Maciej_Karwowski

CINEMAciej Karwowski

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

#9 - W starym i w nowym kinie.
| 1 komentarz |
Los sprawił, że ostatnie dni spędziłem w Szczecinie. Mieście, w którym znajduje się najstarsze kino na świecie oraz nowoczesne kino 5D (podczas wyjazdu widziałem również kino 7D, jednak tam nie skusiłem się pójść na seans). Do obu rzecz jasna udać się musiałem.

Stare kino o sugestywnej nazwie "Pionier" funkcjonuje nieprzerwanie od 1909 roku. Dzisiejszy wygląd samego budynku nie informuje nas nijak o swojej historii. Jest tam nowocześnie, a w każdym z możliwych miejsc są powieszone plakaty filmowe bądź też gabloty dotyczące, jakże ciekawej, historii tego kina. Repertuar jest tam dość ograniczony, jednak wyświetlane filmy są w każdym przypadku godne polecenia. Byłem zaskoczony, że jest tam wciąż wyświetlana Melancholia. A że wcześniej niestety nie miałem okazji tegoż filmu obejrzeć to teraz nie mogłem sobie odpuścić. Seans odbył się w tzw. Kiniarni, sali w starym stylu, w której filmy ogląda się siedząc przy stolikach ze szklanką herbaty (trunki wariantywne), a film puszczony jest z jednego projektora znajdującego się w sali. Było to dla mnie coś nowego i niesamowicie ciekawego. Sam film okazał się niezwykle interesujący i refleksyjny, ale jego recenzją zajmę się innym razem. 

Jak się okazało, w tak wytworzonym klimacie nie przeszkadzały mi pojedyncze skrzypnięcia krzeseł czy brzęk szklanek. To, co doprowadzić mogłoby mnie do nerwicy w normalnym kinie, tutaj stało się dopasowanym tłem. Niezwykłe. Szkoda tylko, że w kasie pracowały dwie młode kobiety, a nie pasujący tu jak ulał starszy pan z wąsem, który każdego by raczył anegdotami o Pionierze. Wtedy byłbym w pełni szczęśliwy.


W ostatnich latach panuje moda na 3D. Wszystkie filmy, które przewidywalnie zarobią niemałe pieniądze, kręcone są w tej właśnie technologii, a stare hity są na nią przerabiane (w tym miesiącu premiera Króla Lwa 3D). Jednak okazuje się, że to nadal za mało! 100 lat temu widzowie byli przerażeni pociągiem wjeżdżającym na stację w Ciotat. 10-20 lat temu ten niespełna jednominutowy film mógłby wywołać podobny efekt, gdyby był w 3D. Widz w swoich kolorowych okularkach mógłby "poczuć" jak pociąg zmierza w jego kierunku. Dziś idziemy o kilka kroków dalej. Obraz może mógłby nas zaskoczyć, gdybyśmy czuli drżenie ziemi pod sobą, gdyby docierał do nas powiew zbliżającej się maszyny, gdyby po prostu większa ilość naszych zmysłów została zaatakowana. Czy aby na pewno? 

Film Lumierów na całe szczęście nie został nigdy obrobiony cyfrowo, jednak stało się tak z filmami z ostatnich lat. W repertuarze kina 5D w Szczecinie były 4 pozycje. W tym, nie wiedzieć dlaczego i po co, film Bagińskiego Animowana historia Polski (jakie w tym mogą być efekty 5D?). Poza tym film Trzęsienie ziemi, który straszył z ulotki koszmarną animacją, Epoka lodowcowa nie mająca nic wspólnego ze znaną nam serią filmową oraz skrócone wersje pełnometrażowych filmów Klopsiki i inne zjawiska pogodowe i Podróż do wnętrza ziemi. Kusił mnie film o latającym jedzeniu, jednak ostatecznie wybrałem się na film Breviga, kierując się nastawieniem na maksymalne wykorzystanie technologicznych nowinek. I cóż otrzymałem...

15 minutowy film o biegających, źle zdubbingowanych, aktorach. Przez to, że film trwa ile trwa został on pozbawiony jakiegokolwiek sensu, na który chyba nawet nie miałem co liczyć. Co do samych efektów- byłem pod wrażeniem 3D. Okazało się, że technologia ta potężnie się rozwinęła przez ostatnie lata i nie boli już (dosłownie i w przenośni) oglądanie jej. Minął czas kolorowych okularków z papieru przez które widziałem film jako czerwono-niebieską maziaję (jest takie słowo?!), od czasu do czasu dostrzegając wypukłość z ekranu. Na film 3D chętnie się wybiorę, bowiem ten seans pozostawił we mnie wielki niedosyt. Co do pozostałych D- do d. Absolutnie nie przekonały mnie trzęsące się fotele w momencie, gdy bohaterów goni dinozaur czy gdy płyną łodzią po wzburzonym morzu (ach, te dźwięki mechanizmu sterującego były wspaniałe...). Nie poruszyło mnie "smeranie" (taki czasownik pojawił się na plakacie reklamującym kino) wstążek po nogach, nie zrobił na mnie wrażenia stroboskop (aż czuć było burzę!), buchający ogień czy efekt mgły, który sprawił, że na ok. minutę nie widziałem wcale co się dzieje na ekranie. Jedynie powiew powietrza czy spryskiwacze okazały się jako-takim pomysłem. Po seansie czułem wielki niedosyt. Ale cała sala dzieci, która podczas seansu wydawała z siebie ok. 20 dźwięków na minutę, była najwidoczniej zadowolona. Oto rozwiązanie zagadki- takie kino chyba może podobać się jedynie dzieciom z pierwszych trzech klas podstawówki. Gdy ja w ich wieku z klasą byłem na pierwszej części Harry'ego Pottera czy Dinozaurze, one teraz będą ochlapywane i "smeranie" po nogach w ciemnym pomieszczeniu. Tak, to ma brzmieć w ten sposób.

Udostępnij

komentarze

jak to nikt?
Dobry i przydatny tekst, koleś!

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię