Dziku53

Oskar Dziki

Krótkie recenzje mało znanych horrorów, nie tylko tych dobrych. Zapraszam do komentowania i zostawiania swoich propozycji !

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Rituals - alegoria survivalu.
| 2 komentarze |


Rituals przez wielu uznawane jest za klasykę kina grozy i idealny survival. Film nakręcony w 1977 roku przez Peter Carter'a już kiedyś miał okazję pojawić się na moim ekranie, jednak gdy dostałem w ręce wersję Uncut z poprawionym obrazem postanowiłem powtórzyć seans i odebrałem ten film zupełnie inaczej jak przed laty. Zapraszam do recenzji.

Piątka lekarzy  w kwiecie wieku : Abel, Harry, Mitzi, Dj i Marty postanawia spędzić urlop gdzieś w Kanadyjskiej dziczy. Jeden z nich DJ (Gary Reineke) wybiera jako teren odpoczynku dolinę zwaną przez Indian ''Kryształowym Kotłem''. Z początku choć nie wszystko idzie po ich myśli to starają się czerpać radość z spędzanego wspólnie czasu i przeżycia prawdziwej męskiej przygody. Kiedy zapada zmrok ktoś zakrada się do obozowiska naszych bohaterów i podsłuchuje rozmowy dowiadując się że ma do czynienia z służbą zdrowia. Rano jeden z lekarzy orientuje się że z obozu zniknęły w tajemniczy sposób wszystkie buty oprócz jednej pary więc najmłodszy z grupy DJ wyrusza na poszukiwanie pomocy. Kolejnej nocy Abel odnajduje obok namiotu odciętą głowę jelenia nabitą na pal, coś na kształt totemu rytualnego. Bohaterowie wiedzą że nie są sami w leśnej głuszy i z stopami owiniętymi w szmaty wyruszają na podróż po ocalenie, podróż która wystawi ich nerwy i przyjaźń na próbę którą ci którzy przetrwają zapamiętają do końca życia.

I pierwsze co sprawia że ''Rituals'' jest filmem wyjątkowym są bohaterowie. Rzadko kiedy bohaterami horrorów są dorośli, wykształceni mężczyźni a częściej pragnące seksu i będące na wiecznym haju nastolatki. Są perfekcyjnie nakreśleni i nie są pozbawieni wad co sprawia że dość łatwo się z nimi identyfikujemy. Marty (Robin Gammell) ma problem z alkoholem przez co naraża siebie i resztę gruby na niebezpieczeństwo. Jego brat Dj jest zbyt pewny siebie i arogancki. Każdy z bohaterów wypada świetnie i naturalnie, ze strony aktorskiej jest to prawdziwy majstersztyk zwłaszcza kreacja Hal Holbrook'a. Widzimy jak bohaterowie powoli łamią się wiedząc w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli. Zaczynają się wzajemnie podejrzewać lub kłócić. W ostatniej części filmu kiedy Harry i Mitzi niosą na prowizorycznych noszach rannego Martyego napięcie wręcz wypływa z ekranu. Harry stara się zachować spokój i myśleć ''trzeźwo'' natomiast Mitzi załamuje się i panikuje. Kreacje aktorskie są najmocniejszą stroną filmu. Kolejnym ogromnym plusem jest budowanie napięcia poprzez tworzenie tajemnicy wokół tego co się wokoło dzieje. Nasz antagonista nie jest nam praktycznie w ogóle pokazywany, raz widzimy przez chwilę jego rozmazane odbicie w wodzie, kolejny raz jest cieniem przemykającym między drzewami za plecami bohaterów a w końcu jest obserwatorem stojącym gdzieś daleko na trzecim planie bacznie śledzącym poczynania lekarzy. Sam sposób w jaki pozbywa się ofiar jest nietypowy, nie rzuca się z maczetą siekając każdego wokoło, on stara się najpierw osłabić grupę i więzi w niej panujące. Kradnie buty, rozstawia wnyki w przeprawie rzecznej czy zrzuca w pobliże bohaterów gniazdo pszczół. Jego prawdziwe oblicze będzie nam ujrzeć w ostatnich minutach filmu i jest to widok wywołujący przerażenie jak i współczucie gdyż jest on ofiarą błędów popełnionych przez lekarzy wojskowych. Sam finał jest tragiczny i powodujący wielkie emocje, końcowa scena jest zwieńczeniem tego co przeszliśmy z bohaterami przez całą ich długą drogę. To co zachwyca w filmie to także scenografia która jest po prostu piękna. Tereny na których dzieje się akcja dają widzowi poczucie zaszczucia i totalnego odcięcia od jakiejkolwiek cywilizacji. Z początku akcja toczy się w gęstych zielonych lasach i w pobliżach wielkich Kanadyjskich jezior. Później lekarze pokonują koryto górskiego potoku i te sceny przypominają do złudzenia Uwolnienie. Ostatnim etapem podróży jest teren przez który niegdyś przeszedł ogromny pożar i te widoki zapierają dech w piersiach, to co jest tłem wydaje się być namalowane na wielkiej ścianie. Widoki przypominają też czasami obraz  post apokaliptyczny kiedy to Harry idzie po spalonej ogniem ziemi a wokoło niego wyrastają suche i zakurzone pnie drzew. Kolejną rzeczą która wypada perfekcyjnie jest muzyka, lekkie granie w klimacie country idealnie pasuje do klimatu filmu. Krew nie leje się prawie wcale ale wersja UNCUT posiada kilka mocniejszych scen jak rozcięta noga czy głowa nabita na pal. Jednak gore nie pasowało by do tej produkcji, tutaj straszy co innego : klimat, tajemnica i napięcie.

 

Dla mnie ''Rituals'' nie jest filmem idealnym bo taki nie istnieje w ogóle ale nie ma wad które w jakimkolwiek stopniu przeszkadzały by mi w odbiorze filmu. Jedyne czego mogę się uczepić to słaba jakość taśmy filmowej ale szperając w necie znalazłem informację że to widna uszkodzenia filmu w laboratorium a do tego jest to tylko kilka minut finału. 

''Rituals'' to arcydzieło survivalu (moim zdaniem) i stawiam go na równi z Uwolnienie'm. Są to dla mnie dwa różne filmy choć niektórzy uważają ten pierwszy za ubogą kopię tego drugiego co jest kompletną bzdurą. Nie ma też co porównywać dzieła Petera Cartera do Myśliwska krew czy Tuż przed świtem gdyż jest to film o wiele dojrzalszy i poważniejszy niż infantylne (choć i tak dobre) historyjki o dzielnych myśliwych i złych kłusownikach czy kolejne wariacje na temat grupy młodzieży na odludziu. Polecam każdemu zapoznanie się z tym dziełem, zapewniam nie będzie to czas stracony !
Udostępnij

komentarze

W końcu widziałem. Muszę powiedzieć, że porównania same nasuwają się do Uwolnienia. Jednakże są to filmy w wielu miejscach różne. Tutaj mamy zabójce czysto slasherowego, idealnie wkomponowującego się w ten gatunek. Stalkuje od początku, nieustannie kąsając bohaterów, a pokazany jest dopiero na końcu. Czyni to z niego jakby narzędzie, które popycha bohaterów do walki z ich własnymi słabościami, lękami i zahamowaniami. Świetny backwood slasher z odrobiną psychologii. Dobra recenzja.

Dla mnie klasyka survivalu, szkoda że tak bardzo zapomniana. W tym filmie po prostu wszystko gra tak jak powinno, muzyka, aktorstwo, klimat, napięcie. Dawno też nie widziałem tak dobrze zagranych postaci, kreacja Halla Hollbroka jest po prostu genialna. Podobało mi się też motyw z zostawianiem przez oprawcę pewnych symboli dla naszych bohaterów jak odznaki wojskowe czy prześwietlenia.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz