Klee

Sebastian Deka

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Wybieg dla osobników aspołecznych i socjopatów
| 134 komentarze
Udostępnij

komentarze

$comment.user użytkownik usunięty

Mam nadzieję panie klee, że uschną panu jaja za piractwo, Ty pseudo smakoszu.

oczywiście, to co wyżej to ode mnie panie klee

no to biegam....
A co to za oszołom powyżej? Listonosz? No, skoro mogą sprawdzać, czy kto ma radio w samochodzie...

Serio, to od jakiegoś czasu poważnie podejrzewam, że nie nadaję się do życia w społeczeństwie. Zwłaszcza tym. Szczególnie nie nadaję się do pracy w korporacji. Mam nawet zamiar napisać o tym książkę. Ale na razie sza, bo zapeszę.

To chyba odpowiednie miejsce dla mnie. Tylko nie wiem czy zebranie większej ilości socjopatów w jednym miejscu jest bezpieczne ...

Witam Panie Klee,
jako osobnik wysoce aspołeczny i wybitnie nieprzystosowany postanowiłam wpisać się w najwłaściwsze dla siebie miejsce - czyli tutaj. A ponieważ sposobności jeszcze nie miałam, chciałabym przy okazji pozdrowić znamienitą osobistość FilmWebu, a pewnie i nie tylko.
Zatem pozdrawiam serdecznie i dużo dobrego życzę.

Hej, też postanowiłem zajrzeć i przy okazji spytać z którego to filmu pochodzi "samolot"? Bo dostrzegam nutkę geniuszu ;-) Domyślam się że Roy Andersson - więc czyżby "Pieśni z drugiego piętra"?

Postanowiłem wpisać się w tym wątku dając w ten sposób wyraz mojemu wielkiemu ubolewaniu, że świątecznie nie zastukałem do ciebie wcześniej. Bijąc się w piersi z głośnym "mea culpa" jednocześnie dziękuję za pamięć.

A przy okazji zostawiam swój adres (na przyszłość):

battos(at)poczta.onet.pl

I na tym mi właśnie zależało. ;-) Nie spodziewałem się jednak, że zechcę wykorzystać tak szybko, a stanie się to już za chwilę. :-) Dzięki!

$comment.user użytkownik usunięty

Podpisuję się dwiema rękami. Chyba nie ma na tym świecie większej istoty aspołecznej niż ja. Po prostu się nie nadaję, a pozatym lubię spokój i samotność.

Pozdrowienia :)

Też się zgłaszam. Czy w ramach tego zbioru ludzi będzie w przyszłości organizowany jakiś turnus w sanatorium? Kiedyś się w końcu trzeba uspołecznić.

Jako osobnik społeczny i raczej psycho- niż socjopatyczny podbijam w tym miejscu swoją kartę.

Pozdrawiam panie Paul (bo jakoś nie było wcześniej okazji)

Hmm... Myśle, że chodziło Ci (a może Panu :D tyle osób Cię tak tytuuje :D) o coś więcej niż spis aspołecznych użytkowników filmwebu. Ja równierz mogę się tu wpisać, choć moje powody nie są tylko wyborem a wręcz zaleceniem służby medycznej, ale co z tego? Może podejmiemy jakiś kąkretny temat? Może powiecie czym się przejawia wasza aspołeczność?

Tytułowanie per "Pan" to chyba wyraz szacunku dla wieku :D

nie wiedzialem ,ze Pan Klee jest taki wiekowy :D

Czy to nie zastanwiające, że ten wątek zaczyna się cieszyć powodzeniem? ;-) Kiedy ktoś chce nawiązać ze mną kontakt, najczęściej wybiera to właśnie miejsce. Jak to o nas świadczy? Ee, mniejsza o to. ;-) Wypadałoby coś odpowiedzieć tym wszystkim nieuspołecznionym, żeby ich nieco uspołecznić. ;-) Postaram się, ale może nie dzisiejszego wiczora, bo mi się FW ślimaczo wolno ładuje. Pozdrowienia!

Ależ ja nie chcę być uspołeczniona :D

Genialny tekst! beczka śmiechu! Mogę go cytować? Czy będziesz mi życzyć także uschnięcia jaj za plagiat? (chociaż ja nie mam jaj) :P

No i nie doczekałam się obiecanej odpowiedzi :(

Witam :)

Ja od razu tutaj odpowiem, aby nie przedłużać życia tego nieszczęsnego tematu na forum :)

Nie jestem mistrzem pióra (w tym wypadku klawiatury ;)). Często stosuję skróty myślowe, dzięki którym intencje moje bywają nieczytelne. Kwestię "ostrza noża" poruszyłam nie w odniesieniu do sytuacji, ale do pojawiajacych się nagminnie postów na forum, o czym wspomiałeś, a i ja sama zauważyłam. Niestety, mimo dobrych chęci, czasem nie sposób nie ocenić komentarzy inaczej, niż "punktowe przepychanki". Katrola, ani Rudej nie posądzam o tak niskie pobudki, czemu dałam wyraz :)

Przychylam się do scenariusza drugiego ;)

Niech więc będzie :D Jedno oskarżenie "konkretne" było ;)

Nic to, że nie odpowiadasz na komentarze w trybie natychmiastowym. Rozumiem, a i dąsanie się o takie błachostki nie leży w mojej naturze :)

Czy słusznie Cię podejrzewam o mariaż z językiem ojczystym? ;)

Pisać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej... Ja pisze bo się właśnie ocknąłem z letargu zimowego. Zauważyłem Twój ślad z 1 lutego 2005 i idąc tropem doszedłem tutaj. Poszukując odpowiedniego miejsca na tą notkę postanowiłem się zakotwiczyć w tym miejscu. Całkiem mi tu przyjemnie prawie jak w domu. Systemowi stanowcze NIE ! ! ! Wolność jednoski, niewolą systemu ! ! ! Walcz z systemem, a wygrasz słoik kiszonej kapusty ! ! !

no to się wpisałam - chociaz jako osoba aspołeczne, wyizolowana i samotnik może nie chcę być na wybiegu?

Nie wiem dlaczego w tym temacie ale się wpisuje....
Fajną masz stronkę... www
Pozdrawiam.

Nie wiem czy jestem osobnik aspołeczny czy socjopata, czy moze jedno i drugie. Lecz chcialem tylko zagaic: czy byl pan moze juz w Himalajach?

Jedyne góry, w których byłem to te, o których pisał Kochanowski, choć nie wiedział, że to robi. ;-)

Panie Klee, byc w tych miejscach, o ktorych pisal ten co nie wiedzial, ze o tym pisze - sztuka. Z pewnoscia musialo sie to w nieopisana radosc przerodzic ;-).Przy okazji spytam: jesli taki osobnik jak zarkseven es ten da, zostanie juz wkrotce weryfikatorem nie bedzie mial Pan zastrzezen?

W końcu jakiś temat dla mnie - dlaczego wcześniej nie skojarzyłem, że dla mnie? Oto jest pytanie.

Może dlatego, że jednak wcale nie dla Ciebie. ;-P Jak znajdziesz gdzieś wątek zatytułowany "Podziemie", to ten właśnie będzie dla Ciebie odpowiedni, przecież underground to Twoje środowisko naturalne.

Ad: http://www.filmweb.pl/Topic?id=241966&page=4 post Gerdy z 18 stycznia 2006 r., z godz. 20:29

Słońce, miło usłyszeć, że zasłużyłem sobie czymś na Twój podziw. Ale czemu podziwiasz mnie za coś, co wartościujesz negatywnie? Czy to znaczy, że chciałabyś się stać tak zepsuta i niecna jak ja?

Co do uporu, to jak mówiłem, zawzięty bywam straszliwie. Skąd jednak przypuszczenie, że Cię lekceważę? Bo nie podejmuję proponowanego przez Ciebie tematu? Nie podejmuję go, bo jest on dla mnie niedorzeczny, jest wynikiem jakichś Twoich rojeń. Nie podejmuję go też choćby dlatego, że unikam rozmów z osobami, które doczytują się w moich postach treści innych niż te, które są tam w istocie zawarte. Nie podejmuję go też z tego prostego powodu, że nie został sprecyzowany. A celem odpowiadania na Twoje posty jest udzielnie odpowiedzi na nie, ni mniej, ni więcej.

Dziwnie się czuję, bo na wszystkie Twoje pytania, zarzuty i wątpliwości, które teraz formułujesz, udzieliłem już odpowiedzi w poprzednim poście. Musiałbym zatem powtórzyć to, co już powiedziałem. Skoro jednak okazało się to dla Ciebie nieprzyswajalne, postaram się to zrobić w innej, choć nie wiem, czy łatwiejszej, formie.

Zanim jednak, to pytanie. Co masz na celu, kiedy zamiast polskim "współrozmówcą" posługujesz się pretensjonalnym "interlokutorem"? Bo wiesz, to słowo "kontrastuje mi" ze stylem innych części Twojej wypowiedzi.

"Nie, nie chodziło mi o zastosowanie dużej litery na początku zdania, lecz o użycie jej w wyrazach oznaczających interlokutora czyli w tym wypadku mnie."

Dlaczego mnie o tym informujesz, skoro informować mnie o tym nie ma sensu? Przecież w poprzednim poście wyraźnie zakomunikowałem, że zdaję sobie doskonale sprawę, o czym piszesz i wyjaśniłem nawet, że jesteś w błędzie pisząc o tym to, co napisałaś.

"Forma grzecznościowa w wypowiedziach przesiąkniętych zjadliwą ironią wydała mi się wyrazem braku konsekwencji w tym, co piszesz lub świadomego niedostosowania formy do treści wykorzystywanego, jak zapewne wiesz, w celu ośmieszenia. Choć oczywiście przyjmuję twoje wyjaśnienie, że to jedynie nawyk. "

No i właśnie, to co wyżej. Nie o mój nawyk chodzi, tylko o zasady etykiety językowej obowiązujące w języku polskim, obowiązujące wszystkich jego użytkowników (choć nie wszyscy się do nich stosują). Jeśli o obowiązywaniu takiej zasady nie wiedziałaś, to cieszę się, że mogłem się przyczynić do zwiększenia Twojej wiedzy. Jeszcze raz zatem, żebyś mogła już na dobre to zarejestrować. "Tobie", "ci, "twój" etc. to nie są formy grzecznościowe, jak je określasz (cokolwiek by to miało znaczyć), tylko odpowiednie formy fleksyjne określonych zaimków i jeśli występują one w jakimś tekście w formie adresatywów (czyli bezpośrednich zwrotów do współrozmówcy), to należy je zapisywać wielką literą. Jest to zasada bezwyjątkowa. I nie ma to - jak już mówiłem - wiele wspólnego z okazywaniem szacunku czy jakąkolwiek inną intencjonalnością. Choć z kolei jeśli zapisujemy je w wyżej wspomnianym kontekście małą literą, to robimy to zawsze intencjonalnie, a więc po to, by okazać współrozmówcy brak szacunku, pogardę. Oczywiście może to też świadczyć o czymś innym, aniżeli o złych intencjach piszącego, może mianowicie dowodzić nieznajomości zasad, a więc ignorancji. Którakolwiek z tych dwu motywacji nie powodowałaby Tobą, kiedy zapisujesz zaimki odnoszące się do mnie mała literą, to tak czy siak niezbyt dobrze. Nieznajomość zasad czyni śmiesznymi i bezpodstawnymi Twoje karkołomne twierdzenia wywodzone z mojej ich znajomości i stosowania się do nich, a groteskowymi - usiłowania pouczania mnie w tym względzie. Zaś, jeśli miałabyś to robić rozmyślnie, to czyniłoby to zupełnie niewiarygodnymi (które są takimi, notabene, również z innych powodów) pouczenia i dywagacje o szacunku do innych i moim jego braku. Trudno bowiem traktować poważnie takie wskazówki z ust osoby, która sama w sposób ostentacyjny się im sprzeniewierza.

Moja ironia była zdrowa i niewinna, ale eto już oczywiście subiektywna opinia i nie ma sensu o tym rozmawiać.

Jak widzisz, wywodzenie czegoś jest niebezpieczne i skazane na porażkę, jeśli prowadzone jest nieumiejętnie. Ponawiam zatem apel - zanim zaczniesz pouczać i wywodzić opinie o kimś na podstawie analizy jego postów, naucz się jej najpierw.

"Uważam, że miałam pełne prawo wyrazić własne zdanie o dyskusji toczącej się na publicznym forum, a właściwie o sposobie, w jaki ty się w niej wypowiadałeś. "

A czy ktoś gdzieś twierdzi inaczej? Rozumiem, że powielasz moje słowa, że przytoczę: "Słuchaj, Słoneczko, chciałaś wyrazić swój sprzeciw, to wyraziłaś, koniec pieśni.", żeby w sposób bardziej dobitny się z mną zgodzić. Urocze, ale naprawdę niepotrzebne.

"Prawda jest taka, że twoje słowa świadczą o tobie"

Oczywiście, choć rzecz w tym, że nie tylko one. Przez to, że nie wzięłaś tego pod uwagę i pominęłaś inne czynniki, a także konsytuację, w której takie a nie inne słowa wypowiedziałem, zinterpretowałaś je w sposób zupełnie chybiony i na tej podstawie wyrobiłaś sobie błędną, chybioną – śmiem twierdzić - ocenę mojej osoby.

"Powinieneś więc liczyć się z możliwością krytyki, jak również oceny ze strony innych."

Jak mówiłem – że znów powtórzę swą wcześniejszą wypowiedź: "Ja miałem prawo się do tego odnieść, jeśli miałem ochotę, bo to mnie tyczyło, i zrobiłem to, koniec pieśni." - liczę się z nią. A Ty musisz się liczyć z tym, że ktoś na Twoją krytykę zechce odpowiedzieć, ustosunkować się do niej. W czym więc rzecz?

"Być może zareagowałam zbyt ostro, jednoznacznie i emocjonalnie"

Ależ można reagować bardzo ostro i bardzo emocjonalnie, jednoznaczność jest wręcz wskazana, gdyż czyni reakcję bardziej czytelną, pod warunkiem jednak, że krytyce podlegają fakty, a nie nasze wyobrażenia o nich.

"Miałam jednak wrażenie, że nie do końca zdajesz sobie sprawę, jak twoje słowa mogą być odczytywane; że to, co piszesz może kogoś urazić, narazić na nieprzyjemności, a nawet dotkliwie zranić."

Doskonale zdaję sobie sprawę, Słońce, dlatego jestem bardzo ostrożny i zawsze biorę pełna odpowiedzialność za swoje słowa. Wiem też, na ile i z kim mogę sobie pozwolić. Ba, zdaję sobie nawet sprawę, że czegokolwiek bym nie napisał, ktoś może przeczytać coś zupełnie innego, niż ja zawarłem i może się poczuć obrażony. Gdybym jednak miał brać to pod uwagę, to nie mógłbym nigdy niczego napisać. Ważne jest tylko to, co ja w swoich tekstach zawieram, a nie to, czego ktoś się w nich doszukuje; to już jego problem. W tym konkretnym wypadku jest to Twój problem, a nie mój. I w tym konkretnym wypadku wszystko jest jak należy - osoba, do której kierowałem swoje słowa, zrozumiała je zgodnie z moją intencją i urażona się w żaden sposób nie poczuła, wręcz przeciwnie. Jeśli chcesz być świętsza od samego papieża zatem, życzę dobrej zabawy w dalszym ciągu.

"Zastanawiałam się, jaki jest właściwie sens niektórych twoich wypowiedzi. Pokazanie własnej wyższości intelektualnej? Wyłącznie zabawa, wszystko jedno czyim kosztem?"

Jeśli jakieś inne jeszcze moje wypowiedzi zrozumiałaś opatrznie, to postaram się objaśnić, co tam napisałem i jaki był tego cel. Odnosić się mogę jednak jedynie do konkretnych przykładów. Tak z miejsca zaś mogę odpowiedzieć, że nie wydaję mi się, abym kiedykolwiek sformułował jakąś wypowiedź, której jedynym celem byłoby zademonstrowanie wyższości intelektualnej nad współrozmówcą. Zresztą, gdyby tak miało być częściej, to niewieloma osobami mógłbym rozmawiać. ;-) Zabawa? Owszem, i to często, ale nigdy czyimś kosztem.

"Zarzucasz mi tępotę, ograniczoność (ograniczone horyzonty, jak sądzę), brak tolerancji, świętoszkowatość..."

Nie, Słońce, ograniczoność to coś innego niż ograniczone horyzonty. To jest Twój problem, dwa wymienione wyrażenia znaczą dla Ciebie to samo, podobnie jak "spuścić z tonu" i "zmienić ton", a próby rozróżnienia znaczeń tych dwu ostatnich traktujesz jako gierki słowne. Doszukujesz się w tekstach rzeczy, których tam nie ma. To właśnie określam jako tępotę. Wiesz, nie każdy musi wszystko rozumieć, ale niech wtedy przynajmniej nie zabiera głosu, a jeśli zamiast milczeć, odzywa się w takiej sytuacji, a przy tym potępia innych i ich poucza, to owszem, zachowuje się według mnie jak człowiek tępy. Ograniczoność, owszem. Jeśli komuś wydaje się, że jedyną akceptowalną formą uprawiania żartów jest ta typowa dla niego, to jest ograniczony, a jeśli do tego potępia osoby, które żartują w sposób inny, dla niego niezrozumiały, co nie znaczy przecież, że gorszy, to wykazuje tym samym brak tolerancji. I jeśli staje w obronie uciśnionych, którzy sami ciemiężeni się nie czuję i nie są, to jest świętoszkowaty.

"Ważne jest to, że wbrew temu, o co mnie posądzasz, nie pisałam z zamiarem zaszkodzenia ci w jakikolwiek sposób."

Nie zaszkodziłaś mi w żaden sposób, jeśli komukolwiek, to chyba sobie raczej. Ale jeśli już o tym mowa, to po co pisałaś w takim razie?

Ja na slowa to nie chcialbym walczyc z Toba. Ale gdybysmy tak ubrali rekawice, wsadzili do swych ust sztuczne szczeki, nie zapominajac o ochraniaczach dolnych partii ciala i wyszli na ring? Zgodzilbys sie na kilka rund boksow? Na taki prymitywny upust emocji?

Gdybyś bardzo chciał, to może udałoby Ci się nakłonić mnie do walki na słowa, ale poległbym w niej na pewno w pierwszej rundzie, gdyż poeta ze mnie żaden. A walka wręcz z wielu powodów odpada: 1) dawanie tego rodzaju upustu emocjom ani nie jest mi potrzebne, ani przeze mnie akcpetowalne, 2) prymitywizm w jakiejkolwiek formie mnie nie pociąga, 3) tacy anemicy jak ja nie biją się zazwyczaj, 4) na kilka rund nie mógłbym się zgodzić, bo znów poległbym w pierwszej, 5) po fakcie musiałbym sobie sprawić prawdziwą sztuczną szczękę zapewne, a nie stać mnie na to 6) jak na prawdziwego anemika przystało na najmniejszy ból reaguję zazwyczaj omdleniem, a Ty chyba nie należysz - mam nadzieję do tych - kórzy lubią kopać leżącego. Więcej grzechów nie pamiętam.

Ale jak widzisz, kiedy mnie nie zaczepiać, łagodny jestem.

Mój podziw budzi ogólnie upór, jak również konsekwencja, jako że sama tych cech nie posiadam w nadmiarze, a bywają przydatne czasami. Nie pisałam zresztą nigdzie, że ironia sama w sobie jest zła, a jedynie, że należy zachować umiar w posługiwaniu się nią. Nie wiedziałam, że określenie "interlokutor" jest jakoś nadzwyczaj rzadko używane, a w jaki sposób to słowo kontrastuje z innymi częściami moich wypowiedzi pozostaje dla mnie zagadką. Staram się pisać w sposób zrozumiały, szczególnie, gdy wiem, że moją wypowiedź mogą czytać osoby w różnym wieku, z różnym wykształceniem. Co do twojego hmm przydługiego wykładu odnośnie pisowni dużą literą pozwól, że się po prostu cytatem posłużę: "Użycie wielkiej litery ze względów uczuciowych i grzecznościowych jest indywidualną sprawą piszącego. Przepisy ortograficzne pozostawiają w tym wypadku dużą swobodę piszącemu, ponieważ użycie wielkiej litery jest wyrazem jego postawy uczuciowej (np. szacunku, miłości, przyjaźni) w stosunku do osób, do których pisze, lub w stosunku do tego, o czym pisze. Wielką literą piszemy nazwy osób, do których się zwracamy w listach prywatnych i oficjalnych oraz urzędowych podaniach, a także nazwy osób bliskich adresatowi lub piszącemu. Pisownia wielką literą obejmuje również przymiotniki i zaimki, które się odnoszą do tych nazw osób." Ja właśnie z tej swobody, jaką dają mi przepisy ortograficzne, korzystam, tym bardziej, że tak się przyjęło w luźnych dyskusjach na forach internetowych. Nie powinno być więc dla ciebie zaskoczeniem, że pomyślałam, iż mogłeś użyć dużych liter w zaimkach w sposób intencjonalny. (Swoją drogą, o czym świadczy posługiwanie się niezrozumiałą naukową nomenklaturą w twoim "wykładzie"? Czy nie o chęci pokazania własnej wyższości intelektualnej właśnie?). Dziwi mnie jedynie, że ta poprawność językowa jest tak istotna dla kogoś, kto otwarcie i beztrosko lekceważy wszelkie konwenanse. Chyba nie uważasz, że forma jest ważniejsza od treści? Jednak jeszcze w kwestii formy mojej wypowiedzi - w którym miejscu ja cię pouczałam? Nie przykładaj do innych własnej miary. To było wyjaśnienie a nie pouczenie. Sądzę też, że "ograniczoność" może być rozumiana różnie w zależności od kontekstu, a w twojej wypowiedzi ten kontekst nie był wyraźnie określony. Chciałam się więc upewnić, czy dobrze cię rozumiem. "Zmień ton" znaczy mniej więcej tyle samo co "spuść z tonu" tyle, że raczej w języku potocznym.
Teraz kwestia twojej rozmowy z Katrolem. Jesteś pewien, że Katrol powiedziałby ci wprost, że posuwasz się za daleko w swoich żartach? On, który z pewnością bardzo cię podziwia, dla którego, jak sądzę, jesteś autorytetem. Dlatego właśnie napisałam, że postawiłeś go w niezręcznej sytuacji. Nigdzie nie twierdziłam, że potraktowałam twoją dyskusję z Katrolem dosłownie, a jedynie że ktoś mógłby ją tak potraktować, dlatego właśnie nie powinna się znaleźć na publicznym forum. Twierdzisz, że doskonale wiesz na ile i z kim możesz sobie pozwolić. Skąd wobec tego nieuprawnione użycie przez ciebie określenia "słońce", mimo iż wyraźnie dałam do zrozumienie, że sobie tego nie życzę. To jeden z wielu przykładów twojej złośliwości, arogancji i nie liczenia się z uczuciami drugiej osoby. Zresztą przeczytaj jeszcze raz cały twój ostatni post skierowany do mnie - to co piszesz jest takie... niskie. Cała ta nieskrywana pogarda dla mnie... Choć to niewątpliwie wspaniały pamflet, wprost wzorcowy!
W jednym z pewnością masz rację - wyrobiłam sobie błędną, chybiona ocenę twojej osoby. Szczerze mówiąc wolałabym nie wiedzieć, jaki jesteś naprawdę. Mam nieprzyjemne uczucie, że tłumaczenie ci czegokolwiek było od początku bezcelowe. Bardzo naiwne było z mojej strony przypuszczenie, że cechuje cię jedynie brak taktu czy brak wyczucia. Gdy zaczęłam rozmowę z tobą, ktoś mnie ostrzegał, ale to ostrzeżenie zbagatelizowałam; niesłusznie. Twoja bezwzględność może budzić lęk.
Wybacz Klee, ale zakończmy tę rozmowę. Mam nadzieję, że fakt, iż się wycofałam będzie dla ciebie wystarczająca satysfakcją, a przyszło mi to tym łatwiej, że nie widzę żadnej płaszczyzny porozumienia.

Wiem, wiem, wiem masz rację, nie pasuję do tego wybiegu, nie jestem socjopatą (nawiasem mówiąc psychopaci są liczniejsi), może jestem nieco aspołeczny. Przypomniałem sobie, że zostałem zdiagnozowany jako "osobowość maniakalno-depresyjna", może planujesz wybieg dla takich? :D

Pewnie uznasz, że to co najmniej nietakt z mojej strony, skoro jeszcze kilka dni temu tak definitywnie zakończyłam naszą hmm chyba jednak kłótnię, ale gdy wróciła mi zdolność trzeźwej oceny sytuacji, uznałam, że nie powinnam zostawiać tej sprawy w tak opłakanym stanie. Bardzo bym nie chciała, aby pani "lekkich obyczajów" z avatarka Katrola okazała się kolejną "femme fatal" w moim życiu, kolejną po pewnej lalce Barbie. Lalkę dostałam w prezencie gwiazdkowym; była ówczesnym szczytem marzeń 9-latki, kupiona w peweksie i piekielnie droga. Niestety przetrwała tylko dwa miesiące, czyli do moich urodzin, podczas których podzieliła los Marii Stuart i Anny Boleyn - została zdekapitowana (jej głowa zresztą zniknęła w tajemniczych okolicznościach). W tej chwili rzecz wydaje się przyjemnie groteskowa, ale wtedy wpadłam w autentyczną rozpacz. Po kilku latach, w jakiejś kretyńskiej kłótni, której powodu już zresztą nie pamiętam, oskarżyłam przyjaciółkę o zniszczenie lalki - to był koniec naszej przyjaźni, co więcej osoba ta do tej pory jest na mnie obrażona. Jak widzisz nie tyle uczę się na własnych błędach, co raczej je powtarzam. Nie znaczy to oczywiście, że wycofuję się ze wszystkich moich zarzutów (zresztą raz napisanych słów już cofnąć się nie da), ale zdaję sobie sprawę, że częściowo przynajmniej byłam niesprawiedliwa. Po przejrzeniu twojego bloga tym bardziej budzi moje zdziwienie fakt, że zdecydowałeś się wobec Katrola na tego rodzaju żarty, ale pozostawiam to już wyłącznie twojej ocenie. Przyznaję też, że reaguję alergicznie na facetów, którzy traktują rozmówczynie z lekceważącą wyrozumiałością dla domniemanych ograniczeń ich kobiecego umysłu. Mam nadzieję, że w tym przypadku niewłaściwie odczytałam twoje intencje (a jeśli odczytałam właściwie, to lepiej mnie o tym nie informuj). Na koniec, w żadnym wypadku nie chciałabym, abyś stał się podobny do mnie - myślę, że jeden egzemplarz tego rodzaju w zupełności wystarczy.

Według mnie, aby można było uznać rozmowę za zakończoną, wszyscy jej uczestnicy muszą podjąć jednomyślną decyzję w tej sprawie. Jak nie da się rozmawiać w pojedynkę, tak i rozmowy nie da się samemu zakończyć, samemu, czyli bez zgody pozostałych stron. Samemu można ją jedynie przerwać. Tak jakoś to widzę.

Ja tej naszej rozmowy, czy - jeśli wolisz - kłótni (chociaż ja jednak utrzymuję, że operuję rzeczowymi argumentami i powściągam emocje, a więc rozmawiam, a nie kłócę się), nie uznałem jeszcze za zakończonej, ale po prostu nie mam teraz czasu na to, by ją kontynuować. Jak go znajdę, to odpowiem na Twój post.

Pozdrawiam!

Ok, ja ze swej strony podjęłam decyzję, że nie napiszę już nic więcej, po czym wspięłam się na szczyt wyrozumiałości i dodałam "suplement". Jak stwierdziłam wcześniej upór i konsekwencja nie należą do moich największych zalet (czy może wad). Wybaczam też chyba aż nazbyt łatwo. Mimo wszystko... nie szukaj tego czasu bardzo intensywnie.
Pozdrawiam!

Panie Klee juz przybwam na wezwanie eheheheheheheeeeeeee nie zile pomyslane jupi genjusz genjusz!! moje uznanie socjopaty i homofoba

Dodaje do ulubionych za 'Almost Nothing' :-)

Cóż mi powiedzieć? Wolałbym nie wiedzieć. ;-) No ale oczywiście bardzo mi miło, czuję się wyróżniony. Szczególnie że zbyt wielu do tego grona jeszcze nie zaliczyłeś, a przycupnąć obok tego, który się już doczekał, wyjątkowo przyjemnie, bo stanowi nobilitujące towarzystwo. :-)

Fajnie by było, gdybyś zechciał napisać jeszcze coś o sobie obok zostawionego komplementu, albo chociaż jak Ci ten film leży. Domyślam się, że z grubsza Ci w nim wygodnie. ;-) A wiesz, że ja nigdy nie używam tego tytułu; dwa pozostałe, zamiennie. A przed chwilą brałem nawet udział w rozmowie o tłumaczeniu tytułów. Ten film bardzo a propos, bo ciekawie te jego tytuły funkcjonują.

I odkryłem właśnie fajną piosenkę, która też jest bardzo a propos. Pozdrawiam! :-)

:-) Nie pisze wiele, bo wiem jak to wciaga, wiec ograniczam sie do minimum ;-) 'Amlost Nothing' zrobilo na mnie duze wrazenie, a to sie rzadko zdarza, bo ja gruboskurna bestia jestem. Juz od pierwszych scen wiedzialem, ze bedzie to dobry film. Co do tytulu - to poniewaz nie wladam francuskim, uzywam angielskiego tlumaczenia (co by kompromitujacych bykow nie robic). Z tego co sie dowiedzialem, to to tlumaczenie jest chyba calkiem trafne. W kazdym razie, do mnie jakos bardziej przemawia 'Amost Nothing' niz 'Come undone'.
A tak poza tym, ciesze sie iz Ci milo, ze znalazles sie w moich ulubionych :-)
Wlasnie bylem w kinie po raz trzeci juz na 'Brokeback Mountain' - juz wiem, ze o tym filmie rowniez szybko nie zapomne.

To prawda, jeśli chodzi o fora internetowe, można się w tym zatracić... Ja sobie na bywanie na nich pozwalam, kiedy mogę sobie pozwolić. :-) W najbliższym czasie będę miał sporo pracy, więc przyjdzie mi się ograniczyć w tym względzie. W ogóle to jedno z moich noworocznych postanowień było, by się ograniczyć. Chyba chciałbym po prostu na powrót robić więcej rzeczy, których robienie nie wymaga użycia komputera. :-]

Fajnie usłyszeć, że ten film kogoś porusza, szczególnie jeśli ten ktoś jest gruboskórny. ;-) Ciekawe jeszcze tylko, jak ich porusza...

Czy to tłumaczenie jest trafne, to nie wiem. Każdy pewnie ma na ten temat swoje zdanie, każdy inaczej to czuje. Na pewno jest literalne, a ja chyba jednak za takimi nie przepadam... Wygląda na to, że oczekuję jakiejś kreatywności od dystrybutorów w poszczególnych krajach. ;-) W mojej świadomości zresztą ten film funkcjonował bardzo długo pod niemieckim tytyułem - "Sommer wie Winter". Pierwszy raz bowiem oglądałem go w Niemczech, z niemieckim dubbingiem.

Czekam na "Brokeback Mountain" oczywiście z niecierpliwością. No i jeszcze trochę sobie poczekam, bo do nas dotrze zgodnie z planem, czyli dopiero za dwa tygodnie. Ale przywykłem już do tego czekania, tak długo ono trwa. Zaczęło mi się nawet podobać, niemal boję się, że się skończy...

No wlasnie - ja tez wole robic wiecej rzeczy, ktore nie wymagaja kompa... :-)

Poruszyl, bo... jest ladny, historia jest ciekawa, nakrecona w przyjemny dla oka sposob (i nie chodzi mi tu o ladnych chlopakow, choc to tez duzy plus dla filmu :-D ), achronologia jest mistrzowsko ulozona, utwor otwierajacy jest sliczny, dialogi sa takie... naturalne, spokojne (szczegolnie rozmowa z siostra przy stole, czy rozmowy z matka), sceny sa jakies takie nostalgicznie cieple (np. olbrzymie wrazenie zrobila na mnie scena gdzie glowny bohater kupuje warzywa od kobiety na straganie - az trudno mi to opisac, o co mi biega w tym moim zachwycie...), dobre zakonczenie (to bardzo trudna rzecz) ... ... ... Slowem - jeden z (kilku) moich topowych filmow.

Co do "trafnosci" tlumaczenia tytulu, to chodzilo mi o literalnosc. Mysle, ze jak autor(zy) filmu nadali mu taki tytul, to dobrze zeby byl on tlumaczony literalnie (jesli to oczywiscie mozliwe). Nie za bardzo interesuje mnie kreatywnosc dystybutorow/tlumaczy :-)

Jak odpalilem plytke (nie wiedziec czemu) wlaczyla mi sie wersja audio z niemieckim dubbingiem - nie znosze tego jezyka (zarowno melodii jak i brzmienia slow). Francuski jest o wiele milszy dla ucha i moim zdaniem pasuje znacznie lepiej do tresci. Nie mowiac juz o tym, ze to oryginalny jezyk tego filmu :-) Z tych wszytskich tytulow 'Prawie Nic' najbardziej tez mi sie podoba.

Ja tez czekalem na 'BM' od Wenecji... przeczytalem opowiadanie dwa razy, 2345.5 raza obejrzalem trailer i pare urywkow... Czekanie zostalo nagrodzone (tu premiera byla z poczatkiem stycznia) - i nie tesknie juz za czekaniem ;-) Teraz jeszcze tylko DVD wypatruje :-)

OK - juz wiecej nie pisze... Wracam do pozakomputerowego swiata :-)

Wysłałam Ci coś emalią, kochana niezwykła Istoto :)

„Mój podziw budzi ogólnie upór, jak również konsekwencja, jako że sama tych cech nie posiadam w nadmiarze, a bywają przydatne czasami.”

O proszę, zaskoczyłaś mnie. No bo podziwiać można tylko czyjeś pozytywne cechy. Byłem więc przekonany, że skoro użyłaś tego czasownika w odniesieniu do moich wad, to zrobiłaś to po to, by wyzyskać ironię. Ja z kolei, by tę zneutralizować, odczytałem to słowo literalnie, dosłownie. No i co się okazało? Ano to, że Ty jednak posłużyłaś się nim właśnie w jego pierwotnym, neutralnym znaczeniu. Bardzo dziwne. Pytanie pozostawałoby więc aktualne: dlaczego podziwiasz mnie za coś, co wartościuje się negatywnie? Upór bowiem jest, inaczej niż konsekwencja, wadą zazwyczaj. Stąd też pewnie Twoje pomieszanie, które ujawniasz w swoim poście z 24 stycznia 2006, z godz. 23:33. Nie jest tak, że nie wiadomo, czy upór i konsekwencja są czymś dobrym, czy złym, tylko jest tak, że po prostu do jednej z tych postaw ludzie odnoszą się zazwyczaj z dezaprobatą, a drugą hołubią. Jak ktoś nie ma racji, a uparcie obstaje przy swoim, to nie określilibyśmy jego postępowania za słuszne, prawda? A jeśli ktoś konsekwentnie broni swojego stanowiska i czyni to w sposób rzeczowy, to nie ma w tym nic złego, czyż nie? Co, tak to jest, czy nie tak?

„Nie pisałam zresztą nigdzie, że ironia sama w sobie jest zła, a jedynie, że należy zachować umiar w posługiwaniu się nią.”

A gdzie zarzuciłem Ci coś podobnego? A tak w ogóle to o umiarze pisać niebezpiecznie, bo po prostu ludzie różnymi miarami się posługują. ;-] Wolę w to zatem nie wchodzić.

„Nie wiedziałam, że określenie "interlokutor" jest jakoś nadzwyczaj rzadko używane, a w jaki sposób to słowo kontrastuje z innymi częściami moich wypowiedzi pozostaje dla mnie zagadką. Staram się pisać w sposób zrozumiały, szczególnie, gdy wiem, że moją wypowiedź mogą czytać osoby w różnym wieku, z różnym wykształceniem.”

Nie napisałem przecież, że „interlokutor” jest wyrazem rzadko używanym, choć jego mała frekwencja w języku ogólnym jest faktem i konsekwencją tego, o czym pisałem, czyli nacechowania stylistycznego tego wyrazu. Jeśli w rozmowie potocznej pojawia się wyraz typowy dla oficjalnej odmiany języka, czy - powiedziałbym nawet – termin naukowy, i pojawia się on w kontekście, w którym można użyć jego nienacechowanego odpowiednika, to jest to jakiś lapsus, jakaś nieporadność językowa, źródło stylistycznej niekoherencji, nazywając rzecz dokładnie.

Jeśli chcesz posłużyć się cytatem jako argumentem w dyskusji, jeśli ma on do czegoś przekonać, to powinien spełniać trzy warunki: 1) należy załączyć informację, skąd pochodzi, 2) powinien być zaczerpnięty ze specjalistycznego opracowania, jeśli dyskusja dotyczy specjalistycznych zagadnień, 3) powinien pochodzić z rzetelnego opracowania, jeśli ma być głosem rozstrzygającym jakieś sporne kwestie. Właściwie istotne są ostatnie dwa warunki, ale by dało się sprawdzić, czy zostały spełnione, musi być najpierw spełniony pierwszy. Tymczasem Ty adresu bibliograficznego nie podajesz, co czyni ten cytat bezużytecznym. Każdy mógł to napisać. Jednak sposób ujęcia kwestii pozwala przypuszczać, że urywek pochodzi albo z opracowania popularnonaukowego, albo z podręcznik szkolnego. Te moje przypuszczenie stąd, że w literaturze przedmiotu nie byłoby raczej uproszczeń, które są tu zawarte. Nie nazywałoby się ortograficznymi zagadnień, które do ortografii właściwie nie należą. Co jednak jest tutaj naprawdę istotne? To, że informacja zawarta w przytoczonym urywku jest rzeczywiście prawdziwa, a treści w nim zawarte nie pozostają w sprzeczności z tym, co ja wcześniej pisałem. Zauważ, że mówi się tu o dwu różnych rzeczach. Ten fragment tekstu - tak jak został podany - ma wyraźnie budowę dwuczłonową. Najpierw stwierdza się, że dowolne właściwie słowo można zapisać wielką literą ze względów uczuciowych lub grzecznościowych. Czyli jeśli np. w dzienniku piszę o swej kochance, to wszystkie słowa do niej się odnoszące mogę zapisywać wielką literą (względy uczuciowe), a jeśli w artykule odnoszę się do prac jakiegoś naukowca, mogę wyrazy go nazywające zapisywać wielka literą ze względu na szacunek, jakim go darzę (względy grzecznościowe). Ja bym to jeszcze uzupełnił i napisał, że nazwy wydarzeń historycznych ze względu na ich doniosłość można również w ten sposób zapisywać, np. nazwy wojen, kataklizmów itp. To tyle o pierwszej części przytoczonego fragmentu. W drugim stwierdza się to, o czym mówiliśmy, czyli że formy adresatywne należy pisać wielką literą. To pozostaje bez zmian. Oczywiście, że masz dowolność w tym względzie, jak o tym piszesz. Zachowanie językowe polegające np. na mówieniu sąsiadowi „dzień dobry”, również zależy od naszej woli i nie musimy go realizować w naszym życiu, mimo że tak nakazuje etykieta językowa. Nie zmienia to jednak faktu, że byłoby to jednak niegrzeczne, prawda? Podobnie jak niegrzeczne jest zapisywanie „ty” w liście małą literą.

„(…) tym bardziej, że tak się przyjęło w luźnych dyskusjach na forach internetowych”

Oczywiście, że w Internecie obowiązują różne swoiste, typowe dla tego kanału przepływu informacji zasady i konwencje. I tak np. nicków nie zapisuje się zazwyczaj wielką literą, mimo że są to nazwy własne jak każde inne. Ale żeby zaimki tak zapisywać? No cóż, sporo w Internecie działam i nie spotkałem się z czymś takim. Najwyraźniej spotykamy się w Sieci z innymi ludźmi. Rozumiem, że zwracać się będą do mnie małą literą osoby, które w ogóle rezygnują z używania wielkich liter w Sieci, ale żeby też inni mieli?

No i widzisz, błędnie zinterpretowałaś motywację moich zachowań piśmienniczych, bo za pewnik przyjęłaś coś, co było jedynie wątpliwej wartości przesłanką. Nie po raz pierwszy zresztą. Ale, że błędnie mogłaś zinterpretować również moją interakcję z Katrolem, to już takiej ewentualności nie dopuszczasz. Interesujące… ;-]

„(Swoją drogą, o czym świadczy posługiwanie się niezrozumiałą naukową nomenklaturą w twoim "wykładzie"? Czy nie o chęci pokazania własnej wyższości intelektualnej właśnie?).”

Posługiwanie się stosowną terminologią na pewno ułatwiłoby mi karkołomne zadanie wyjaśniania - wybacz - laikowi pewnych kwestii. Musiałem tego jednak z bólem serca zaniechać. Zapewne gdybym tego nie zrobił, nie zrozumiałaś wiele z tego, co napisałem. A co do słów typu: „intencjonalny” czy „adresatywny”, którymi się faktycznie posłużyłem, a które rzeczywiście przynależą do metajęzyka określonej dyscypliny naukowej, to jeśli komuś znane są znaczenia odpowiednich rzeczowników, od których te przymiotniki pochodzą, to powinien ktoś taki być w stanie zrekonstruować sobie i ich znaczenia.

„Dziwi mnie jedynie, że ta poprawność językowa jest tak istotna dla kogoś, kto otwarcie i beztrosko lekceważy wszelkie konwenanse.”

Poprawność językowa nie jest dla mnie ważna. Dlatego też nie zdarza mi się nigdy z własnej inicjatywy rozmawiać z kimś na ten temat. Jeśli jednak ktoś poucza innych w tym względzie, a przy tym sam popełnia błędy, to chętnie daję mu lekcję. Jeśli ktoś poprawia innych i to tam, gdzie nie popełnili błędu, robię to niemal bezwyjątkowo i nieodmiennie z rozkoszą. Jeśli zaś ktoś poucza innych, a do tego jest nieuprzejmy (pouczanie samo w sobie takie jest, ale jeśli towarzyszą temu jeszcze inne elementy nieuprzejmości), to czynię to z jeszcze większym zapałem, gdyż mam okazję bezkarnego i usprawiedliwionego powyładowywania się na kimś, tak jak i on to robi na kimś trzecim. Jeśli zaś ktoś poucza mnie (pomijam już w jaki sposób), to odpowiadam po prostu. Poprawność językowa nie jest więc dla mnie ważna, ale jeśli ktoś mi pisze, że popełniam błędy tam, gdzie ich nie popełniam, to wyjaśniam mu, że się myli. Proste. Jeśli nie chce tego słuchać, niech się odczepi, a ja dam mu spokój. Równie proste.

„Jednak jeszcze w kwestii formy mojej wypowiedzi - w którym miejscu ja cię pouczałam?”

W wielu miejscach. Mógłbym tego dowodzić na podstawie analizy konkretnych fragmentów Twoich wypowiedzi, ale daruję sobie, bo jakoś tego typu argumentacja zdaje się spływać po tobie jak po kaczce. Szkoda więc mego czasu. Przyjmijmy zatem, że nie pouczasz, tylko krytykujesz i potępiasz, co nie zmienia tak naprawdę za bardzo postaci rzeczy, gdyż wszystkie te zachowania są nastawione na ten sam cel, choć pewnie każde z inną siłą. A tak przy okazji, pouczenia zawierają się przede wszystkim na poziomie treści, a nie formy, danej wypowiedzi.

„Sądzę też, że "ograniczoność" może być rozumiana różnie w zależności od kontekstu, a w twojej wypowiedzi ten kontekst nie był wyraźnie określony. Chciałam się więc upewnić, czy dobrze cię rozumiem.”

To, że różne słowa w różnych kontekstach mogą znaczyć co innego, to banał. Taki sam jak ten, że żadne słowo samo z siebie nic nie znaczy. Znaczy dopiero w określonym kontekście. Można powiedzieć, że znaczenie słowa jest sumą relacji (związków i opozycji), w jakie wchodzi z innymi słowami. Na tym jednak zgoda między nami się kończy. Trudno mi bowiem przyjąć, że kontekst, w którym pojawiło się słowo „ograniczoność”, nie był jasno określony. Co to znaczy? Czy pojawiły się jakieś literówki, które uniemożliwiły Ci odczytanie słów, które znalazły się w jego pobliżu? Jeśli nie, to znaczy, że to słowo pojawiło się w ściśle określonym kontekście. No ale pytać zawsze warto, jeśli nie jest się pewnym, czy się kogoś właściwie, tj. zgodnie z jego intencjami, zrozumiało. Ja też to robię. Szkoda, że zaniechałaś tego, kiedy oceniałaś mój post skierowany do Karola. Pozwoliłoby Ci to pewnie oszczędzić niezrozumienia i w konsekwencji też - tej rozmowy ze mną.

„"Zmień ton" znaczy mniej więcej tyle samo co "spuść z tonu" tyle, że raczej w języku potocznym.”

I co teraz, Gerdo Uparciuszku? Upierasz się przy czymś, chociaż nie przedstawiasz żadnych dowodów, że jest, jak twierdzisz. Ja tego przemilczeć nie jestem w stanie, bo oznaczałoby to, że zgadzam się z tym, co piszesz, a zgodzić się nie mogę, gdyż to po prostu nie jest prawda. I co? Mamy się teraz bawić w szkołę, w uczennicę i w pana nauczyciela? Średnio mi się to podoba. Zresztą jak Ci zacznę podawać konkretne dowody, to to naprawdę nie będzie dla Ciebie jasne. Bo cóż Ci wyjaśni, jeśli napiszę, że „zmienić ton” i spuścić z tonu” nie mogą znaczyć tego samego, gdyż „uderzyć w [jakiś] ton” jest hiponimem tego pierwszego, ale już ani hiponimem, ani konwersem tego drugiego. A to bardzo dobry dowód, można to odpowiednio rozpisać i wywieść. Jaki to miałoby mieć jednak sens? Czy kiedy idziesz do lekarza i stawia Ci on jakąś diagnozę, to też oponujesz, nie zgadzasz się i każesz mu dowodzić, że jest, jak twierdzi? Spróbuję jednak coś mniejszego kalibru, by Ci pokazać, że te słowa maja różne znaczenie. Weźmy wypowiedź: „Kiedy Jurek zaczynał mówić o filmie, zupełnie tracił dystans do siebie i kontakt z rzeczywistością, uderzał w tak wysokie, pełne patosu tony, że nie dało się tego słuchać. Zawsze mówił jednak przy tym cicho i spokojnie. Nigdy nie tracił panowania nad sobą, nie dałoby się nawet powiedzieć, że wykładał swoje racje podniesionym tonem. Nie trzeba zatem było go prosić, by zmieniał ton, choć wielokrotnie prosiliśmy, by zechciał już spuścić z tonu.” Gdyby było, jak mówisz, to ta wypowiedź byłaby niepoprawna. W wielu miejscach sprzeczna lub pleonastyczna [to termin jak najbardziej, ale mi się nie chcę przekładać z metajęzyka lingwistyki, na język ogólny].

„Teraz kwestia twojej rozmowy z Katrolem. Jesteś pewien, że Katrol powiedziałby ci wprost, że posuwasz się za daleko w swoich żartach?”

Pewności nie mam. Pewny jestem tylko tego, że kiedyś umrę. Nie mam też jednak powodów, by zakładać coś innego. Jak Ci pisałem, jeśli miałbym stale brać pod uwagę, że ktoś opatrznie zrozumie moje słowa, nie mógłbym się w ogóle odzywać, bo zawsze przecież istnieje ryzyko, że ktoś Cię niewłaściwie zrozumie. To paranoja.

„On, który z pewnością bardzo cię podziwia, dla którego, jak sądzę, jesteś autorytetem.”

A dlaczego miałbym nim dla Katrola być? Czyli Ty nie tylko o mnie źle myślisz, ale i o nim. No bo skoro ja jestem zepsuty, a on mnie podziwia, to o nim najlepiej nie świadczy. ;-] A jeśli i on nie jest taki nieskazitelny, jakby się mogło wydawać, to czemu stawałaś w jego obronie, szczególnie że nie został przez nikogo zaatakowany?

To raczej ja w wielu miejscach na portalu wyrażam swoje uznanie dla jego osoby, wręcz podziw. A to dla Jego błyskotliwości, a to poczucia humoru, a to obycia filmowego, a to gustu, a to sylwetki, którą zawdzięcza jedzeniu metki ;-) etc. W poście, który stał się przyczynkiem do tej rozmowy, też to wyraziłem, mimo że Ty dopatrzyłaś się tam czegoś wręcz przeciwnego. Zachwycałem się tam Jego znajomością sztuki oraz sesją reklamową, którą robił dla Atlantisa (ten producent slipów), zdaje się. ;-)

„Dlatego właśnie napisałam, że postawiłeś go w niezręcznej sytuacji.”

Na czym ta niezręczność miałaby polegać?

„Nigdzie nie twierdziłam, że potraktowałam twoją dyskusję z Katrolem dosłownie…”

Czyżby? To o co to wielkie halo w takim razie? Myślałem, że to moje rzekome nieliczenie się z innymi, brak szacunku, nonszalancja etc., to się właśnie wszystko do Katrola odnosi. Jeśli nie, to do kogo w takim razie? Czy chodzi o jakąś wymyśloną, wyimaginowaną sytuację?

„(…) a jedynie że ktoś mógłby ją tak potraktować, dlatego właśnie nie powinna się znaleźć na publicznym forum.”

Jak pisałem, gdyby myśleć w ten sposób, nikt nie mógłby pisać niczego.

„Twierdzisz, że doskonale wiesz na ile i z kim możesz sobie pozwolić. Skąd wobec tego nieuprawnione użycie przez ciebie określenia "słońce", mimo iż wyraźnie dałam do zrozumienie, że sobie tego nie życzę.”

Skoro cały czas usiłujesz przekonać, w jak doskonałym stopniu opanowałaś analizę stylistyczną tekstu, jak świetnie potrafisz uchwycić ironię, lekceważenie, pretensjonalność itp., to odpowiedź na to pytanie powinna być dla Ciebie oczywista. :-]

„Zresztą przeczytaj jeszcze raz cały twój ostatni post skierowany do mnie - to co piszesz jest takie... niskie.”

Staram się zazwyczaj dostosować do poziomu współrozmówcy. :-]

„Cała ta nieskrywana pogarda dla mnie...”

Gdybym Tobą gardził, to bym z Tobą nie rozmawiał. Proste. Ewentualnie próbowałbym Ci dokuczyć.

„W jednym z pewnością masz rację - wyrobiłam sobie błędną, chybiona ocenę twojej osoby.”

Tak też myślę, ale nich Cię pocieszy fakt, że nawet ja sam nie mam do końca właściwej oceny siebie. Czy ktokolwiek ma?

„Szczerze mówiąc wolałabym nie wiedzieć, jaki jesteś naprawdę.”

Ja Cię nie przymuszałem do poznawania mnie. Jakkolwiek, nie wiesz, jaki jestem naprawdę, bo jeszcze mnie nie poznałaś.

„Mam nieprzyjemne uczucie, że tłumaczenie ci czegokolwiek było od początku bezcelowe.”

Jeśli próbujesz tłumaczyć coś, co nie ma sensu, to rzeczywiście jest to działanie bezcelowe. Podobnie jeśli próbujesz przekonać do czegoś, nie posługując się rzeczowymi argumentami, do których można się jakoś odnieść - przyjąć je lub wykazać ich nietrafność, a jedynie bazując na własnych odczuciach, opiniach i emocjach.

„Bardzo naiwne było z mojej strony przypuszczenie, że cechuje cię jedynie brak taktu czy brak wyczucia.”

To rzeczywiście naiwne przypuszczenie, gdyż nie istnieje zapewne człowiek, któremu przysługiwałyby ledwie dwie cechy charakteru. ;-] Mam więcej wad, zalety zresztą też mam. :-]

„Twoja bezwzględność może budzić lęk.”

Pewnie nie tylko moja, ale jak się boisz ognia, to po co wkładasz do niego rękę?

„Gdy zaczęłam rozmowę z tobą, ktoś mnie ostrzegał, ale to ostrzeżenie zbagatelizowałam; niesłusznie.”

Zawsze słuchaj mądrych rad. Chociaż to naprawdę trudna sztuka odróżnić radę dobrą od złej. A wiesz, czemu wielu ludzi mnie nie lubi? Mogę Ci wyjawić tę - pozorną jedynie - tajemnicę.

Wielu ludziom jest z sobą źle, nie lubią się, mają się za słabych, miernych etc. W kontaktach z innymi próbują sobie to samopoczucie poprawić. Traktują innych jako narzędzia do osiągnięcia tego celu, bardzo przedmiotowo. Osiągają zadowolenie, jeśli wypadną dobrze na tle tych innych, lub spowodują, że ci inni zaczną wypadać blado na ich tle. To drugie jest zazwyczaj łatwiejsze, więc na tym skupiają się przede wszystkim. Stosują różne taktyki, by osiągnąć ten cel. To się nazywa popularnie leczeniem kompleksów, a tak naprawdę jest ich pielęgnowaniem, gdyż nakręca to takich ludzi bardziej i bardziej. To trochę podobnie jak z używkami.

Widać to czasem/często w różnych rozmowach powadzonych na FW. Ludzie rozmawiają, by poczuć się lepszymi. Nie chcą dojść do jakiejś konkluzji, czy konsensusu przynajmniej, albo porozmawiać po prostu, wymienić poglądy. Często chcą coś ugrać, do czegoś przekonać. Kiedy to im się nie udaje, kiedy współrozmówca stawia im stanowczy i konsekwentny opór, stają się rozdrażnieni. Silniej czują swój deficyt, co wywołuje w nich poczucie niespełnienia. Zaczynają postrzegać się jeszcze gorzej niż przedtem, pojawia się napięcie i negatywne emocje. Jakoś trzeba je rozładować. Pozbywają się ich, kierując je w postaci złości do człowieka, którego zaczepili. Zaczynają go traktować jako agresora, mimo że to oni zaczęli, jak mówią dzieci. Twierdzą, że ich skrzywdził, zaczynają w to wierzyć, mają go za złego. Taki prosty schemacik.

Ze mną im się nie udaje, bo jestem oporny na tego rodzaju interakcje. A jeśli zawsze przegrywają grę, w którą mnie wciągają, nie lubią mnie. To proste.

Ja nigdy nikogo nie zaczepiam, nie pouczam, nie krytykuję. Nie znajdziesz tego rodzaju postów mojego autorstwa; może poza dwiema sytuacjami potwierdzającymi regułę. A że lubię dokuczać tym, którzy sami dokuczają innym, jak napisałem, to już inna sprawa. ;-]

Wiesz, ja też nie jestem oczywiście wolny od przywar typowych dla tych graczy, o których piszę. Umiem jednak nad tymi negatywnymi emocjami zapanować. Kiedyś usiłowałem się ich wyzbyć, ale teraz nie stawiam sobie już tak ambitnego celu; nie ta osobowość, nie ta duchowość, nie ta dojrzałość emocjonalna, nie te możliwości, by Mount Everest zdobywać. ;-) No ale nauczyłem się chociaż nad nimi panować, jak mówię. Siedzą, gdzie im każę, i wyłażą tylko gdy pozwolę, a pozwalam w takich momentach właśnie, gdy ktoś plecie bzdury. A gdy do tego jest niegrzeczny to i ja potrafię zachować się w sposób opryskliwy. Lubię takie perwersyjne gierki i zabawy i nie mam wyrzutów, że ktoś dostaje pstryczka w nos, jeśli sam się o to prosi i raczy takimi pstryczkami innych. Sam nikogo nie zaczepiam, nie potępiam, nie pouczam. Znajdź post, który temu zaprzeczy. A rozmowy takie jak nasza traktuję jako gimnastykę umysłu i dlatego bez większego oporu się im oddaję.

Wiesz, jak ktoś chce ze mną rozmawiać na temat, o którym nie mam pojęcia, a interesuje on mnie i mam na to ochotę, to rozmawiam, ale nie wymądrzam się przy tym. A jeśli zaczyna taką rozmowę w sposób agresywny i już mogę się domyślać, o co mu chodzi (jest jednym z tych graczy), to oświadczam, że się nie znam i odmawiam. Zwróć uwagę na moją odpowiedź na post Zarka w tym wątku. Taka rozbrajająca szczerość wprawia ludzi w konsternację, zbija z tropu. Przecież oni tak wielki wysiłek wkładają w to, by ukryć przed innymi, a nawet przed sobą własne braki. Gdy więc ktoś nagle pisze im o własnych brakach w tak otwarty sposób, bez ogródek, baranieją. Toż to bezwstydne. ;-) Pięknie psuje im to szyki. ;-] No bo co można odpowiedzieć w takiej sytuacji. Nic. Ktoś nie podjął gry i tyle. Jeśli inicjator takiej nieudanej interakcji będzie nalegał, to się zdemaskuje, pokaże, o co mu szło, okaże własna głupotę. A przecież z kogoś innego chciał głupka zrobić. :-]

Bywa też odwrotna sytuacja, gdy ktoś się zaplącze się we własne sidła, bo inicjuje temat, o którym o nie ma pojęcia, a na który ja mam coś do powiedzenia. No nie powiem, żeś Ty w swoje wpadła. ;-] Weźmy lepiej moje spotkanie z Andym w wątku „Weryfikacja”, które miało miejsce ostatnio. Przychodzi mi kolega, stawia się na piedestale, piedestale tego, co to zna się na pisaniu, i oświadcza mi, że nie zgadza się z moja oceną jego tekstu. Ale dlaczego się nie zgadza? Tego już za bardzo nie potrafi wyjaśnić. Brnie jednak dalej. Uważa, że to on ma rację, bo: 1) nie zgadza się (i już ;-)), 2) bo zna się na pisaniu tekstów. No to mu wyjaśniam spokojnie i dokładnie, o co chodziło. Obronić tego nie umie, polemizować najwyraźniej nie jest w stanie z argumentami, więc zaczyna najpierw atakować mnie, a potem oświadcza, że stawiam się na piedestale (choć on to przecież zrobił na początku, a ja nawet nie próbowałem, choć mógłbym skutecznie i zasadnie) i dalsza rozmowa ze mną nie ma sensu. No bo co ma biedny zrobić. Ma oświadczyć, że błazna z siebie zrobił. Mało kto potrafi przyznać się do błędu. (Ja też tego nie lubię - choć zdarza mi się - i dlatego unikam sytuacji, w których musiałbym.)

To tyle tych moich obserwacji. Może jeszcze tylko jakaś wizualizacja.

Dwaj mężczyźni spotykają się na polu. Jeden podchodzi do drugiego i zaczyna w niego rzucać kamieniami. Ten wyciąga tarczę, by chronić się przed uderzeniami. Uderzającego to tylko rozsierdziło. Rzuca z jeszcze większą zaciętością. Na to ten drugi wyciąga miecz. Pierwszy nic, rzuca dalej. Atakowany ma już tego dość i zamachuje się mieczem na agresora. Ten ostatni dalej swoje. No to atakowany wymierza mu cios. Rzucający pada i nim wyzionie ducha myśli sobie: „Co za łajdak, zabił mnie, zły człowiek!”. No zabił, zabił, prawda? Zły człowiek bez dwóch zdań. ;-)

Oglądałaś ostatnią (tj. najnowszą) 3. część GW? Scena walki też jest o tym, jej finał. Anakin postanawia przeskoczyć z wysepki na litą skałę, na której stoi Obi-Wan, by zdać mu decydujący cios, mimo że ten ostatni ma nad nim przewagę w tej sytuacji. I kiedy ginie (no prawie ;-)) nie myśli: „Popełniłem błąd, bo postanowiłem walczyć, choć byłem na przegranej pozycji”, tylko zaczyna wołać: „Nienawidzę cię, nienawidzę, bo mnie zabiłeś.” Nie umiał ocenić swoich możliwości, a stanął w szranki. Zamiast mieć żal do siebie, ma żal do innych. To jedno. Drugie - czy miał rację, czy walczył w dobrej słusznej sprawie. No on sam pewnie wierzył, że tak, ale nasze postrzeganie faktów, to nie one same jeszcze. Widzowie wiedzą, że był w błedzie.


Przepraszam, że zboczyłem z tematu i też sporo o sobie napisałem, ale pisałem o sobie dla siebie, a nie dla Ciebie. Swoje pisanie na forum traktuję też jako formę autoanalizy, poznawania siebie. Wykorzystuję zresztą wiele okazji po temu.


Jeszcze tak mi przyszło do głowy... Zauważ, jak tu ludzie o filmach gadają. Prawie w zawsze w kategoriach: dobry - zły. Stwierdzają, że jakiś film jest dobry lub zły i próbują do tego przekonać, nawet nie dowodzić tego, tylko właśnie przekonać do tego. Mówisz, że przeglądałaś posty na moim blogu, to pewnie wiesz, że ja wolę rozmawiać o kinie inaczej. Wolę mówić po prostu o filmie, o tym, jaki jest, i z tego już samo wynika, czy jest dobry, a jeśli tak, to dla kogo. Tak wolę, ale mało kto tę moją wolę dzieli i dlatego ostatnio niechętnie o filmach rozmawiam. :-/

Ano właśnie i to jest dopiero prawdziwie niezwykła i kochana Istot(k)a! :-D A co ona robiła, kiedy tak zezowała na palec?

Liczyła traktory :D

Wszystkiego Najlepszego! Każda rozmowa z Tobą "makes my day".

Twoja Walentynka :)

[emotikon: zaskoczony, zawstydzony]

Ja to bym, jak każda Polka, chciał dostać walentynkę od Konrada Ciesiołkiewicza. ;-D

Nie każda. Ja nie.

Ja nie wiem kto to. Jak zwykle :D

Ja też nie wiem :) Dlatego nie chcę. (pocieszyłam Cię?)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz