Klee

Sebastian Deka

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Wolność dla Tybetu; Równe prawa dla gejów
| 7 zdjęć | 92 komentarze
Oto dwa tematy, zjawiska, którymi żyję przez ostatnich kilka tygodni. (A za oknem właśnie ktoś przewrócił kosz na śmieci. No bo po cholerę tam stoi. Lepiej jak będzie leżał na środku chodnika, a rozrzucone śmieci wokół niego.)
Udostępnij

komentarze

Czemu akurat żyjesz tym tematami?A co do kosza,to całkiem niezla ironia:)Pozdrawiam

przeglądnęłam twój cały blog....w sumie zle to ujęłam bo nie przeglądnęłam-przeczytałam wszystko:) ciekawa osoba z Ciebie:) zwłaszcza podoba mi się zastawienie muzyki chóralnej "las vegas parano" i praw dla gejów...widzę ze szerokie zainteresowania:) hmmmm...Tybet nie wiem za bardzo co tam się dzieje-trzeba to sprawdzić !! a prawa dla gejów?walczmy!! pozdrawiam
ps.co do wandalizmu kazdemu się zdarza...:)

Sławciu! No jak ślicznie się wypowiedziałeś! Mój ślicznotek, ojoooj...

Pan to już nie jesteś prześmiewca. Pan jesteś potwór najgorszy w swoim gatunku. Jesteś Pan Obcy VIII. Nie ten z obrazka z Pańskiego profilu, ale jego nieporównanie bardziej krwiożercza mutacja.

Sławcziu, bestią, która krąży po tym portalu, podając się za niezłomnego rycerza imieniem Yoohrand, zupełnie się nie przejmuj. Sprawia ona pozory groźnej, ale tak naprawdę jest zupełnie nieszkodliwa, a nawet zaryzykować można twierdzenie, że jest zwierzątkiem pokojowym.

Kosz, to element stałego repertuaru cowieczornego. Dziwnym trafem potyka się o niego kilka osób każdej nocy. Tajemnicze doprawdy zjawisko, nie uważasz?

Na pytanie Twoje odpowiem niebawem.

Nie wiem skąd taki komentarz o mojej naturze, no naprawdę nie wiem. Wy jesteście wszyscy kamienie, jeśli Was nie ujmują: ten nick - Sławcio, ta fotka - ojoooj - i ten komentarz - 'niezła ironia:)'. Mi się po prostu serce rozgrzało i rozpłynęło jak masełko podgrzane na patelni uroku. Słodkie słodkie słodkie aż ząbki bolą! całusy!

Widzę,że masz mnie za wyjatkowo głupią osobę.No coż,jak beda kręcić męską wersje "Legalnej blondynki",to moze zagram główną rolę:P Co do nicka,to mi się podoba i nie mam zamiaru go zmieniać.

Panie Yoohrandzie, no przecież my jakimiś "perłekami" nie jesteśmy, żeby nam trzeba takie rzeczy w sposób łopatologiczny wyjaśniać. No i wie Pan przecież, jaką ja się filzofią kieruję w tej materii (i jaki mam ogólnie stosunek do ludzi). W tym konkretnym przypadku można by ją zawrzeć w słowach: i węglowodany muszą istnieć w przyrodzie. Są naprawdę pożyteczne wbrew temu, co się Panu może wydawać, albo co można by sądzić na podstawie formy, jaką przyjmują. Poza tym dla gości staramy się być zawsze mili. Verstanden?!

Mała rada. Jednym z najlepszych sposobów na okiełznanie bestii jest udawanie martwego. Nie prowokować do ataków, nie dawać pożywki, czyli w tym konkretnym przypadku ignorować po prostu, zbyć milczeniem. Zazwyczaj bowiem kocur znudzony brakiem reakcji ze strony myszy, którą się bawi, pokręci się trochę i odchodzi znudzony szukać kolejnej ofiary.

Wściekłych piesków (nawet tych pokojowych) drażnić nie należy!

A co do nicka, to wiesz... w niektórych kręgach konwencja zapisywania słów polskich zgodnie z regułami pisowni angielskiej (dyktowanymi fonetyką angielską) stanowi jeden z największych możliwych obciachów. Nie przejmuj się więc, wszystko zależy od punktu widzenia.

a co sie dzieje z prawami geyow w PL? sie nie bardzo orientuje, pewnie kosciol mocno kadzi..a co do Tybetu to sie zgadzam. FREE TIBET!!! :)

W Tybecie jest dużo.. mnichów. Myślisz, że co oni tam robią? Heh...

Parady urządzali, ale i tak zawsze.... kibice górą.

Są wybijani w sposób nie mniej wyszukany niż świnie w ubojni, a od czasu do czasu któryś podpali się na znak protestu z boleści nad tym, co się dzieje. Oto, co robią.

Imaginacjo, Kseniucho, a przede wszystkim Sławciu, który pierwszy zadałeś pytanie, oto odpowiadam nareszcie:

Temat Tybetu jest mi bliski po pierwsze dlatego, że to jeden z moich ulubionych narodów, a po drugie porusza mnie zawsze bardzo krzywda i ciemiężenie niewinnych. To, co się stało z Tybetem (narodem i krajem) jest makabryczne! Jest takie samo w sobie, ale w tym konkretnym przypadku o tyle jeszcze bardziej przykre, że dotyczy najbardziej chyba pokojowo nastawionego narodu na naszym globie.

Dzieją się tam rzeczy tak straszne, że z trudnością przychodzi mi czytanie raportów poświęconych sytuacji w tamtejszym regionie przygotowywanych przez międzynarodowe organizacje zajmujące się monitorowaniem sytuacji praw człowieka na świecie. Przesiedlenia Chińczyków spowodowały zmianę struktury demograficznej Tybetu, w wyniku czego Tybetańczycy stali się mniejszością we własnym kraju. Pierwotna kultura tybetańska została zniszczona wraz z napływem jedynie słusznych idei komunistycznych. Stolica Tybetu - Lhasa, będąca dawniej kwintesencją architektury i kultury dawnego Tybetu, została całkowicie przebudowana, by w wyniku przeobrażeń nie tylko architektonicznych stać się dzisiaj zwyczajnym miastem przypominającym jedną z wielu zachodnich metropolii. 80% klasztorów w Tybecie zostało zniszczonych. Nie ma końca tzw. pacyfikacjom klasztorów polegającym na ich plądrowaniu i burzeniu oraz biciu i gwałceniu mnichów i mniszek, wyganianiu ich lub zabieraniu do niewoli. Mnisi, a także opozycjoniści tybetańscy są przetrzymywani w więzieniach bez wyroków sądowych, w sposób okrutny torturowani i skazywani na śmierć w sfingowanych procesach. Przetrzymywani są także w obozach koncentracyjnych (tak, tak, te istnieją i dzisiaj w Chinach czy Korei). Tortury, którym są tam poddawani, są wymyślne, brutalne, nieludzko okrutne po prostu. Tybetańskie dzieci nie chodzą do szkół. Tybetańczycy są dyskryminowani pod wieloma względami. Zostają skazywani na śmierć za drobne przewinienia. Mają ograniczony dostęp do informacji, np. za korzystanie z anten satelitarnych grożą kary. Nie ma wolności słowa i wyznania. Gwałcone jest też prawo do własnych przekonań. Ograniczona jest wolność zgromadzeń i posiadania. Nie jest przestrzegane przez władze prawo do sprawiedliwego procesu. Za tłumaczenie tekstów tybetańskich grozi kara, podobnie jak za posiadanie w domu portretu Dalaj Lamy.

Kwestie te powracają do mnie od czasu do czasu przy różnych okazjach. Tym razem ich ożywienie wywołała wizyta prezydenta ChRL w Polsce. Przyjęcie go w Polsce pokazało, że nasz prezydent aprobuje ten stan rzeczy. Zdecydował się go przecież przyjąć, a nawet podpisał oświadczenie o współpracy. Nie rozumiem, jak mógł to zrobić. Z przestępcami nie należy przecież rozmawiać, tylko piętnować ich czyny. Zbrodnie należy karać, a nie pertraktować ze złoczyńcami. W przypadku kraju, który nie przestrzega usankcjonowanych międzynarodowymi paktami praw człowieka, jedynym rozsądnym i słusznym rozwiązaniem jest bojkot i zerwanie stosunków dyplomatycznych, w czym wyraża się dezaprobata dla działań tego kraju wobec swoich obywateli.

Napisałem list protestacyjny, na który - co było do przewidzenia - nie otrzymałem odpowiedzi. Cóż można więcej zrobić? Zaangażować się ewentualnie w pracę na rzecz jakieś instytucji walczącej o przestrzeganie praw człowieka na świecie. Może starczy mi kiedyś siły i zapału...


A homoseksualizm? Zjawisko to zajmowało mnie zawsze. Kiedyś interesowałem się tym na tyle intensywnie, że popełniłem nawet artykuł na ten temat - konkretnie na temat odbioru społecznego homosekualizmu i homoseksualistów, czyli ten sam, który wypłynął w ostatnim czasie w związku z ożywieniem działalności grup progejowskich. Temat jest mi poza tym bliski dlatego, że dotyczy mnie bezpośrednio, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.

No a to, co się działo w Krakowie i Warszawie pokazało tylko po raz kolejny, jak ogromne są obszary niewiedzy, lęków, uprzedzeń i agresji w naszym społeczeństwie. Mieszkałem przez rok w Niemczech. Tam marszy takie jak ten krakowski odbywają się w każdym mieście i nikomu nie przyszłoby nawet do głowy pytanie, czy powinny mieć miejsce. A tam to mają naprawdę rozmach. Przykro było patrzeć (choć był to miły wyraz solidarności), jak Niemcy i Francuzi protestowali przed polskimi ambasadami we własnych krajach przeciwko dyskryminacji gejów w Polsce. Bardziej jeszcze przykre były dyskusje, które przewaliły się potem w prasie i innych mediach. Bardzo smutne głosy. Wiele z nich głupia niemożebnie. Skoro geje chcą uzyskać prawo do rejestrowania swych związków (NIE zawierania małżeństw) i chcą przejść po prostu ulicą, to od razu mają na celu zdominować całe społeczeństwo, zawłaszczyć sobie kraj i mamy po prostu do czynienia, jak to napisało "Wprost" zdaje się, z homokracją. No bo ci geje to przecież nie lepsi są od pedo-, zoo-, nekro- i innych filów. Oto my, Polacy, ludzie. To brzmi dumnie, nie ma co.

I jeszcze jedno. Jeśli chcecie zaprotestować przeciwko złu, które dzieje się w Tybecie, jeśli chcecie wyrazić swoją solidarność z Tybetańczykami, wpisujcie się tutaj:

http://ratujtybet.org/index.php?d=poprzyj

Kościół nie kadzi....

$comment.user użytkownik usunięty

No chyba że kadzidłem w kościele. :-)

Przepraszam, to nie miał być anonim.

Podpisuję się pod tym wszystkim co powiedziałeś. Sprawa Tybetu jest również bliska memu sercu. Wszystko co napisałeś to prawda, choć zapewne wygląda ona jeszcze gorzej, niż przedstawiają to organizacje humanitarne. Świat patrzy na to obojętnie, rozkładając ręce. Cóż znaczy ten mały kraj w porównaniu z "Wielkimi Chinami", miliardami chińczyków - potencjalnych konsumentów, miliardami chińczyków - tanią siłą roboczą, miliardami chińczyków - stających się "potęgą" gospodarczą. Ta sprawa to kolejny dowód, że w dzisiejszym świecie nie ma żadnej moralności, sprawiedliwości, równości, to "uleciało". Idealiści powinni odejść wraz z upadkiem wszystkiego co jest dla nich ważne. Liczy się tylko pieniądz, najważniejsze jest to "co masz", to co "możesz dać", to "kim jesteś" jest sprawą drugorzędną. Bycie "kimś" nie jest w cenie.
Tyczy się to wszystko również gejów. Nasze społeczeństwo, jakże zakłamane, nie dopuszcza do siebie myśli o byciu "innym". Nie zna dobrze tego zagadnienia, nie chce nawet poznać, ale boi się. Czyżby bali się tego co w nich drzemie? To smutne, że bazujemy na stereotypach aż tak bardzo, nie chcemy się zastanawiać, myśleć, nie mamy za grosz tolerancji, najłatwiej po prostu nie pamiętać o tym. Najbardziej chyba denerwuje "porządnych" ludzi demonstrowanie swojej inności, obnoszenie swojej orientacji seksualnej, akcentowanie swojej "obecności". Nie mogą wtedy zapomnieć o tym wszystkim, nie mogą udawać, że nie ma homoseksualistów, nie mogą cieszyć się z tego, że wszyscy są tacy sami.
Nie chcę należeć do takiego społeczeństwa konformistów, nie chcę by gdzieś zginął mój niepokorny "duch", chcę zostać sobą.
J

:) Rośnie ze mnie obrońca wiary :))))

ale w sumie i taki ktoś się przyda :)

$comment.user użytkownik usunięty

Paul, pozwolisz, że Ja coś napiszę.
Na Tybecie nie znam się, ale jeśli to co napisałeś o Prezydencie to prawda ( a tak jest zapewne) to sam już nie wiem. Ręce opadają.
Sprawa nieszczęsnej parady\przemarszu. Nie lubię oscenatacji, toporności, która taka parada ze sobą niesie. Nie lubię pana Roberta(niestety) Biedronia, który nie sprawia wrażenia inteligentnego. Ludziom potrzeba rzeczowej wiedzy na temat homoseksualizmu, która wciąż jest na zastraszająco niskim poziomie. Dlatego taki przemarsz kojarzyć się może z "paradą cudaków". Większość społeczeństwa kojarzy osoby o orientacji homoseksualnej z kolorowymi strojami, przesadnymi makijażami, oscentacją.
Ja się podpisuję pod zgodą, każdym pozwoleniem, ale chyba nietędy droga. Wiem też, że taki przemarsz to nie Love Parade. Należy pamiętać z jakim społeczeństwem ma się do czynienia, ile tych "obszarów niewiedzy, lęków, uprzedzeń i agresji w naszym społeczeństwie". Chyba trochę się już znamy i liczę, że nie zrozumiesz mojej wypowiedzi opacznie :) Byłoby mi smutno...pisać kolejne sprostowania.
Polecam Jacka Kochanowskiego z jego studium o tożsamości gejowskiej "Fantazmat niezróżNICowany". Szkoda, że za Foucaultem nie przepadasz, jedna część jest oparta na jego teoriach. Ale pewnie dasz sobie radę, o ile tego jeszcze nie czytałeś. Ja jestem w trakcie.
Dobranoc, Paul

$comment.user użytkownik usunięty

Oczywiście, że potrzebny taki na portalu. Szukać ich tu chyba trzeba ze świecą. Ja choć - jak już pisałem - jestem obecnie od wiary daleki, to stanę z Tobą w jednym szeregu. :-)

Jeśli jednak tylko o obronę polskiego kościoła by chodziło, to nie licz na mnie. :-(

Zaraz ulegnę załamaniu, znowu anonim! A Joan dawał mi wskazówki w tej sprawie. Mam nadzieję, że nie widzi.

ja bronię Kościoła :) przez duże "K" :) a nie kościoła :)

Taka subtelna różnica :)... i fajnie mieć Cię w szeregu :) we dwójkę raźniej :)

Przepraszam, nie chciałem Cię urazić. Po prostu tak szybko stukam, że co chwila podobne kwiatki wystukuję.

Jak się więc jakiś front gdzieś utworzy, daj znać. Chociaż świętej wojny oczywiście prowadzić nie będziemy. Wymyślimy coś pośredniego pomiędzy nią, a biernym oporem Gandhiego. :-)

hehehehehe nie no nie uraziles :) ani ociupinki :)

bo za kościołem przez małe "k" też jestem :), ale szanuję zdanie innych itp.

A co do wojny :) to wydaje mi się, że wystarczy przykład :), bo Ci co sa przeciw i tak będą przeciw, jeśli sie ich będzie jakkoliwek przekonywać, a ci co sa za :) no to się li tylko ucieszą , ze nie sa sami :)

A pozwolę, pozwolę. Nawet z przyjemnością. :-) Na Was dwoje to człowiek zawsze może liczyć.

Ja akurat Biedronia lubię. Uważam, że nie każdy musi być elokwentny. Czasem wystarczy, jak ktoś jest sympatyczny. Kiedy powstawała Kampania Przeciwko Homofobii, bardzo się ucieszyłem, zapisałem do niej i chciałem działać. Zapał mnie opuścił, kiedy zobaczyłem, w jaki sposób jej członkowie chcą z tym zjawiskiem walczyć. Mnie się te metody też nie do końca podobają, a co gorsza, nie są skuteczne. Takie marsze np., to można sobie urządzać w społeczeństwach bardziej cywilizowanych, jak sam zauważasz. U nas wzbudzają one tylko jeszcze większą niechęć. Joan o tym pisała, ludzie zostają na siłę skonfrontowani z czymś, czego nie rozumieją, czego się boją. Jestem więc takim biernym członkiem KPH i chcę nim co prawda pozostać, ale przykładać ręki do pewnych rzeczy nie zamierzam. Gdybym płacił podatki, to mogliby też liczyć na ten 1% podatku ode mnie, który można przeznaczyć na rozwój i działalność wybranej organizacji pozarządowej. Inicjatywa sama jest słuszna, więc popieram.

Książki Kochanowskiego nie znam. Nie śledzę już, co się ukazuje na rynku na ten temat, a ukazuje się dużo. Moje zainteresowanie zjawiskiem wygasło gdzieś w 2001 r. i wtedy pan ten nie był jeszcze tak znany. Zresztą unikam książek o gejach pisanych przez gejów. Chociaż skoro to naukowiec, to może jednak warto... Widziałem go natomiast ostatnio w TVN24. Komentował zakaz przemarszu wydany przez prezydenta Kaczyńskiego. Sprawiał wrażenie troszkę znerwicowanego - wzrok nieco rozbiegany, unikał kamery. Troszkę takie zwierzę wypuszczone z klatki, które nie bardzo wie, czy ma uciekać, czy pogryźć tych, co go w klatce trzymali. No i na koniec ugryzł jednak - pozwolił sobie na apel bezpośredni do Kaczyńskiego, trochę nietaktowny, niesmaczny, zdradzający bardzo jego kompleksy, bardzo osobisty. Gdyby występował w tej telewizji jako on sam, to jeszcze byłoby na miejscu. Ale wystąpił jako naukowiec, reprezentował uczelnię i podważył tym zachowaniem jej autorytet, zaufanie do niej, gdyż pokazał, że nie jest bezstronny.

Chociaż - jak piszę - już nie czytuję i nie kupuję, to udało mi się ostatnio dostać w taniej książce wznowienie "Homoseksualizmu" Boczkowskiego. Choć to stara rzecz, to najlepsza chyba na polskim rynku. Bogata, wyczerpująca, rzetelna, intersująca. Kilka lat temu Lew-Starowicz napisał podobną monografię, ale to już nie to.

Nie wiem, czy to przeczytasz, skoro zamierzałeś odejść. No ale na życie składają się na szczęście nie tylko rozstania, ale i powroty.

$comment.user użytkownik usunięty

W pewnych wypadkach sama sympatyczność nie starcza. Na mnie p. Biedroń wciąż robi wrażenie osoby nie umiejącej rozmawiać z ludźmi, jakby z innej planety. Chociaż popieram postulaty, to kiedy on je wygłasza, ogarnia mnie irytacja.
Inna prawa, że w Polsce nie ma wogóle (albo ja o nich nie słyszę) coming-outów(chyba tak to się piszę, może razem...?). Jedynym głośnym był wywiad Izabeli Filipiak dla jakiegoś pisemka, ale jej skłonności były w tzw. środowisku tajemnicą poliszynela. Jak zresztą paru pań i panów ;)
Jacek Kochanowski interesuje mnie przede wszystkim jako realizator tzw. krytyki fantazmatycznej, stąd moje zainteresanie jego książką. Czytałem jego wcześniejsze teksty (np. o Giddensie) i wydawały się sensowne. Nie widziałem go w tv, a załuję. Byłem ciekawy tego człowieka, to w końcu odwaga przyznać (przepraszam za taki "katol-matoł" oddźwięk, ale detektywistyczne "ujawnić" brzmi tandetniej) się do swoich skłonności.
Chyba czytane właśnie "Fragmenty dyskursu miłosnego" tak na mnie działają ;)
Mam wrażenie, że z działalności R. Biedronia nic dobrego nie wyjdzie.
Oj, ja tak szybko, Mój Paul, nie zniknę. Tylko teraz ty się obraziłeś. Cóż, ...

Ja z Tobą nie rozmawiam. Gniewam się jeszcze. Obraziłem się i długo będę obrażony.

Och, Klee, wybacz mu, "mlody" jest, pragnienie wielkie chciał spełnić, spełnił i jest szczęśliwy - chyba. Z tymi pragnieniami to jednak nie jest tak fajnie jakby się wydawało. Czasem lepiej tylko pragnąć i cieszyć się, że pragnienie się nie spełnia :). Oczekiwanie jest dużo piękniejsze od rzeczywistości.
J

No i widzisz, Joan. Jednak prawdą jest, co mówią, że wszyscy faceci to świnie. Ten lil'Bo... Na taki chwyt poniżej pasa było go stać. Kto by pomyślał. To jest poniżej wszelkiej krytyki. I to ten niby wrażliwy, dobry, przyjacielski, światły lil'Bo. No ale co tam, Ty i tak dobrze pewnie wiesz, że ja Go uwielbiam. Gniewać się przecież na takiego nie sposób. Mimo to ja się pogniewam, bo muszę. :-) No ale ja tu teraz o takich sprawach zaczynam, a chciałem o czym innym.

Ludzie zadają sobie często pytanie, dlaczego wybuchła wojna w Iraku. I pada wtedy często odpowiedź: "bo ropa". Szkoda, że nie zadają sobie pytania, dlczego NIE wybuchła wojna w Chinach. Musieliby wtedy udzielić takich odpowiedzi, jakie padły w Twoim poście: "bo konsumenci, bo rynek zbytu i zaopatrzenie, bo gospodarka, bo te wszystkie giełdowe wskaźniki". Ale oni przed podobnymi odpowiedziami się bronią, więc i pytań unikają. Odpowiedzi na nie byłyby dla nich bardzo niekomfortowe. Gdyby je wyartykułowali, musieliby jednocześnie przyznać, że są zimni i wyrachowani. Hipokryzja, o której kiedyś mówiliśmy.

Tak pięknie, tak poruszająco napisałaś. Trudno tu coś dodawać, komentować. (Mogłabyś zostać aktywistką. :-)

A za drugą część posta dziękuję Ci po prostu. Tak bardzo osobiście. Ogrzała mi ona serce! :-) Spodziewałem się, że przewali się tu lawina postów pt. "Spierdalaj z tego portalu, pedale". Tymczasem taka piękna niepsodzianka. Jakieś posty z gatunku tych przykrych i tak się pewnie pojawią, ale to nie ma znaczenia po tych dwu: od Ciebie i Pana Bo. Można na Was liczyć, naprawdę. Dzięki za to!

Ja już wspominałem kilkakrotnie, że ubiegły rok spędziłem w Niemczech. Często o tym mówię, bo było mi tam bardzo dobrze, rok tam spędzony był chyba najlepszym w moim życiu, niesłychanie wiele pozytywnych rzeczy się tam wydarzyło. Moje miasto tam to [może jednak lepiej bez nazw]. Piszę "moje" bo tak czuję, bo ono już jest moje, bardziej moje niż to, w którym mieszkam obecnie. Nigdy chyba nie zapomnę widoku, jaki mogłem podziwiać pierwszego dnia pobytu w tym "moim mieście". Zobaczyłem dwóch młodych facetów idących ulicą i trzymających się za ręce, okazujących sobie czułość. Pomyślałem sobie: to jest raj! :-) Długo patrzyłem na nich, bo chciałem uzyskać pewność, że widzę, to, co wydaje mi się, że widzę. Potem jeszcze parady "Christopher Street Day" odbywające się w każdym prawie mieście. Ja tam mogłem pierwszy raz w życiu oddychać pełną piersią, być sobą, żyć bez lęku. Wszyscy ludzie wokół, wszyscy znajomi w pracy wiedzieli o mnie, a mimo to przez cały rok nie spotkałem się z ani jednym (najmniejszym choćby) przejawem nietolerancji. Joan, nie sposób wyrazić, co to znaczy, jakie emocje to wywołuje. Jest się wolnym!

Dlaczego w Polsce tak nie może być?! Tutaj trzeba się kryć i udawać. Stale się obawiać, popadać w zakłopotanie w towarzystwie, kiedy padają pytania o żonę, o dziewczynę. Ja już jestem na takim etapie, mam taką pozycje społeczną, że mógłbym sobie pozwolić na pełen tzw. coming out bez większych obaw. Z pracy mnie nikt za to nie wyrzuci. (Na studiach można się zawsze bać, że co bardziej radykalny profesoer uleje za to na egzaminie itp.) Ale mimo że mam taką pozycję i taką pracę, że nic podobnego mi nie grozi, to jednak nie wyłażę z ukrycia. Nie robię tego z uwagi na konsewkencje towarzyskie, te dotyczące relacji ogólnoludzkich. Nie chodzi o wykluczenie z jakiegoś kręgu osób, bo to by pewnie nie nastąpiło, a poza tym mam to gdzieś (skoro nie akcpetują inności, to i ja nie chcę się z nimi zdawać), ale o to, że jeśli ktoś wie o tobie, zanim cię bliżej pozna, to trudno zbudować dobrą relację. Ktoś taki przypina etykietkę na wstępie i postrzega cię całego przez pryzmat tego jednego elemntu osobowści. Nie ma więc szans, by Cię pozanł naprawdę. To trudne.

To czasem doskwiera, czasem pomyśli sobie człowiek, że naprawdę ciężko się tu z tym żyje, szczególnie jeśli ma w pamięci sytuacje z tzw. lepszej części Europy. A znaleźć kogoś do zbudowania zdrowego związku w takim społeczeństwie jest właściwie niemożliwe. Niesprawiedliwe, chciałoby się powiedzieć. No ale użalać się nad sobą nie ma co. Należy walczyć albo zmykać z tego kraju. Przymierzam się do realizacji tej drugiej z możliwości.

Nasmuciłem trochę, rozpisałem się o sobie, ale tak to wygląda. Dlatego też każdy gest solidarności (jak ten Twój) jest niesłychanie cenny. Dzięki, dzięki po stokroć!

$comment.user użytkownik usunięty

No wstawiennictwo ma chłopak rzeczywiście takie, że już trudno o lepsze. Jeśli Osobistość tego formatu udziela się, by mu darować hulanki i swawole, to coś z tym na pewno trzeba zrobić...

No ale nie wiadomo, czy owo wstawiennictwo do klee dotarło, bo nie sposób stwierdzić nawet, czy to on ten post pisze...

Zagniewanie już mi przeszło. Tak naprawdę zresztą wcale go nie było, ale wypadało, żeby było, więc było. :-)

W jakim kierunku Ty zmierzasz? Zaczynasz ze mną rozmawiać o ludziach i zajwiskach, których nie znam. Jakże mam więc rozmawiać? Jasne, że bycie sympatycznym nie zawsze wystarcza, szczególnie w tym przypadku. Jednak w tym właśnie przypadku jest ważniejsze od bycia elokwentnym. Jasne, jeśli jest się głupim, to trudno tu cokolwiek zdziałać. Jeśli jednak jest się mądrym, ale niesympatycznym przy tym, to jeszcze mniej można wskórać. Tutaj najpierw trzeba być sympatycznym, a potem mądrym. Trudno mi Twoją negatywną opinię na temat Biedronia zrozumieć, poza tym że coś jest w nim takiego, co Ci się nie podoba i za co go nie lubisz. Ja go widziałem ledwie kilka razy w telewizji i to, co mówił, miało ręce i nogi. Nie zamierzam go jednak bronić, bo nie znam go po prostu. Czy myślisz, że taki Kochanowski byłby lepszym przywódcą? Jest jednym z założycieli KPH, działa w tej organizacji, mógłby być liderem...

Czy to, że w Polsce nie ma coming outów naprawdę Cię dziwi? Nie bądźmy naiwni. Chyba każdy jest w stanie sam sobie odpowiedzieć, dlaczego tak właśnie jest.

Co to jest krytyka fantazmatyczna, nie mam bladego pojęcia. Sama nazwa pozwala przypuszczać, że coś bardzo wystudiowanego. Ja za złożonymi konstruktami myślowymi nie przepadam, więc pewnie nie przypadłaby mi do gustu. Zresztą inspiracje Kochanowskiego (Janion, Derrida) podobnie.



No ludzie lubią takie rzeczy ogólnokulturowe, interdyscyplinarne. Wiem. Dobrze się to czyta, jest interesujące. Ale dla mnie są to abstrakty nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością. Moi znajomi też kochają się w sformułowaniach i tworach typu: "suicydlogia u lechonia potraktowana psychoanalizą w ujęciu kogś tam i przefiltrowana przez myśl czyjąś tam". I tak "traktują" różne zjawiska i różnych ludzi innymi ludźmi i innymi zjawiskami, i "przepuszczają" i "filtrują" i... Ja tak nie lubię, bo mi to nic nie daje. Jeśli chcę się o jakimś zjawisku dowiedzieć, takim homoseksuzalizmie np., to wolę sobie przeczytać kilka książek z dziedziny medycyny na ten temat, wesprzeć to rzetelnie zrobionymi statystykami lub pracami z socjologii klasycznej (opisującymi zjawisko, a nie interpretującymi je), dodać do tego jakiś pamiętnik jakiegoś geja i tyle. I zaczynam sobie wtedy sam wyciągać wnioski, tworzyć obraz zjawiska. Wolę żeby mnie ktoś z tego procesu myślowego nie wyręczał. A jak te rzeczy mają się do wielkich myślicieli, to też sam dochodzę. Jasne, brak kompetencji nie pozwoli mi zrobić tego dość rzetelnie, więc wtedy mogę zajrzeć czasem do kogoś, ale czynię to zawsze z dużą ostrożnością, by nie przyswajać przypadkiem czyichś myśli jako swoje.

Nie mówię o tej konkretnej książce, bo jej nie znam. To Ty jednak prowokujesz do pisania o tym.

Kochanowski się w telewizji nie przyznał do swojej orientacji. Ale jak ktoś się zajmował problemem na tyle intensywnie jak ja, to potrafi takiego delikwenta wyłowić z tłumu i małe jest ryzyko, że się przy tym pomyli (w tym wypadku mniejsze niż 1%). Inna rzecz, że swój swego pozna. To brzmi życzeniowo i ludycznie, ale jest dowiedzone naukowo. Dowody mizerne, bo tylko wywe=iedzione na podtsawie danych statystycznych, no ale zawsze. W każdym razie wyniki przekroczyły granicę błędu statystycznego.

No a z działalności Biedronia chociaż tyle dobrego wyniknęło, że się o problemie mówi dużo i czesto.

$comment.user użytkownik usunięty

Jeśli nie słyszałeś o Izabeli Filipiak, jedynym głośnym (prasowym) coming oucie ostatnich lat, to chyba świadczy tylko o znaczeniu i odbiorze tego zjawiska. Nikłym. I to nie przytyk:), bo pisarka z niej kiepściutka i nie polecam.
Ja również znam Biedronia tylko z występów telewizji, ale trzy większe występy ( w jakimś publicystycznym programie na "jedynce", rozmowa na TVN 24 i ten dla K. Wojewódzkiego) wyrobiły moje zdanie.
Piszesz o mojej naiwności w sprawie coming outów, może i tak. Na razie nie ma dla nich odpowiedniej atmosfery. Każda próba podjęcia rozmów na temat "problemu" kończy się eskalacją paniki i wrogości. Wredni politycy, ciemna masa i banda zboczeńców. Tak to mniej więcej wygląda. Czy nie jest przerażający brak porozumienia?Nieumiejętność dotarcia kampanii Biedronie przynajmniej do jednych z nich.
Ostatnie głośne mówienie o aferach pedofilskich uświadomiło mi, że można mówić o niezwykle drażliwych tematach. I to nie tylko w tonie całkowitej negacji, wspomina się też o leczeniu, nie tylko o "wieszaniu za jaja". Przepraszam za porównanie, ale pedofilia to sprawa bardziej kontrowersyjna.
Pisałeś, że studium o gejach pisane przez geja nie przekonuje do lektury. A kampania prowadzona przez faceta, który kojarzy się ze stereotypem "cioty'? Może gdyby na czele stanął ktoś o większej charyzmie, ktoś mniej zniewieściały. Ktoś kto spuściłby z tonu. Mnie też nie zachwyca, co piszę, ale niestety trzeba nauczyć się języka oponenta, przynajmniej na tyle, aby się dogadać.
Mnie nawet ta psychoanaliza u Lechonia zainteresowała, taki jestem niegodny rozmowy ;) O fantazmatach pisać nie będę (choć właściwie bedę...), sam dopiero wchodzę w tą teorię. Z dużą przyjemnością.
Prowokuję do pisania na temat, który sam zapodajesz. Na Tybecie się nie znam, więc cóż nam zostało :)-
Kochanowski nawet książkę zadedykował Mamie i Tomkowi, wyjaśniając potem, że chodzi o jego partnera. Jesli jeszcze nie odwiedzałeś( nie wierzę..), to link do jego strony:http://republika.pl/queer/
Twoje podejście poznawcze mnie zachwyca. Piękny projekt teoretyczny, który w niczym nie ustępuje Janion czy Derridzie. Tylko realizacja wymaga chyba nadludzkiego wysiłku. Sądząc z Twoich wcześniejszych wypowiedzi, nie jest źle;)
Współczesna humanistyka (piszę raczej dyletancko niż specjalistycznie) stara się przyglądać kondyncji wspólczesnego człowieka, jest bardzo antropologiczna. Posługuje się specyficznymi językami poszczególnych nauk, bo jak ma być inaczej. Często pisze się o holocauście, cielesności, seksualności, bólu codzienności. Nazwisk nie podaję, myślę, że w zdaniach sprzeciwu pojawią się w Twoim (ewentualnym) poście.
sadysto... ;)

Wiesz rozumię ze popierasz sprawę Tybetu ja od tej chwili równiez.Miestety ubolewam nad tym ze ludzie tak mało interesują sie tym co ich bezposrednio nie dotyczy bo przeciez jednostka nie może zmienić świata (a może jednak...) ale wiekszej liczbie ludzi jest na pewno łatwiej. Uważam że o takich rzeczach powinno się mówic na codzień a nie tworzyć jakies sztuczne tabu. Z drugiej strony sama sobie zarzucam ze nie mam czasu na zgłębianie takich informacji:(:( bo dajmy na to Korea- tam chyba maja jeszcze gorzej., Ostatnio puszczano w tv reportaz na ten temat (niestety nie miałam okazji go zobaczyć) przecież w Korei maja jeszce OBOZY KONCENTRACYJNE!!!! mnie się to w głowie nie mieści żyjemy przecież w XXI wieku!!!
Co do tolerancji w naszym kraju to szkoda gadać:( jak człowiek sie inaczej ubierze to już patrzą się na ciebie dziwnie a gdzie tu mówić o jakiejś pseudo normalności dla homoseksualistów...:(
mam nadzieję że jednak szybko sie to zmieni... oby nadzieja nie okazała się matką głupców...

ja mieszkam w Sydney, stolicy gejow wiec dla mnie to nie dziwne. W sumie prawa australijskie sa zdecydowanie bardziej liberalne niz w PL. Jak np sie ubiegasz o prace to nikt sie nie ma prawa zapytac z kim spisz. Mnie osobiscie nie intetesuje kto co i z kim robi w lozku.
Sprawa Tybetu nie jest mi obca, ale niestety tortuty to nie tylko tam. Jak wspomniales w Polnocnej Korei to samo albo nawet gorzej. Ja jestem za uwolnieniem Tybetu, zeby wszystko bylo po staremu, chociaz co sie stalo to sie nie odstanie niestety:(

Nie trzeba byc gejem zeby czlowiekowi bylo w Niemczech dobrze.

Trudno jednak oczekiwac od spolecznosci tolerancji. Ta wolnosc (niekoniecznie zaraz przeradzajaca sie w coming-outy) jest wyczuwalna w bardzo wielu aspektach – wlasnie w Niemczech.
Nie wybieram sie tam na stale ale przprowadzka tamze bylaby dla mnie bezbolesna ale zapewne jak i w wiele innych miejsc swiata. W Polsce tez nie jest mi zle. Bo moja wolnosc nosze w sobie, niezaleznie od okolicznosci.

Czy nie przeceniamy sfery seksualnej? Nie tylko mnie mierzi sprawa seksualnosci gejow ale i heteroseksualnych. A czym tu sie chwalic? Seksualnosc to jakby przymusowa sfera życia (wcale nie zaswiadczajaca o moim czlowieczenstwie), niewiele rozniaca sie w swojej przymusowosci od oddawania moczu czy potrzeby spozycia posilku – ty lubisz marchewke a ja befsztyk, ty sikasz do zlewu, ja do wanny, inni znow do kibla (dziwacy!), ja biore plec odmienna do mojej a ty nieodmienna do swojej – oczywiscie mozna i o tym rozprawiac w klubach zorientowanych na ten konkretny temat ale generalnie o czym tu gadac – okazac czulosc partnerowi na ulicy – kiedy to mierżące nawet wsrod heteroseksualniakow – obrzydzenie mnie bierze na to ostentacyjne mizdrzenie sie i publiczna wymiane plynow. Seksuś to dla mnie sprawa tak intymna, jak i to, ze wierze sobie w Chrystusa czy w Budde – nie chodzi mi o tabu – ale nie chce zeby ktos dzgal mnie po oczach swoja orientacja seksualna (jakakolwiek by byla), nie chce by mnie ktos dzgal swoim dewianctwem np. publicznie odstawiajac szopke z biciem znakow krzyza sw. przy kazdym kosciele, figurze, mijanych przez moj autobus – zbiera mi sie na wymioty na te glupia ostentacje.

Tobie sie spodobalo dwóch młodych facetów idących ulicą, okazujących sobie czułość. A mnie sie spodobalo ze niemcy chodza po ulicach np. z niezawiazanymi na sznurowki butami i w ogole pewna nonszlancja w sposobie ubierania o ktora trudno sie otrzec na warszawskiej ulicy. Niemcy nauczyly mnie luzu. Co nie znaczy ze tego w Polsce nie ma. Sami chyba nie dopuszczamy zeby bylo.To wszystko ma byc w nas, i to my mamy przestac sie obawiac – inaczej obraz spoleczenstwa sie nei zmieni – to my go ksztaltujemy nie poprzez jakies tam parady czy ostentacje w ogole, lecz wewnetrza wolnosc, niepokornosc, sobosc.

Ja pelna piersia oddychalam przy kazdym przekraczaniu granicy miedzy NRD i RFN. Jakby spadala ze mnie zasciankowosc w momencie gdy przez okna pociagu patrzylam na chociazby na zachodnie samochody – nie ze wzgledu na ich markowosc ale sposob poruszania sie: z gracja, swoboda, bez pospiechu, bardziej skradaniem sie niz jazda w naszym rozumieniu.
Kazde przejscie przez jezdnie bylo i nadal jest komfortem w Niemczech. U nas: no coz – czasem juz mam dosc krecic glowa w prawo w lewo i jeszcze raz i jeszcze raz na przejsciu bez swiatel – kurcze: niby wschod – ile to sie mowilo – wschod to sennosc – na pewno nie z chamami za kierownica. Pytam wszystkich zmotoryzowanych: jak jezdzicie matoly? Co mi tam homoseksualista ja chce poszanowania dla mojej osoby niezaleznie od mojej orientacji seksualnej – chce wolnosci juz w momencie przekroczenia progu mieszkania. Dlaczego na przejsciach traktowana jestem jak kukla jakas a nie Czlowiek – dlaczego w dzien ulewny przez kierowcow jestem zbryzgiwana od stop do glow – wiadomo jakie sa ulice – kierowcy wiedza to najlepiej – dlaczego nie zwolnicie nawet w dzien ulewny a pasant skacze jak krolik od kraweznika?!

Jednak to o czym mowisz: „wszyscy znajomi w pracy wiedzieli o mnie, a mimo to przez cały rok nie spotkałem się z ani jednym (najmniejszym choćby) przejawem nietolerancji” to nie musi oznaczac tolerancji, to moze byc tez przejaw przymykania oczu, obawy dotykania trudnego tematu, a czy Niemcy kwapili sie np. do trudnych rozmow o Holokauscie? Czy wnukowie uslyszeli cokolwiek z ust swoich dziadkow na ten temat chociazby? To jest raczej obchodzenie kregiem i nie dotykanie niz tolerancja. Co oczywiscie tez moze dawac komfort. Mnie daje. Nieczepialstwo daje komfort.

„Dlaczego w Polsce tak nie może być?!” Właśnie dlatego, że nie tyle TRZEBA sie kryć czy udawać, ile raczej ze sami kryjemy sie i udajemy. Ze nie jestesmy PRAWDZIWI. Und DAS grade kommt eben sehr gut an, wenn du hartnaeckig darauf bestehst, du selbst zu sein. Gegen all die Launen der Umwelt!

Przed takim „zaklopotaniem“ stoje od lat – nie ze inna orientacja, ale ze np. samotna – te kretynskie pytania o kogos, o partnera, o dzieci – jakiez to glupie – to naprawde najmniej stanowi o moim Czlowieczenstwie! Trzeba w sobie umiec wykrzesac wole ignorowania tego rodzaju pytan – ja np. nie tyle sie tlumacze, co raczej obsmiewam zwiazki konwencjonalne. Nie bywam na slubach – a coz to niby wielkiego i niby dla kogo? Smieje sie w kulak z mlodych rodzicow wytrzasajacych sie nad becikowata latorosla. To naprawde nie stanowi o Czlowieczenstwie.

Mowie o sobie: „jestem gejem, bo jestem mezczyzna i kocham mezczyzn”. I wyobraz sobie swiat to kupuje – musze tylko wielokrotnie te informacje zapodac do tego samego ucha – w koncu konstatuja: „alez, jestes stuprocentowa kobieta”, bo jestem, a mimo to kupuja moje zwariowane deklaracje. Ale jestem hartnaeckig i zygam konwenansem. I nie kryje sie z tym. Otwieram innym oczy? Nie wiem, czy az tak. Jednak na pewno troche.

Masz racje ogolnie ale nie szczegolnie z tym przyczepianiem etykiet. To nie ty masz sie obawiac. To inni mimo swoich obaw maja sie do ciebie zblizyc. To oni musza sie przelamac nie ty. Wlasnie masz sie dac poznac jaki jestes i swiat ma stwierdzic: ojej, jaki to swietny facet, a ja juz sam nie wiem, co sobie przedtem wyobrazalem... Nie dajesz sie swiatu poznac, podotykac, obwachac i dziwisz sie, ze im trudno zaakceptowac ciebie – kryjac sie nie jestes soba – nie jestes prawdziwy. Coming out wydaje mi sie jakas tepa deklaracja: Otoz sluchajcie postanowilem powiedziec wam w koncu ze jestem gejem.
A co to niby za sensacja? Tez uwazam sie za geja – ktos mnie pyta o moje sprawy to mowie ze tak wlasnie sprawa sie ze mna ma.
Ale ale – jest jedno pytanie na ktore nie udzielam odpowiedzi. To najbanalniejsze na ktore wlasnie caly swiat reaguje i caly swiat je zadaje. A ja sie zawzielam i nie odpowiadam. I uwazam to za bardzo dobry poczatek do mieszania ludziom w glowach.

Coming out – ohyda. To powinno przebiegac bezwysilkowo, spontanicznie, btw, zabawowo, nie będąc nadmiernie przywiązanym do tego, ze ojej kocham chlopakow , ojej nie mam chlopaka, ojej trudno mi zajsc w ciaze.

No rzeczywiscie trudno zbudowac zdrowy zwiazek (gejowski ale nie tylko; a ile niby jest naprawde fajnych zwiazkow – ale tak naprawde – wsrod hetero – ilu jest w ogole w miare fajnych ludzi – no ilu? – ktorzy byliby w stanie wchodzic w naprawde zdrowe zwiazki?), jezeli obie strony zyja w ukryciu (nie tylko w sferze seksualnosci, ze wszelkimi lekami w ogole).

Absolutnie walczyć = dac sobie luz.

Ja wybieram się do Chin, bo uwazam sie kulturowo za Chinke. Theoretisch selbstverstaendlich. Bo i Chiny moge znalezc tuz za rogiem.

Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę,
ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił”.

Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.

Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom –
nie ma drogi w inną stronę.
Jakeś swoje życie roztrwonił
w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

Oczywiscie to Kawafis nie przez wszystkich ceniony, ale dla mnie byl jednym z tzw. kamieni milowych.
Zreszta oczywiscie moze czuc sie ze masz moje wsparcie.
Nie mowie o sobie ze jestem tolerancyjna bo wcale nie jestem tyle ze moja nietolerancja dotyczy chamstwa, szeroko pojetej glupoty, braku tolerancji (hehe) itp. Jesli zechcesz moge miec dla ciebie troche niespodzianek. Geje uwazaja ze jestem lesbijka – nie jestem ale chyba daje im takie poczucie, chyba calemu swiatu daje cos na ksztalt takiego poczucia – to kobietom calkiem sie podoba – wlasnie tym hetero.

Pozdrawiam
M. (ja oczywiscie jestem jak najbardziej przez duze ‘M’)

Chcialam wyrazic swoja solidarnosc na tej stronie dla Tybetu, ktora gdzies wczesniej podales, ale kompletnie nie wiem, jak sie do tego zabrac - nie widzialam tam zadnego wyodrebnionego pola + O.K.

Dzięki, dzięki, dzięki! Trzykrotne dzięki, a więc doskonałe; za to, że tyle, że tak i że w ogóle. :-)

Wracam na portal ok. 5 września, bo teraz mam dużo pracy (choć i tak nie pracuję). :-( Wtedy odpowiem. Mam nadzieję, że zechcesz poczekać, że nie uciekniesz. ;-) Żal by mi było straszliwie stracić taką Rozmówczynię. (Też nocnego marka, jak widzę.)

Poparcie dla Tybetu. Jak wejdziesz na podaną przeze mnie stronę, to pod nazwiskami oficjeli, którzy wyrazili swe poparcie, znajduje się link: "Nie czekaj, dopisz sie do listy!" (faktycznie można go przeoczyć). Trzeba kliknąć i już można się wpisać. Na a poza tym zawsze można słać listy do Ambasady Chińskiej, choć to wymaga ociupinę więcej zaangażowania. Te listy naprawdę pomagają. Znam przykład jednego mnicha uwolonionego dzięki nim z więzienia.

Mowy nie ma, żebym czmychnęła. Jesli jednak rzeczywiscie znikne, bedzie to moglo znaczyc tylko tyle: ze duch smierci mnie zagarnął.

Pięknym ciałom umarłych, których nie tknęła starość
i zamknięto je, płacząc, w mauzoleum wspaniałym,
gdzie kwiaty, u głowy róże, u stóp jaśmin,
podobne są pragnienia, które nie wypełnione
przeminęły, rozkoszy ani jedną nie obdarzone
nocą, ani promiennym jej brzaskiem.

[Konstandinos Kawafis: PRAGNIENIA]

Z Tybetem nie udalo sie - tzn. dzieki, znalazlam link (fatalnie jednak opracowany - jak mozna taka nie wyrozniajaca sie czcionka i w takim miejscu - tak proste a tak sknocone), jednak dopisywalam sie trzy (!) razy - system mi dziekowal rowniez trzykrotnie (tez kuriozum - zamiast mnie powstrzymac od sztucznego nabijania listy), a na liscie i tak nadal nie figuruje.

Przepraszam za notoryczny brak znakow diakrytycznych i czestokroc inetrpunkcyjnych, chociaz moge to zmienic, gdyby mialo to byc dla ciebie nie pozbawione znaczenia.

'Was die Menschen Liebe nennen, ist so klein, so begrenzt, so schwach, verglichen mit dem unsagbaren Fest dieser heiligen Preisgabe der Seele...' [Ch. Baudelaire]

Serdecznosci
M.

"Trzeba mieć niemałą odwagę, aby ukazać się takim, jakim sie jest naprawdę". Kierkeggard
Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.

$comment.user użytkownik usunięty

Ja chyba dotąd tego tak wprost nie powiedziałem, chyba dlatego, że nie znałem słów Mrocznego Sorena ;)
Podpisuję się pod gratulacjami Alrauny

$comment.user użytkownik usunięty

Taki jestem przewrotny, że już nawet "komplimenty" piszę anonimowo !
Sophisticated !

nie wiem dlaczego w PL robi sie takie 'halo' wokol gejow...jak napisalam wczesniej , kazdy spi z kim ma ochote i calej reszcie swiata wara od tego.
Mam nadzieje ze niedlugo sie to zmieni.
Nie wiem na ile kosciol ma wladze ale pamietam ze mnie z religi ksiadz wywalil ze wposmnialam ze w starozytej Grecji homoseksualizm byl normalny....

wypowiadam się na ten temat po raz pierwszy, więc może zacznę od początku...
WOLNOŚĆ DLA TYBETU-idea piękna, aczkolwiek chwilowo mało realna. Chiny nie poddadzą sie tak łatwo. Sparawa ta ciągnie się przecież od wielu lat... jest to osobliwy spektakl, gdzie obserwować możemy konflikt siły fizycznej z siłą ducha. Patrząc jak ta niezwykła kultura dzień po dniu, jest niszczona, marnowana... Aż żal serce ściska... Świat nie reaguje odpowiednio... za całą sprawą stoi przecież za mało pieniędzy... Ale miejmy nadzieję, iż dożyjemy tego pięknego dnia, gdy Tybet wyzwoli się i znów będzie państwem, które samo o sobie stanowi.

RÓWNE PRAWA DLA GEJÓW... hmm, ja cały czas nie mogę zrozumieć, dlaczego ich nie mają... przecież to są normalni ludzie... nie powinni być w żaden sposób dyskryminowani. W tym kraju bycie homoseksualistą nadal uchodzi za zboczenie, bardzo często utożsamiane jest z pedofilią, wygadauje się masę różnych bzdur... Dla mnie to, że mężczyzna kocha mężczyznę, a kobieta kobietę jest tak samo naturalne jak związki heteroseksualne. Nie widzę w tym nic zdrożnego... A natura... nie jest tu sprawą najważniejszą... jest nią miłość, o czym zazwyczaj zapominają przedstawiciele wielkiej inkwizycji... Uważam, iż homoseksualiści nie powinni być pozbawiani zadnych praw, jeśli chcą powinni się pobierać i wychowywać dzieci... O wpływ na dziecięcą psychikę sie nie boję... może to naiwne... ale wierzę, iż może kiedyś w końcu naród ten ociemniały dojrzy do tolerancji...

Pozwól, że włączę się do dyskusji.
1. Ale dlaczego Tybet ?? Cały świat przesiąknięty jest krzywdą i cierpieniem niewinnych ludzi. A co z Darfurem, Rwandą, Liberią, Kongiem, Sierra Leone, Irakiem, Afganistanem, Turkmenistanem, Bangladeszem, Etiopią, Somalią, Timorem, Kosowem, Czeczenią, Haiti, Indianami z Amazonii, kobietami z krajów islamskich, ludźmi ze slumsów, rodzinami katowanymi przez pijanych zwyrodnialców być może również w twojej kamienicy. Czy wiesz, że co kilkanście sekund z głodu umiera na świecie człowiek. Dlaczego Tybetańczyk jest bardziej godzien zainteresowania niż w równie bestialski sposób mordowany afrykański Murzyn ?? To, że Tybet ma piękną kulturę nie sprawia, że jest ważniejszy od Afryki. Piszesz, że dzieki listom protestacyjnym uwolniono z więzienia jakiegoś mnicha. Dobrze, że ta akcja na coś się przydała. Jedno ocalone życie sprawia, że było warto. Jednak według mnie nie tędy droga. Załóżmy, że świat ulituje się nad losem Tybetu, wypowie wojnę (albo wywrze inną formę nacisku) i pokona Chiny. Kto wtedy wyzwoli Chińczyków ?? Dlaczego mamy zmieniać świat odgórnie. Nie znam Cię, więc nie wiem jakim jesteś człowiekiem. Myślę jednak, że łatwiej jest walczyć o wolny Tybet niż zauważyć zło, które jest wokół nas. Mam to nieszczęście (a może szczęście ??), że mieszkam niedaleko obozu koncentracyjnego, w którym niemcy wymordowali ponad milion osób. To daje do myślenia. Ja wiem, że Tybetu nie uwolnię, ale za to mogę pomóc komuś tutaj na miejscu. W ten sposób możnaby uwolnić wszystkie 'Tybety' na tej planecie...
2. Przyznaję, że jestem zaskoczony. Wybacz, ale ze mnie zwykły prowincjusz. Szanuję Ciebie, uważam że to twoja prywatna sprawa. Jednak co do marszów nie zgadzam się z tobą. Uważam, że oba środowiska (LPR i geje) okazały się siebie godne. Chciałbym, żeby było tak, że każdy obywatel tego kraju może przejść spokojnie ulicą i zamanifestować wszystko co uważa za stosowne (oczywiście jeżeli nie obraża w ten sposób uczuć innych). Niestety kraj jest jaki jest. I organizatorzy marszu mogli wziąść pod uwagę, że wcale nie rozpropaguje on tolerancji, a wręcz odwrotnie. Oczywiście popieram prawo do rejstracji związków homoseksualnych (nie mówię o małżeństwach, czy adopcji). Nie sądzę jednak, że geje są lepszymi ludźmi od heteroseksualistów. Są tacy sami. Gdyby byli stroną przeważającą, zapewne robiliby to samo co dzisiaj heteroseksualiści (nasuwa mi się analogia do Tybetu i Chin). Żadne odgórne prawa czy przywileje nie zmienią sytuaji gejów w Polsce. Trzeba zmienić najpierw naszą mentalność. Na zachodzie nie był to przecież łatwy proces. Potrzebnych było wiele lat, żeby zapanowała tolerancja. W Polsce też to nastąpi, nie jutro ale kiedyś na pewno. Życzę cierpliwości.

Yoohrand! Przeczytałem dziś sobie po raz którys z rzędu Twój komentarz odnosnie mojej osoby i muszę przynać,że wywołał u mnie salwy śmiechu:)Dzięki Ci za to.Dopwciapny Jesteś.

ok ok, ale kazdy walczy o to co uwaza za sluszne, nie mozemy wszyscy walczyc np tylko o Tybet, a zapominac o innych ktorych wyniemiles (zapomniales o Korei Polnocnej !!!) . Ja np juz przekreslilam ludzi jako istoty godne tej pieknej planety. Niestety nie zaslugujemy.

Meczy mnie jak nie wiem wydawanie miliardow dollarow przez amerykanow na zabawki kosmiczne jak ludzie w Afryce gloduja. Skreca mnie jak nie wiem jak slysze ze US chce wydac tyle i tyle miliardow zeby sie dowiedziec co tam na Marsie ... po cholere zapuszczac sie na Marsa jak mamy burdel na Ziemi ?? Moze najpierw sie tym zajmiemy?

Ale jak napisalam wczesniej ja juz stracilam nadzieje ...... :(

Nie, nie zapomniałem o Korei. Ale ten burdel to nie wina Amerykanów. Każdy odpowiada za to co jest wokół niego. A tragedia Afryki to przecież wina tych światłych, troskliwych europejczyków. W Ameryce jest przynajmniej mniej zakłamania i fałszu...

Brawo za odwagę. A także serdeczne wyrazy współczucia. Kiedyś się bardziej rozpiszę dlaczego akurat tak, ale dzisiaj nie mam zbyt dużo czasu i zupełnie nie myślę. Bo Dzieciak choruje, bez przerwy wisi przy cycku, sześć razy budził się w nocy i jestem zombie. Mózg mi się nie zresetował.
W międzyczasie przesyłam całuski :-)

"W Ameryce jest przynajmniej mniej zakłamania i fałszu..." tutaj sie z Toba nie zgodze.... tym bardziej teraz, kiedy Georgie bedzie drugi raz a wlasciwie pierwszy raz ( a moze znow oszukiwal??) prezydentem USA.
Ale to moje myslenie i wcale nie chce Cie tutaj przekonywac ani nic z tych rzeczy. Uwazam ze jest niesprawiedliwosc na swiecie nie zaleznie czy pochodzi z US czy Europy (tyle ze wojne zaczal Bush a nie UE). Ale jak mowie, nie chce tutaj zaczynac sporow politycznych wiec na tym zakoncze ten temat. :) PEACE MAN !

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz