Marisa

nie podano imienia i nazwiska

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

ENEMEF- NOC SENSU ŻYCIA-temat zamknięty
| 43 komentarze
Opiszę tylko dwa filmy z czterech ponieważ "Broken Flowers" kiedyś już tu opisywałam, a "Trzy pogrzeby Melquiedesa Estrady" przerwali w połowie bo im projektor wysiadł.
"POWRÓT DO GARDEN STATE"- Zach Braff
Andy po latach wraca do swojej rodzinnej miejscowości na pogrzeb matki. Tam odnawia stare kontakty, poznaje dziwaczną dziewczynę Sam, z ojcem zaś unika rozmowy gdyż łączy ich bardzo bolesny sekret...
Jest to kameralna opowieść o poszukiwaniu samego siebie, potrzebie wybaczenia sobie przeszłości, o tym, że w życiu trzeba podążać zgodnie z własnymi instynktami i marzeniami. jak fundamentalną sprawą jest przyjaźń i miłość.
Przede wszystkim jest to jednak piękna historia miłosna dwojga wrażliwców.
"JAZDA" Jan Sverak
Kultowy czeski film sprzed 12 lat nie epatuje szybkimi zwrotami akcji, skomplikowaną fabułą.
To prosta, kameralna historia dwojga kolegów, którzy postanowili wyruszyć w podróż. Po drodze spotkali atrakcyjną dziewczynę, która skutecznie rozbudziła ich marzenia...
Klimat leniwego lata, sielanki, błogiego próżniactwa, gdzie nigdzie nie trzeba się śpieszyć i nic planować. Ludzie tu po prostu korzystają z życia, ciesząc się z drobiazgów. Ta radość przykrywa jednak mroczne aspekty- rysy kryjące się w znajomości kolegów, manipulacje, mroczne namiętności oraz tragiczny finał...
Sens życia...
Wnioskując z tych czterech filmów jest nim obecność bliskiej osoby, kierowanie się w życiu swoimi marzeniami i zasadami, odrzucenie planowania na rzecz spontaniczności, szukanie szczęścia w odnajdywaniu w kameralnych klimatach, odrzucenie błazenady i blichtru. A także nie zapominanie o odpowiedzialności...
Monty Python w "Sensie życia" mówili:
Spróbuj być miły dla ludzi, nie obżeraj się, poczytaj czasem dobrą książkę, idź na spacer, żyj w pokoju i harmonii z ludźmi wszystkich wyznań i narodowości.
-to jest sens wg. nich.
A jaki jest według Was?
Udostępnij

komentarze

Cóż, niewiele moge powiedzieć, bo żadnego z filmów nie widziałem, poza 'BF' oczywiście, o które to pogryźliśmy się niegdyś:). Jedno przyznam - fajnie masz z tym Krakowem, że ciągle jakieś enemefy nowe. U mnie tylko noce horrorów grają:). Ale że im wysiadł projektor pod koniec... No nie:). A pieniądze choć po części oddali?:).
Co do sensu życia, to ja chyba przepisu jeszcze nie znalazłem. Choć zawsze najbardziej pod tym względem przemawiały do mnie dwa tytuły - nie kameralne, acz niesamowite 'American beauty' i 'Podziemny krąg'. Obydwa w sumie są o poszukiwaniu siebie, i jakiegoś sensu w życiu.

No właśnie jak narazie nie oddali. Tak pamiętam nasze potyczki o "Broken flowers" :). Ja recepty na sens życia także ciągle szukam, ale myślę, że się zgadzam się z dużą wagą poszukiwania własnej tożsamości, tym, że posiadanie bliskich osób ma olbrzymie znaczenie. No i też, że sens jest w zdobywaniu nowej wiedzy, dokształcaniu się - np. nowy taniec czy gra na instrumencie. No i wiele , wiele innych spraw.

o! fajny temacik. niestety z wymienionych filmów widziałam jedynie "Garden State" - film bardzo mi się podobał głównie dlatego, iż jest to zwyczajna, stonowana i nieco zwariowana, dziwnacza historia człowieka, któremu niewinna, spontaniczna miłość pozwoliła dostrzec nowe barwy życia. co do samego sensu - wszystko, co napiałaś Ty i good Baaad ugly nadają naszej szarej egzystencji nowe barwy, nowy cel, nowe inspiracje. jednak czy można nazwać to sensem życia? wielu ludzi mówi, iż próbuje w życiu odnaleźć sens, coś ściśle określonego, co sprawi, że nasza egzystencja nie będzie pusta, a wartościowa i sensowna właśnie. może zabrzmi to dziwnie czy pesymistycznie, ale według mnie jako taki sens życia człowieka w ogóle nie istnieje, a przynajmniej trudno go określić, trudno go dostrzec, trudno zdefiniować. jest to zlepek czynności, stanów, uczuć, planów, celów, które urozmawicają nasze życie, pomagają w budowie tożsamości oraz w wierze we właśną wartość. ale sens życia jako coś skończonego, coś ostatecznego nie istnieje. jeśli już - to sensem jest same poszukiwanie tego sensu, którego nigdy nie odkryjemy i który nigdy nie ukoni naszych potrzeb, pragnień, ambicji na zawsze - zresztą uważam, że ich ukojenie byłoby jednocześnie końcem nas samych - tak więc sens może się odwrócić przeciwko nam. poza tym cel jest bardzo odległy, często nie udaje nam się go osiągnąć. ale nie o to chodzi - ważne, że do tego celu dążymy, że robimy wszystko, aby go dosięgnąć. bo chyba to nie skutek się liczy, a działanie. to nie osiągnięcie celu uczyni nas szczęśliwym, lecz spontaniczne zachowania i cieszenie się chwilą w dążeniu do niego. bo w moim miemaniu życie składa się po prostu z epizotów... człowiek sobie powie - będę mądry, to mój cel, to nada sens mej egzystencji. czy dotrwa takiej chwili kiedy stwierdzi : "jestem skończenie mądry, moge usiąść na kanapie, sączyć sok wieloowocowy i cieszyć się tym, co zawsze chciałem osiągnąć" - prędzej czy później ten człowiek stałby się zniechęcony, zgrzybiały, nieszczęsliwy. być może zacząłby szukać nowego sensu, dązyć do czegoś nowego. może z mądrością jest to gupi przykład bo jej nie niemożna ogarnąc całkowicie, bo nie ma ona końca, być może nie ma również początku, ale mam nadzieje, że rozumiecie, co mam na myśli. to taka moja mała filozofia;)

ale i tak nie tyle sensem, co esencją życia jest miłość. a ja wcale nie jestem beznadziejną romantyczką;)

"mała filozofia" tak?:). Ja się pogubiłem kilka razy czytając ten tekst, hehe. Ale z tego co wyczytałem, to mogę nawet stwierdzić że ma nieco racji w swoich słowach:). Ja też się popisze:
"marzenia które udaje nam się urzeczywistnić, tak naprawdę nigdy marzeniami nie były". Fajne? Jak dla mnie mądre powiedzenia, które nie wiem skąd pamiętam, ale wiem że można je podciągnąć pod tę dyskusje:).

Wow Donno... Bardzo mądre to co napisałaś i myślę, że jest w tym sporo prawdy. Czyli propagujesz motyw wędrowca, który zwiedza, doświadcza i droga jest jego celem. Ja myślę jednak, że sens jednak jest. Tylko nie da się go dokładnie określić typu będę mieć tyle dzieci, dom z ogrodem i taką pracę. To co powiedzieli Pythonowie jest mądrzejsze niż się wydaje. Myślę , że to, że się zdobywa nowe umiejętności, dokształca się, dąży to bliskości z danymi osobami i wiele innych rzeczy to jednak coś więcej niż urozmaicenie.

Ja króciutko, ponieważ ... O "Broken flowers" już kiedyś pisaliśmy. Widziałem to już dwukrotnie i za każdym razem bardzo mi sie podobało. Świetny film. Całej reszty natomiast nie widziałem. Przyznam się jednak, że od dłuższego czasu czaję się na "Trzy pogrzeby Melquiedesa Estrady", bo to western jakby nie patrząc. Macza w nim palce Tommy Lee Jones, więc może być ciekawie. Poza tym podoba mi się tytuł i plakacik - taki trochę podlatujący pod spaghetti. Jak obejrzę to napiszę napewno więcej.

Witaj Haniu,
wygląda mi na to,że nie wszyscy jeszcze z FW odeszli,a jeśli odeszli, to z pewnością dlatego,iż znaleźli nowy sens życia.

A propos sytuacji z projektorem to zawsze chciałem zostać kino-operatorem. Takim w rodzaju złośliwego gremlina. Pomyśl tylko, tłumy na sali zapatrzone we współczesną wersję PERSONY, a tu nagle film się urywa, jakieś trzaski, ciemno przez 2 sekundu i nagle z nienacka BOOM!! Czołówka z MAPPET SHOW!!

Niezły pomysł stasiu :). Zwłaszcza, że to była jakas 5 rano i by to trochę ludzi obudziło.
Harry- jestem pewna, że "Trzy pogrzeby"... by ci się spodobały. Nawet sobie pomyślałam jak go oglądalam - o Rafałowi to by się dopiero spodobało.

Stasiu: Bardzo szybko zostałbys zlinczowany ;)
Mariso: To bardzo miło z twojej strony. I jeszcze krótka uwaga: Gonisz z punktami moja droga. Dopiero co mielismy po równo a tu proszę. Rozumiem, że łebka Ci się zachciało :)

Harry i Haniu,
rozmyślając na temat emocji związanych z oglądaniem filmów w kinie naszła mnie taka oto refleksja:
czy byliście kiedyś na seansie filmowy, na którym publiczność biła brawo?
Mnie zdarzyło się to przeżyć dwukrotnie
1. na projekcji OBCEGO II w latach 80.Konkretnie w scenie bijatyki- Ripley vs. Obcy. Czy wiecie jaki aplauz dostała nasza dzielna kosmonautka???Coś niezapomnianego!! Zupełnie jak na koncercie Marka Knopflera w SPODKU rok temu podczas bisów!
2.Podczas projekcji SYMETRII przed dwoma laty na FFK, tym razem w dowód uznania dla Kondrada Niewolskiego, obecnego pośród widzów. Nie znałem wcześniej gościa, ale stojąc po bilety od razu go rozpoznałem: łysy, duże bary i tatuaż widoczny nawet na potylicy. Sam życiorys reżysera staryczył by zresztą w zupełności na polski remake REWKWIEM DLA SNU.
Zresztą co tu dużo pisać, sam klaskałem, film jest kapitalny!

Myślę, że to o czym piszesz Stasiu, to coś fantastycznego po prostu. Mam przed oczami wyobrażenie o czasach, kiedy ludzie oglądając film w kinie żyli nim dosłownie. To czasy bogartowskie, to czasy chaplinowskie. Kino to było zjawisko, ludzie bawili się w nim jak dzieci, śmiali razem z bohaterem, razem z nim płakali i już bez niego ;) podskakiwali z krzeseł :) Jeśli widziałeś "Cinema paradiso" to powiem Ci Stasiu, że najbardziej w tym filmie podobały mi się reakcje ludzi w kinie właśnie - to najbardziej lubiałem oglądać. To było zupełnie inne zachowanie niż dziś np. Pytasz teraz m.in. mnie - człowieka, który z tamtymi czasami nie ma nic wspolnego, czy zdarzyło mi się klaskać na filmie. Ja odpowiadam, że nie miałem raczej okazji. Bardzo rzadko do kina chodziłem. Zmieniło sie to ostatnimi czasy dopiero, ponieważ mam z kim do tego kina chodzić. Przyznać się jednak muszę, że w całym swoim życiu byłem w kinie maksimum 15 razy z tego przynajmniej połowę w ostatnim roku. I nie dlatego, że mi się nie podoba, ale dlatego, że uważałem, że nie ma na co ani po co. Wychowałem się na telewizji a teraz dodatkowo moje życie oglądacza zostało udoskonalone o płyty DVD, internet.To daje mi możliwość obejrzenie czasem tego o czym zawsze marzyłem. Dziś np. obejrzę sobie "Garsonierę" o której myślałem przez długi długi czas. W kinie "Wojny światów", "Hostele", "Hulki" i "Spidermany" i choc tego nie znam - wiem, że nie będzie mi się podobało. Powiem na koniec jednak jedną rzecz: potrafię reagować bardzo emocjonalnie w stosunku do rzeczy, które darzę wielkim sentymentem albo nawet uczuciem. Oglądając "Za wszelką cenę" pośród prawie pustej i cichutkiej sali byłem w stanie wstac i klaskać. Nie pozwolił mi na to jednak stan emocjonalny [Hehe ...] W każdym razie myślę, że jestem do tego zdolny i może kiedyś zainicjuję jakieś owacje na stojąco :) Aha ... "Symetria" to film bez wątpienia świetny. Widziałem niedawno. Widziałem też dokument o tym jak go kręcili i to sprawia, że jestem pod jeszcze większym wrażeniem. Brawo !

to co napisała Donna Russo jest bardzo trafne. Sens życia to taka nieuchwytna wartość, niemożliwa do skończonego zdefiniowania. Czuję się go intuicyjnie, nie mogąc do końca określić jego prawdziwej formy. Stawianie sobie celów i dążenie do nich, kierowanie się pewnymi zasadami można umownie nazwać sensem życia ale czy cele stanowią sens? Kazdy we własnym zakresie określa motyw przewodni swojego życia ale istnieje też ta warstwa gdzieś poza naszą świadomością, na którą nie mamy wpływu.
Jeżli chodzi o "Powrót do Garden State" to świetny film. Bez patosu opowiada o bardzo istotnych sprawach i obrazuje niezwykłą siłę uczuć. I trafnie oddaje to co napisała Donna - miłość jest esencją życia.

Ja widziałam tylko Powrót do Garden State. Ale wrażenia miałam mieszane. Właściwie, gdyby nie Twoja notka, nawet bym o tym filmie nie pamiętała. To jest film o samotności, o przełamywaniu barier, ale w sumie reżyser nie powiedział tu niczego nowego.
Większość filmów opowiada chyba o poszukiwani sensu życiu, w takiej czy w innej formie. Zresztą, temat jest niesłuchanie szeroki, i nie da sie ukryć, bardzo filmowy.

Ja podpiszę się pod zachwytami pod "Symetrią"; jeden z lepszych polskich filmów jakie widziałam. Byłam także na konferencji z Niewolskim- bardzo inteligentny facet, który wie co robi.
Ja nie byłam na seansie gdzie ludzie klaskali, pamiętam natomiast takie gdzie ludzie siedzieli jak wbici po zakończeniu- było to "Miasto gniewu", "Tajemnice Brokeback Mountain", "Mullholland Drive" i jeszcze inne , których teraz nie pamiętam. Tak Harry to wspaniałe jeśli filmy wywołują burzliwe reakcje i jeśli uruchamiają coś w człowieku. O to w tym wszystkim chodzi.

$comment.user użytkownik usunięty



Przeczytałem Twoją ostatnią notkę trzykrotnie i teraz mogę coś wreszcie napisać. Niestety filmów wymienionych przez Ciebie nie widziałem, ale uwielbiam filmy z tego rodzaju, mówiące o życiu, często smutne i tragiczne. Być może kiedyś uda mi się obejrzeć wszystkie wymienione przez Ciebie.

Ogólnie to jest temat bardzo trudny. Ponieważ nie studiuję filozofii, przeczytałem zbyt mało książek o życiu, więc się nie będę wypowiadać w tej kwestii, aby nie zrobić z siebie głupka. Filozofowie i naukowcy od zarania dziejów próbują rozwiązać tejemnicę życia, oraz jego celu i sensu.

Mój sens życia jest bardzo podobny do tego Monty Pythonowskiego, o którym mówisz. Być miłym i dobrym dla innego człowieka to dla mnie priorytet, ale niestety w tych czasach (a w szczególności w tym kraju - Polska) się nie da :( Niestety ja jestem bardzo, że tak powiem, staroświeckim człowiekiem. Mam bardzo staroświeckie poglądy na niektóre rzeczy. Na pewno bym nie wyzwał kobiety, nie uderzyłbym jej, inicjacja dopiero po ślubie itd... Lubię sobie usiąść w kulturalnym gronie i kulturalnie porozmawiać na różne tematy (od błachostek na polityce skończywszy). Niestety ze swoimi poglądami jestem często brany za dziwaka, albo biorą mnie za Moherowca. Niestety dużo ludzi się odemnie odwróciło, ale mnie to nie przeszkadza. Jestem bardzo religijnym człowiekiem (chociaż w necie troszkę pozuję na Metalowca), często się modlę i chodzę do Kościoła, gdyż wierzę (możecie się śmiać, mnie to nie rusza) i staram się ze wszystkich sił, aby po tym życiu zasłużyć na życie wieczne, tam w Niebie. Ja wierzę, że to życie to dopiero początek. To jest mój sens życia i cel.

Pozdrawiam serdecznie Mario :) Jak obiecałem, że przyjdę, to znaczy że przyjdę i się wpiszę :)

Jaka Mariu Bartku... Moje real name to Hania, nawet nie podobne do Marii. Ja myślę, że wielkie intelektualizowanie niekoniecznie doprowadzą do właściwego rozwiązania. I, że bardzo często szuka się skomplikowanych dróg by w efekcie dojść do bardzo prostych wniosków...

$comment.user użytkownik usunięty

ja tak czasem patrze na te filmy. one to tam pokazują różne cele, sens w życiu. ale ja myśle że jak w filmach to pokazują, to to niemożliwe jest.

Niestety tak jest Bartku, że ludzie od razu przyklejają Ci etykietkę. Jak ni liberał, to od razu musi był skrajny prawicowiec i nacjonalista. Ale wiesz, nie powiedziałabym, że to domena Polski i że to taki zły kraj. Mogłabym pewnie teraz wyliczać wady Francji, bo testuję je bezustannie na własnej skórze. Nie ma miejsca na Ziemi, gdzie wszystko jest super. Nie ma miejsca, gdzie wszyscy są dla siebie mili, uprzejmi, kochani. Bywają tacy z pozorów. Jako turysta zachwycasz się panią uśmiechającą się w sklepie. Ale za tą fasadą niejednokrotnie kryje się chłód i, co tu dużo mówić, chamstwo, jeśli przyjdzie Ci tą panią poznać osobiście, a może nawet zaprzyjaźnić się.

No brawo Migotko! Już mnie to drażni- Boże jak tu do d... , w ogóle trzeba wiać, a wszędzie lepiej. Otóż jest tu bardzo dużo do naprawy, ale ja myślę, że to wcale nie oznacza, że wszędzie innej od razu nagle się zmieni wszystko dobrze.
Kiedyś w USA posądzili sześciolatka o molestowanie bo pocałował koleżankę w policzek...
A takie ogólne narzekanie... no cóż, po co to? Może się najlepiej od razu położyć do trumny?

;)

Punk widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia. Jeśl izarabiasz 10000 euro, to na pewno podoba Ci się bardziej, niż jak nie zarabiasz nic. Ale prawda jest taka, że wszędzie życie ma wady i zalety. A najwięcej zależy od ludzi, wśród których się obracasz. Nie wiem, mimo wszystko w Polsce nie jest aż tak źle, i przecież wiele rzeczy ciągle zmienia się na lepsze. Na ignorantów i pacanów trafisz wszędzie. Mówi się dużo o skandalach w polityce, ale kto wie o podobnych wpadkach polityków z Włoch, Anglii czy jakiegokolwiek innego kraju, bo tego się u nas nie pokazuje.

Zgadzam się z tym co napisały Marisa i Migotka. Również byłem za granicą. Podobno w tym 'lepszym' kraju i wcale mi się tam nie podobało. W szczególności ludzie. Więc narzekając na Polaków narzekasz na wszystkich Bartku. I właśnie jeszcze kilka słów do Ciebie, bo co raz to intrygujesz mnie swoimi wypowiedziami. Piszesz, że najważniejszym dla Ciebie jest bycie dobrym i miłym dla innych. Za chwilkę dodajesz, że się nie da. Nie potrafię tego zrozumieć. Piszesz, że jesteś osobą mocno wierzącą, więc zapewne czytałeś o Jezusie Chrystusie. Jemu się to udało. Ba, znam osoby, którym to też się udaje. Wnioskuję, że utożsamiasz się ze stwierdzeniem "OKO ZA OKO" a to przecież własnie koliduje z tym co napisałeś na początku i do czego ja się odnoszę. Piszesz też, że nie przeczytałeś wielu książek, żeby się móc dobrze wypowiedzieć. No i to jest już Bartku bzdura. Sens życia najlepiej znajdzie sobie każdy osobiście. Bardziej sercem, aniżeli umysłem (tak mi się wydaje). A sens życia ? Żyjemy (przeżywamy) dla celów wyższych. Zobaczycie jak zajebiście jest po śmierci :)

I to mówią i Migotka i Harry , którym wierzyć można bo oboje przebywali/przebywają za granicą dłuższy czas. Bartku- te Twoje komentarze "możecie się czepiać itp", Twoja czarna lista na blogu, to jak napisałam o Bondzie coś innego niż Ty to od razu piszesz, że kłótnia. Już ci to pisałam kiedyś- nie zachowuj się jakby Ci wszyscy chcieli dokopać. To są dyskusje a nie ataki na Ciebie. Dystans Bartku.

I Bartku kazdy z nas miał tutaj jakieś spory, spięcia, zwłaszcza że i ja i Migotka i Harry jesteśmy dośc bezkompromisowi i uparci, ale gdybyśmy tylko z powodu odchodzili... Nie warto.

Bartku, poza tym nie musisz się tłumaczyć ze swoich poglądów. One są Twoje, Twoje własne i cenne.
Popieram Marisę- nie warto odchodzić.

Nie wiem Harry, czy za granicą jest gorzej? Tego bym nie powiedziała. W gruncie rzeczy jest tak samo. Ot, mogę powiedzieć, jest sporo rzeczy, które mi się podoba i dużo takich, które mi się nie podoba. Jak wszędzie. Są fajni ludzie, z którymi można pogadać, i tacy, którzy z chęcią zatrzasnęliby Ci drzwi na nosie (dosłownie). Mi się podoba, ale nie powiem, że bardziej niż u nas. Nie rozumiem za to ludzi, którzy wyjeżdżają i się wstydzą. Naprawdę takie nastawienie, że w Polsce wszystko ble, jest najgorsze. Wiesz ilu tu jest studentów od nas? A ilu posługuje się polskim? Marny procent. Przeważeni nawet się nie przyznają, skąd są, bo nie chcą być kojarzeni z takim ‘biednym’ krajem. Marisie opowiadałam o nieszczęśliwym przypadku pewnego J, który rozmawiał ze mną po francusku, bo po polsku nie wypadało jego zdaniem. I przez takich ludzi właśnie rodzą się jakieś bezsensowne stereotypy, że do Polski nie warto, bo tu nic nie ma. Bez zmiany nastawienie ogółu trudno taki wizerunek zmienić. Nie żeby wpadać od razu w skrajny nacjonalizm, ale takiego kosmopolityzmu nie rozumiem.

Co do tego bycia dobrym i nie wychodzenia… Hmhm Harry, nie każdy może być Jezusem;) Wydaje mi się, że to trudne. Może i możliwe, ale trudno, i nie zawsze warto. Czasem mam ochotę komuś naprawdę utrzeć nosa. Poza tym wielu ludzi tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jak się zachowują. Tu mogłabym podać imię innego znajomego ze studiów, który po prostu nie wiedział, jak się zachowywać między ludźmi. I gdyby wszyscy byli dla niego super uprzejmi, nigdy by nie zdał sobie sprawy, że chyba coś robi nie tak. A czasem być miłym po prostu nie warto, i tyle.

$comment.user użytkownik usunięty



Miło poznać Twoje prawdziwe imię. Tak samo ma na imię moja babcia. Postaram się je zapamiętać i go nie zapomnieć (ale przy moim Alzheimerze jest możliwe, że i tak zapomnę). Nie wiedziałem, że moja wypowiedź wywoła aż taką dyskusję. Niestety nie wiem jak jest za granicą, czy lepiej, czy gorzej. Niestety nie zamierzam się wybierać (jak narazie).

Migotko, to co napisałem wcześniej to tylko część moich poglądów. Reszty nawet nie zamierzam wypowiadać. Mogę tylko powiedzieć, że jeszcze jestem idealistą i marzycielem (a jeśli mnie pamięć nie myli, to taki temat był kiedyś u MIgotki i dzięki niemu się poznaliśmy), marzącym o idealnym świecie. Reszta jest nieważna :)

A tak poza tym doszedłem do wniosku, że nasze życie (ludzkie) nie ma sercu. Co my mamy z życia, nic. Ciągle jesteśmy niewolnikami. Jak nie szkoła, to praca, a potem emerytura (o ile jeszcze ktoś doczeka). A gdzie czas na relaks i zabawę ? My tutaj ogólnie żyjemy po to, aby tylko przedłużyć gatunek i umrzeć, nic więcej. Cóż można mieć z życia.

Pozdrawiam gorąco trójkę moich FilmWebowych przyjaciół i życzę Wam dobrej nocy :)

Bartku - szkoła, praca czy emerytura to są nieuniknione etapy życia jednostki w społeczeństwie. owszem - ogranicza to w pewien sposób naszą wolność (choć ostatecznie nikt nam tego nie nakazuje, można w końcu to wszystko pieprznąć i zamieszkać w lesie z dala od cywilizacji i narzucanych przez nią życiowych wytycznych - znam takie przypadki;). gdzie w natłoku obowiązków i codziennych spraw można znaleźć czas na zabawę i relaks? otóż można, no chyba, że te pojęcia rozumiesz jako wieczne lenistwo, nic-nie-robienie i wylegiwanie się na kanapie. z Twojej wypowiedzi wyszło na to, że właśnie to traktujesz jako sens życia... przeczytaj powyższe wypowiedzi naszych koleżanek i kolegów, którzy piszą o sensie życia jako korzystaniu z niego poprzez aktywność, podejmowanie nowych rzeczy i czynności, budowanie więzi z drugim człowiekiem itp. co mamy z życia? - właśnie to, o czym jest wspomniane wyżej. czyli wiele i są to rzeczy bardzo wartościowe, często najważniejsze w naszym życiu i wprowadzające do niego blask i energie do dalszego działania, do życia po prostu.

aha, zgadzam się z dziewczynami, że filmwebu opuszczać nie warto. zreszta wydaje mi się, że i tak byś wrócił. większość wraca - to filmweb w końcu;)

Bartku jak mówi Donia -gdybyś nie pracował tylko mógł się cały czas wylegiwać to i wtedy byś znalazł jakiś problem. W pracy nie musi być żle- wszystko zależy od nastawienia. Przecież przez taki pesymizm właśnie się nic nie dokona- bo po coś robić, wszystko jest bez sensu. Przecież wszystko zależy od Ciebie, jak sam pójdziesz do pracy w której Cię wykorzystują i nic nie zrobisz lub zwiążesz się z jakąś toksyczną osobą-to wiadomo, że nie będzie różowo, ale na to się ma wpływ... Oczywiście nie na wszystko- jest masa rzeczy, które się po prostu dzieją jak choroby itd.
Tacy panowie spod budki z piwem, którzy cały dzien piją bo i tak nic się nie zmieni- czy to jest mądre?

Do Migotki: W jednej kwestii się nie zrozumieliśmy, a w drugiej muszę coś wyjaśnić. Nie uważam, że za granicą jest gorzej. Nie pamietam dokładnie, ale nie miałem prawa tego napisać. Byłem jedynie we Włoszech, w jednym miasteczku raptem i tam mi sie mniej podobało, było gorzej niz tu gdzie mieszkam. Nigdzie indziej nie byłem, więc skąd mogę wiedzieć. Jedno jest pewne. Żeby zrozumieć TU trzeba posmakować TAM. No i to bycie dobrym, bycie Jezusem. Ja nie mówię, że tak trzeba, że tak Bartek powinien. To jest trudne, to małokomu się udaje (raczej nie mnie). Ale jeśli Bartek deklaruje, że to jego najwyższy priorytet, to powinien próbować. Co innego gdyby tego nie napisał. To tak jakbym powiedział, że najbardziej chciałbym studiować filmoznawstwo ale się nie da, bo jest daleko od mojego domu (sporo przeszkód). I sens życia według Tommy Lee Jonesa, reżysera. Być godnym miana 'człowiek'.

kurcze, skasował mi się cały komentarz... a więc od nowa.

ostatnio słyszałam gdzieś w piosence (Harry! Harry! to była piosenka hiphopowa!!!;) ładne słowa : "chce przede wszystkim jeszcze w tym życiu chcę stać się człowiekiem - mam takie ambicje".

byłam w paru większych miastach Europy i - być może z racji tego, że mieszkam w małym, zapyziałym miasteczku - cholernie mi się podobało i często wyobrażam sobie jakby wyglądało moje życie w jednym z takich miast. uważam, że w Polsce daje się ułożyć życie jednak nie dziwie się osobom, które szukają swego miejsca za granicą - wiadomym jest, że inne, lepiej rozwinięte kraje dają większe możliwości dla młodych i ambitnych, można tam spełniać się w dziedzinach, w których w Polsce można tylko pomarzyć, jest większy dostęp do rzeczy, które do Polski nie docierają i przede wszystkim można sobie łatwiej ułożyć życie. druga sprawa jst taka, że za granicą nie ma tej swoistej, typowo polskiej mentalności : zazdrość, zawiść, niechęc do tych, co coś osiągnęli i mają więcej, myślenie : "on ma to mi też się należy" albo "nie mam za co wyżywić rodziny, ale sprzątać supermarketu to ja nie będę, więcej szacunku!". takie zachowanie widzimy na codzień, typowe domaganie się i branie zamiast dawanie i odrobiny wysiłku, poświęcenia. kwestia polityczna - nigdy nie byłam obeznana w tym temacie, ale widze co się dzieje : pranie mózgu starszych ludzi przez stację Dyrektora Rydzyka, korupcja, oszustwa i niedotrzymywanie słowa w rządzie, budowanie państwa wręcz kościelnego z becikowymi, kontrolą, cenzurą - jak się widzi takie coś to się po prostu łapie za głowę, a reszta Europy się z nas śmieje. osobiście nie czuję się patriotą, podoba mi się perspektywa mieszkania za granicą chociaż decyzje pozostawiam przyszłości. chociaż uwielbiam Francję... ah, Migotko, zazdroszcze Paryża...

Dońka ! Mogłaś być w Paryżu, Madrycie, Lizbonie, Rzymie, Londynie, czy Wiedniu. To czołowe kraje (pod względem luksusowego życia) w Europie jak i na Świecie. Ile ich jednak jest ? Hę ? 10 ? 20 ? 30 ? (maximum) Mamy za to jeszcze Burkina Faso, Mozambik, Etiopię, Bangladesz, Irak, Mongolię, Peru, Rumunię. Ile ich jest ? 100 ? 150 ? Tych którzy narzekają zbytnio wypieprzyłbym na bucie do Afryki, gdzie zapieprzają codziennie po wodę 20 kilosów.

Heh ... Kraje, w których znajdują sie podane przeze mnie miasta. Żeby nie było [Hehe ...]

$comment.user użytkownik usunięty



Na wstępie chciałem przeprosić za tego "Złodzieja życia". Wtedy to był wypadek. Nie pamiętam, czy kiedy pisałem tamtą notkę (jeszcze przed globalną czystką mojego profilu) to napisałem ostrzeżenie o spoilerze, ale chyba nie.

W naturze ludzkiej ciekawość odgrywa bardzo dużą rolę. Niestety psychologiem nie jestem i książek o psychologii raczej nie znam, a obszernej wiedzy o ludzkiej psychice nie mam. Ale lubię poobserwować ludzi i ich zachowanie. Gdybym napisał komunikat typu : "UWAGA ! OPIS FILMU ZAWIERA ZAKOŃCZENIE. OSOBY, KTÓRE NIE OGLĄDAŁY TEGO FILMU SĄ PROSZONE O NIE CZYTANIE NOTKI" (lub podobnego typu pierdoły), to by i tak nic znie zmieniło. Ba, jeszcze chętniej by to przeczytali. To jest zakodowane w naszej naturze. Wystarczy jakiś dokument z klauzulą TAJNE, to wszystcy chcą to przeczytać. Tutaj jest podobnie. A potem ludzie mają wielkie pretensje. Gdyby mieli trochę oleju w głowie, to by nie czytali. Np ja, ja nie jestem ciekawski i nigdy nie byłem.

Wracając do Twojego komentarza u mnie na stronie :)

Co do nazwiska John Doe. O tym wiedziałem. Wiem, że Amerykanie nazywają tak anonimów. Na przykład jest sytuacja (amerykański film, na którym różne cuda się zdarzają), że przywożą faceta do szpitala, okazuje się, że nie ma dokumentów, a bez operacji umrze. Na karcie wypisują mu właśnie nazwisko "John Doe". Po prostu ten zwrot oznacza potocznie przeciętnego "szaraka".

Niestety Franka Capry nie znam, a żałuję :( Niestety znam tylko jeden film : "Arszenik i stare koronki". Chyba tego filmu nie muszę Tobie przedstawiać, na pewno go znasz. To wspaniała komedia pomyłek z Carym Grantem w roli głównej. Jest trochę stylizowana na dramat antyczny, gdyż działa tutaj zasada trójjedności ,czyli czas, miejsce i akcja (pamięta się jeszcze z matury :D). Niestety nie mam zbyt wielkiej wiedzy o filmach (na przykład takiej jak Ty), ale tak ten film odbieram. Akcja filmu dzieje się w ciągu jedngo dnia, w jednym domu (praktycznie w holu domu). Mam nadzieję, że nic nie pokręciłem co do tego filmu.

Serdecznie pozdrawiam :)

Harry, przecież na ładne i dobrze rozwinięte miasta nie składają się w Europie tylko stolice. poza tym rozmawiamy tutaj o emigracji, a wiadomo, że jeśli ktoś się wyprowadza w poszukiwaniu lepszych perspektyw na życie (czy dla edukacji, czy też dla odnalezienia samego siebie itpd itd.) to głównie na zachód. Harry, wiem, że poprzez swoją wypowiedź chcesz dać do zrozumienia, że trzeba doceniać to, co się ma i co się przytrafiło w życiu bo zawsze mogło być gorzej, bo inni ludzie cierpią z głodu, braku podstawowych środków do życia, chorób itp. nie postrzegam tego w ten sposób. dam Ci przykład bliższy nam, a przynajmniej bliższy mi. otóż chodze do liceum, które niestety pozostawia wiele do życzenia i chętnie zmieniabym szkołę jednak z racji tego, że moje "ukochane" miasteczko nie oferuje mi takich możliwości, muszę zostać w tej budzie. i ktoś mógłby powiedzieć, że tylu ludzi chodzi do zawodówy i marnych technikum (mówie tylko o tych w moim mieście) więc mam się cieszyć, że przynajmniej chodze do liceum. czy to, że inni mają gorzej, z czy bez własnej winy oznacza, że ja nie mogę iść dalej? myślę, że tak - być może jest to postępowanie egoistyczne. Ty możesz pomóc ludziom, którzy mają inaczej, być może gorzej (i ta pomoc jest oczywiście piękna i chwalebna), ale sam nie powinieneś się przez nich ogranizać, ale iść swoją drogą, ku temu, czego chcesz, potrzebujesz i pragniesz. ja tak na to patrzę.

a teraz pędzę na spacerek bo pogoda jest wręcz cudowna! ah - w końcu wiosna! :D

Ale wymieniłem stolice państw, w których może być i pewnie jest pięknie i fajnie się żyje. Kraje nie miasta. Natomiast z tym liceum to jednak zły przykład Dońka. Tutaj wszystko zależy od Ciebie. Od tego jak się będziesz uczyła, jakiego sobie dokonasz wyboru. Masz w zasięgu ręki coś lepszego. Nie chodzi mi o to, że powinienem być za wszelką cenę wdzięczny za to co mam, tylko w niektórych sytuacjach wykazać troche pokory i DOCENIĆ. Tak samo jest z ludźmi. Natomiast takie dziecko co to sie rodzi w jakiejś wiosce w afryce gdzie psy dupami szczekają to pewnie nawet nie powącha takiego liceum do jakiego chodzisz nawet jakby na rzęsach przez całe życie stawało. Tak samo ja nigdy nie zostanę królem Hiszpanii :) Nie narzekam jednak :)

Ale wymieniłem stolice państw, w których może być i pewnie jest pięknie i fajnie się żyje. Kraje nie miasta. Natomiast z tym liceum to jednak zły przykład Dońka. Tutaj wszystko zależy od Ciebie. Od tego jak się będziesz uczyła, jakiego sobie dokonasz wyboru. Masz w zasięgu ręki coś lepszego. Nie chodzi mi o to, że powinienem być za wszelką cenę wdzięczny za to co mam, tylko w niektórych sytuacjach wykazać troche pokory i DOCENIĆ. Tak samo jest z ludźmi. Natomiast takie dziecko co to sie rodzi w jakiejś wiosce w afryce gdzie psy dupami szczekają to pewnie nawet nie powącha takiego liceum do jakiego chodzisz nawet jakby na rzęsach przez całe życie stawało. Tak samo ja nigdy nie zostanę królem Hiszpanii :) Nie narzekam jednak :)

Jedno sprostowanie- nie byłabym pewna Donno, czy za granicą nie ma typowej niby tylko u nas zazdrości, zawiści. Jest dokładnie to samo. To, czy się z czymś zetkniesz, to kwestia ludzi, wśród których się obracasz. Idę sobie do sklepu i czasem przeglądam prasę- wygląda identycznie jak nasza, tylko że zamiast Mandaryny na okładce wklejona jest tam twarz jakiejś innej, francuskiej gwiazdki. Jadę metrem, i słyszę obgadujących się ludzi. Niezbyt często, tak jak nie często słyszałam ich w trolejbusie w Gdyni. Ale słyszę. Są problemy, które w Polsce- jeszcze- nie istnieją. Problemy z asymilacją imigrantów, strajki paraliżujące życie, wbrew pozorom taka Francja nie jest ani tak laicka, ani tak tolerancyjna, jakby się wydawało. Na pewno takie przypadki nie biorą się z tego, ze ludziom tak dobrze się tu układa życie. Fakt, na pozornie mają tu wszystko poukładane, z bliska wygląda gorzej. Tu tak samo ludziom nie chce się pracować- ba, powiedziałabym, że nawet mniej im się chce, niż Polakom. Nie wszystkim, ale postawa roszczeniowa, że wspomnę niesławne CPE, to postawa dość typowa. I mogłabym się założyć, że w większości krajów jest podobnie. Tylko, ze trzeba to przetestować na własnej skórze. O skandalach w polityce już nie mówię, ojciec dyrektor and company to się przy tym chowa;)
Oczywiście, są możliwości, których u nas nie ma, inaczej nie byłoby po co wyjeżdżać. Gdybym mogła robić to samo u nas, pewnie siedziałabym tam, gdzie byłam. Ale nie było, nie żałuję. Czy zostanę, nie mam zielonego pojęcia.
Dużo zależy nawet nie od nas samych, ale od warunków rozmaitych, zewnętrznych. Tak jak napisał Harry- czasem możesz nie wiadomo jak bardzo chcieć, i nie dostaniesz nic. Ile zdolnych osób zmarnowało się, bo nie miało pieniędzy na edukację. Przypomniała mi się historia bardzo zdolnego chłopaka z małej wioski. Był naprawdę zdolny. Bardziej od niejednego kończącego elitarne warszawskie liceum czy równie elitarne studia międzywydziałowe. I ten chłopak pojechał pewnego razu na olimpiadę z biologii do wielkiego miasta. Przepał z kretesem, bo jedyne książki, do jakich miał dostęp w lokalnej bibliotece, pochodziły z lat ’60. A jego, ani nawet całej jego wioski, nie było stać na prenumeratę czasopism naukowych i najnowszych książek z wynikami badań. Siedział sobie na korytarzu, gdzie szczęśliwi koledzy rozprawiali o jakimś nowym sposobie na wykrywanie substancji, o której istnieniu nie miał nawet pojęcia. I co ma zrobić taki chłopak?

Migotko, ale przecież ja wcale nie uważam, że zawiści i zazdrości nie ma w innych krajach poza Polską. oczywiście, że jest. tylko, że z własnego doświadczenia wiem, że w Polsce jest ona specyficzna. być może takie myślenie jest wynikiem mojej styczności z ludźmi typowo małomiasteczkowymi, a wiadomo, że w 20tysięcznym mieście jest inaczej niż w dużym, gdzie możesz zachować większą swobodę i anonimowość. i Migotko, nie wiem już teraz, co mysleć o życiu w innych krajach. nie napisałam tego w poprzedniej wypowiedzi tylko na podstawie moich pobytów tam, ale w swej opini opieram się głównie na słowach ludzi, którzy tam mieszkają. oni podkreślają, że istnieją także złe strony, że w wielu elementach życia społecznego, politycznego i kulturowego widać podobieństwo z Polską. ale za każdym razem stwierdzali, że za granicą żyje im się lepiej niż w Polsce pod wieloma względami.
oczywiście zgadzam się, że wiele rzeczy zależy nie tylko od nas. widzę to po chociażby po ludziach z mojego miasta, którzy nie mają możliwości robienia tego, czego naprawdę chcą.

Hmhhmh, to trochę dwie inne sprawy. Ja właśnie dlatego wyjechałam, bo u nas o takich studiach nie mogłabym sobie nawet pomarzyć, a wszystko, co mnie interesowało, jest elitarne, i tylko dla wybrańców losu. Z pewnością ma się dostęp do wielu rzeczy, których u nas nie ma. Ale- trzeba mieszkać w większym mieście, i trzeba mieć pieniądze. Fakt, jest tu lepiej rozwinięty system stypendiów, bo ma je prawie każdy, ale i tak widzę osoby, którym jest ciężko i którym nikt nie pomaga. Jak wszędzie, trzeba trochę szczęścia. Więc absolutnie się zgadzam, pod wieloma względami jest łatwiej, ale bywa i trudniej pod innymi. Ale punkt widzenia też zależy od doświadczeń w kraju. Ja sobie chwalę Paryż, ale gdybym miałą po studiach wrócić, to bym się chyba nie obraziła.

O matko... Chwilę człowieka nie ma, a tu taka burza.
Bartku- wolę żebyś mnie nie przepraszał, jeśli zaraz za tym mi piszesz, że jednak miałeś rację. Otóż jak pisze, że jest spoiler ja tego nie czytam. I nie rozumiem tego co zrobiłeś -napisałeś coś w stylu ktoś kiedyś zdradził mi zakończenie Siedem, idiota itd to teraz ja je zdradzę". Oko za oko. A jakby ktoś tego nie widział? Więc proszę Cię kolejny raz- pisz, jak masz zamiar zdradzać zakończenie...
Co do dysput Migotki, Harryego, Doni- w zasadzie zgadzam się z wami wszystkimi.
Harry słusznie uważa, że trzeba znaleźc pozytywy rzeczywistości, być pokornym.
Donia- że jeśli się ma okazję należy poszerzac horyzonty i szukać nowych dróg.
Migotka- że nie zawsze "trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie".
Ja tylko powiem, że mnie to drażni jak wszyscy tylko mówią, że chcą uciec i jak tu potwornie. Ja raczej emigrować nie mam zamiaru, choć niektóre sprawy mnie mrożą- Giertych ministrem oświaty... Hm, ale jak Migotka mówi, wszędzie można znaleźc mnóstwo do naprawy. Tu jest tego może trochę więcej, ale przynajmniej zna się pewne zasady, mechanizmy, można próbowac o coś walczyć. A to może być trudniejsze w obcym kraju, którego historii i społecznych arkanów praktycznie się nie zna.

Ja jeszcze dodam: przed nikim, ani przed czym nie mam zamiaru uciekać. Jeśli coś, lub ktoś mi będzie starał się zaszkodzić, to postaram się aby to on uciekał. Po prostu zbyt wielu ucieka i jest trudno.

zgadzam się z Marisą - sytuacja może i nie wygląda najlepiej ale czy to oznacza, że od razu trzeba się poddać?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię