buskowianka

Hubert Belon

Welcome to my world, world of movies, comics, tv series etc. Doświadcz mojej specyficznej twórczości i innego zdania na popkulturowe fenomeny filmowo - serialowo - gamingowe. Blog nazwę "chomikmutant" ze względu na swój styl i dostrzeganie niedostrzegalne go, no bo jak chomik może być mutantem. Niektórzy moi znajomi twierdzą, że gdybym chciał, to mógłbym napisać recenzję chupa-chupsa.

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Gdy otworzą się bramy zła. Recenzja książki Stephena Kinga :Cmętarz Zwieżąt"
| 0 komentarzy |
Stephen King. Tej osoby nikomu przedstawiać nie trzeba. Jeden z najbardziej poczytnych pisarzy w historii literatury, mistrz klimatycznego horroru, wgryzających się w podświadomość czytelnika powieści. Mieszkający w Bangor w stanie Maine pisarz ma w swoim dorobku dziesiątki pozycji, a w śród nich najbardziej znane: "Carrie" ,"Lśnienie"  "Mgła". To kreator specyficznej atmosfery, lubiący wtłaczać do swych dzieł własne doświadczenia i przeżycia innych, skupiając się w ten sposób na osobniczym odbiorze książki przez czytelnika. Każdy kto ma przed sobą jego beletrystykę musi odbierać przekaz treści narratora: obserwatora jako pierwszoosobowe odczucia – momenty niezrozumienia przygnębienia, niezrozumiałego zaskoczenia czy nawet pomieszanego z rzekomo idyllicznymi chwilami momenty obrzydzenia. Stephen King jest innym niż wszyscy twórcą literackiego horroru i ujmującego thrillera. Trzeba przeczytać nie jedną jego pozycję, by scalić się, jak symbiont z charakterystyczną, wciąż ewoluującą twórczością tego pisarza. Zrozumieć nietuzinkowe wplatane przez autora dziwne myśli, tak często eksponowane w nawiasach, linijki tekstu naruszającego fabularny kontekst będący celowo wprowadzonym, ukrytym odpoczynkiem od wrażeń. Urodzony w Portland mistrz suspensu, horroru i nagłego przerwanego spowolnieniem zwrotu akcji, nie jednemu czytelnikowi zrobił mączkę z mózgu, a psychikę stłukł ciężkim młotem i schował do szuflady. Oddając się lekturze dzieł Stephena Kinga narażamy się na wessanie przez wir wyciskający szczęście i optymizm z książki, przez co dzieło staje się siedliskiem obłego, nieokreślonego koszmaru.

"Cmętarz Zwieżąt" – ta przyprawiająca już samą nazwą powieść, jej celowo błędną ortografią symbolizującą nieokreśloną skalę zła będącego prastarą siłą, niekategoryzującą się na płeć, wiek czy religię, to absolut, którego koniecznie trzeba doświadczyć. To niezwykły – ale i jeden z wielu – znak rozpoznawczy S.Kinga, ponadczasowy symbol zakorzenionego w ludzkości lęku, obawy przed czymś nieznanym, niezrozumianym i mrocznym. Nie bez przesady stwierdzam, iż książka ma w sobie cały wachlarz dziwnych emocji, pod wpływem których czytelnik może czuć się psychicznie pokurczony, zdewastowany. Dlatego też, w poszukiwaniu skrajnych emocji tasowanych przez momenty świetnie wkomponowanego tłumionego spokoju, postanowiłem wybrać tą pozycję. "Cmętarz Zwierząt" miał zbudować wokół mnie ścianę przygnębiających i implodujących człowieczeństwo emocji, sprawić bym odczuł dysharmonię i momentami był na granicy odrzucenia książki w kąt, bym skulił się w kłębek z powodu wdzierającego sople lodu i mentalnego zepsucia przerażenia.

Niniejsza powieść, jak na Kinga przystało – choć nie jest to regułą – zaczyna się od przedstawienia normalnej, na pierwszy rzut oka typowo amerykańskiej rodziny. Creedowie to chicagowska, zwyczajna familia. Przewodzi jej Louis – najstarszy z rodziny, mąż Rachel, ojciec dwójki dzieci: Ellie i malutkiego Gagea oraz opiekun sympatycznego kota: Winstona Churchilla. Cała czwórka wraz ze zwierzakiem ucieka od zgiełku i chaosu Chicago. Przeprowadza się do małomiasteczkowego Ludlow w stanie Maine. Malownicze okolice, mili sąsiedzi i spokój, który dla Louisa i jego rodziny jest najważniejszy. Mogłoby się wydawać, iż lepiej jak i gorzej być nie może. Jednak Stephen King wprowadza coś co zaczyna, jak zębiska demona, zacieśniać fabułę książki wokół konkretnego elementu, dającego możliwość rozwoju różnym wątkom oraz poznania charyzmatycznych postaci. Tym wyznacznikiem staje się droga przebiegająca niedaleko posesji Creedów, która prowadzi przez gąszcz zieleni wprost do tajemniczego miejsca: miejsca pochówku zwierząt – jakby rytualnego szerokiego kręgu, w którym na pęczki roi się od pokrzywionych, skleconych z desek i zżartej rdzą blachy krzyży i kruszących się kamiennych nagrobków. Sama ta przestrzeń, jej wygląd, charakter wzbudza w Louisie ciekawość. Nie przestaje o tym myśleć. Cmętarz Zwieżąt staje się natrętnym wspomnieniem, robactwem, białą ropą, która nie przestaje zatruwać jego umysłu. Rodzina oraz posada w przychodni uniwersyteckiej i miejscowym szpitalu pomagają mu o tym zapomnieć. Lecz bywa i tak, że w tym przypadku - a lubię używać takiego określenia -  wszystko było do czasu. Podczas dyżuru w placówce leczniczej Louis dostaje wezwanie do nagłego wypadku. Musi zająć się, i to szybko, pacjentem: Victorem Pascowem. W wyniku kolizji mężczyzna odniósł tak poważne obrażenia, że jego wygląd nasunął Creedowi skojarzenie z ochłapami ludzkiego ciała. Z czaszki wyzierała duża gnijąca dziura, jak krater po zderzeniu z odłamkiem pojazdu. Miała nadszarpnięte brzegi, przez które wylewała się zmiażdżona sino-czerwona mączka - to co kiedyś było mózgiem. Taki obraz, który był jakimś chorym koszmarem dodatkowo pogrążył Louisa, gdy ten dowiedział się z ust konającego Pascowa o jego powiązaniu z miejscową nekropolią. Tym zabiegiem King zaintrygował i  na tak wczesnym etapie powieści wycisnął z zaskoczonego czytelnika trochę życiowego optymizmu. W jego przypadku nie był to nawet literacki trick czy bardziej złożony zabieg. To był coś więcej; wypływało wprost z niego, z jego zaangażowania jakby osobiście chciał znaleźć się w tej powieści.

Wystarczył pierwszy kontakt Creedów z "Cmętarzem Zwieżąt" , niepokojąca sytuacja z ciężko rannym Victorem i powracający do życia kot Churchill, by wprowadzić rodzinę w zasięg niemierzalnej, mrocznej mocy prowizorycznego cmentarzyska. Niepowstrzymana ciemność, nieskłębiona prastara siła. Louis wraz z pozostałą czwórką wpadli w jej obłe macki. Jedno określenie zmieniło jednak wszystko. Zwykły zbitek słów, ot tak włożone do kontekstu fabularnego zdanie, wystarczyły, by zmiażdżyć literackie przeczucie czytającego i wrzucić je do kosza. Gage, najukochańszy synek Louisa i Rachel żyją. Chłopiec się rozwija, dorasta. Wydawałoby się, że to marzenie. Ta jednostajna ułuda nie trwa wiecznie. To tylko strzępki informacji perfekcyjnie dostosowanej do charakteru dzieła, będące formą  wspomnienia Louisa, które powoduje, że zaangażowany w lekturę odbiorca przekieruje swą uwagę na problem mentalnej Mocy "Cmętarza Zwieżąt". Gage nie żyje. To przykra prawda, jak kwas podchodząca do gardła, szczera, niepowtarzalna. Stephen King jest ,,Panem Złotą Rączką lubiącym majstrować w ludzkiej podświadomości i kuszącym wciąż fluktuującym napięciem.

Moc, która tu siedzi – zniewoliła Louisa i całą jego rodzinę. Mężczyzna był w mało ciekawym i sympatycznym położeniu. Otaczało go morze decyzji, które musiał podjąć. Co zrobić z Churchem – kotem, który powracał do życia kierowany przez zewnętrzny mroczny byt? A jego syn, Gage? Zakopać dziecko, które wcale nim nie było; lecz stanowiło coś, jakąś istotę wykorzystującą gnijące ciało jego maleństwa? Ludlow stało się siedliskiem zła, w takim stopniu, że pozbawiło życia wszystkich bliskich Louisa Creeda. Czy powieść ta skończyła się optymistycznie czy pesymistycznie? Ciężko jest to stwierdzić, gdyż ostatecznie jej przebieg nakreślony był również ścieżką wyborów. Louis w każdej chwili mógł opuścić Ludlow. Mógł odciągnąć dzieci od mrocznego cmentarzyska, lub nie ingerować w jego przestrzeń gdy zmarł jego syn. Finisz niniejszego dzieła miał zatem aurę neutralną, co stwarza okazję do interpretacji i własnego dokończenia dzieła. No bo jak zareagować na Rachel, która żyje, lecz wygląda na to nie jest sobą, lecz mroczną siłą obudzoną przez "Cmętarz Zwieżąt", wykorzystującą jej fizyczne ciało? Pozostaje zostawić powieść w jej niedokończonym klimacie lub sięgnąć po inną równie zniewalającą, jak ta psychologiczno-drastyczną książkę autora.

Stephena Kinga można określić jako ,,mrocznego mistrza potrafiącego stworzyć klimat lęku, strachu i przygnębienia nas czymś nieznanym, tak, że z każdą kolejną jego książką wygląda to zgoła inaczej. Dla zła autora znajduje różne źródła, różne formy. Raz owija je wokół religii, innym razem wokół fascynującej ludzkiej psychiki. Bywa i tak, że zło przyjmuje formę "Cmętarza Zwierząt".
Udostępnij

komentarze

brak komentarzy

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz

blogi moich znajomych