Ach, "Rover Dangerfield"… Kto pamięta, ten wie. A kto nie pamięta – niech żałuje albo nadrabia, choćby i na starym magnetowidzie z trackingiem na pół ekranu. Dla mnie to nie tylko kreskówka – to żywy kawałek dzieciństwa, jeszcze z czasów, gdy wypożyczalnie VHS miały swój klimat, a kasetę trzeba było przewinąć ręcznie, bo inaczej tata krzyczał.
więcej