Kilinski

nie podano imienia i nazwiska

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Obejrzane w listopadzie
| 24 komentarze
6. Prawdziwy romans: Hah co za film ! Mający cechy "filmu kultowego". Postacie, historia, dialogi (między Hopperem a Walkenem to mistrzostwo świata) świetny motyw przewodni Zimmera. Za takie filmy kocham kino niby komercyjne, sensacyjne bez większej niby "głębi" ale mające to coś co powoduje że ten film się świetnie ogląda i momentami zachwyca. Z ogranego motywu pościgu za głównymi bohaterami Tarantino z jednym najlepszych rzemieślników Hollywoodu Tonym Scottem stworzyli pełną przemocy romantyczną opowieść podszytą czarnym humorem. Kto wie czy nie najlepszy film tego speca od sensacji. 8/10

5.
Nasza klasa: Czyli mocne uderzenie z Estonii. Brutalnie momentami wręcz sadystycznie niczym z filmów von Triera a jednocześnie przejmująco i prawdziwie. Opowieść o zwyczajnym chłopaku który w porę nie potrafił walczyć o swoje. Choć nie ukrywam że postać Kaspara - obrońcy głównego bohatera wydawała się bardziej tragiczna i ciekawsza. Nasza klasa nie wzrusza ona po prostu chwyta za gardło nie puszcza do ostatniej minuty jednak nie jest pozbawiona wad. Kto oglądał Słonia van Santa ten od razu spostrzeże podobieństa od któych mimo wszystko debiutantowi ciężko by było uciec jednak nie to mnie najbardziej raziło a pewne efekciarstwo pojawiające się między kolejnymi rozdziałami-dniami. Cały film kręcony z ręki a po kolejnym rozdziale pojawia się wkurzający "mini teledysk". Ot taki zgrzyt. Jednak jako całość zakończona porażającymi ostatnimi trzydziestoma minutami broni się znakomicie. 8/10

4. Skrzydlate świnie:
Miłe zaskoczenie. Nie szedłem na ten film z wielkimi nadziejami a tu pod koniec nieoczekiwanie pysk się cieszy. Polski film a jaki dobry bez wielkich pretensji czy "ambicji". Kazejak stawia na ciekawą historię nie robiącą z widza idioty, wartkie tempo oraz humor, który o dziwo tak często nieudolny w polskich filmach tutaj się sprawdza znakomicie. Na plus dialogi, role aktorskie oraz samo poprowadzenie opowieści o kibolach. Choć jak każde kino rozrywkowe i ten ma swoje wady jak pewna schematyczność, bo oczywiście główny bohater stanie przed ciężkim życiowym wyborem, nachalny morał a i z góry wiadomo jakie historia będzie miała zakończenie. Warto, bo jak na polskie warunki wyszło naprawdę porządnie. 7/10.

3. Ono:
Drugi film Szumowskiej po słabym Szczęśliwym człowieku i tu nie jest zbyt dobrze choć Ono posiada trzy mocne atuty: więcej niż sprawną realizację, muzykę Mykietyna i ostatnią poruszającą kreację Marka Walczewskiego. W tym filmie mamy po prostu wszystko... dziwkę o złotym sercu, narkomana, kobietę w ciąży, znawcę muzyki klasycznej, dziwne kluby itd itd. Po prostu pobieżnie z ogromną dawką banałów np. "czy wiesz co to szczęście" i gadki w podobnym stylu które mają powodować by film był bardziej poważny. No i najważniejszy zarzut a mianowicie niewykorzystanie pomysłu jakim było opisywanie świata nienarodzonemu dziecku. Aż się prosi żeby wycisnąć z niego coś więcej. Oczko wyżej za wymienione wyżej plusy. 5/10.

2. Przełamując fale:
Najlepszy film Duńczyka. Pełen prawdziwych emocji które się wręcz wylewają z ekranu. Taką bohaterkę jak Bess łatwo by było ośmieszyć jednak von Trier traktuje ją raczej jako współczesną świętą która jest w stanie oddać wszystko za bliźniego. Najlepsze jest to że w żadnym momencie nie ma w tym filmie banału choć parę razy Lars był bliski przekroczenie tej cienkiej linii między artyzmem a kiczem. Jednak dzięki poruszającej do granic Watson film nabiera wręcz nowego wymiaru - Przełamując fale staje się wręcz prawdziwym katharsis po którym ciężko się otrząsnąć. Niezwykły film. 9/10

1. Królestwo zwierząt:
Czyli znakomity film prosto z Australii. Trochę opowieść o dojrzewaniu do wyborów, trochę kryminał lecz przede wszystkim gęsty psychologicznie dramat z powalającym nieco odrealnionym klimatem i kapitalną końcówką. Dla mnie to jest film kompletny: świetna obsada, muzyka zdjęcia precyzyjny scenariusz i reżyser któremu fabuła ani na moment nie wymyka się z rąk. Choć jak widać nie wszystkim się podoba na filmwebie.. szkoda. 9/10.
Udostępnij

komentarze

Pierwszy ;)

Ja w sprawie "Dobrego roku". Na obronę tego filmu powiem tylko tylko tyle, że taki miał być ;) Troszkę to kiepska obrona, taka typowa, ale to przecież tak niezwykle piękna, sielankowa i "słodziutka" opowiastka, że trudno mi tu znaleźć miejsce na jakiś błąd, czy też minięcie się z powołaniem przez Scotta. To taki film carpe diem, wyławiający z życia to co najpiękniejsze i proste :)

Ode miał 8/10, ale gdy emocje opadły od jakiegoś czasu ma 7/10. Pozdro.

No cóż obrona dobra :)film znacznie poprawia humor i o to chodziło jednak wolę coś w stylu Małej miss czy Lepiej być nie może żeby momentami było smutno zaś humor był dość czarny a i tak od tych filmów bije super pozytywna energia jeśli można to w ten sposób ująć :)

$comment.user użytkownik usunięty

donie brasco niezły to film ale ja wole kasyno ;)
pozdro i zapraszam na temat o polaku w nba ;)

$comment.user użytkownik usunięty

hm dałeś 7 człowiekowi w ogniu? przecież to arcydzieło z geniualną kreację tej małej dziewczynki i denzela ;)zapraszam cie na temat o wzroście czlowieka :)


http://www.filmweb.pl/blog/entry/503725/ile+macie+wzrostu+)....

Dla mnie Człowiek w ogniu arcydziełem nie jest... tylko sprawnie skrojona sensacją z dobrymi rolami ;] jednak nie wybitnymi. Choćby postać Alonza z Dnia próby bije kreacje z filmu Scotta na głowę :)

$comment.user użytkownik usunięty

no alonzo to skurwysyn z klasą :) zresztą zasłużony oskara za tą rolę dla denzela :) wpadaj na temat o terminatorze :)

$comment.user użytkownik usunięty

zapraszam na temat o piciu piwa przez polaków

aaa ziom słyszałem że generał nil to arcydzieło :)

A ja zdecydowanie bardziej cenię sobie "Donnie Brasco" niż przereklamowane, ale dobre "Kasyno" ;)

Mi Człowiek w ogniu bardzo się podobał (tematyka, aktorstwo), ale strasznie mnie irytowały sceny zrobione a la teledysk. Generalnie się z Tobą zgadzam. 7/10

Widzę, że Pojedynek się spodobał. Nie kusiły Cię zbędne porównania do "Barry'ego Lyndona"? Bo mnie bardzo :)

Też niedawno wybrałem się na Bękarty. W zasadzie film jest taki jakiego po Tarantino można było się spodziewać, czyli momentami brutalny, momentami zabawny, z dobrymi dialogami. Nudzić się raczej nie można, choć jak dla mnie troche za dużo tu absurdów (szczególnie pod koniec). Oprócz chwalonego Waltza spodobała mi sie bardzo gra Brada Pitta, powalającego swoim amerykańsko - wiejskim akcentem (świetna scena rozmowy z Waltzem w czasie premiery, naprawdę się ubawiłem). Ale coś co w tym filmie zrobiło na mnie największe wrażenie to muzyka. Tak świetnej ścieżki dzwiękowej nie słyszałem już bardzo dawno! świetna mieszanka muzyki francuskiej, melodi przypominających starsze filmy wojenne i westerny ( niektóre kawałki wyraźnie nawiązują do muzyki z fimów S. Leone.) Podsumowując dobra rozrywka, choć historia dosyć prosta i nie za bardzo wyszukana, a aktorzy poza wspomianymi Waltzem i Pittem nie błyszczą tylko są raczej tłem dla dwóch w/w. Odemnie 7 /10

Nie wiem co wam w tym Dystrykcie aż tak się podoba. Dla mnie nawiązania do apartheidu to chybiony, nieprzemyślany pomysł. Ten film to efektowna nawalanka, a wszelkie nawiązania sprawiają dla mnie wrażenie płachty maskującej zwykłe kino akcji. Poza tym historia nie przekonuje. To trzymanie kosmitów w zwykłym obozie, zero ostrożności ze strony ludzi, żadnej ingerencji z zewnątrz, wszelkie zachowania ludzi są tak przerysowane i niewiarygodne, że tylko się irytowałem podczas oglądania. Pojawienie się kosmitów na ziemi przyjęto w Dystrykcie jako coś fajnego i ciekawego, ale w sumie nic nadzwyczajnego. Nie rozumiem zachwytów.

Jak co roku w ten wyjątkowy czas, każdy z nas śle życzenia... w których chce podzielić się tą chwilą szczęścia jaką są święta... więc także chciałbym życzyć Tobie wszystkiego tego co przynieść może nam nowy dzień, aby marzenia stały u progu każdych drzwi, a przy oknach lukrowe odbicia, aby troski zamieniły się w radości, a smutki w mokrą chusteczkę... aby do spełnienia tych życzeń było bliżej, musisz na początek uwierzyć ... wszystkiego naj naj życzy Sunny

też podobali mi się strażnicy :) przy nich mroczny ryceż to prywmitywne gówno, zapraszam do siebie

a i te dwie i pół godz nie nudziłem się ani razu!!!

The Blind Side ma u mnie identyczną ocenę. Co do Autora Widmo, to są takie filmy, o których wiem, że na pewno są dobre, zanim jeszcze je obejrzę. Autora Widmo zaliczam właśnie do takich filmów. Poza tym, Twoja rekomendacja tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Gdy się skończy sezon oscarowy na pewno sięgnę po nowego Polańskiego

Córka pyta ojca:
- Tato, mogę iść na "Autora Widmo".
- A masz już 13 lat?

:)

zapraszam na nowy temat związany z watchmen

Witam !
Widzę lubisz Bergmana . Jego filmy oglądam rzadko, nie robiąc maratonów jak ty w tym miesiącu :) Widziałem już 12, jeszcze 8 w planach i myślę że z Bergmanem koniec.Patrząc na twoje oceny utwierdzam się w przekonaniu , że wczesne Bergmany i te niektóre późniejsze można sobie spokojnie podarować jako filmy słabsze od oczekiwań (a te u takiego Bergmana niestety windują naprawdę wysoko).

Biorąc za punkt zwrotny rok 1957 to z wcześniejszych filmów miałem w planach Wakacje z Moniką i właśnie Wieczór Kuglarzy- wyselekcjonowane po średniej ocen znajomych , parametr ten naprawdę ułatwia mi omijanie potencjalnie nieudanych lub średnich filmów ;)

Mi tam nie chce się oglądać wszystkich filmów uznanych reżyserów, skupiam się na tych potencjalnie najlepszych ; i tak ostatnio ułożyłem Top Peckinpaha bez Majorów Dundee czy Weekendów Ostermana które jak sam zauważyłeś są poniżej oczekiwań u tak dobrego reżysera;) wszystkiego obejrzeć się przecież nie da;)

Powiedz mi tylko dlaczego akurat Kiliński patronuje twojemu FW profilowi ?

No właśnie po Larsie spodziewałem się tego co otrzymałem w Dogville - emocjonalnego wstrząsu. Owszem,było kilka poruszających scen a sama historia była dosyć ciekawa ale ja nie zostałem wciągnięty w ten świat. Może za jakiś czas wypożyczę sobie Antychrysta, pomimo niskich ocen może być ciekawy.

Wrzesień 2010

33. Pat Garrett i Billy Kid: Ostatni wielki film Peckinpaha. W porównaniu do Dzikiej bandy bardzo spokojny bardziej balladowy jesli można użyć takiego słowa. Peckinpah po raz kolejny opowiada o przyjaźni jednak tym razem o jej rozpadzie. Garrett obecnie szeryf niezbyt lubiany przez ludzi wręcz uważany za zdrajcę pamiętający że do niedawna stał po drugiej stronie barykady i Kid trochę psychopata trochę romantyk mający za sobą "lud" oboje jednak wiedzą że ich następne spotkanie będzie ostatnim. Peckinpah tutaj chyba najbardziej pokazał swoją duszę niepoprawnego romantyka bo niektóre sceny wręcz stylizuje na takie by wycisnąć z nich tyle liryzmu ile się da choćby. w jednej scenie w której sam zagrał i symbolicznie odmówił gorzały Coburnowi od której "krwawy moralista" był mocno uzależniony. Obraz ten to jedno z największych dokonań Sama choć stawiam je niżej niż Dziką bandę i Nędzne psy. 9/10.

32. Ucieczka gangstera: Przykład tego jak kino sensacyjne potrafiło byc inteligentne i kiedy stawiało na historię i bohaterów a nie efekty specjalne. W gruncie rzeczy fabuła nie jest skomplikowana ale Peckinpah był na tyle sprawnym reżyserem że wycisnął z niej ile się dało np. ze sceny na wysypisku zrobił małe arcydzieło. Nie można zapomnieć o świetnym duecie Steve McQueen - Ali MacGraw. Ucieczka gangstera to typowe kino lat 70 dość surowe z rozbudowaną psychologią bohaterów bo przecież można ten film potraktować jako opowieść o rozpadzie małżeństwa czy też próbach jego utrzymania. I szczerze mówiąc wolę McQueena w czarnym gajerze z shotgunem niż Willisa czy Cage'a po raz kolejny ratujących świat. 8/10.

31. Twarz: Świetny ale chyba nieco zapomniany obraz Bergmana (tylko 2 komentarze na forum). Opowieść o pewnym magiku i jego teatrze staje się pretekstem dla Szweda by porozmyślać nad tym co realne a co mistyczne o tych którzy ufają tylko "szkiełku i oku" a także o swoich ulubionych motywach jak upokorzenie czy istnienie Boga. Wszystko to świetnie sfilmowane przez G. Fischera i wsparte więcej niż solidnym aktorstwem. Szkoda że "Twarz" jest trochę niedoceniana i jest to mniej znany film np. od takiego "Źródła". Intrygujące kino z odrobiną tajemnicy. 8/10.

30.Letni sen: Ładny film to był. W którym Bergman uniknął głównego grzechu swoich wczesnych filmów czyli dłużyzn. Utkany z przelotnych wspomnień z fajnym klimatem. Mimo że jest to kolejny melodramat to Szwed stara się operować większą dawką humoru dzięki czemu mimo paru chwil goryczy Letni sen ogląda się naprawdę lekko duża w tym zasługa duetu głównych aktorów. Szczytowe osiągnięcie Bergmana to nie jest ale ogląda się bardzo przyjemnie. 7/10.

29. Dajcie mi głowę Alfredo Garcii: Nierówny film. Pierwsza połowa krótko mówiąc średnia. Ale po napadzie na Benny'ego film nabiera drugiego oddechu obraz staje się coraz bardziej psychodeliczny w ogóle to chyba jeden z najbardziej pesymistycznych filmów krwawego moralisty. Klimat tanich hotelików przypominających nory, bezdroża Meksyku i główy bohater noszący przeciwsłoneczne okulary i wąsa jak Peckinpah wszystko tworzy pesymistyczną wizję chciwego i pogrążąjącego się jak główny bohater w coraz większym szaleństwie świata. Mocne kino. 8/10.

28. Miasto portowe: Najgorszy z dotychczas obejrzanych filmów Bergmana. Nudne jak flaki z olejem, melodramatyczne do bólu z banalną końcówką kiedy już pojawiał się interesujący wątek - trudne relacje matki z córką to za chwile był powrót do zwykłego melodramatu. Szczerze mówiąc problemy głównej bohaterki tyle mnie obchodziły co zeszłoroczny śnieg. Naciągane 4/10.

27. Medea: Przede wewszystkim piękny wizualnie niektóre sceny wręcz powalają pięknem. W gruncie rzeczy jest to opowieść o nieszczycielskiej sile miłości. von Trier przygląda się momentowi w którym miłość przeradza się w nienawiść mimo to film pozostaje dość chłodny a szkoda. Ale jak na film telewizyjny to wyszło naprawdę dobrze. 7/10.

26. Nędzne psy: Drugi po "Dzikiej bandzie" genialny film Peckinpaha. Już od pierwszych minut reżyser serwuje nam napięcie które stopniowo wzrasta by wybuchło z pełną mocą w filnale. W tym filmie nic nie jest jednoznaczne, ani bohaterowie, ani scena gwałtu, ani zakończenie i to jest w nim fantastyczne bo np. o czym ten film jest? O rodzeniu się przemocy i jej eskalacji, zepsutej małej społeczności a może o rozpadzie małżeństwa? W Nędznych psach Sam manipuluje widzem nie dając żadnych odpowiedzi. Z ekranu pod koniec wręcz wylewają się emocje. Film który wyprzedził swój czas. Na początku chciałem dać oczko niżej ale ten obraz nie chce wyjść z głowy a to zdarza mi się naprawdę rzadko 10/10.

25. Żelazny krzyż: Dobry film wojenny spod ręki "krwawego Sama" choć szczytowe jego osiągnięcie to nie jest. Film broni się przedewszystkim efektowną batalistyką, zwartą narracją oraz genialnym zakończeniem. Pamiętać też trzeba o czarnym humorze :) Jednak konfikt między dwoma antagonistami mógł być lepiej zarysowany, bardziej dramatyczny bo teoretycznie on miał być osią Żelaznego krzyża. I po co Peckinaph zrobił taką patetyczną scenę masakry odziału to ja nie wiem. 7/10.

24. Pięć nieczystych zagrań: Pojedynek dwóch silnych osobowośći von Triera i jego mentora Letha (nie widziałem żadnego jego filmu więc wierzę twórcy Dogville że jest genialnym dokumentalistą). Wyszło to na pewno intrygująco. Leth dzięki swojej inteligencji i zmysłowi twórczemu ciekawie omija kolejne "nieczyste zagrania" von Triera i to w konsekwencji Leth wygra a jego przeciwnik przyzna się do tego w ostatnim filmiku. Oczywiście nie mogło zabraknąć wzajemnych pochlebstw między twórcami choć von Trier nie byłby sobą gdyby nie zapytał "nakręciłbyś śmierć dziecka na tle słów z twojego filmu? - "nie jestem dewiantem". Ciekawy, prowokujący dokument. 7/10.

23. Ballada o Cable'u Hogue'u: Znakomity obyczajowy film spod ręki Peckinpaha. Spokojny momentami wręćz liryczny z dużą ilością humoru w którym pierwsze skrzypce grają ciekawe postaci: tytułowy Cable Hogue - nieco prostacki a jednocześnie przebiegły kowboj a obok niego dziwka o złotym sercu i kaznodzieja - erotoman. Peckinpah po raz kolejny opowiada o zmierzchu Dzikiego Zachodu i nadchodzeniu nieuchronnych zmian. Mało tu przemocy za to dużo humoru, ciepła i nostalgii za światem którego już nie ma. Naprawdę warto. 8/10.

22. Element zbrodni: Ciekawy, niepokojący debiut von Triera. Z genialną wręcz stroną wizualną która właściwie wzięła górę nad treścią filmu. Zatopiona w odcieniach czerwieni, ciągłym deszczu gdzie walają się trupy końskie Europa robi niesamowite wrażenie. Jednak pojawie się pewne "ale" film mimo atrakcji wizualnych i klimatu jest ciężki w odbiorze a chaos w nim panujący potrafi zamęczyć widza. Czasem odnosiłem wrażenie (co teraz by było szokujące) że von Triera bardziej obchodziło ustawienie kamery niż sama historia. Rozumiem jednak że film surrealistyczny którym po części jest "Element zbrodni" rządzi się swoimi prawami. 7/10.

21. Okręt do Indii: Na pewno lepszy od dwóch wcześniejszych filmów Bergmana który porusza już dość cięższy temat: trudne relacje na linii ojciec-syn jednak nie czyni to z tego filmu czegoś godnego uwagi bo w konsekwencji historia topi się w typowym sosie melodramatycznym jaki serwował Szwed na początku kariery. No cóż nikt nie urodził się od razu mistrzem. 5/10.

20. Weekend Ostermana: Co o tym filmie można powiedzieć oprócz tego że jest ostatnim legendarnego Sama Peckinpaha? Niewiele. Jest to filmidło jakich nakręcono setki w latach 80 i które obecnie sprawia wrażenie przestarzałego i robionego przyciężką ręką. Szkoda że Sam w takim stylu pożegnał się z X muzą. 3/10.

19. Wieczór kuglarzy: Takiego Bergmana uwielbiam. Okrutnego i zimnego prowadzącego dogłębną analizę swoich bohaterów. W jego pierwszym wielkim obrazie wszyscy upokarzają się nawzajem - szydzą z siebie z pewną zimną rozkoszą mimo marzeń o lepszym życiu i własnie te marzenia jak np. w przypadku Anne staną się przyczyną kolejnego upodlenia. Bergman pozostawia swoich bohaterów bez wyjścia a uczynienie cyrkowców bohaterami filmu powoduje że film jest w dziwny sposób jeszcze bardziej poruszający. Żelazna pozycja w filmografii Szweda. 9/10.

18. Ku szczęściu: Nareszcie jakiś wczesny obraz szwedzkiego mistrza który się ogląda z zainteresowaniem. Pojawia się motyw upokorzenia ktory później w Wieczorze kuglarzy zostanie wspaniale rozwinięty. Bergman w tym filmie pokazał w końcu jakiś pazur którego brakowało np. w debiutanckim Kryzysie czy Deszcz pada na nasza miłość. Jednak nie uniknął błędu poprzednich filmów czyli dłużyzn które potrafią uśpić nawet najtwardszego widza. Mimo to warto obejrzeć. 7/10.

17. Konwój: Jeden z ostatnich filmów Peckinpaha któremu wtedy musiał pomagać J. Coburn. Jest film w sumie dość zaskakujący bo przemocy w nim niewiele za to sporo humoru i optymizmu. Amerykanin w kierowcach ciężarówek widzi następców kowbojów którzy pragną jedynie niezależności. Mamy oczywiście ulubiony motyw Peckinpaha przyjaźni i solidarności oraz paru jego ulubionych aktorów. Nie jest to jego najlepszy film mimo to jako kino rozrywkowe sprawdza się znakomicie i szczerze mówiąc wolę stare ciężarówki "krwawego Sama" niż te wypasione Baya.7/10.

16. Więzienie: Kolejny przeciętny wczesny film Bergmana. Choć zaczynają się pojawiać pewne znaki w postaci coraz cięższych podejmowanych tematów i że będzie tylko coraz lepiej. Jest parę ciekawych scen ale to nie wystarczyło żeby film się zestarzał i dziś stanowił raczej ciekawostkę w stylu "jakie to filmy robił Bergman na początku" albo pozycję do odbębnienia w celu zaliczenia całej filmografii. Choć czasem przedstawiony dramat dziewczyny potrafił zaciekawić i poruszyć w środku ale to za mało na dobry film. 5/10.

15. Dzika banda: Po prostu piękny. Pełen przemocy a jednocześnie liryczny i najzwyklej w świecie poruszający. Pochwała przyjaźni i solidarności ubrana w szaty westernu który dzięki Peckinpahowi i Leone stał się czymś więcej niż dobrze opowiedzianą historią z granicą na tylko dobrych i tylko złych. Przemoc u Peckinpaha jest celem do przeżycia czegoś więcej do swoistego oczyszczenia jest niby krwawo i brutalnie ale jest to ujęte w nawias prawdziwy "balet przemocy" czego niestety nie dostrzeżono w dniu premiery. No i genialnie nakręcone dwie strzelniny którym dorównał pod względem poziomu dopiero Mann w Gorączce. Tak jak powiedział J. Coburn "Peckinpah nie kręcił filmow akcji tylko filmy z akcją". Wspaniały, niezapomniany obraz. 10/10.

14. Nocny gość: Ostatni film w dorobku S. Różewicza. Bardzo nastrojowy z klimatem ciągłego zagrożenia kreowanym przez posępną muzykę i zdjęcia. Jest to własciwie opowieść o zagubionej duszy w niespokojnych czasach która do końca walczy by pozostać wiernym własnym zasadom i przekonaniom. Jako Villon bardzo podobał mi się J. Mikołajczak. Oczywiście nie jest to łatwy film z resztą jak większość twórcy niezapomnianego Westerplatte jednak warto po niego sięgnąć by zobaczyć jak pożegnał się z kinem (w sumie wbrew własnej woli) jeden z najlepszych poskich twórców. Oczko wyżej za nastrój w nim panujący. 7/10

13. Sam Peckinpah: Schematyczny dokument. Czyli mamy paru współpracowników którzy opowiadają różne historie o "krwawym Samie", parę anegdot, wspomnień z planu i szczypta pikantnych szczegółów. Wszystko to ślizga się ledwie po legendzie Peckinpaha bez jakiejś gębszej analizy. Twórcy dokumentu łapią wszystkie możliwe tematy a w żaden nie potrafili się wgłębić. A warto by było wiedzieć:
-dlaczego Peckinpah stał się alkoholikiem a z czasem kokainistą
- jakim cudem mimo uzależnień udawało mu sie tworzyć tak dobre filmy
- co z jego małżonkami o których nawet nie wspomniano
- kim z filmowców był zafascynowany
- jaki wpływ wywarł na przyszłe pokolenia twórców
Niestety na te i wiele innych pytań nie znajdziemy odpowiedzi. A szkoda. 4/10.

12. Major Dundee: Pierwsza wysoko budżetówka Peckinpaha jednak nie do końca udana. Major Dundee jest po prostu nierówny. Po co ten wątek miłosny? Pierwsza część jest z resztą dużo ciekawsza znalazło się sporo czarnego humoru i było czuć dystans reżysera do tej historii a w drugiej? Niepotrzebny wątek milosny i jakby zbytnie skrócenie opowiadanej historii. Przez co trzeci film Sama jest niewykorzystaną do końca szansą na wielkie kino i to raczej najmniej obciąża konto samego Peckinpaha który toczył wojny z producentami. Nie jest to zły film wręcz odwrotnie jest to dobry obraz mający po prostu pewne niedoskonałości. 6/10

11. Źródło: Piękny film Bergmana z małą skazą. Przez połowę filmu siedziałem i sie wynudziłem - myślę "Bergman Bergmanem ale za co ten Oscar? Za ładne widoczki?" Ale następuje jeden zwrot dzięki któremu film staje sie wielki. Zaczyna się wtedy "kino Bergmana" w najlepszym wydaniu. Pytania o to czy istnieje Bóg (tym razem istnieje), sens zemsty i możliwość przebaczenia dało wg mnie jeden z bardziej przystępnych filmów Szweda jednak trzeba przebrnąć przez ten dość średni początek by później dostać znakomite kino. 8/10.

10. Lotna: To był 25 film A. Wajdy który obejrzałem i ta mała rocznica raczej wypadła blado. Nie jest to film tragiczny jakby niektórzy chcieli ale dobry też nie jest. Wajda chciał zrobić film romantyczny - szwadron ułanów z szablami w rękach na tle polskiej jesieni o jednocześnie zaprawiony goryczą za sprawą konia - Lotnej takiego "mrocznego przedmiotu pożądania" ułanów który przynosił nieszczęście kolejnym właścicielom. Z tego wszystkiego nie wyszedł ani film romantyczny ani rozprawa z kampanią wrześniową. Wajda z jednej strony mitologizował (wspołcześnie idiotyczna scena ataku szablą na czołg) a z drugiej demitologizował. Sprawia to wrażenie filmu niespełnionego i dalekiego z pewnością od oczekiwań samego reżysera. 5/10.

9. Strzały o zmierzchu: Można powiedzieć że to western pośredni nie do końca klasyczny ale antywestern też nie. Sam późniejszy styl Peckinpaha dopiero się zarysowuje mimo to starczyło sił na zrobienie dobrego filmu. Opowieść o trudnej męskiej przyjaźni i solidarnośći a także powolnego odchodzenia starego Dzkiego Zachodu symbolizowanego przez dwóch starych kowbojów. Na dodatek trochę czarnego humoru, nutka nostalgi i przedewszystkim mimo upływu lat dalej się świetnie ogląda ten obraz który otworzył bramy Hollywoodu późniejszemu "krwawemu Samowi". 7/10.

8. Idioci: Uderzenie młotem w łeb przez von Triera. Jednak nie do końca tak skuteczne jak on sam by chciał. Opowieść o grupie ludzi udających świrów by ośmieszyć hipokryzję ludzi bądz też dla zabawy samej w sobie żeby łamać wszelkie reguły. Z czasem jednak wychodzi hipokryzja samych uczestników i że robienie z siebie idioty w niektórych przypadkach może nie być udawane. "Idioci" von Triera czasem poruszają np. ostatnie sceny częściej jednak irytują. Film realizowany wg założeń Dogmy a jednak je łamiący (pojawienie się muzyki) sprawia wrażenie totalnej amatorki czemu pojawiają się inny kamerzysta w kadrze, ciągłe odbicia kamery i cienie mikrofonów czy kamerzystów? von Trier dzięki Dogmie chciał być bliżej ludzi i ich emocji w konsekwencji przez braki techniczne czuje się wrażenie sztuczności. Wolę repoterski styl np. w Krwawej Niedzieli niż udawanie prawdziwego życia w Idiotach gdzie część techniczna filmu została sprowadzona do zera. Następnie szczegół w sumie po co pokazano scenę penetracji? Czy była ważna dla rozwoju akcji? Coś wniosła? Chodziło o to żeby zaszokować widza nic więcej. To tak jak w USA nawtykają efektów specjalnych żeby przysłonić słabości scenariusza. Duńczyk chciał zaserwować inteligentny, prowokujący film. Udało mu się to tylko w częśći. 5/10.

7. Deszcz pada na naszą miłość: Klasyczny melodramat wzorowany na tych made in USA. Mamy więc miłość ponad wszystko, brak zrozumienia otoczenia, pojawianie się kolejnych problemów na drodze zakochanych itd itd. Choć trzeba przyznać że źle tego się nie oglądało Bergman potrafił zbudować postacie które się lubi choć niektóre byly nieco papierowe. A scena w sądzie choć troche schematyczna złapała trochę za serce. Ale to był tylko melodramat.... 5/10.

6. Kobiety czekają: Męczący i nudny. Tylko tyle przyszło mi na myśl po seansie filmu giganta światowego kina. Historia paru kobiet czekających na swych mężczyzn i wspominających sytuacje z nimi związane nie jest ani jakoś spcjalnie ciekawa ani poruszająca a przecież to po części melodramat który choć troche powinnien złapać za serce. Parę dobrych scen nie jest w stanie uratować bezbarwnej całości. 4/10.

5. Szef wszystkich szefów: Komedia od von Triera brzmi nieco dziwnie jednak nie dajmy się zwieść bo Duńczyk jak zwykle musiał zamieszać z formą i zasiać niepokój w widzu. Jednak komedia ma przedewszystkim śmieszyć i nie powiem ja się uśmiałem. Swietna jest scena gdy Kristoffer przytakuje na każde pytanie a później "bierze się do dzieła" :) oraz wiele innych. Jest to jednak humor dość specyficzny podszyty autoironią von Triera i nie każdemu może odpowiadać. Miły odpoczynek od ciężkich klimatów tego rezysera. 7/10.

4. Godzina wilka: Niepokojący, ciężki w odbiorze a jednocześnie wciągający ze świetnymi zdjęciami Nykvista. Jak zawsze u Bergmana nie ma jednej interpretacji ja jednak odbieram Godzinę wilka jako cenę jaką się płaci za dar tworzenia sztuki. Nie trudno powiązać postać malarza z samym Bergmanem który walczył ze swoimi demonami przez całą swoją twórczość a kino traktował jako medium terapeutyczne. Przenikliwe kino psychologiczne. 7/10.

3. Kryzys: Po obejrzeniu „Kryzysu” można stwierdzić jedno. Każdy musiał
jakoś debiutować nawet taki gigant jak Bergman. Właściwie ciężko powiedzieć o
czym tak naprawdę jest ten film czy o chorej kobiecie czy walce dwóch kobiet o
dziewczynę czy też typowy melodramat. Z braku zdecydowania Bergmana powstał
filmowy miszmasz ni to dramat ni to komedia ni melodramat. Nieźle się to ogląda
jak na swój wiek ale jako całość niezbyt przekonuje. 5/10.

2. Tam, gdzie rosną poziomki: Spokojna wręcz optymistyczna opowieść o przemijaniu i poszukiwaniu prawdy o sobie. Pozornie ten mało efektowny film zawiera mnóstwoelementów z których mozna budować własne wnioski. Może samą podróż profesora nalezy traktować symbolicznie? Jako podróż w głąb siebie? Na tym polega wielkość Bergmana że z każdej sceny potrafi wycisnąć co się da bez wpadania w dosłowność czy banał. „Tam gdzie rosną poziomki” porusza tyle tematów że starczyło by na kilka innych filmów jednak dla mnie jest to film „jedynie” bardzo dobry. 8/10.

1. Dogville: von Trier może i jest bezlitosnym szantażystą wobec widza
ale jakby każdy film pozostawiał po sobie tyle pytań i przemyśleń to kino nie
stawałoby sie coraz głupsze. Pierwsze co zaskakuje w tym filmie to kompletny
brak scenografii pozwalający skupić się jeszcze bardziej na dramacie Grace a
Duńczyk mimo oszczędności środków jest na tyle biegłym rzemieślnikiem że trzech
godzin seansu w ogóle się nie odczuwa. Jednak teraz konkretnie. O czym jest tak
naprawde Dogville? O tym że nie nalezy być nadmiernie dobrym i działać w stylu
„miękkie serce za to twarda dupa”, o poniżeniu i zemście a może jest to wyszydzenie Ameryki wraz z całym jej zakłamaniem? Jak dla mnie von Trier tworzy moralitet w którym tak naprawde nie daje żadej odpowiedzi jednocześnie każe wzruszać się losami Grace by na koniec zadać pytanie czy kara była współmierna do przewinienia. Wielu się pewnie nabierze i bedzie kibicować Grace w krwawej zemście a von Trier pewnie gdyby to zobaczył uśmiechnąłby się i powiedział „mam was”. Świetne kino z równie znakomitą rolą Nicole Kidman. 9/10.

Widzę po ocenach, że znalazłem na tym portalu kolejnego fana kina S. Peckinpaha. Że ja go podziwiam, można chyba wywnioskować po avatarze.

Co do Von Triera, "Dogville" znakomite, świetny "Antychryst", ale "Idioci" już tak sobie, podobnie jak u Ciebie. Myślę, że powodem, dla którego jest to film ciężkostrawny, jest zbytnia obnoszenie się z zasadami Dogmy.

Idioci a Krwawa niedziela to jednak trudno porównywać, bo ten drugi jednak z łatwością mieści sie w przyjętych ramach i schematach a ten pierwszy łamie wszelkie reguły. sceny pornograficzne [sic!] jak dla mnie były dla wzbudzenia zainteresowania,snsacji, szumu itd, nie widzę żadnych racjonalnych powodów innych. generalnie poje**y film.

zupełnie w innym kierunku, lepszym rzecz jasna poszedł von Trier w "Przełamując fale", to jest film bardzo mocno metafizyczny i odnoszący się gdzieś głęboko do naszych odczuć, wręcz zmysłów, może i nawet podświadomości. ale nie uważam go za najlepszy jego film. tylko za drugi, bo bezkonkurencyjny jest dla mnie pomysł na Dogville, szok totalny, po obejrzeniu tego filmu trudno się pozbierać przez dłuższą chwilę. no w sumie po Breaking the Weaves też, ale Dogville to coś innego :)

mocny jest też Tańczac w ciemnościach, w sumie na swój sposób podobny dość do "Przełmując fale". jak ktoś lubi zna i lubi muzykę Bjork to tym bardziej dobry film, a ja akurat znam i bardzo lubię.


przy okazji, zostając w klimatach skandynawskich, Bergmana miałem przyjemność obejrzeć mniej znany wczesny jego film "Wakacje z Moniką", film na jego styl chyba doś lekki w olądaniu ale jednocześnie bogaty w treść.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz