Martinn

nie podano imienia i nazwiska

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

WILKOŁACJA - TRADYCJA I NOWOCZESNOŚĆ: === w budowie
| 8 zdjęć | 5 komentarzy

Wolno zabijać dla siebie i samic, 
i dzieci, gdy głód wam dopieka; 
Lecz nie dla zabawy - i nigdy, przenigdy 
nie wolno zabijać człowieka! 

(Ye may kill for yourselves, and your mates, 
and your cubs as they need and ye can; 
But kill not for pleasure of killing, 
and seven times: never kill Man!) 

Rudyard Kipling 
"The Law for the Wolves"


 
   
 
Test Wilkołaczy - wersja próbna:
 
Mały ranking wilczyc ;)
 
Świetna stronka o wilkołakach!
 
 
LYCANTHROPIA oraz inne ZWIERZOŁACTWO
"Jest uparta opinia między prostym Ludem, że niektórzy Ludzie stają się Lycanthropi, to jest w postać Wilków zamienieni, zowią ich polskim terminem Wilkołaki ...".
 
Jako likantrop z dziada pradziada, nie mógłbym nie napisać paru słów o wilkołactwie i dziedzinach pokrewnych. Oczywiście jest to temat - rzeka, dlatego też ograniczam się do kilku luźnych uwag, spisywanych lewą tylną łapą od czasu ostatniej pełni. 
 
Problemy przemiany człowieka w zwierzę lub innego stwora (xeonomorphia, metamorphia, theromorphia), albo krzyżówek ludzi ze zwierzętami znane były niemal wszystkim kulturom od samego zarania ludzkości. Jednak to my, Słowianie, mamy szczególnie znaczący wkład we współczesne, nowoczesne wilkołactwo. Otóż kultury starożytne i istniejące do dziś kultury pierwotne, zajmują się NIEMAL WYŁĄCZNIE przemianami człowieka w zwyczajne zwierzę; w naszych okolicach najczęściej chodziło o wilki, na południu – wielkie koty lub krokodyle, bardziej na północ także o niedźwiedzie. Inne mitologiczne stworzenia bywają połączeniem różnych cech ludzkich i zwierzęcych (centaury, bożek Pan, Minotaur, Meduza, Lamia), jednak sam wilk występował akurat pod swoją własną, w pełni zwierzęca postacią.

Już peloponescy *Grecy (głównie cierpiący pod uciskiem Spartan nie-Dorowie), wznosili w księżycowe noce modły do bogini Selene, czasem utożsamianej z Artemidą oraz do złowrogiej bogini Hekate, by pomogły im zamienić się w wilki (czasami wielkie psy) i rozprawić z wrogami. W Arkadii wznosi się nawet Lykaion, czyli Wilcza Góra, gdzie odprawiano w wielkiej tajemnicy przed Spartanami odpowiednie obrzędy. Stąd bierze się grecki źródłosłów słowa LYCANTHROPIA – lýkos (wilk) + ánthropos (człowiek) + trόpos (zwrot, obrót) = przemiana człowieka w wilka. Rzecz jasna, po tych przemianach w wilka wzniosłe motywy patriotyczne wkrótce zamieniły się w porachunki bardziej osobiste, jak to zawsze bywa :) 
 
Motyw przemiany człowieka w wilka znany był oczywiście *Latynom synom kapitolińskiej wilczycy, nazywanym zresztą przez wrogów z racji pochodzenia oraz morderczej skuteczności ich legionów (prawdopodobnie najlepszej armii wszechczasów) "wilczym plemieniem". Przez pewien czas u zarania Republiki skóra wilcza była nawet w legionach rzymskich znakiem oficera lub centuriona – ten zwyczaj przejęli dwa tysiące lat później Polacy, o czym dalej. Wilk był zwierzęciem boga wojny, Marsa, któremu z całym szacunkiem dla innych bóstw Rzymianie płci męskiej oddawali tak naprawdę obok Jowisza największą cześć. Zaś jednym z najważniejszych świąt rzymskich stał się z czasem wesoły i sympatyczny, lecz o mrocznych korzeniach, dzień wilczego bożka - Luperkalia - dziś znany jako Walentynki (imię Walenty także pochodzi od źródłosłowu semickiego Val = Luperkus, a nie od łacińskiego valens).

Z (późniejszych) przekazów wiemy, że motyw przemiany w różne zwierzęta znany był także *Germanom i *Celtom. Bardziej na północ popularna stała się (z uwagi na brak pisma nie wiemy, od jak dawna) metamorfoza w *niedźwiedzia – znana Normanom (berserk) i Bałtom (lokis) oraz wschodnim Słowianom (miszka – bynajmniej nie w znaczeniu "mały misio"). Jak mawiają bracia Litwini: "Miszka su lokiu, abu du tokiu". Oczywiście wikingowie nie gardzili przeobrażaniem się w wilka, a symbolem ich wojowników, szczególnie niepokonanych berserkerów był straszliwy, olbrzymi wilk Fenrir – w mitologii skandynawskiej niszczyciel świata pod koniec każdej ery, w dniu ostatniej bitwy (Ragnarök).

W innych stronach świata legendy dotyczą przemian w miejscowe zwierzęta, szczególnie *wielkie koty, będące zawsze symbolem siły i gracji (jako genetyczny wilk mam podejrzaną skłonność do kotów, no ale kto nie ma zboczeń w dzisiejszych czasach :). W naszych okolicach kotołak bywał raczej egzotyczną ciekawostką. Natomiast *w Azji i *Afryce występują ludzie-tygrysy (tanoana – wejście duszy ludzkiej w zwierzę lub lamboyo - bezpośrednia przemiana cielesna człowieka w tygrysa) i ludzie-pantery/lamparty, rzadziej ludzie-lwy, a także ludzie-małpy (orangutany, goryle) i wreszcie ludzie-hieny w wierzeniach Zulu. Pomińmy tu przemiany w zwierzęta zimnokrwiste, jak rekiny, krokodyle i węże oraz chińskie smoki – bo to inna bajka i za dużo tego.

W *Ameryce Południowej i Środkowej podania wielu różnych ludów, jak kontynent długi i szeroki, mówią o niesamowitych ludziach-jaguarach. W wersji bojowej ich postać przyjmowali wojownicy zarówno azteccy na północy, jak i odurzeni koką wojownicy inkascy na południu. Jaguar to w ogóle niesamowite kocisko. Tajemniczy, przepiękny, cętkowany lub czarny, w proporcji do wielkości ciała jest najsilniejszym z kotów i ma najpotężniejszy uścisk szczęki. Jego ciało to pełen gracji kłębek mięśni, wąsów i wspaniałego futra ;). Istnieje gdzieś w necie unikalny filmik, na którym jaguar w dżungli amazońskiej w ciągu kilku minut zabija 6 razy dłuższą od niego, ogromną anakondę. Gdyby istniały jaguary tak duże jak lwy i tygrysy, to lwy i tygrysy nie miałyby żadnych szans.
Inna sprawa, że widziałem też filmik na którym tygrysica w Indiach zabija sprawnie znacznie większego od niej, o dwukrotnie większej szczęce, krokodyla :)
Jako południowoamerykańską ciekawostkę można odnotować legendy o przemianach ludzi w delfiny w pobliżu delty Amazonki. Korespondują one ze starogreckimi mitami morskimi o ludziach-delfinach i syrenach. 
 
z kolei wśród Indian *Ameryki Północnej popularny był motyw przemiany za pomocą magii wojownika w jego zwierzę totemiczne – spośród interesujących nas futrzaków mamy tu jako najpopularniejsze: niedźwiedzie grizzly, wilki i pumy, ale bywały także bizony, łosie, jelenie oraz orły, sokoły, kruki i inny drób.
Pośród licznych wierzeń Indian północno-amerykańskich występuje także kojarzona bezpośrednio z wilkołactwem postać Wendigo - ludożercy (być może z powodu "głowy podobnej do wilczej"). Na ten temat powstały dwa filmy:
"Wendigo" – zdaje się słaby
oraz "Drapieżcy" /Ravenous/ z Robertem Carlyle – ten drugi już całkiem niezły, klimatyczny, a w dwóch czy trzech momentach nawet całkiem ironicznie przedstawiający walkę o życie lub obżeranie się ludzkim mięsem (7/10). 
 
Przemiany w zwierzęta, w tym w wilki, znali także *Sarmaci i *Scytowie. Herodot pisał o Neurach – plemieniu ludzi zmieniających się na kilka dni każdego miesiąca w wilki. Mieszkali oni na ziemiach od rzeki Hypasis /Bug/ aż po Dniestr (znaczy się, to głównie lwowiacy byli:) i uważani są za praprzodków Słowian. 
 
I tak dochodzimy do terenów i czasów Prasłowian. Otóż *Słowianie w przeciwieństwie do innych ludów, wykazywali ogromną wiedzę i biegłość w dziedzinie wilkołactwa i wprowadzili najistotniejszą nowinkę – przemianę w stworzenie, nie będące zwierzęciem, lecz pół człowiekiem, pół wilkiem. Niemieckie i anglosaskie opracowania jak zwykle zapominają podać, że zarówno klasyczny środkowoeuropejsko-nadreński werwolf, jak też hollywoodzki werewolf narodził się w V–IX w. pomiędzy Wisłą i Dnieprem, w kolebce Słowian. Dopiero we wczesnym średniowieczu stał się popularny w Niemczech. Słowiańskie legendy docierały na Zachód prawdopodobnie za pośrednictwem mamek i nianiek z naszych ludów, używanych masowo w wyższych sferach, bowiem handel ludźmi, nawet własnymi, był w tamtych czasach wielkim źródłem dochodu dla wikingów i niestety także polskich władców Mieszka i Bolesława. Wikingami zresztą rządziła akurat córka Mieszka, sławna Sygryda, do dziś wspominana w duńskich i szwedzkich legendach (również jako słowiańska czarownica;). Ciekawostką jest np. że w średniowiecznej Anglii pojawił się nagle nowy piekielny demon Zernebock, który był w rzeczywistości ... słowiańskim bożkiem Ċernebogiem. Tymczasem trzeba się dobrze wczytać w literaturę, żeby gdzieś na marginesach znaleźć o tych faktach jakieś wzmianki.
Oczywiście to także nasi przodkowie (nie żadni Rumuni:), wymyślili postać wampira. Starosłowiański wąpierz (bo szarpał wątpia), vampyr, upir (upiór) to właśnie dzisiejszy *wampir, który okrężną drogą – poprzez legendy Słowian Południowych (m. in. serbskie) – trafił dopiero w średniowieczu na Wołoszczyznę, gdzie przypisano jego cechy poczciwemu hospodarowi Vladowi Draculi z uwagi na jego całkiem ludzkie, krwawe uczynki. Tak naprawdę, już o wiele więcej wspólnego z autentycznym wampiryzmem niż Dracula, miała Elżbieta księżna Bathory. Jednak prawdziwy wampiryzm dotyczy zawsze zmarłych, upiorów lub strzyg, nie należy go mylić że zwierzołactwem, które odnosi się do stworzeń żywych.
Przypomnijmy też, że najwaleczniejsze z plemion słowiańskich – Wieleci (Lucice) brało i swą słowiańską, i zachodnią nazwę bezpośrednio od wilków. Wojownicy wieleccy znani byli z bojowego szału podczas walki i z przydomku "Synowie Wilka". Bali się ich Niemcy, nasi, nawet Wikingowie bali się na nich napadać. Wieletów Cesarstwo pokonało dopiero z użyciem szerokiej koalicji innych okolicznych Słowian (Obodrzyców, którzy źle na tym interesie wyszli i Polaków – niemieckiego watażkę Wichmana, który organizował łupieżcze wyprawy Wieletów, pobił dopiero Mieszko I).
 
A skoro byliśmy w pobliżu Transylwanii, trzeba jeszcze wspomnieć o tamtejszej, wysoko wyspecjalizowanej, odmianie wilkołaka zwanej Loup Garou. Żyje on w zorganizowanych społecznościach, które w pełni kontrolują swoje przemiany w wilka oraz wiedzą i planują kogo i kiedy napaść; żadnej prowizorki.
Opowiada o tym film "Krew jak czekolada" (6/10) – który jednak jest raczej „natchnionym” romansem i do horroru mu bardzo daleko. 
 
Spośród ludów współczesnych, Synami Wilkami zwani są już tylko *Turcy i *Mongołowie oraz ich niektórzy pobratymcy pochodzenia stepowego (wilcza morda figuruje m. in. na fladze walecznej Czeczenii). Legendarnym przodkiem Temudżyna /Dżingis Chana/ był Borte Czino - Szary Wilk, zaś jego autentycznym bratem mlecznym i przyjacielem w dzieciństwie Kara Czono (z turecka, nie z mongolska - Czarny Wilk).
 
 

 
# Po tym rysie historyczno - etnograficznym rozprawić się musimy z dwoma głupimi mitami dotyczącymi wilkołactwa. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że mity te rozpowszechniają głównie słabo zorientowani w temacie zachodni filmowcy.
 
1) Pierwszy dotyczy rzekomego pokrewieństwa lub związków likantropów z wampiryzmem. Nie może być nic bardziej mylnego! Ostatnio w Hollywood pojawiają się jakieś inne mutanty, lecz historyczny, tradycyjny wampir to zimny trup, utrzymujący się w jakiej takiej kondycji tylko dzięki czarnej magii i cudzej krwi. Wampir jest bowiem martwym człowiekiem, kradnącym energię życiową innych, a w najstarszych mitach ludzkości – wręcz duchem, upiorem, wysysającym energię życiową/duszę, czego symbolem dopiero później stało się wysysanie krwi. Natomiast zwierzołak to jego całkowite przeciwieństwo, jest stworzeniem z krwi i kości, żywotnym, potężnym, kontrolującym swój metabolizm i cieszącym się życiem we wszystkich jego aspektach.

Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć, że pisarze SF twierdzą, iż wilkołactwo jest teoretycznie możliwe i technicznie wykonalne. Wymaga jedynie, bagatelka, znacznego rozwoju biotechnologii i wirusologii, a w niektórych wersjach nanotechnologii, możliwe też że droga jest jeszcze inna – to reakcje na poziomie kwantowym, kiedy materia i jej przemiany stają się tylko cieniem zjawisk zachodzących w mikroświecie. Być może więc opisywane w historii ludzkości spotkania z istotami zmiennokształtnymi /ksenomorfami/ i przejmowanie ich cech np. w drodze ugryzienia były w istocie spotkaniami z innymi istotami inteligentnymi, być może na skutek podróży w czasie lub przenikania wymiarów :).
Oczywiście między bajki należy włożyć głupoty o współpracy wilkołaków z Draculą lub jego krewniakami, albo co gorsza o ich służbie wampirom – jak w kretyńskiej serii „Underworld”. Głupi martwiak, usiłujący podporządkować sobie wilka, zostały rozszarpany w ciągu sekund na takie strzępy, że żadna regeneracja już by mu nie pomogła – patrz rycina: wilkołak zabija wampira – z czasów, kiedy ludzie jeszcze znali się na rzeczy :)

 
2) Mit drugi mówi o niekontrolowanych przemianach biedaków, zamienionych w wilkołaki najczęściej wbrew swojej woli, zachodzących w czasie pełni w najbardziej niesprzyjających momentach. Połowa zachodnich filmów opowiada o niekontrolowanych napadach wilkołactwa. Otóż może tak i bywa z likantropami zachodnimi, na których problem spada jak grom z jasnego nieba, zaskakując ich do tego stopnia, że się nie kontrolują i robią chlew.

Tymczasem nasi słowiańscy przodkowie, aby w ogóle zostać wilkołakiem oraz aby się przemienić, wykorzystywali bardzo skomplikowane metody i zaklęcia, łącznie z przeskakiwaniem w czasie pełni księżyca przez naostrzony sierp, którym wcześniej zarżnięto niemowlę (ale to nie był wymóg bezwzględny:). Używano również specjalnych magicznych maści, sporządzanych z różnych świństw    :[ oraz z belladonny, którymi należało się natrzeć i owinąć skórą wilka. Tyle legendy, oczywiście dzisiaj znacznie popularniejsze są wskazane wyżej wyjaśnienia „naukowe” ;). W każdym razie konsekwentny likantrop stopniowo nabierał wprawy i przemieniał się coraz sprawniej, a po pewnym czasie mógł to czynić jedynie wysiłkiem woli (!) i to nie tylko w czasie pełni (!). W środkowo-wschodniej Europie stało się to z czasem umiejętnością dziedziczną i dotyczy wilkołaków słowiańskich, germańskich i z pomniejszych krajów okolicznych oraz wspomnianych loupes garou (przy okazji: pozdrowienia dla krewniaków z Transylwanii). Pewne problemy mają natomiast bracia niedźwiedzie, jak wiadomo nieco mniej inteligentni i zdyscyplinowani niż wilki – oni niestety czasem robią trzodę. Jak to [i]ursidae.
 
 
 
Oczywiście na Filmwebie nie obejdzie się bez linków do # FILMÓW o wilko/zwierzo/łakach. No to szybko, nie cierpię tego, bo wklejanie jest pracochłonne, zaś porządny likantrop jest trochę jak kot – w ludzkiej postaci nie lubi niepotrzebnego wysiłku.
Trochę wskazano już wyżej^, pomijamy też klasykę zupełnie przestarzałą, a niewiele wnoszącą; filmy o wilkołakach mają bowiem ten minus, że efekty specjalne dotyczące ich przemian bardzo szybko się starzeją.  
 

# Klasyka gatunku:

"Wilkołak z Londynu" - ?
"Wilkołak" - naciągane 7/10,
"Frankenstein spotyka człowieka wilka" - 7/10 ;) 
 

# Komedie:
 
"Miłość wilkołaka" - Gene'a Wildera z Gene'em Wilderem :)
"Nastoletni wilkołak" - bezpretensjonalny, sympatyczny filmik z M. Foxem, 5-6/10.  
 

# Najważniejsze (mogłem coś pominąć, to nie jest leksykon):

Seria siedmiu "Skowytów" (The Howling) - wszystkie się kiedyś oglądało, ale słabo już je pamiętam, w każdym razie w większości sa to filmy b. niskich lotów:
http://www.filmweb.pl/Skowyt,1981,o+filmie,Film,id=34743 - już klasyk, 7/10
http://www.filmweb.pl/Skowyt+2++Twoja+siostra+jest+wilko%C5%82akiem,1985,o+filmie,Film,id=119416
http://www.filmweb.pl/Skowyt+3,1987,o+filmie,Film,id=119413
http://www.filmweb.pl/Skowyt+4++Koszmar+nocny,1988,o+filmie,Film,id=111779 - uchodzący za najsłabszy w serii
http://www.filmweb.pl/Skowyt+5++Przebudzenie,1989,o+filmie,Film,id=119414
http://www.filmweb.pl/Skowyt+6++Odmie%C5%84cy,1991,o+filmie,Film,id=119415
http://www.filmweb.pl/Skowyt+7,1995,o+filmie,Film,id=120747 
 
"Wilk" z Jackiem Nicholsonem i Michelle Pfeiffer. Ten film nie mógł nie odnieść sukcesu (9/10). To jednak nie jest typowy horror, raczej indywidualny popis Nicholsona oraz głos na temat WOLNOŚCI. Proszę bowiem zwrócić uwagę, że "złym" wilkołakiem staje się tu tylko J. Spader – używający mocy przemiany dla zdobycia przyziemnych, ludzkich celów – stanowiska, pieniędzy i kobiet. Dla naszego Jacka najważniejsza staje się siła, dzikość, druga młodość, kontrola nad ciałem (kapitalna scena z wyostrzonymi zmysłami:) i w efekcie oferowana przez przemianę absolutna wolność. Nie pomijając ślicznej Michelle, rzecz jasna :) 
 
"Towarzystwo wilków" – oczywiście to nie horror, lecz poetycko - metaforyczny film Neila Jordana, twórcy "Wywiadu z wampirem", absolutny klasyk w wielu dziedzinach, 10/10.  
 
"Dog Soldiers" – film postmodernistyczny do bólu,  nowoczesny, ale za to efekty specjalne NIE SĄ KOMPUTEROWE (!); do tego niewymuszony brytyjski humor ("Anglia – Niemcy 5:1", "There is no Spoon"). Co najważniejsze, zdecydowana wyższość kinematografii europejskiej nad amerykańską przejawia się wyraźnie w fakcie, że bohaterowie mogą porozmawiać o piłce nożnej, a nie o jakimś porąbanym baseballu – 9/10. 
 
"Wpływ księżyca" /Bad Moon/ – bratobójcza walka wilczura z wilkołakiem, już niemal klasyk, 7/10.
 
"Srebrna kula" – także już praktycznie klasyk według Kinga, 6,5/10.
 
"Wilczyca" średniactwo, ale polskie. 4-5/10. 
 
"Wolfen"  takie fajne pieski, 6-7/10. 
  
seria "Ginger Snaps” jedynka (8/10) ma swoje plusy i ciekawy pomysł, minusem są "łyse" wilkołaki; dwójka zdecydowanie słabsza (4-5/10); mnie osobiście ze względu na klimat przypasowała dziejąca się w XIX wieku cześć trzecia, czyli prequel (7.5/10).
 
1. "Ludzie koty" '42 z cudowną Simone Simon, rewelacyjnym nastrojem i kapitalnymi efektami światłocienia, wówczas niskobudżetowy, tandetny horrorek, dziś klasyk, 9/10,
2. "Ludzie koty" '82z Nastassią Kinski i Malcolmem McDowellem, z muzyką G. Morodera i D. Bowie, jakieś 8/10, więc zamieszczam, choć opowiada o konkurencji. 
 
"Big Bad Wolves" - sympatyczna short groteska z Czerwonym Kapturkiem w roli głownej, 9/10. 

"Amerykański wilkołak w Londynie" –  klasyk, zestarzał się niewiele, a nakręcony został porządnie i z głową, 9/10; poza tym nawet dowcipny – proszę zwrócić uwagę na nazwę karczmy na początku; otóż uważam, że żaden dobry film o wilkołaku nie obejdzie się bez paru mrugnięć okiem do widza :) 
 
"Amerykański wilkołak w Paryżu" – totalna porażka, dno, wstyd, śmiech na sali,  1/10. 

 
# Inne nieudane filmy:

"Powrót wilczycy" - tragedia, ale laski niezłe, 2/10. 
 
"Samotny wilk" 
 
"Piętno wilkołaka" - żenada, 1/10. 
 
"Grobowiec wilkołaka" - kolejne dno, po mieszać w to Elżbietę Bathory?
 
"Przeklęta" – wysokobudżetowy film Wesa Cravena z Christiną Ricci, a jednak prestiżowa porażka; dosłownie jedna w miarę dobra scena – polowania na dziewczynę na parkingu podziemnym i jeden niezły dowcip (wilkołaczyca pokazująca ludziom środkowy palec); film płaski, wtórny, przewidywalny scenariusz, brak sensownego przesłania, jak zwykle swietna Ricci, 4/10.

 
"Van Helsing" – potworna szmira, ale cyfrowe wilkołaki wyszły nawet nieźle, IMO lepiej niż w "Underworldzie", niech ma 2/10. 
 
"Underworld" – pomimo możliwości współczesnej techniki wilkołaki są misiowate i oprócz szefa jakieś powolne i głupawe, na dodatek podporządkowane wampirom (sic!), można dać 6/10 i to głównie za K. Beckinsale i sceny walk (jedna niezła akcja wilkołaków - masakra wampirów w wagonie).
"Underworld Evolution" – próbujemy dorabiać ideologię, ale jak dla mnie w nudny i wręcz głupi sposób (jakieś dziwne stroje i zbroje, nie pasujące do żadnej epoki); lepsze za to efekty i opinia o wilkołakach, 5/10. 

 
Dorzucę jeszcze całkiem udany polski film "Lokis: rękopis prof. Wittembacha" (8/10) – choć dotyczy przemiany w niedźwiedzia; jeszcze lepsze od filmu jest XIX-wieczne opowiadanie "Lokis" Prospera Merimee'go, zresztą z bardzo ciekawymi polskimi akcentami. W tym temacie można też wskazać podobno całkiem niezły, choć bardziej poetycki, rosyjsko-szwedzki film fantasy "Bear's Kiss" z Rebeccą Liljeberg.
 
Jakiś serial o wilkołakach: "Jezioro wilków" ?? 
 
Nawet Bergman nakręcił film o godzinie wilka: "Vargtimmen" :)))

 
 
Zaznaczone do obejrzenia: 
 
"Wilkołak" z Del Toro,
"Underworld: Rise of the Lycans" - brzmi sympatycznie,
"Arizona Werewolf" - widać że tragiczne efekty, ale podobno ciekawa fabuła,
 
  

# KSIĄŻKI o wilkołactwie, wilkołakach lub dotyczące tematu:

# Teoria: 

Petoia Erberto: „Wampiry i Wilkołaki: Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności” ,
Słupecki Leszek „Wilkołactwo” ,
Strzelczyk Jerzy „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian” ,
Gemra Anna „Od gotycyzmu do horroru: Wilkołak, wampir i Monstrum Frankensteina w wybranych utworach” ;

# Trochę beletrystyki: 

Wiktor Pielewin „Święta księga wilkołaka” – wilkołactwo z punktu widzenia buddyzmu i budowy energetycznej człowieka, a poza tym zgrywa w sosie rosyjskim, polecam ;D
Simak Clifford D. „Zasada wilkołaka” ,
King Stephen:
-
„Talizman” ,
- „Rok wilkołaka”  >>> film „Srebrna kula”,
- częściowo cykl „Mroczna Wieża” (np. „Wilki z Calla”) ,
Martin George R. R. - cały cykl „Piesni Lodu i Ognia” – gdzie występują m. in. ogromne wilki „wilkory”. Ciekawostką jest, iż wielkie, ponad 2-metrowe wilki znane były w mitologiach europejskich jako tzw. „wilki Fenrira” (Canis lupus aesiri), jednak obecnie zostały zupełnie zapomniane. A przecież powrócą w czasach Apokalipsy / Ragnarök ;D 

I oczywiście niezapomniane wilki w „Akademii pana Kleksa” – książka i film. 

# Do przeczytania:

Patricia Cornwell „Wilkołak” ,
Brezina Thomas „Las wilkołakow”,
Dzieszyński Ryszard „Śladami wilkołaków"
 

 
Nadspodziewanie świetne kompozycje z rozszerzonego soundtracka do dziecinnego (acz i tak lepszego, niż Zmierzchy) „Blood & Chocolate”:
"The First Hunt" - szczególnie od połowy.


 
p.s. Problemem w historii likantropii jest wielka liczba pomyłek i przekłamań, dawni ludzie niemal każdy niewyjaśniony atak czegoś futrzastego przypisywali bowiem wilkołakom.

Przykładem znana XVII-wieczna historia „Wilka z Ansbach”. Po serii niewyjaśnionych, często śmiertelnych ataków jakiejś bestii w okolicy, urządzono obławę i złapano wielkiego wilka. Biednego zwierzaka postawiono przed najwyższymi władzami, które zażądały by wilk ... zamienił się w człowieka, bowiem na pewno jest wilkołakiem. Niestety wilk, jak to wilk, za cholerę człowiekiem być nie chciał. Rozsierdzeni mieszczanie ubrali go więc w ludzkie ubranie i perukę, po czym powiesili ... i ogłosili na cały świat, że zabili wilkołaka. No cóż, inteligencja i praworządność Prusaków zawsze były przysłowiowe ;)

Drugą podobną historią jest sprawa „Bestii z Gevaudan”. Wszyscy chyba wiedzą, że w XVIII wieku dochodziło tam na wielką skalę (sto kilkadziesiąt przypadków) do ataków nieznanej bestii, które zebrały kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, a król Francji musiał w końcu wysłać wojsko żeby rozwiązać problem.

Z dzisiejszych badań wynika jednak, że prawdopodobnie za aferą stali miejscowi wielmoże, którzy używali do swoich chorych, krwawych zabaw zarówno przebranych ludzi, jak i jakieś wielkie szkolone zwierzęta, być może egzotyczne, a być może ogromne psy ubrane dodatkowo w skórzane kostiumy. Z relacji mnóstwa świadków wynika bowiem, że wielokrotnie widziano futrzaste „coś” chodzące na dwóch nogach i zachowujące się jak przebrany człowiek, ale też obserwowano ewidentne zwierzęta, co prawda o fantazyjnym wyglądzie, ale biegnące i atakujące w sposób typowy dla psa lub wielkiego kota. Jeden ze świadków na brzuchu straszliwego zwierzęcia dostrzegł coś jakby ... guziki lub zapinki.
Sprawa przycichła po upolowaniu w obławie ogromnego wilka, którego wypchano czyniąc jeszcze większym i postawiono przed królem jako „bestię z Gevaudan”. Nie wszyscy jednak wiedzą, że po pewnym czasie ataki wystąpiły znowu, a ponadto po kilku latach w sporej liczbie pojawiły się też w sąsiednim departamencie. Przez niemal dwa pokolenia w okolicy trwała psychoza strachu.
 
 
 
 
# Wilkołacze Ciekawostki:

* Jako pierwsze dzieło o wilkołactwie wymienia się "Metamorfozy" Owidiusza - gdzie pochodzenie likantropii autor wywodzi z mitu o Likaonie, greckim królu zamienionym przez Zeusa w wilka. Z kolei Pliniusz Starszy wspomina w "Historii naturalnej" o ludziach, którzy byli wilkami w poprzednich wcieleniach (nie zapominajmy – dla starożytnych Europejczyków wędrówka dusz /metempsychoza/ była oczywistością, dopiero nadejście chrześcijaństwa wprowadziło zamieszanie w kwestiach eschatologicznych). Nawet Petroniusz w "Satyrykonie" wspomina o przemianach w wilka. 
 
* Jednak absolutnie pierwsza w dziejach ludzkości, pisana wzmianka o przemianie człowieka w wilka, znajduje się w starobabilońskim poemacie-eposie "Gilgamesz" z roku około 2000 p.n.e. 
 
* Na prymitywnego zwierzołaka, szczególnie w pierwszym pokoleniu, w znacznej mierze działają tradycyjne metody, jak srebro i częściowo miedź, a podobno nawet woda święcona(?). Prawdziwego wilkołaka, znajdującego się w fazie przemiany, zabić bardzo trudno; właściwie najlepszymi znanymi sposobami są tradycyjne ucięcie głowy, spalenie lub srebrna kula między oczy, drobniejsze zranienia wilk potrafi błyskawicznie regenerować.

* Znane (przynajmniej z tytułu;) opowiadanie Aleksieja Tołstoja „Rodzina wilkołaka” wbrew tytułowi nie traktuje o wilkołakach, lecz o ... wampirach ;D  
 
* W większości najstarszych legend jeśli zwierzołak nie jest głodny i nie ma powodów do zemsty, to NIE JEST WROGO NASTAWIONY DO LUDZI; mówi się nawet że formę zwierzęcia przyjmuje nieraz nocą by chronić własną społeczność (*werwolf, *balamowie z Jukatanu, *ludzie-tygrysy na Jawie chroniący plantacje przed dzikimi zwierzętami).
Powodem atakowania ludzi mogą być wysokie standarty moralne zmiennokształtnych ;) ponoć w krajach buddyjskich zwierzołak potrafi wędrować po świecie jako żebrzący mnich i przemieniać się nocą w tygrysa, by wywrzeć zemstę na tych, którzy odmówili mu tradycyjnej jałmużny.
W galijskiej historyjce z czasów przedchrześcijańskich, kiedy zwierzołaki miały jeszcze lepszą opinię, wojownik przyznaje się swej małżonce, że jest wilkołakiem. Wówczas ona i jej kochanek wykorzystują okazję i kiedy mężczyzna zmienia się w wilka, kradną jego ubrania. Niezdolny powrócić do ludzkiej postaci bez szat, wilk wpada w sidła i trafia na dwór władcy jako maskotka. W końcu jednak prawda wychodzi na jaw, zła żona i jej kochanek zostają wygnani, a szlachetny wilkołak opływa w łaski księcia.
 
* Inna znana wilkołacza historia też pochodzi z Francji, tylko 2000 lat późniejszej – wieśniacy widzą gnającego główną ulicą ich miejscowości wilka, który rzuca się na kawałek mięsa. Niestety, nie trafiając w mięso, zwierzę wpada do studni. A kiedy chłopstwo spogląda do środka, zamiast wilka znajduje w studni zakłopotaną nagą dziewczynę. No cóż, kobiety zawsze miały problemy z orientacją przestrzenną.

* Wilkołak przemieniony nie rozpoznaje swoich przyjaciół i rodziny, dopóki PO TRZYKROĆ nie wezwą go jego własnym imieniem. 
 
* Pierwszym znanym historycznym władcą-wilkołakiem był XI-wieczny książę połocki Wsiesław, wzmiankowany w tej roli w XII-wiecznym staroruskim eposie "Słowo o wyprawie Igora". 
 
* Pierwsze nowożytne dzieło o wilkołakach to skandynawska "Volsunga Saga" z lat 1275-1300, opowiadająca o losach ludzi, którzy zakładali wilcze skóry i przemieniali się w wilki. 
 
* Wilno zostało założone w miejscu, które we śnie żelazny wilk z litewskich legend wskazał księciu Giedyminowi (dziadkowi W. Jagiełly, założycielowi dynastii Giedyminowiczów/Jagiellonów). 
  
* W dawnej polskiej *husarii (proporcjonalnie prawdopodobnie najbardziej morderczej, a przy okazjii najdłużej niepokonanej formacji w historii świata) skóry wilcze jak u Rzymian zarezerwowane były wyłącznie dla oficerów i dowódców. Szeregowi towarzysze husarscy nosili skóry wielkich kotów, najczęściej importowane drogie futra tygrysów lub lampartów, czasem rysie i inne. Natomiast od porucznika wzwyż (a porucznik husarski odpowiadał w I Rzeczypospolitej pułkownikowi innej formacji) jako znak szarży obowiązywała skóra wilcza.
Nie wiemy na pewno, lecz najprawdopodobniej zwyczaj ten odzwierciedlał zarówno słowiański szacunek dla wilka i legend o nim, jak też stanowił nawiązanie do tradycji starożytnego Rzymu. Rzeczpospolita, jedyne w ówczesnej Europie duże państwo republikańskie, świadomie odwoływała się do Rzymu w wielu kwestiach ustrojowych i wojskowych; znajomość łaciny i historii starożytnej była wśród polskiej szlachty (inaczej niż wśród zachodniej) powszechna. 
 
* W starożytnej Grecji pies był symbolem teraźniejszości, zaś wilk - przyszłości. Ja także uważam, iż wilkołactwo ma przed sobą kolosalną przyszłość :))) 
 

 

And remember the night is for hunting;
and forget not the day is for sleep. 
 
Udostępnij

komentarze

Komentarze zablokowane

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię