• A
  • A
  • A

ARTYKUŁ: Maciejewski o fenomenie lat 80.
[Artykuł] (2010-03-12 06:01)

WSTYDLIWE PRZYJEMNOŚCI

Banalny, telewizyjny dokument "Beats of Freedom - Zew wolności", począwszy od nadętego tytułu, chce być poważny i bardzo serio. Cóż z tego, kiedy oglądając ten film i słuchając zarozumiałych wypowiedzi moich niegdysiejszych idoli, oraz fragmentów znakomitych rockowych numerów lat 80., nie przestawałem się uśmiechać. Zobaczyłem w nim nie ideologię, nie walkę z komuną, tylko szeroko roześmianego chłopaka, który należał do ostatniego już pokolenia dzieci PRL-u.

Polski rock to nie była dla mnie żadna polityka, tylko same banalne sprawy: przyjemność i wspólnotowość, fury i fryzury, lufy i laski. Polska siermięga lat osiemdziesiątych przyjmowała te wspaniałości tym chętniej, że sama mogła zaoferować niewiele: porucznika Borewicza w brudnym swetrze, Fiat 125p, Mietka Fogga i fryzurę na poppersa a la zespół Rezerwat.

photo.title Należę do pokolenia, którego młodość przypadała na finisz lat osiemdziesiątych. To były piękne dni – jak w piosence. Piękne, chociaż rzeczywistość była szara i skarlała. Ale ja miałem piętnaście lat i skarlenie rzeczywistości niewiele mnie obchodziło, za to ochoczo wchłaniałem zarówno rocka, jak i popkulturę. Nie selekcjonowałem w kulturowym menu dań postnych i wykwintnych. Ciekawiło mnie wszystko i wszystko cieszyło: zespół Maanam i zasłuchany aż do kompletnego wytarcia kaset magnetofonowych trzykasetowy zestaw "Live" Perfectu, ale także – trochę wstyd się przyznać - niebagatelny biust Beaty Kozidrak w teledysku do piosenki "Jezioro szczęścia" i waleczne brodawki Sabriny, które wybijały się na niepodległość w rytm jej sławnego, feministycznego wyznania: "Boys, Boys, Boys, You’re ready for a night?".

Byłem gotowy na tę noc ("Daj mi tę noc"!?), ale już wtedy szalałem raczej na punkcie George’a Michaela i Freddiego Mercury niż Sabriny; a na szkolnym piórniku z napisem Made In China umieściłem napis nowy - Made In USA. Bo do Ameryki rzecz jasna tęskniło się bardziej niż do Chin.

photo.title Fenomenu lat osiemdziesiątych, z wpisaną weń estetyką kiczu, popu, rocka, przesady i seksualnej ambiwalencji nie zrozumie nikt z pokolenia, które urodziło się później od nas (ode mnie) – na przykład w erze AIDS, disco-polo czy emo.  Lata dziewięćdziesiąte, z mojego punktu widzenia, były już tylko marnym odbiciem zapachów i smaków, które zapamiętałem ze sweet 80’s. Inicjacja nastolatka przebiegała wówczas wielostronnie. Dotykała ego i id, duszy i ciała. Nastolatek zresztą nie chciał być wyjątkowy, chciał być idealną kopią tych, którzy – w jego mniemaniu – status wyjątkowości zawłaszczyli na zawsze. Nastolatek Maciejewski, co tu kryć, chciał po prostu wyglądać jak Don Johnson, czyli jak James "Sonny" Crockett z serialu "Policjanci z Miami", chciał jeździć jego furą (jako pasażer) i nosić jego turkusowe koszule. Ale nie jeździł i nie nosił. Zimą wkładał gumowe kozaki marki "Relaks", a jesienią dekatyzowaną kurtkę z teksasu (polski odpowiednik jeansu), pieszczotliwie nazwaną "marmurkiem", zaś w piątkowe wieczory, w tak zwanej "Hali Gumniskiej" w Tarnowie, w tymże umundurowaniu, szalał na koncertach Kultu, Maanamu albo Siekiery. Obciach? Tandeta? Naiwność? Być może. Ale dzisiaj ma to wszystko naprawdę niewielkie znaczenie.

photo.title   photo.title

Z perspektywy młodszych kolegów i koleżanek – nie tylko po piórze, przyznawanie się do wstydliwych przyjemności jest w bardzo złym tonie. Jakoś mnie to nie rusza. Nie zamierzam nikomu tłumaczyć się z fascynacji "Panem Kleksem" albo filmem "Willow", podobnie jak nie mam najmniejszej ochoty przekonywać siebie, że w podstawowej kolekcji kaset magnetofonowych z tamtego czasu, znajdował się nie tylko zespół Pink Floyd, Piwnica pod Baranami  i Ewa Demarczyk (nie przesadzając - "Pocałunków" Demarczyk słuchałem tysiące razy), ale także, na przykład, Sandra; oraz – nieco wcześniej, na etapie podstawówki – Modern Talking, Kim Wilde i Samantha Fox. Kasety kupowane były na straganach, z towarzyszeniem kiszonej kapusty, okładki wykonywane na ksero, a wielkogabarytowe portrety ulubionych gwiazd wydzierane z weekendowych wydań "Zielonego Sztandaru", "Dziennika Ludowego" lub "Zarzewia" zdobiły nie tylko moją ścianę.

photo.title   photo.title

Kora była constans, pierwsze prace dziennikarskie opublikowałem nawet w licencjonowanym fan-zinie Maanamu, ale pozostałe nazwiska w panteonie gwiazd szybko traciły na ważności. Kiedy w telewizyjnych "Przebojach Dwójki" po raz pierwszy wypatrzyłem Suzanne Vegę, niezbyt oryginalnie uznałem, że piosenka "Luka" opowiada o mnie i tylko o mnie (oczywiście angielski znałem wyłącznie fonetycznie) i utożsamiłem się z podmiotem lirycznym, a Vega pozostała ulubioną artystką aż do dzisiaj. Rok później, równie namiętnie, zadurzyłem się w Tanicie Tikaram. Jej przepiękny "Twist in my Sobriety" towarzyszył mi codziennie podczas nieznośnie długich i radośnie iluminacyjnych wakacji w Zakopanem. Krupówki, twist and Tanita. To był dopiero tandem. Przychodzili, odchodzili, czasami wracali. Niektórych kochałem za muzykę, innych wyłącznie za urodę. Polski rock i pop-elina. Razem, na równych prawach, bez przesądzania, co – z dzisiejszej perspektywy – było dla mnie ważniejsze.

photo.title Byłem fanem audycji Tomasza Beksińskiego, z którym nawet korespondowałem, ceniłem Piotra Kaczkowskiego i Tomasza Szachowskiego, kupowałem "Non Stop" i "Magazyn Muzyczny". Prawdziwą szkołą muzyczną – w wydaniu, co tu kryć, raczej popularnym - była również lista przebojów "trójki", prowadzona przez występującego w dokumencie "Beats od Freedom" Marka Niedźwiedziego. Nie byłem wcale oryginalny. Wszyscy tego słuchali, prawie każdy z nas notował kolejne wydania listy, chociaż jej przedruki z czasem pojawiły się bodaj w "Gazecie Młodych". W wielkim zeszycie, oprawionym w jakąś futurystyczną maszynerię - obrazek bezczelnie wydarty z "zachodniego" folderu, który mój ojciec (magister inżynier) przywiózł właśnie z "Międzynarodowych Targów Poznańskich", zapisywałem maczkiem nazwiska i słupki. Kto do góry, kto w dół. Bardzo się tym ekscytowałem. Dire Strejts i "Braders in arms", Karel Fialka i "Hej Matju", The Bolshoi, Sal Salo ("San Damiano"), no i mój ukochany Morrisey. Debiutująca wtedy na liście Kayah śpiewała "Córeczko, wolałabym, żebyś była chłopcem", a mnie się zdawało, że czasami wolałbym być dziewczynką. Lista przebojów trójki była listą przebojów życia. Definiowaniem siebie – nie tylko w kluczu muzycznym.

TSA – tak, ale głównie za "Wyciągam swoją dłoń"; "Kult" – owszem, ale raczej z późniejszego okresu, po "Do Ani" i "Piosenki młodych wioślarzy"; Klaus Mitffoch – oczywiście "Historia podwodna"; "Tilt" – "Jeszcze będzie przepięknie", "Runął już ostatni mur", "Boski wiatr"… Lubiłem także Urszulę (trochę inna półka), "Róże Europy" i "Ayę RL", ale i tak cały czas najważniejsza była (i jest) dla mnie Barbara Sikorska - zerknijcie sobie na you tube’a. Basia była moją divą, ikoną, kiczem, moim glamem i campem: w jednym wydaniu. Nauczyła mnie krnąbrnego stylu. Wiem o niej prawie wszystko. Znam teksty jej piosenek i muzyczne frazy autorstwa jak zawsze niezastąpionego Romualda Lipki; wiem, kiedy – i w jakich ciuchach projektowanych przez Aleksandrę Laskę - występowała na festiwalu w Opolu, i jakim hitem olśniła publiczność na festiwalu piosenek nadbałtyckich na festiwalu w Karlsham. To moja prywatna legenda. Chyba napiszę do "Wideoteki dorosłego człowieka", żeby wreszcie przypomnieli Basię. Zasłużyła na Oscara.

A dlaczego popowa Sikorska pojawiła się w rockowym felietonie, skąd camp i piórnik "Made In China" w tekście, który z założenia powinien być o filmie? Może dlatego, że kino to zawsze zespół naczyń połączonych. Piszący o filmie nigdy nie jest czystą kartą, albo brykiem zapisanym wyłącznie przez wielkie litery i gromowładne nazwiska. Warto docenić wszelkie naleciałości, żeby praca w jakimś stopniu stała się dla nas również pasją. W każdym razie mnie pisanie o kinie przypomina nie tylko obejrzane filmy, ale także zobaczone kiedyś teledyski, radykalną balangę, albo przeczytane książki. Niekoniecznie od razu Joyce. Może być "Kajko i Kokosz".

Podziel się z innymi:
autor:
  • Łukasz Maciejewski
źródło:
  • Filmweb

komentarze

Dodaj komentarz
drwho

co do gazet bylo jeszcze Razem z plakatami notowaniami list przebojow a nawet grami rpg dungeon&dragon i nagimi zdjeciami na ostatniej stronie z komiksow pamietam relax i alfy

KYRTAPS KYRTAPS

celne

impaler1 impaler1

Podpisuje się pod tym artykułem. Także miałem tą okazje dorastać w latach 80tych. I powiem, że miały swój urok (Patrz ALTERNATYWY 4). Muzyka tych lat jest obecna umnie do teraz i mimo że "ewoluowałem" przez wszystkie gatunki muzyki także Modern Talking, zostałem przy muzyce Rockowej. Przyznaje że obok takich płyt jak Pink Floyd czy Metallica stoją też zakużone płyty muzyki pop tamtych czasów. Pozdrawiam wszystkich, którzy mieli tą przyjemność dorastania w tamtych czasach i być świadkami powstawania tamtych zespołów.

autul autul

Kojarzy ktoś może bajki na kasetach magnetofonowych? Calineczka, kot w butach, Jaś i małgosia, inne. Jeden zestaw miałem w czarnych obudowach, a drugi w białych. Jeden z nich był w pudełku podobnym do takiego na kasety VHS. Jeden z zestawów był wydawnictwa Melodia. Jak ktoś nawet tylko kojarzy te bajki, a nawet ich nie ma, to proszę o kontakt. Nie odpowiedź na komentarz tutaj tylko o wysłanie wiadomości do mnie.

Sonny_21 Sonny_21

lata 80te to był początek końca 'mirażu' w jakim żyli ludzie

Sonny_21 Sonny_21

lata 80te to był początek końca 'mirażu' w jakim żyli ludzie

Mims Mims

Ja zawsze sie przyznaję do swoich "wstydliwych przyjemności", a w domu mam nadal stos plakatów z Zielonego Sztandaru i Dziennika Ludowego, chociaż pod koniec lat '80 miałam tylko 10 lat:) Dziękuje Bogu za moje 2 starsze siostry, które wprowadziły mnie w ten klimat:) Im już przeszło, ale mnie sentyment do muzyki i filmów z lat '80 i o latach '80 pozostanie na zawsze:) Świetny artykuł:)

ALIEN_K ALIEN_K

"Pamiętam, ze w warszawie na Pradze był sklep, ulicy już nie pamiętam, gdzie można było kupić kasety z okładką i tytułami piosenek zachodnich kapel."

Chyba kolega o sklepie "Dziupla" mówi na ulicy Ząbkowskiej.

ALIEN_K ALIEN_K

Wychwala autor tematu lata 80 z jednej przyczyny, był wtedy młody, a jak wiadomo wtedy lepiej wszystko smakuje, wygląda, były prawdziwe emocje, kręcili lepsze filmy, czytało się lepsze książki..........itp, itd.

killers_wife killers_wife

a nastolatka Maciejewska, urodzona pod koniec lat '80, której przypadło w udziale dorastanie na piękne lata 90 nie do końca zgadza się z Panem Łukaszem. Lata 90 nie były podróbką, były kwintesencją kiczu, która zaczęła kiełkować w latach 80, swoistą esencją.

Pandi Pandi

Dziwne. O filmie mało, a o przeszłości, którą tu opowiedzianą wielu zna, dużo, a nawet za dużo.

ziolek372 ziolek372

Razem,Zarzewie,Dziennik Ludowy ,Gazeta Młodych mogę jeszcze wymieniać a jak ktoś dorwał BRAVO albo Popcorn oryginalny bo innego nie było to był najszczęśliwszy pod słońcem ...;)

shizonek shizonek

Co ten "artykuł" ma wspólnego z filmem??

premier1 premier1

Nie mam pojęcia po co powstał ten artykuł, to się nadaje raczej na jakiś wpis na blogu niż na publikację na portalu filmowym. Wspomnienia autora do których nie potrafię się odnieść i z nimi utożsamić (z powodu mojej daty urodzenia)po za tym nic z niego nie wynika. Po prostu czytanie tego artykułu to zwykła strata czasu.

deaddance deaddance

a pamiętacie RAZEM(również plakaty i z tyłu coś dla dorosłych;) oraz NOWA WIEŚ(koszmarny papier ale jakie duże plakaty hi,hi)

massatom massatom

Filmu jeszcze nie widziałem. Jestem po lekturze artykułu w Filmie autorstwa pani Anity Zuchora.
Marskość artykułu podpieczętowała pani słowami „ dlaczego w żadnej polskiej rozgłośni nie można usłyszeć …” i tu litania marzeń do spełnienia. Tak się składa że rzeczoną Republike można usłyszeć w „trójce”. Na tej samej stacji, nie dalej jak w zeszłym tygodniu gościem Artura Orzecha (nomen omen byłego gitarzysty Róże Europy) był Robert Brylewski z Brygady Kryzys (członek wielu innych formacji).
No ale jak się słucha eski eremefki zetki czy innego badziewia to nic dziwnego, ze autorka utyskuje na brak rodzimych wykonawców z pod znaku szarpanej gitary.
Innym bólem który przeżyję , tym razem na projekcji, to brak obecności w filmie Trójmiejskiej Sceny Muzycznej.
Tak się składa, ze jestem z 3Miasta rocznik 74 i ile mi dane było zobaczyć w 80`ych latach to moje.
Zgadzam się z panem Łukaszem Maciejewskim, w kilku kwestiach m.in. „roześmianego chłopaka (…) wtedy to dla mnie nie była żadna walka z systemem chociaż wiadomo było że precz z komuną milicja to świnie itp.
Dla mnie tamta muzyka była motorem napędzającym mnie do życia poznawania nowych miejsc. Po prostu jest furtką do ścieżek muzycznych którymi chodzę.
Oczywiście fundamenty zalewane były wcześniej . w przedszkolu na zajęcia muzyczne pani prosiła o przyniesienie ulubionej płyty to ja przyszedłem z dyskografią Ireny Santor(portowe s światła lśnią) jak piosenkami do bajki „Przygody Piotrusia Pana”- ja jestem hak kapitan hak szpon zamiast dłoni to mój znak . Potem eurythmics kim wilde classix nouveaux słyszane u pana Niedźwieckiego. Potem autorskie audycje w „dwójce” i „trojce” pr. Pankowanie zaczęło się na przełomie86/ 87 wraz z pojawieniem się obecnego szwagra. Potem poszło jak po maśle dzięki Rozgłośni Harcerskiej, która swoje chlubne dzieło kontynuowała niemal do XXI wieku. Potem był już tylko blichtr gówna adekwatny do rozgłośni przytaczanych wyżej.
Przemalowywałem brązowe trapery po ojcu na czarno żeby wyglądały jak glany/kokneje. Plakietki i dizajn ciuchów robiło się samemu.
Pamiętam, ze w warszawie na Pradze był sklep, ulicy już nie pamiętam, gdzie można było kupić kasety z okładką i tytułami piosenek zachodnich kapel. Były tam gadżety których posiadanie wprawiało w zazdrość innych, ciekawość dziewczyn a co za tym idzie torowało możliwość otrzymania oklepu ze skrojeniem takowych precjozów.
Szkoda, że w filmie nie skontaktowano się z trójmiejskimi zespołami , wiele z nich działa do dzisiaj (m.in. apteka, no limits), a które w tamtych latach tworzyły nową oryginalna charakterystyczną dla wybrzeża jakość w muzyce.
Mam takie wrażenie, że jeśli zabiera się za opowiadanie muzyce alternatywnej buntowniczej tworzonej w latach osiemdziesiątych to widzi się i słyszy tylko o tych samych kapelach jakby w Polsce wówczas nie było nic poza Kultem, Tiltem, Brygadą Kryzys, Republiką, Perfectem –„grupa perfect ogniem sra” jak śpiewał Dezerter.
PS. Uwielbiam Akademie pana Kleksa, Kajko i Kokosza, bardziej od policjantów z maiami wolałem Dempsey and Makepeace na tropie wiadomo dla czego :)

Użytkownik usunięty

kolejny świetny tekst Maciejewskiego.

Marta_B_filmweb Marta_B_filmweb

Ach, sentymenty roczników 70. :) Też coś o tym wiem...

cezaryba

Maciejewski, skoro nie wiesz nic o tamtych latach, bo byles za mlody, to po co w ogole zabierasz glos???

lebute

Nie znam Pana Łukasza (chociaż parę razy, w różnych okolicznościach festiwalowych w Zwierzyńcu próbowałam się przedstawić, może kiedyś jeszcze się odważę), również urodziłam się o wiele później niż Pan, i słuchałam innej muzyki, ale znowu wspaniale mi się czytało Pana felieton. Jest Pan dla mnie absolutnym unikatem wśród polskich krytyków. Ze swoim zdaniem, krnąbrny, dowcipny - przede wszystkim jakiś. Wyróżniający się. Sądząc z wpisów w Filmwebie, wzbudza Pan liczne kontrowersje,ale to bardzo dobrze, tym lepiej. Najgorzej być nijakim. A już zupełnie prywatnie: po przeczytaniu tego tekstu, nawet nie wiedząc że jest Pana autorstwa (kolekcjonuję Pana wszystkie recenzje), pomyślałam że miło byłoby zaprzyjaźnić się z autorem tego tekstu. Naprawdę fajny z Pana gość. PS Ja tez lubię Kajko i Kokosza

Hagan

Dla mnie lata 80 to przede wszystkim KOMBI - wokal i gitara Skawińskiego i syntezatory Łosowskiego to było COŚ, jedyny polski zespół który mógł równać się z artystami zagranicznymi, jak Ultravox czy A-Ha. No, może jeszcze Lombard grał na poziomie.

lifter67 lifter67

Jestem trochę starszy od autora, ale pod większością jego artykułu mógłbym się podpisać oburącz, zwłaszcza jeśli chodzi o audycje Tomka Beksińskiego i (stare) Piotra Kaczkowskiego, zwłaszcza jego sobotnie "Zapraszamy do Trójki" przed wyjazdem do Stanów.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: