Nutty

Maciek Świrad

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

......
| 3 komentarze
PROLOG


Otworzył oczy. Słońce wpadało do izby przez szpary pomiędzy zasłonami. W powietrzu unosiła się woń gotowanego gulaszu. Było niezwykle ciepło i przyjemnie. Za oknem dało się słyszeć ptasi świergot, a także ujadanie psa, który pewnie zobaczył sarnę, plądrującą okoliczne grządki, bądź kreta.
Pokój był umeblowany w kolorze jesiennych liści klonu. W rogu stała wielka doniczka, w której właściciel posadził dość sporych rozmiarów palmę. Na ścianie, do której przylegało łóżko znajdował się ogromny kominek, w którym bez problemów zmieściłoby się dwóch, bądź trzech dorosłych mężczyzn. Koło niego leżał biały jak płatki śniegu kocur, który mruczał tak, jakby właśnie został zamknięty w jednym pomieszczeniu z kolonią myszy. Po przeciwnej stronie były dwa prostokątne okna, które zwykle wpuszczały do pomieszczenia rozbiegane promienie świetlne. Tym razem jednak, z nieznanych Rodanowi przyczyn były zasłonięte. Na samym środku znajdował się owalny dywan, przedstawiający rycerza z kopią, jadącego w nieznane na swym białym arabie. Cały sufit w kształcie kopuły zajmowało wielkie malowidło, przedstawiające scenę bitewną, której autor musiał być naocznym świadkiem. Rycerz odziany w zbroję z pirytu, którego z powodu hełmu Rodan nie mógł rozpoznać, toczył zażarty pojedynek z wielkim kordem - człowiekiem-niedźwiedziem. Barbarzyński lud od wielu lat bezskutecznie próbuje obalić króla Tandora i przejąć władzę w całym Venor, lecz wciąż ponosi klęski. W tle widać wiele postaci, walczących, ale także poległych. Kordowie w liczebnej przewadze miażdżą wroga, nie biorąc jeńców, zabijając zarówno mężczyzn, jak i kobiety oraz dzieci, które, nie wiadomo dlaczego, także biorą udział w tej rzezi. Rodan spuścił wzrok. Przed nim stała trzydrzwiowa szafa z drewna dębu, której ściany wyglądało tak solidnie, jak kamienny mur z fortecy Dert. Po lewej stronie były hebanowe drzwi, wysokie na 10 stóp, a szerokie na 4. Zdobione były licznymi płaskorzeźbami, które przedstawiały osoby w koronach, najpewniej poprzednich władców Venoru.
"Co? Gdzie ja jestem?" - myślał gorączkowo Rodan. Wtem usłyszał zbliżające się kroki. Widząc leżący na kamiennej posadzce dwuręczny miecz z ostrym szpicem i pozłacaną rękojeścią, sięgnął, a wtem łup - ogromny ból przeszył jego ciało. Wrzasnął przeraźliwie.
I wtedy usłyszał zachrypnięty głos:
-Leż spokojnie i staraj się nie ruszać.
Słowa te wypowiedział wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Jego długie, srebrne włosy zwisały mu po barki. Niebieskie jak karaibski lazur oko ciekawie spoglądała na rannego, natomiast drugie było zakryte ? widocznie ów człowiek stracił je w walce bądź w innych okolicznościach. Liczne blizny na jego twarzy świadczyły o tym, że przeżył on już wiele. Jego silne ręce trzymały wielki dzban, z którego unosiły się smugi dymu. Odzienie tajemniczego mężczyzny świadczyło, że jest on zamożnym człowiekiem. Biała toga przepasana złotą szarfą zwisała do stóp, na których były sandały z wilczej bądź niedźwiedziej skóry. Wyraz jego twarzy nic nie sugerował. Rodan nie wiedział, czy obcy jest przyjacielem, czy też wrogiem.
-Gdzie, gdzie ja jestem, kim TY jesteś? ? wyjąkał.
Obcy nie odpowiedział od razu. Wyjął z kredensu dwa kubki, do których nalał, jak się okazało, ciepłej herbaty, po czym rzekł:
-Zwą mnie Ringardem Poczciwym. Jestem Uzdrowicielem. W tej chwili znajdujemy się
w mojej chacie. Tydzień temu przynieśli Cię do mnie moi dwaj przyjaciele, którzy znaleźli Cię pobitego przy drodze. Było tam też dwoje elfów, przypuszczam, że to Twoi znajomi. Ty przeżyłeś, lecz oni nie mieli tyle szczęścia. Twój stan był fatalny, wciąż dziwię się, że jeszcze żyjesz.
-Co? Tydzień?
Pytania mnożyły się w jego głowie. Wciąż nie wiedział: jak? dlaczego?
Ringard wypił kilka łyków, po czym odpowiedział:
-Tak. Rana na Twoich plecach jest niezwykle obszerna. Musisz być bardzo silny, niewielu mogłoby przetrwać taki cios. Ale jest mi niezmiernie przykro z powodu Twojej ręki, trafiłeś do mnie za późno i nie mogłem nic zrobić...
-Mojej...
Prawą ręką zdjął z siebie koc, nie zwracając uwagi na towarzyszący każdemu ruchowi ból. To, co zobaczył, było dlań szokiem.. Z jego lewego nadgarstka wystawał kikut. Niesprawna ręka była posiniaczona i pełna blizn.
-Kto...kto mi to zrobił?
-Świadek twierdzi, że był to sam Lord Serven. Nikt niestety nie wie, dlaczego was zaatakował. Jest to znany wszystkim nekromanta i przywódca kordów. Zwykle wysyła swoich podwładnych do załatwiania takich spraw. Musisz być kimś ważnym...
-Ja? Kimś ważnym?
Zaśmiał się przez łzy. Nagle uświadomił sobie, że nie pamięta takiego zdarzenia.
-A oto kolejny problem. Najwyraźniej w wyniku tak potężnego uderzenia w plecy, a także po utracie ręki, doznałeś szoku. Czy pamiętasz, chociaż jak się nazywasz?
Nie odpowiedział. Stracił dłoń! Myśl o tym przesłaniała mu cały świat. Już nigdy nie będzie mógł robić tych wszystkich rzeczy, które sprawiały mu tyle przyjemności. Nie pójdzie już na ryby, nie wyruszy więcej na łowy, co gorsza ? będzie się musiał rozstać raz na zawsze ze swoją tarczą, która wiązała się z tyloma wspomnieniami, które widział jakby przez mgłę. Wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy jakby znikły, a zamiast nich pojawiła się nieskończona, czarna otchłań.
-Bardzo mi przykro z powodu Twoich znajomych i dłoni. Lord Serven to człowiek okrutny
i bezlitosny. Jest także moim wrogiem, dlatego pomogę Ci zemścić się na nim. Ale nie możesz pogrążyć się w rozpaczy, smutku i żalu. Musisz stanąć na nogi, a z moją pomocą zrobisz to wcześniej niż Ci się wydaje. Dlatego pytam jeszcze raz: jak masz na imię?
-Ja?jestem Rodan.
-A więc, wciąż jest nadzieja. Widocznie utraciłeś tylko część swoich wspomnień. Rodanie, bardzo miło mi Cię poznać. Widzę, że teraz niczego więcej się nie dowiem. Porozmawiamy jutro. Teraz wypij herbatę i spróbuj odpocząć. Gdybyś czegoś potrzebował, zawołaj.
W jego głosie brzmiała nuta troski i współczucia.

Rozdział I - Wspomnienia

Następnego dnia Rodan obudził się wypoczęty, lecz jego rana wciąż nie pozwalała mu na zbyt wiele. Dręczony myślami o swoim losie zamknął się w sobie. Za każdym razem, kiedy do pokoju wchodził Ringard, bądź jego żona Ewra, udawał, że śpi. Nie chciał z nikim rozmawiać.
-Witaj Rodanie. Wiem, że nie śpisz, nie możesz mnie ciągle unikać. W końcu będziemy musieli porozmawiać i zapewniam Cię, że nie zaznasz spokoju, dopóki mi wszystkiego nie opowiesz. Zatem mów, jak się czujesz?
Rodan nie był jeszcze gotowy. Potrzebował jeszcze kilku dni, aby to wszystko przemyśleć
i pogodzić się ze swoją stratą. Jednak nie mógł też odmówić, gdyż gospodarz był dla niego bardzo miły i zawdzięczał mu życie.
-Dziękuję, nie lepiej niż wczoraj.
-W sumie oczekiwałem takiej odpowiedzi. Jak już mówiłem rana jest bardzo poważna, lecz znam metody, które pomogą nam się z nią uporać i myślę, że im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Niestety leczenie nie będzie łatwe i będę potrzebował Twojej pomocy. Jeżeli nie będziesz wierzył w siebie, i nie przyłożysz się do tego z całego serca, możemy od razu się poddać.
Rodan sam już nie wiedział, czego chce. Przecież nie może sam siebie oszukiwać ? jest kaleką! Nie jest już nikomu do niczego potrzebny, dlaczego więc ten starzec tak uparcie żąda jego determinacji i woli walki? ?Nie! Nie poddam się! Znajdę tego Lorda Servena, a kiedy to zrobię, zemszczę się!?
-Dam z siebie wszystko.
-O to mi właśnie chodzi. Jeżeli tak do tego podejdziesz, wrócisz do pełni sił w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Przez ten tydzień będziesz odpoczywał. W takim stanie nie mógłbyś wykonać nawet najprostszych czynności. Za parę dni zaczynamy ćwiczenia. Tymczasem, moja żona wysmaruje Twe plecy maścią z liści gordyty i dergu, które przywiozłem tutaj z dalekich krańców świata. Ale to nieistotne. Przyjdzie czas na moje opowieści. Na razie musimy się skupić na Tobie. Czy masz wystarczająco dużo sił, aby odpowiedzieć na kilka pytań?
-Odpowiem na wszystkie, o ile będę znał na nie odpowiedzi.
-A więc, czy masz jakąś rodzinę, żonę, dzieci?
Rodan skupił się, próbując skoncentrować się na swojej przeszłości. Błądził myślami po bezkresnych polach, trafiał na niewielkie wioski, miasta, widział wiele postaci, niestety żadnej z nich nie mógł rozpoznać. Jego uwagę przyciągnęła pewna kobieta w podeszłym wieku, dobijająca się do wrót świątyni. Jej oczy były stare i zmęczone, skórę miała pomarszczoną. Wyglądała na bardzo smutną, jej ubiór świadczył o ubóstwie, na rękach trzymała białe zawiniątko. Rodan pomyślał, że jest to niemowlę, którego kobieta nie jest
w stanie wyżywić i chce oddać w ręce duchownych. Zobaczył szybko zbliżających się dwóch mężczyzn, wyglądem przypominających strażników ? mieli na sobie metalowe zbroje, na których widniało godło królestwa. Do boku mieli przypasane miecze półtoraroczne, wykonane bez najmniejszej staranności. Na głowach mieli szyszaki, które odbijały promienie słoneczne, dokuczające mieszkańcom miasteczka w upalne dni. Kiedy kobieta ich ujrzała, rzuciła się do ucieczki. Niestety, z drugiej strony także nadchodzili uzbrojeni po uszy mężczyźni. Tajemnicza niewiasta wpadła w zasadzkę! Kiedy jeden ze strażników wyciągnął rękę po dziecko, wszystko się nagle rozpłynęło, zostało przysłonięte czarną chmurą olbrzymiej pustki.
-Widziałem pewną kobietę z dzieckiem. Przypuszczam, ze to mogła być moja matka. Poza tym wydaje mi się, że nie ma nikogo więcej.
-To nieco komplikuje sprawę. Myślałem, że opiszesz mi swego ojca, a wtedy wiedziałbym, kim jesteś. A czy pamiętasz wydarzenia z dnia, w którym was napadnięto?
Rodan ponownie pogrążył się w swojej pamięci. Widział przed sobą jeźdźca na koniu, niestety, nie mógł go rozpoznać. Miał on długie szpiczaste uszy, jego spięte w kucyk złote włosy sięgały pasa. Przez ramię miał zawieszony długi łuk, wykonany z drewna akacji, zdobiony nieznanymi Rodanowi runami. Do siodła miał przypasany miecz odlany z brązu, którego rękojeść także pokrywały owe dziwne znaki. Z tyłu jechał również elf. Ten natomiast, był nieco starszy. Jego włosy były srebrne, nieco krótsze niż u swego pobratymca. Mimo to na jego twarzy nie było nawet najmniejszej zmarszczki. Na plecach nie miał łuku, przypięty miał do nich niewielki tobołek, w którym zapewne przewoził prowiant. Jego rumak był wspaniały. Każda z jego idealnie umięśnionych nóg stawiała pewne, mocne kroki. Złota grzywa, zaczesana na prawą stronę sięgała końca szyi, na której zawieszony był medalion ze znakiem rozpoznawczym elfickiego posłańca. Nagle Rodan ujrzał coś dziwnego. Podłoga jakby poruszyła się, wszystko się zlało i znów powrócił do rzeczywistości. Opowiedział wszystko Ringardowi, na którym, ku zdziwieniu Rodana, nie zrobiło to większego wrażenia.
-Nie dowiedziałem się niczego nowego. Widziałem ciała Twoich towarzyszy. Miałem nadzieję, że przypomnisz sobie oprawcę, czy coś mówił lub zabrał. Niestety, będziemy musieli się obejść bez tej wiedzy. Jeszcze jedno pytanie: czy pamiętasz gdzie jechaliście? Czy coś przewoziliście? Może to była jakaś wiadomość?
Rodan raz jeszcze spróbował sobie coś przypomnieć. Znowu byli na drodze. Jego towarzysze nucili elfickie pieśni, których nie powstydziłby się najznamienitszy z bardów. Rodan spojrzał na swoje kolana. Leżała na niech niewielkich rozmiarów paczuszka, zawinięta z największą starannością w jedwabne płótno, zszyte włosami jednorożca. Rodan poczuł przypływ ciepła
i energii, poczym powróciła otchłań. Tym razem Ringard zaciekawił się owym pakunkiem.
-Nie znaleziono przy was niczego, co odpowiadałoby temu, co mi opisałeś. Zatem wiemy, czego chciał Serven. I nie masz pojęcia, co mogło być w środku?
-Niestety nie. Musiał być to przedmiot magiczny, ponieważ czułem jak emanuje z niego energia.
Ringard podrapał się po głowie, wstał, po czym podszedł do szafy, z której wyjął dziwny przedmiot w kształcie muszli i przekazawszy go Rodanowi do jego sprawnej ręki wrócił na miejsce. Chłopak obejrzał go dokładnie i zapytał:
-Co to jest?
-Jest to Ronb-Par. Dzięki niemu można rozmawiać z dużej odległości, nawet kilku staj. Jak widzisz, jest to przedmiot magiczny. Czy czujesz jakąś energię?
-Żadnej.
-Właśnie. Dlatego jestem bardzo ciekaw, czym mogła być ów rzecz, która spoczywała wtedy na Twoich nogach. Myślę, że na dziś wystarczy. Te ?wędrówki? w pamięci na pewno Cię wyczerpały. Musisz odpocząć, a ja muszę dokładnie przemyśleć to, czego dziś się dowiedziałem.
Kiedy Ringard był już przy drzwiach, Rodan powiedział:
-Czy mogę o coś zapytać?
-Naturalnie.
-Czy mógłbyś mi powiedzieć, co przedstawia malowidło na suficie?
-A to?- Uzdrowiciel spojrzał na leżącego i uśmiechnął się. - wszystko w swoim czasie chłopcze.
Udostępnij

komentarze

Witam. Pozwolę sobie pierwszy zabrać głos. Jak na razie dość składnie. Mam nadzieje, że akcja się rozkręci, bo jeśli mam ocenić tylko Prolog i Rozdział I to... Nie można tego ocenić, ponieważ ocenia się całość ;))). Patrząc na początek wnioskuję, że to będzie dość obszerny tekst. Jednak wole zapytać. To będzie opowiadanie zamykające się w kilku stronach, czy też tekst sięgnie rozmiarów mikropowieści? :). Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy rozwój akcji.

Witam ponownie.
Jest kilka rzeczy, do których "przyczepiłem" się w Twoim opowiadaniu. Oczywiście to tylko moje zdanie i pamiętaj, że to konstruktywna krytyka, więc wcale nie musisz mnie brac pod uwagę. Oto one:

„Cały sufit w kształcie kopuły zajmowało wielkie malowidło, przedstawiające kawałek bitwy, której autor musiał być naocznym świadkiem.”
Uważam, że sformułowanie „kawałek bitwy” tutaj nie bardzo pasuje. Może warto je zastąpić tak:
„(...) przedstawiające scenę bitewną (...).
Bądź w inny (temu podobny) sposób.


„Jednak nie mógł też odmówić, gdyż gospodarz był dla niego bardzo miły i zawdzięcza mu życie.”
Zwracaj uwagę na czas, w jakim piszesz :). Albo „był dla niego bardzo miły i zawdzięczał mu życie.” Albo „jest dla niego bardzo miły i zawdzięcza mu życie.”


„W takim stanie nawet się nie mógłbyś wykonać nawet najprostszych czynności.”
Sprawa oczywista ;).


„Jej oczy byłe stare i (...)”
Literówka...


„(...) wszystko się nagle rozpłynęło, została przysłonięte czarną chmurą olbrzymiej pustki.”
Literówka...


„-Rodan ponownie pogrążył się w swojej pamięci.”
Bez myślnika w tym przypadku.

Pozdrawiam serdecznie :).

To się nazywa rozmach :D. Mówiąc "mikropowieść" miałem na myśli opowiadanie zamykające się w 60 stronach (bo tak zazwyczaj jest w przypadku mikropowieści). A tu 500 :D. Sam swego czasu pisałem taką sagę. Niestety w pewnym momencie miałem dość długa przerwę i nigdy już do tego nie wróciłem (później pisałem zwykłe opowiadania i shorty ;)). A co do natchnienia i weny to się nie przejmuj - samo przyjdzie ;). Czekam z niecierpliwością na dalszą część (oczywiście zobowiązuję się wskazać ewentualne błędy). Pozdrawiam serdecznie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię