rosarium

nie podano imienia i nazwiska

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

Sztylet i czerwony inkaust
| 20 zdjęć | 6 komentarzy
Coś, przy czym Hollywood wymięka: staje się płytkie i niezgrabne.
Chińkie kino artystyczne ostatnich lat, a konkretnie - filmy reżysera Zhanga Yimou.


'DOM LATAJĄCYCH SZTYLETÓW' ('Shi mian mai fu')

Średniowiecze, Chiny. Rządy dynastii Tang podupadają. Kraj pogrąża się w niepokoju i chaosie. Szczególnie niebezpieczna dla władz jest buntownicza organizacja o nazwie Dom Latających Sztyletów. Dwaj kapitanowie wojska Leo i Jin dostają do spełnienia tajną misję: w ciągu dziesięciu dni mają schwytać tajemniczego przywódcę Sztyletów. Krążą też pogłoski o córce przywódcy, a podejrzenie pada na niewidomą tancerkę Mei. Kapitanowie postanawiają uknuć intrygę, dzięki której dziewczyna naprowadzi ich na trop organizacji.
Jin zjednuje sobie zaufanie niewidomej Mei i rozpoczynają podróż ku Sztyletom. Lecz na ich drodze zaczynają się piętrzyć trudności; zagrożenie ze strony bezwzględych wojsk i... uczucia. 'Nie mieszaj fikcji z realiami' - ostrzega Leo przyjaciela. Na próżno; już nie wiadomo, kto jest kim i gdzie mieszka prawda...

Dramatyczna akcja, wspaniałe widowisko sztuk walki i urokliwe knieje jesiennych lasów - wszystko to jest tłem dla uczuć. Ludzkich namiętności. Zagubienia w swoich rolach. Tęsknoty za wolnością. I rzecz jasna - miłości. Ta miłość nie może być szczęśliwa, wiemy to od początku - tak jak Jin i Mei - mamy tylko nadzieję, że wszystko przetrwa. Chińscy Romeo i Julia.


'HERO' ('Ying xiong')

Starożytne Chiny podzielone na siedem walczących ze sobą królestw. Po latach wyniszczających wojen, władca najsilniejszego z nich pragnie zjednoczyć królestwa pod jednym sztandarem. Cieniem na triumfie cesarza rysuje się zagrożenie ze strony trojga doskonałych wojowników. Niebo, Śnieżynka i Złamany Miecz zrobią wszystko, aby nie doszło do podporządkowania ich królestwa. Cesarz wie o tym i wyznacza nagrodę za zgładzenie wrogów, choć jest to praktycznie niewykonalne. Kiedy zjawia się Bezimienny wojownik z mieczami pokonanych zamachowców, otrzymuje hojną nagrodę i pozwolenie na audiencję w odległości dziesięciu kroków od cesarza.
Rozpoczyna swoją opowieść, lecz cesarz nie daje wiary jego słowom i wysnuwa własną wersję historii, próbując poznać motywy działania swoich wrogów. Słowa snują się w ciemnej komnacie, ogniki migoczą zdradzając kłamstwa... Bohater nie jest tym, za kogo się podaje.

To przedziwna, wręcz mistyczna opowieść, pełna dynamiki i namysłu zarazem. Piękna, barwna i - oczywiście - tragiczna. Tragiczna, bo o ludziach, którzy poświęcili życie idei. W obliczu śmierci idea niknie i zostaje tylko żal... po opustoszałym domu miłości.


Obydwa filmy są zrealizowane z wielkim zmysłem artystycznym. Zarówno pod względem wizualnym (zachwycające zdjęcia Xiaoding Zhao w 'Sztyletach' i Christophera Doyle w 'Hero'; doskonała scenografia Tingxiao Huo) oraz muzycznym (rzewny soundtrack Shigeru Umebayashi dla Jina i Mei; klimatyczny i także smutny dla jedwabnych wojowników, autorstwa Tan Dun). Efekty specjalne są niesamowite, oddają całą mistykę starochińskich legend, podkreślają dynamikę obrazu i symboliczne detale, tak ważne dla chwili.

Pod względem technicznym obrazy Zhanga Yimou dorównują zachodnim konkurentom (jeśli ich nie przewyższają!).
Czym więc tak naprawdę różnią się te filmy od hollywoodzkich, czy europejskich?
Hm... nazwałabym to po prostu: sposobem i treścią przekazu.
W przeciętnym amerykańskim kinie jesteśmy bombardowani szybką akcją, miałkimi dialogami i wulgarnością w każdej postaci. W dobrym amerykańskim kinie dialogi nabierają znaczenia, jest trochę artystyczności - ale wciąż wszystko opiera się o tempo akcji, o zwykłe działanie (jeśli rozumiecie, o co mi chodzi).

W chińskich filmach (przynajmniej tych, które oglądałam) chodzi o emocje, to one są na pierwszym miejscu. I o sprzężenie człowieka ze światem.
Tu akcja nie jest celem, tylko środkiem.
Każde słowa mają znaczenie, nic nie jest wypowiedziane 'na pusto' (jak to często bywa u nas).
A widz? Widz nie jest bombardowany i oszałamiany filmem. Widz ma czas do namysłu, do własnych refleksji na bierząco - nie, jak w Hollywood, po filmie. Tu się nikt nie spieszy, nie goni do napisów końcowych - jest czas na walkę i czas na milczenie.
Mi się to bardzo podoba.
No i ten artyzm. Ruchy, walka - wszystko jest płynne i taneczne. Piękne i naturalne. Nie ma żadnych eksplozji ani prymitywnych wrzasków typu 'hands up!'.
Nie mówię, że nienawidzę amerykańskich filmów, ale po prostu po obejrzeniu wschodniego cacka kontrast jest kolosalny, aż bije w oczy.
Różnica pomiędzy słoniem, a chińskim parawanem.



Udostępnij

komentarze

Chyba muszę się z Tobą zgodzić, pod tym względem też inne kina bardziej mi sie podobają. Podobnie jest też np. z Bollywoodem. A z chińskiego kina widziałam chyba tylko "Dom latających sztyletów" - miła odmiana od hollywoodzkiej sieczki, film naprawdę bardzo dobry:)

,że efekty wizualne są świetne...ale trochę danerwują mnie sceny walki...pozdrawiam...

Nie wiem, dlaczego, ale "Dom latających sztyletów" i "Hero" zwyczajnie mnie nudziły.
Opowieści nie wywarły na mnie większego wrażenia - ot, takie ładne, zmieniające się kolorki, oderwane od rzeczywistości. Dla mnie jednak film musi być mocny emocjonalnie, nie może skupiać się tylko i wyłącznie na "szyfrach" i "idealnie wypracowanych rozmowach". A niestety to właśnie widziałam w tych filmach.

Nie jestem fanką amerykańskich czy polskich komedii. Wręcz przeciwnie - bardzo rzadko podoba mi się takie kino. Kino sensacyjne oglądam sporadycznie - dobija mnie, gdy banda policjantów zamiast trzymać pistolety w dół, celuje sobie nimi w głowę, albo, gdy jestem zmuszona oglądać 10 minutową walkę, podczas, której główny bohater pokonuje 50 napastników i oczywiście wychodzi z opresji z jednym zadrapaniem na policzku. To zdecydowanie nie jest kino dla mnie.

Lubię kino realne - gdzie główny bohater ma problemy i nie ma odpowiedzi na każde zadane mu pytanie. I kwalifikuję tutaj zarówno kino ambitne, dramaty, filmy historyczne, jak i "american dream".

Kino orientalne jest inne i warto to podkreślić. Jestem wielką fanką japońskich horrorów, które po prostu uwielbiam. Jednak japońskie dramaty historyczne mają w sobie zbyt wiele z teatru, piękne teksty, idealnie płynne walki, wspaniałe kostiumy, cudowne zdjęcia i barwy...ah, barwy jakich w kinie europejskim i amerykańskim po prostu nie ma. Niestety to wciąż teatr. Gdzie realność? Gdzie prawdziwość całej historii? Tego w tym wszystkim mi brak.

Do mnie znacznie bardziej przemawiają dramaty typu: "Shadowlands", "Snow cake", "Deer hunter", "One Flew Over the Cuckoo's Nest", "The Remains of the Day", czy choćby "Instinct".
Bo życie to nie poezja, to nie odpowiedz na każde pytanie.

Pozdrawiam :).

Pytasz, gdzie tu prawdziwość historii.
To tak, jakbyś powiedziała 'a gdzie życie w poezji?'.

Nie wiem, w czym można odczuć więcej ż y c i a, jeśli nie właśnie w poezji! Znika mętna osłonka 'świata' i 'spraw', a pozostaje to, co jest sednem życia - człowiek, żywa istota.
Bo Zhang Yimou stworzył tu poezję - a tej, jak wiadomo, nie można odczytać dosłownie.

Oczywiście, chińskie kino ma swoją specyfikę i nie każdemu ona odpowiada, jestem w stanie to zrozumieć;)
Różni się ono znacznie nawet od kina japońskiego (wydałoby się, że tak pokrewnego).
Japońskie filmy ('Zatoichi', 'Azumi' czy stary 'Shogun') wydają mi się bardziej 'teatralne' (kojarzą mi się z dusznym, szarym pomieszczeniem), natomiast w chińskich jest znacznie więcej swobody, naturalności i uczuciowości (są właśnie poetyckie).






Chyba niestety nie potrafię docenić tego rodzaju poezji. Preferuję poezję na papierze ;). Jednak na pewno masz rację pisząc, że kino azjatyckie różni się znacznie od siebie w zależności od rejonu :).

Nie widziałem wielu azjatyckich produkcji, ale w ten weekend chciałbym zobaczyć trzy filmy, które jakimś trafem umknęły mojej uwadze, a podobno są interesujące: *Sympathy.For.Mr.Vengeance, *Oldboy, *Lady.Vengeance

Za całą pewnością zajrzę do tych filmów które wymieniłaś, kiedyś będąc w sklepie czytałem ich opisy na pudełkach DVD, ale jakość wolałem wybrać inne pozycje filmowe.

... ciepło pozdrawiam Sunny

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

Wpis został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz ten wpis

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować wpis

Blog został dodany do obserwowanych

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Obserwujesz tego bloga

Zarządzać obserwowanymi blogami i wpisami możesz na stronie Obserwuję > blogi

Przestałeś obserwować bloga

dodaj komentarz
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię