale też wolnym krokiem.

Wg mnie ten sezon ma dobry początek i koniec. Sprawy związane ze szkoła są dla mnie zbyt obyczajowe i pozbawione napięcia.
Z nadziejami spoglądam na 5 sezon wreszcie pojawi się trochę policyjnej roboty no i nasi dobrzy znajomi Grecy.

7/10

The Wire – sezon 5

W 5 sezonie wreszcie przyjdzie nam się skupić na policyjnej robocie.
Oczywiście nie obędzie się bez problemów, dziura w budżecie spowodowana wydatkami na szkolnictwo wyhamuje prace całej Baltimorskiej policji. Cięcia dosięgną wszystkich, jednostki specjalnej także. McNulty I Fremon nie są w stanie pogodzić się z tym, że Marlo im się wywinie, zaczynają kombinować by zdobyć fundusze, ludzi, sprzęt do „zdjęcia” Marlo. Sporo dzieje się na ulicy Marlo planuje przewrót by zdobyć, całe Baltimore dla siebie.

Polityka to w końcu polityka, obietnice składane podczas kampanii wyborczej okazują się nic nie warte. Trzeba znów podkręcać statystyki, zdobywać kolejne głosy, dogadywać się z wrogami, ponieważ pan burmistrz ma tym razem chrapkę na stołek gubernatora.

Nowy wątek jaki pojawia się w tym sezonie związany jest z gazetą i kilkoma dziennikarzami ale w zasadzie nie jest on taki nowy. Schemat jest taki sam: podkręcanie, oszukiwanie, podlizywanie się szefostwu itd. każda metoda dobra jeśli prowadzi do celu.
Twórcy trochę pokombinowali w tym sezonie i czasem ma się wrażenie że tempo dotychczas wolne, nagle mocno przyspiesza. Czuć, że to już ostatni sezon.

W ostatnich 10 godzinach pojawia się wszystkie (żywe) postacie jakie przewinęły się przez ekran. Wszystko praktycznie zostanie wyjaśnione, czy będzie optymistycznie? Powiem tak będzie raczej życiowo i realistycznie.

8,5/10

PODSUMOWANIE CAŁOŚCI:
Po 60 godzinach spędzonych z tym serialem mogę powiedzieć, że było warto.
Baltimore ( lub inne duże miasto) to nie jest miasto dla uczciwych i porządnych obywateli. Rozkazy idą z samej góry, kto spełnia zachcianki władzy zostaje wynagradzany, kto nie gra z nimi w jednej lidze, idzie na ścięcie. „Prawo ulicy” działa też na najwyższych szczeblach.
Miasto stoi i będzie stać . Cały czas będzie tętnić życiem bez względu czy z McNultym, Kimą, Fremonem, Danielsem, Omarem, Avonem, Stringerem i resztą bohaterów. Jedni odejdą na zawsze na ich miejsce przyjdą nowi. Jak to się mówi: "historia zatacza koło". Wszystko jest, było i będzie takie same. THE END.

8/10

Nie zgadzam się z twoją oceną 4. sezonu, dla mnie był najlepszy ze wszystkich. Może nieco źle podchodziłeś do tego serialu, to nigdy nie była stricte seria kryminalna, raczej portret Stanów na przykładzie jednego miasta, stąd edukacja, polityka, media itd.

Wątek edukacji był pozbawiony napięcia i irytował mnie Bunny Colvin :) i jeszcze na minus to, że kompletnie odstawili McNultiego Nie mówię, że cały sezon 4 był zły początek i zakończenie dla mnie bdb momentami rewelacyjnie ale środek mnie znużył strasznie, może to wina młodych bohaterów.

Sukiyaki Western Django (2007)

Lubię kino azjatyckie. Jednak w przypadku tego filmu to już dla mnie za daleki wschód. Prawdziwy miszmasz gatunków .
Po obejrzeniu tego potworka zastanawiałem się co artysta miał na myśli. I dochodzę do wniosku, że w zasadzie chyba nic nie miał po prostu wziął kilka filmów ( które robiły za fundamenty) wymieszał, z iście mangowska fantazją (Manga - komiks japoński) i stworzył ten specyficzny western. W założeniu film miał bawić, cieszyć oko i nic więcej.

Doceniam fantazje ale całe wykonanie już mniej. Z tym filmem jest tak jak z potrawami japońskimi na które znajda się smakosze. Znajda się też ludzie którym ten film się spodoba dla mnie był zbyt ciężko strawny. Wole klasyczne spaghetti westerny, filmy samurajskie, i normalna mange.
4/10

Mr. Nobody (2009)
Odwieczne pytanie „co by było gdyby”.
Zgodnie z teoria strun, entropii, wszechświatów równoległych etc. Siedząc gdzieś przed telewizorem w innym wymiarze, wszechświecie ten film spodobał by mi się tak, że nie mógłbym zasnąć przez cała noc a wystawienie 10/10 było by tylko formalnością.
Jednak w tym wszechświecie, z którego obecnie pisze, ten film spowodował, że musiałem walczyć ze snem a ocena wynosi tylko 4/10 ( 1/10 wystawiłem pewnie w jeszcze innym wszechświecie).

Wiadomo człowiek zawsze się zastanawia co by się stało, gdyby zrobił tak a nie tak, gdyby umówił się z ta dziewczyna a nie ta itp. Właśnie o tym jest ten film, przedstawia różne warianty.
Konkluzja wydaje się prosta na tyle by nie rozwlekać jej do 2,5 h filmu !!! Koniec końców okazuje się, że w życiu nie wykorzystamy wszystkich swoich najlepszych momentów, stracimy wiele. Nigdy do końca nie dowiemy się czy „Szklanka jest do połowy pusta czy pełna?”.

Jak dla mnie z perspektywy człowieka najlepszym rozwiązaniem jest tego nie wiedzieć. My mamy po prostu żyć tu i teraz a nie w alternatywnych rzeczywistościach, nie zastanawiać się co by było gdyby…. Bo wiadomo co jest na końcu …. KONIEC ŻYCIA, ŚMIERĆ CZŁOWIEKA, FINITO !!!!!!!!
Dla mnie ten film jest nudny, nadęty i pełen bełkotu. Przekombinowany.
4/10



Dziennik Zakrapiany Rumem (2011)

Zacząć należy od tego, że zwiastun tego filmu oszukuje.

Z każda minutą film jest coraz nudniejszy. Gdy jakiś wątek nabiera tempa i przykuwa uwagę, nagle ni z tego i owego jest przerywany. Wątki z których można by coś wycisnąć za szybko znikają. Jedynie co nie znika to lazurowa woda, rum i muzyka. Jednak to trochę za mało by zaciekawić. Fabuła leży i kwiczy, bo tak naprawdę to nie do końca wiadomo o czym opowiada, gdzieś przeczytałem na forum, że o wszystkim i o niczym – Trafnie.

Obsada, zwiastun, naprawdę zapowiadało się dobre kino ale tak to czasem bywa, że się nie udaje.
4/10

Koriolan (2011)

Nie jest to pomysł nowy by zrealizować film na podstawie dramatu Szekspira, uwspółcześniając go, zachowując przy tym oryginalne dialogi, imiona, itd.
Tym razem historia nie dotyczy pary zakochanych jak miało to miejsce w Romeo + Juli. Teraz otrzymujemy coś znacznie cięższego w odbiorze.

Gnejusz Marcujsz wojownik, obrońca Rzymu sprawdza się jak nikt inny w czasie wojny, jeśli jednak chodzi o czas pokoju tutaj jego odwaga, honor, pycha, wyższość sprowadzają na niego gniew ludu i wygnanie. Nie mogąc się z tym pogodzić jak został potraktowany, brata się ze swoim największym wrogiem i postanawia zniszczyć swoja ojczyznę.

Film w moim odczuciu jest teatralny. Surowa scenografia, wielkie bitwy ograniczone do potyczek kilkunastu osób, mimika, gesty, dialogi ( zachowane w oryginale) wszystko to ma nam się kojarzyć z teatrem i sztuką przez duże S.
Nie jest to film dla każdego, płomienne mowy bohaterów, ich działania, zachowania, dla osób które na codzienne oglądają raczej „zwyczajne” filmy, będą wydawały się głupie, nudne, bezsensu ( co zresztą widać po ocenie tego filmu i komentarzach na FW).

Dla mnie największą zaleta tego filmu jest aktorstwo ( wszyscy aktorzy świetni) , zdjęcia. Dobrze udało się też połączyć cała tą historie ze współczesnością. Mnie ten film zaciekawił i wciągnął.
7/10

Iron Sky (2012)

Pomysł na film wydaje się absurdalny po ciemnej stronie księżyca żyją sobie naziści, którym udało się zbiec ( a raczej odlecieć) po przegranej II wojnie światowej. Przez wiele lat zajmowali się propaganda, wychowywaniem nowych pokoleń, doskonaleniem broni w celu ponownego zapanowania nad ziemia. Aż tu pewnego dnia na ich drodze pojawia się czarny astronauta.

Pomysł absurdalny wiadomo, ale jak najbardziej nadający się do stworzenia filmu pełnego ironii, czarnego humoru, filmu w którym moglibyśmy w krzywym zwierciadle spojrzeć na dzisiejszy świat.

Nie udało się stworzyć jednak takiego filmu. Przesadzono z głupotą w niektórych scenach. Twórcy wyszli z założenia, że im będzie głupiej tym będzie lepiej, niestety tak nie jest .
Najlepsze sceny to te pełne ironii (jak np. przemówienie przedstawiciela Korei północnej) a nie pełne głupoty.
Ten film to połączenie scen naprawdę świetnych z scenami bardzo durnymi. Mogło być znacznie lepiej.
5/10

Poszukiwacze zaginionej Arki (1981)

Klasyka kina przygodowego, absolutny „must see” . Można by pewnie napisać dziesiątki prac mgr, książek na temat tego jak filmy z Indiana Jonesem wpłynęły na kulturę masową itepe.
Film ma ponad 30 lat i mam wrażenie, że nie zestarzał się ani trochę. No może jeśli chodzi o efekty specjalne ( końcówka) to trącą troszkę zabytkiem, jednak nie rażą w oczy jak to bywa w wielu nowych produkcjach przygodowych gdzie cała "ręczna robotę" zastępuje się tanim CGI z sztucznym komputerowym ogniem na czele.

Indi przepełniony jest akcja od początku do końca. Sam już ten film oglądałem kilka razy. Najlepsza rekomendacja niech będzie to ze z przyjemnością siadam za każdym razem przed TV na powtórkę Indiany. A Kto nie widział ten trąba !
9/10

„Ostatni Skaut” (1991)

Jeden z tych filmów, które widziałem dawno, dawno temu kiedy istniały jeszcze kasety VHS. Po X latach człowiek kompletnie zapomina co oglądał. Dlatego warto co jakiś czas odświeżać pamięć, tym bardziej, że filmy tego typu często goszczą w Tv.

Goszczą dlatego, że jest to kino czysto rozrywkowe, ze spora dawka przemocy, akcji, humoru. Takie filmy mają bawić widza a nie odpowiadać na fundamentalne pytania.
Ten film dla mnie to taka jeszcze bardziej komediowa wersja zabójczej broni.
Dwójka bohaterów, zostaje wplatana w sam środek wielkiej intrygi. Próbując wyjaśnić o co tak naprawdę chodzi, nabawia się mnóstwa siniaków, ran postrzałowych, zadrapań, stracą bliskich ( ale który z nich by się tam wielce przejmował ) itd.

W tym filmie liczy się tylko dobra zabawa. Mocno przerysowane kino akcji z happy endem. Z sentymentu dla filmów na VHS ..
7/10

„21 Jump Street” (2012)

Podobno jedna z najzabawniejszych komedii tego roku.
Dwójka niezbyt rozgarniętych policjantów ze względu na swój młody wygląd, trafia ponownie do ogólniaka, tym razem zinfiltrować środowisko i dorwać handlarzy narkotyków.
Nie jest to komedia najwyższych lotów, jednak jest zabawna ( to sukces biorąc pod uwagę amerykańskie żenujące komedie ostatnich lat) i ma jakiś tam maleńki morał dotyczący przyjaźni.
Jeśli amerykanie robią film o nastolatkach to mniej więcej wiadomo czego się spodziewać : imprez z czerwonymi kubkami (to klasyka) , wyluzowanych młodzieńców, przytępawych nauczycieli etc. W tym wypadku akurat niczym nowym twórcy nie zaskakują.

Największym atutem filmu jest para głównych bohaterów, jakby to powiedzieć czuć miedzy nimi chemie. Widać, że bawią się dobrze a to z kolei przekłada się na zabawę widza.
Troszkę się pośmiałem dlatego ..
6/10

„Zawrót Głowy” (1958)

"Vertigo" to film z lat 50, widz powinien być świadomy, że w filmach z tamtego okresu zobaczy więcej w grze aktorskiej elegancji, przesadnej maniery, gestykulacji, mimiki itd.
Dlatego nie rozumiem ludzi którzy zarzucają temu filmowi, że aktorzy grają drewno, zachowują się dziwnie, sztucznie. Ludzie 50 lat temu kręcono inaczej filmy niż dzisiaj do cholery !!!

A teraz trochę o filmie. Jak to u Hitchcocka mocna scena otwarcia, później nieco wolniejsze tempo ( misternie budowana intryga i tajemnica). I na zakończenie prawdziwy zawrót głowy. Tak w skrócie wygląda ten film. Kto jak kto ale ten facet znał się na swojej robocie, nie wiem jak to możliwe że nie dorobił się Oscara za reżyserię.

Dla mnie "Zawrót Głowy" przede wszystkim ma uniwersalną historie, która i teraz dobrze by się sprzedała.Ten film ma ponad 50 lat i dzięki takiej opowieści praktycznie się nie starzeje.

Nie ulega wątpliwości ,że Hitchcock był genialny. Chociaż nawet takiemu mistrzowi zdarzają się błędy (np. Czy w San Francisco jeździ się po lewej stronie?)
Ale nie o to mi chodzi by wyszukiwać drobne błędy i cieszyć się z tego , że ten film nie jest doskonały. Efekty , zdjęcia, montaż to bardzo wysoki poziom. Dla mnie jednak najważniejsza jest historia. No a ta jest bardzo dobra i trzyma w napięciu do końca.
8+/10

„ Indiana Jones i Świątynia Zagłady” (1984)

Druga cześć przygód Indiego, dla jednych bardziej mroczna niż pozostałe, bardziej tajemnicza, dla innych zdecydowanie najlepsza ze wszystkich itd.
W mojej opinii zdecydowanie gorsza od części pierwszej, zbyt wiele rzeczy mnie tym razem irytowało.

Zacznijmy od głównych postaci - nowa żeńska towarzyszka Indiany jest najbardziej irytującą bohaterką w całym filmie ( krzyk, śmiech, wyraz twarzy) to taka typowa laleczka do uratowania z opresji ( ona ma tylko dobrze wyglądać). Kolejną irytująca postacią jest dzieciak to z kolei pomniejszony Indiana.
Efektów specjalnych nie chce się czepiać bo w końcu tyle lat minęło, że dziwne by było gdyby się nie zestarzały. Nie są jednak tak straszne, najważniejsze że nie przeszkadzają w oglądaniu.

Mimo tych wszystkich irytujących mniej lub bardziej postaci, słabszych efektów, Indiana nadal dostarcza sporo akcji, zabawy. Ta część ma więcej absurdalnych, przerysowanych scen niż jedynka. To jest jednak Indiana Jones absurdalne sceny akcji z słynnym tematem muzycznym są jego znakiem rozpoznawczym. Można się czepiać ale koniec końców po co? ten film i tak już jest klasykiem i tego nikt twórcą nie odbierze.
To zawsze będzie dobre kino przygodowe.


7/10

„Niesamowity Spiderman” (2012)

Włączając ten film spodziewałem się gniota a tutaj pozytywne zaskoczenie. Myślałem że będzie to raczej kalka „starego” pająka i skok na łatwa kasę od wiernych fanów. Nowa obsada, inne podejście (podobno wierniejsze komiksowi – nie wiem nie czytałem), sensowniejszy scenariusz itp. Wszystko to sprawiło ze wyszedł całkiem fajny film.

Wiadomo robiąc film dla nastolatków nie uniknie się żenujących momentów ( pierwsze użycie mocy w metrze) , dramatyzmu wywołującego uśmiech na twarzy ( SPOILER : scena śmierci kapitana, i następująca po niej scena przyniesienia ekologicznych jajek do domu WTF?! ), wygłaszania banałów w amerykańskim stylu o odpowiedzialności, wartościach, dobru itd.

W niektórych filmach o bohaterach takie sceny, dialogi aż wypalają oczy i uszy, w tym filmie nie przekroczono pewnej granicy. Wszystko ładnie wyważono dlatego można przymknąć oko na niektóre żenujące momenty.
Jeśli chodzi o aktorstwo Garfield ma charyzmę, pasuje do tej roli nie wypada sztucznie, Stone tak samo.

Druga cześć już w planach miejmy nadzieje ze utrzyma taki poziom a będzie dobrze. Może w wreszcie w jakieś części Spidermana doczekamy się porządnego Venoma.
7/10

"Włączając ten film spodziewałem się gniota a tutaj pozytywne zaskoczenie."

Serio spodziewałeś się gniota? Gorszy od filmów Raimiego już nie mógł być, a na pewno nie od 3 części :) Poza tym, zgadzam się - przyzwoite kino, które wreszcie oddaje Pająkowi, co pajęcze.

Spodziewałem się produkcji w stylu Kapitana Ameryki, Thora. Jednym słowem większego poziomu żenady. W drugiej części liczę, że pojawi się jakiś lepszy przeciwnik. Brakuje mi jakiegoś arcy-łotra z prawdziwego zdarzenia w filmach pająka.

„Niezniszczalni 2” (2012)

Emeryci i renciści znów w akcji. Tym razem w składzie poszerzonym o JCVD oraz Chucka Norissa. Strach się bać kto pojawi się w cześci trzeciej Dudikoff? Diesel ? Bolo Yeung? Eastwood? Yun-Fat Chow ?

Film przepełniony autoironią, bohaterowie co rusz raczą nas zabawnym tekstem, poszczają oko, parodiują samych siebie. Fabuła jest gdzieś zepchnięta na daleki plan, kto by się przejmował zaginionymi 5 tonami plutonu, dla Slaya i paczki liczy się tylko zemsta, a że przy okazji uratują Albanię to przecież drobnostka. Ten film w zasadzie składa się ze scen akcji połączonych drobnymi przerywnikami na rozmowy i transport bohaterów do miejsca rozwałki.
Czysta rozrywka nie wymagająca angażowania niczego poza wzrokiem i słuchem. Najlepiej mieć duży Tv i moc w głośnikach wtedy zadowolenie z seansu gwarantowane.
6/10

"Przygody Tintina" (2011)

Klasyczna przygodówka, mamy skarb, 3 częściową mapę, kilku poszukujących. Żeby było oryginalnie całość jest animowana komputerowo, i to właśnie efekty wizualne są najlepsze w tym filmie. Fabuła niczym nie zaskakuje, kilka pościgów, parę zabawnych postaci, dużo humoru i żadnych dramatycznych zwrotów akcji (niestety).

Ładna animacja, cieszy oko i w kinie pewnie robiła wrażenie szkoda, że fabuła jest schematyczna i przewidywalna. Otwarte zakończenie sugeruje, że może powstać kontynuacja jeśli uda się zarobić wystarczająco $$$ w USA i na świecie. Z ciekawości można zobaczyć jak rozwinęły się efekty od czasów Indiany Jonesa, chociaż efekty nigdy nie zrobią takiego klimatu jak w pierwszym Indim.
6/10

„Indiana Jones i Ostatnia Krucjata” (1989)

Pustynia, naziści, skarb czyli Lucas i Spielberg zatoczyli kolo i praktycznie mamy do czynienia z tym samy co w pierwszym Indim. Mimo, że fabuła jest kalka 1 części to w niczym, to nie przeszkadza. Ta cześć dzięki końcówce jest nawet lepsza niż pierwsza. Większa dawka humoru, akcja z przymrużeniem oka, trochę SF, brak irytujących postaci krótko mówiąc same plusy. Dla mnie najlepsza odsłona przygód Indiany.

Kino przygodowe w czystym wydaniu bez filozofowania. Teraz już wiem dlaczego te filmy wpisały się w historii kina i dlaczego tak wiele osób chciało odjechać na koniach w stronę zachodzącego słońca. Klasyka i absolutny „must see”.
9/10

"Skyfall" (2012) - opinia praktycznie na gorąco

Cytując i parafrazując klasyka z innego filmu "Dlaczego upadamy James ? Aby się podnieść."
I tak dokładnie wygląda fabuła tego Bonda, powolna droga z powrotem na szczyt. Bond był zawsze w jakiś sposób odpowiedzią, odbiciem naszego świata. Zawsze potrafił się znaleźć w otaczającej rzeczywistości w tej części ma z tym nie lada problem. Musi uporać się z demonami przeszłości nie tylko swoimi.

Pierwsza a zarazem najbardziej naładowana akcją scena w filmie, zakończona postrzeleniem i upadkiem Bonda dla mnie to zakończenie pewnego etapu, efekciarskiego agenta 007, od tego momentu Mendes serwuje nam Bonda, który wraca do przeszłości i zabiera to co najlepsze ze wszystkich swoich odsłon np. zwyczaje, metody, postacie, auto a nawet intro.
Nie podoba mi się ten wytrych „ Bond jest jak batmany Nolana” teraz wszystkie filmy o „superbohaterach” będziemy szufladkować jeśli będą bardziej surowe, realne czy jak je zwał jako Nolanowskie ?!

Ta odsłona to idealna laurka na 50 lat Bonda, genialny drink ze wszystkich dotychczasowych odsłon- „Old-Fashioned Bond.” Jeśli ktoś spodziewa się tylko fajerwerków, to ten cytat Q niech będzie dla niego: „Spodziewałeś się wybuchowego długopisu? Już się w to nie bawimy.”
8/10

PS. Bardem jako czarny charakter sprawdził się idealnie.

„Dyktator” (2012)

Za bardzo nie ma co komentować film zrobiony dla….. właśnie dla kogo czego? Kasy ? zabawy? Kim Jong Ila? Żarty na słabym poziomie dotyczące kupy, cycków, seksu, arabów, feministek itd. Ten typ humoru występuję w coraz to większej ilości filmów dlatego zwyczajnie nie śmieszy.
PS. Nie rozumiem dlaczego na występ w tym filmie zgodzili się co niektórzy aktorzy. Pokazywanie ze ma się dystans do siebie to nie tylko robienie z siebie kretyna w żenującej komedii.
2/10

„Niepokój” (2007)

Pewien młodzieniec nie potrafiący egzystować po śmierci ojca popada w tarapaty. By uchronić się przed poprawczakiem zgadza się na zaobrączkowanie, dzięki temu areszt spędza w domu. Z braku ciekawych zajęć jego hobby staje się podglądanie sąsiadów.

Już Hitchcock 50 lat wcześniej wiedział, że z historii o podglądaniu da się zrobić świetny film. W zasadzie można by „Niepokój” nazwać luźną wariacja „Okna na podwórze”. Ta wersja to film młodzieżowy ( Trochę zakochania, trochę humoru, młodzi bohaterowie)

Trzeba przyznać, że film może trzymać w napięciu. Mnie trzymał tak gdzieś do momentu wyjaśnienia się całej sytuacji później twórcy popuścili wodze fantazji i wg mnie zepsuli zakończenie. Można było to rozegrać bardziej kameralnie( po co ta bezmyślność?! ). Dom zmienił się nagle w mordownie z salą tortur, rzeźnie z hakami itd. A już o głupocie seryjnego mordercy nie wspomnę tyle lat nie dal się złapać a w końcówce zachowuje się jak totalny kretyn.
6/10

„Róża” (2011)

Smarzowski opowiedział nam historie dziejąca się tuz po wojnie. I jak to ma w zwyczaju zrobił to bez lukrowania, zrobił to mocno. Możliwe że trochę przesadził, jednak takie podejście sprawia że ten film nikogo nie zostawi obojętnie ( w każdym razie nie powinien)

Czytając fora zauważam różne podejścia do „Róży”, że film antyrosyjski, ze film antypolski itd. Łatwo generalizować . Przecież Polska to nie tylko Bitwa pod Grunwaldem, Potop, Czterech pancernych itd. Mamy na naszej historii wiele rys, ale nie jesteśmy sami, nie ma na świecie kraju bez skazy w swojej historii. Musimy się pogodzić z pewnymi faktami, przyjąć je do wiadomości, nie zapominać o nich. Nie spoglądać na siebie tylko i wyłącznie jak na bohaterów, mężów stanu, jedynych sprawiedliwych na tej ziemi.

Dla mnie ten film opowiada historie ludności mazurskiej ( przez pryzmat Róży) lub raczej tego co pozostało z tej grupy etnicznej, a zostało nie wiele, przed wojną traktowani przez Niemców jak Polacy germanizowani. Po wojnie natomiast traktowani przez niektórych Polaków jak Niemcy, wysiedlani, upodlani itd. Polska kiedyś kraj wielokulturowy przez wojny, nazizm, komunizm zniszczony.
Który z was chciałby żyć w takiej Polsce tuż po wojnie jak Tadeusz? Ja na pewno nie.
8/10
PS. Polscy aktorzy potrafią grac lepiej niż zagraniczni tylko muszą mieć odpowiedni scenariusz.

„W Ciemności” (2011)

Historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, ten fakt zwiększa dramatyzm całej tej opowieści o bohaterze z krwi i kości. Socha był zwyczajnym człowiekiem pełnym wad, uprzedzeń itd. jednak mimo licznych słabości w odpowiednim momencie zrobił coś niezwykłego. Uratował grupkę żydów.

Więckiewicz ciągnie cały film i udowadnia, że obok Dorocińskiego jest najlepszym aktorem w kraju. To wykreowana przez niego postać jest światełkiem w tunelu dla żydów w kanałach. To właśnie Socha i tacy jak on rozjaśniali ciemność wojny. Więckiewicz chyba lepiej nie mógł zagrać Sochy. Warto także pochwalić Grochowska bo to najlepsza postać żeńska.

Klaustrofobiczne miejsce akcji, postacie to mocne strony „W Ciemności”. Mimo 2,5 godzin trwania filmu miałem wrażenie, że pominięto wiele wątków. 14 miesięcy w kanałach ale jakoś tego nie odczułem , nie wiem czy to przez ograniczony budżet czy przez to że Holland bardziej skupiła się na postaci Sochy a mniej na postaciach żydów. W każdym razie „W ciemności” wg mnie nie miało szans z "Rozstaniem" jeśli chodzi o Oscara ale to i tak dobry film.
7/10

"Tam, gdzie rosną poziomki" (1957)

Refleksyjna opowieść dotycząca pewnego profesora, który w ciągu jednego dnia wraca w snach, w myślach do czasów przeszłych do momentów które miały na niego wpływ. Przypomnienie tych wszystkich zdarzeń z jego życia uświadamia mu tak naprawdę jakim człowiekiem jest.

Ogólnie nie przepadam za filmami przepełnionymi metaforami ponieważ nigdy nie jestem wstanie wszystkich wyłapać, dlatego po takich filmach siadam i czytam co mi umknęło, co reżyser chciał powiedzieć.

Chyba nie zaliczyłbym tego filmu do optymistycznych czy ciepłych. Bo co może być optymistycznego w tym że zdajemy sobie sprawę z tego że zmarnowaliśmy w swoim życiu wiele szans, mało tego mieliśmy negatywny wpływ na życie innych (patrz syn Profesora który robi tak samo). Ten film to spojrzenie na swoje życie bardzo krytycznie.

Dlatego do końca nie jestem przekonany czy ta podróż dała coś profesorowi optymistycznego? Przecież już tak niczego nie zmieni ( lub może to być bardzo trudne). Nie dostajemy odpowiedzi ile życia przed nim i czy uda mu się coś zmienić.
7/10

„Hesher” (2010)

Zycie rodziny TJ po wypadku samochodowym stanęło na głowie, ojciec w ciężkiej depresji spędza dni na kanapie, nie interesując się życiem syna który także nie potrafi sobie poradzić ze strata bliskiej osoby. Przypadek sprawia że na swojej drodze spotyka nietypowego człowieka Heshera( świetny Gordon-Levitt) . Gościa który jest fanem prostych rozwiązań, aspołecznika który żyje z dnia na dzień. Nie można go nigdzie zaszufladkować. Wprowadza się do domu TJ nie pytając nikogo o zgodę i w dość nietypowy sposób przyczynia się do tego by ojciec i syn uświadomili sobie, że pomimo straty muszą żyć dalej.

Walka z traumą w filmach wałkowana już była na wiele sposobów, jednak ten jest mocno oderwany od rzeczywistości co stanowi o oryginalności tego filmu. Ostatnie sceny tj. metaforyczna mowa o utracie jądra oraz „spacer z babcia” pomimo swej abstrakcyjności to najlepsze sceny w filmie.

„Hesher” nie należy do lekkich filmów , nie jest trudny w odbiorze, porusza temat śmierci, radzenia sobie z utrata bliskiej osoby a takie filmy łatwo zepsuć, można je utopić w smutku i marazmie lub przesłodzić w optymistycznych rozwiązaniach. „Hesher” to mix wyżej wymienionych , to mocno przerysowany film. Pomimo niektórych zabawnych wątków to jednak bardziej dramat z optymistycznym zakończeniem niż czarna komedia.

7/10

„Homeland” – sezon 1

Amerykańscy żołnierze po ataku na kryjówkę terrorystów odnajdują jednego ze swoich, sierżant Brody w niewoli spędził 8 lat. Wszyscy w kraju traktują go jak bohatera tylko 1 agentka widzi w nim potencjalnego arcyłotra który zbratał się z terrorysta nr 1 i planuje zamach w USA. Pierwsze 6 odcinków to typowa zabawa w kotka i myszkę miedzy agentką Carrie a tajemniczym bohaterem wojennym Brodym. W połowie sezonu spotyka nas nieoczekiwany zwrot akcji, przez co poziom serialu się podnosi, wtedy też mamy trochę więcej napięcia. I w sumie ten zwyżkujący poziom utrzymuje się do końca.

Jest to historia grubymi nićmi szyta, trzeba czasem mocno przymknąć oko na bzdurki jakie serwują nam twórcy(szkoda że często przesadzają).
Nie za bardzo kupuje motywacje „miłości do wroga” ponieważ był miły… Był miły dla dwóch żołnierzy, którzy poświęcają dla Abu Nazira wszystko, brzmi to trochę groteskowo mam nadzieje, że twórcy wyjaśnią to lepiej np. praniem mózgu czy czymś. Najbardziej drażniące są wątki rodzinne, twórcy chcą nakreślić trudne relacje naszych bohaterów np. Brodiego po powrocie ale irytująca postać żony głównego bohatera, jakiś brak chemii między aktorami/postaciami psuje to wszystko. Wydaje mi się że ta historia była by lepsza gdyby Brody był samotny. ( ta rodzina która ma ciągnie ten serial w dół)

To co jest najlepsze w tym serialu a wiec zabawa w agentów , łączenie faktów, intryga, przesłuchania jest skracane, psute bardzo średnim przedstawieniem relacji rodzinnych, miłosnych bohaterów na tym tle najlepiej wypada Saul ( powierzchownie, w sam raz). W ogóle Saul to wg mnie najlepsza postać w całym serialu , taki wszechagent, mentor naszej głównej bohaterki Carrie, która z początku mnie trochę drażniła, ale z końcowymi odcinkami ją polubiłem. Jak tu nie polubić tak pokręconej postaci.

Jak dla mnie trochę za dużo w tym serialu bzdur (np. zachowania agentów, szefostwa) . Drugi sezon raczej nie rokuje dobrze. Showtime lubi rozwlekać swoje seriale jeśli cieszą się powodzeniem a nie wiem czy i jak sensownie można ciągnąc historie Brodiego ( zostanie Politykiem, Prezydentem ?!), a można było ją wystrzałowo zakończyć w 1 sezonie, to było by coś. Spodziewałem się lepszej produkcji.
7 - /10

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz