POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI: Niecienki Bolo

Filmweb   |   autor: Łukasz Muszyński   |    |   Artykuł
Odkąd pamiętam, zawsze się go bałem. Przerażały mnie jego potężne, przypominające bochny chleba łapska, którymi łamał jak zapałki swoich wrogów. Bałem się jego ust, wykrzywionych w wilczym uśmiechu. Nade wszystko jednak grozę budziły we mnie oczy, z których biło czyste i bezinteresowne zło.


Gdyby Bolo Yeung występował w grach wideo, mógłby wcielać się tylko w jedną postać: finałowego bossa. Aby go zwyciężyć, gracz musiałby wykazać się nie tylko wybitnymi zdolnościami  w operowaniu padem, ale także wielką odwagą, oraz dostąpić duchowego oświecenia. Ciężka sprawa. Gry powinny przecież dostarczać rozrywki, a z takim przeciwnikiem można się co najwyżej nabawić tygodniowej depresji. Na szczęście Bolo postanowił  grać w filmach, dzięki czemu obowiązek pokonania go wzięli na siebie m.in. Bruce Lee i Jean-Claude Van Damme.

Yeung to legenda kina kopanego. Każdy, kto pamięta złotą erę kaset wideo, musi też pamiętać  chińskiego olbrzyma obsadzanego regularnie w rolach czarnych charakterów. Filmy, w których wystąpił, mogą być najgorsze na świecie, ale jego role nie podlegają krytyce. Wystarczy, że Yeung wycedzi do kamery góra dwa zdania, a publiczność drży przed nim. Jest jak Arnold Schwarzenegger w pierwszym "Terminatorze" –  za pomocą ciała daje do zrozumienia, kto tu rządzi.


Zanim Ziemia pozna wszechmocnego Bola, na świat w 1946 roku przyjdzie Yang Sze. Syn kantońskiego biznesmena od małego uczy się kung fu pod okiem kilku mistrzów. Gdy Yang Sze wchodzi w okres dojrzewania, dochodzi do wniosku, że powinien zwiększyć masę mięśniową. Prócz ostrych treningów na siłowni przyszły gwiazdor kina kopanego regularnie uczęszcza na zajęcia z tai chi (sztuka walki relaksująca przy okazji ciało i umysł) oraz gimnastyki. Ćwiczenia przynoszą szybko efekty – Sze staje się w Chinach niezwykle popularnym siłaczem. Komunistyczny reżim nie pozwala mu jednak na rozwinięcie skrzydeł, toteż podejmuje decyzję o ucieczce do znajdującego się pod opieką Wielkiej Brytanii kapitalistycznego Hongkongu. To właśnie tam ma rozpocząć się jego kariera filmowa.

W latach 60. Hongkong nazywany jest wschodnim Hollywood. Realizuje się w nim około 300 tytułów rocznie, z czego większość stanowią filmy sztuk walki oraz sensacje. Głównymi potentatami na rynku są wówczas bracia Shaw, którzy posiadają ponad sto kin w całej Azji, a ich wytwórnia zajmuje powierzchnię 25 kilometrów kwadratowych. Jak pisze w leksykonie "Bruce Lee i inni" Sławomir Zygmunt: Sukces Shaw Bros. Wziął się stąd, że ich filmy bardzo często bazowały na nacjonalistycznych instynktach chińskiego ludu. Bohater chiński był dobry, szlachetny, pracowity, uczynny, uczciwy, a nade wszystko NIEPOKONANY. Potrafił sam za pomocą celnych kopnięć i silnych ciosów rozprawić się z bandą zabójców. Bracia Shaw postawili sobie za cel wylansowanie kung-fu kosztem judo, narodowego sportu japońskiego. W filmach przedsiębiorczych braci wrogami głównego bohatera są albo Japończyk, albo Mandżur, czyli dwie nacje od niepamiętnych czasów zastraszające chińską biedotę.

Shaw od razu dochodzą do wniosku, że Yang Sze idealnie nadaje się do grania szwarccharakterów, oczywiście obcokrajowców. Po wytwórni zaczyna krążyć dowcip, że wielkość ról młodego aktora zależy od obwodu jego klatki piersiowej: im masywniejsza sylwetka, tym ważniejsza rola. Sze nie czuje się jednak doceniany i gdy w 1971 roku zdobywa tytuł Mistera Uniwersum Hongkongu, decyduje się porzucić braci.


Uczeń opuszcza mistrzów. Zdobył całą wiedzę potrzebną do podbicia świata. Już niedługo zaczną go nazywać "Chińskim Herkulesem": Jest nadczłowiekiem, łamie kości, miażdży głowy, rozłupuje krzyże, niszczy ciała. Mężczyźni, kobiety, starzy, młodzi, setki i pojedynczy ludzie (…) Pierwszy i jedyny potwór sztuk walk.

Potwór zyskuje wreszcie imię – Bolo. Aktor pożycza je od postaci, w którą wciela się w kultowym "Wejściu smoka". Jako jeden z pomagierów złego Hana walczy w tajnym turnieju, w trakcie którego masakruje  kolejnych konkurentów do mistrzowskiego tytułu. Przeciwstawia mu się dopiero amerykański agent. Yeung uczy się, że prócz umiejętności w kinie wymagana jest ładna twarz. Dlatego jego bohater przegrywa z facetem granym przez przystojnego, ale niemającego bladego pojęcia o karate Johna Saxona. Kilkanaście lat później Yeung trenuje Brandona Lee na planie "Piętna nienawiści" (1986). Producenci obawiają się, że bez tego żaden widz nie uwierzy w zwycięstwo niedoświadczonego pięknisia nad dużym i brzydkim Bolem.

Widzowie lubią patrzeć, jak Yeung obrywa. Najpierw jednak muszą go znienawidzić. Dlatego zanim dochodzi do finałowej walki, Bolo morduje bliskich bohaterów, dopuszcza się oszustw i łamie podstawowe zasady pojedynków. Jak w "Krwawym sporcie" (1988) i "Podwójnym uderzeniu" (1991) – dwóch klasycznych filmach akcji, w których występuje u boku Jean-Claude'a Van Damme'a. W pierwszym brutalnie okalecza przyjaciela, a w drugim morduje rodziców Belga. W "Krwawym sporcie" Van Damme okazuje jeszcze litość psychopacie – mimo że ten oślepia go piaskiem z areny, nie łamie mu karku, ale żąda przyznania się do porażki. W "Podwójnym uderzeniu" żarty się kończą – Bolo ląduje na skrzynce elektrycznej i ginie w niewyobrażalnych męczarniach. Nie lepiej skończyły się konfrontacje Yeunga z pierwszą damą karate, Cynthią Rothrock, w dwóch częściach "Pazurów tygrysa" (1992 i 1996).


Bolo Yeung reprezentuje typ aktorów, którzy nie traktują swojego zawodu jako powołania. Po prostu wchodzi na plan, robi to, co potrafi najlepiej, inkasuje czek i jedzie na zdjęcia do drugiego filmu. Do tej zacnej grupy należą bądź należeli m.in. Michael Madsen, Dennis Hopper, a u nas chociażby Jan Nowicki. Występują w dwóch albo trzech tytułach rocznie, zazwyczaj nie czytają scenariusza i nigdy nie pojawiają się na premierze (o ile w ogóle film jest dystrybuowany na dużych ekranach). Są jak stylowe gadżety podnoszące wartość obrazu z racji tego, że się w nim w ogóle pojawiły. Yeung – weteran kina kopanego, który nawet po pięćdziesiątce bez wstydu może odsłonić przed kamerą wyrzeźbioną klatkę piersiową – to znak jakości: "Tutaj znajdziecie naprawdę ostre mordobicie!".

Każdy jego fan z pewnością żałuje, że tak rzadko pojawiał się na ekranie jako pozytywna postać (dwie części "Shootfightera" i "Nieustraszony tygrys" to zdecydowanie za mało!). Sprawy mogłyby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie... śmierć Bruce'a Lee. Yeung poznał się z Małym Smokiem na planie reklamówki papierosów Winston. Już wtedy Lee obiecał mu, że zagrają kiedyś razem w filmie. Do ponownego spotkania obu wojowników doszło przy "Wejściu smoka". Gwiazdor zachwycony umiejętnościami kolegi zapowiedział, że w kolejnym filmie to Bolo będzie zwycięzcą w pojedynku między nimi. Lee nie zdążył spełnić zobowiązania, gdyż zmarł jeszcze przed premierą "Wejścia". Bolo zrobił z kolei to, co powinien: nakręcił kolejny film, w którym skręcił komuś kark i przetrącił kręgosłup. I za to go kochamy.

***

Więcej tekstów publicystycznych znajdziecie w dziale "Filmweb24 Magazyn", gdzie regularnie będą się ukazywały eseje, felietony, recenzje, wywiady i relacje z festiwali filmowych.

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

Witam wszystkich fanów Bolo. Czy jest możliwe pojawienie się Bolo w Polsce? Otóż tak. Trwają rozmowy na ten temat.

Trochę mnie dziwi nazywanie Bola olbrzymem. Przecież jest całkiem nieduży - no, chyba, że olbrzymi duchem. Uwielbiam jego miny. A z jakim wdziękirm ukręca ludziom łby...! ;-) Potrafi też pokazać poczucie humoru. Czy pamiętacie scenkę z TC 2000X, kiedy wyłania się zza metalowej szafki i spogląda na M. Huesa jakiby chciał zapytać:"Jaka tam na górze pogoda, koleś?" A kto pamięta go jako babcię z chorą nogą napadającą na bank?
Poproszę o więcej artkułów o herosach mordobijstwa artystycznego, dawniejszych i dzisiejszych.

DOkładnie tak, te czasy minęły... Cieszę się ,że swoimi postami dajecie swiadectwo,ze nie jestem osamotniony w moich przekonaniach !!!! Dziekuje Wam za to naprawde :) Teraz małolaci są karmieni sztucznym gownem,o ktorym nie mają pojęcia.Byle marna aktorzyna moze za pomoca dzisiejszych magików latać robić salta itd a wszystko to jest tak dopieszczone na ekranie przez specow ze wychodzi z tego jeden wielki kawałek gowna,ktory ktos musi zjesc.... Bolo to był prawdziwy artysta ! Był kawałem faceta,ktory musiał przepłynąć rzekę uciekając przed komunistyczną policją.Po 24h spedzonych w wodzie dopłynął i się uratował- to fakt.Bruce Lee.... chyba nie musze tutaj nic mowic , wspanialy czlowiek,ktory potrafil docenic walory innych,bylo otwarty na czlowieka i umial dostrzegac w nich dobro.Piekny artyk. ciesze sie ze powstał. Pozdrawiam kumatych - prawdziwa legenda pozostaje w sercu.
p.s: Dziś dzieci mają super X men wolverinów, my mieliśmy Pana Miyagi i Splintera.

niestety czasy kiedy trzeba było być prawdziwym mistrzem dawno minęły teraz byle oferma macha nogami lepiej niż Bruce Lee technika komputerowa z każdego zrobi na planie mistrza ...

Bruce, Bolo, i kilku innych, to byli prawdziwi twardziele, superbohaterowie, te czasy minęły bezpowrotnie?

Bolo był zajebisty, kiedyś byłem jego wielkim fanem. Świetny artykuł, no może poza wzmianką o Hopperze.

Rzeczywiście świetny artykuł oby takich więcej z kina kopanego.

Dokładnie ostatnie zdanie rządzi :D świetny artykuł!!!!

Genialny artykuł. Szkoda, że się kończy. xD

Ale dziwne ma cycki

świetny artykuł - ogarnia człowieka nostalgia - przypomina się młodość :) ehh te wypożyczalnie

Taczi@ jak byś był bystry człowiek , to byś wiedział , że to pomyłka. I nie da się jej edytować i cofnąc. Ale widać że zawód trola zobowiązuje do czepiania się o drobnostki i do różnych tego typu zaczepek...

to Bolo Yeung....

Crucem Lee ? A kto to ?

Ja go pierwszy raz zobaczyłem w filmach z Van-Dammem, oraz zagral w filmie z Bruce Lee. Ale żeby walczył z Crucem Lee , to nie przypominam sobie. Był raczej po jego stronie.
Aktor swietnie pasował do roli bosów. Było jeszcze takich złych brutali m.i.n Brian Thompson I

To były czasy :)
Za gówniarza bałem się oglądać jak skacze na gości łamiąc im kręgosłupy. Brr...

W Krwawym sporcie nie oślepia piaskiem z areny, tylko specjalnym proszkiem podanym przed walką przez swojego człowieka. Czepiam się.

Ostatnie zdanie rzadzi :D

z tym finałowym bossem to trochę przesada.
gość byłby raczej prawą ręką głównego złego:)

Super artykuł, Bolo rox :)

teraz coś o Cynthi .

Świetne!!!

fajny artykuł, ale Bolo z tego co wiem, pozytywną postać grał jeszcze w TC2000, niech mnie ktoś poprawi jak się mylę :)

Super artykuł więcej prosze o gwiazdach azjatyckiego kina akcji

Z tego co pamiętam Bolo grał również pozytywną postać w filmie TC 2000. Pamiętam, że musiałem się nieźle namęczyć, żeby dostać kasetę z tym filmem (trailer widziałem na jednym VHS z wypożyczalni). Pomijając walory artystyczne Bolo jest jedna z lepiej rozpoznawalnych gwiazd kina sztuk walki minionej epoki i powinno się o nim pamiętać.

Bolo to jedna z ikon mojego dzieciństwa! :) Fajny artykuł:)

Świetny artykuł :)

Bardzo podobne odczucia mam co do tego pana. Brawa za ciekawy artykuł :)

Artykuł jest poprostu zajebisty i miło się go czyta.

Artykuł nawet przyjemny, ale porównanie Yeunga do Hoppera i Madsena to spore przegięcie. Tamci panowie to klasa sama w sobie, nie jacyś zwykli idole epoki VHS. A to że przychodzi im to z taką swobodą to już inna sprawa.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn