Piotr Czerkawski

Rozmawiamy z Kenem Loachem

Wywiad
/fwm/article/Rozmawiamy+z+Kenem+Loachem-124067 Getty Images © Tristan Fewings
Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/fwm/article/Po%C5%BCyteczny+idiota-123880

Pożyteczny idiota

GORĄCZKA ZŁOTAPodziel się

Pożyteczni idioci nigdy nie zginą, właśnie objawił się kolejny.

Pożyteczni idioci nigdy nie zginą, właśnie objawił się kolejny. Termin ukuty prawdopodobnie przez samego Lenina dla określenia zachodnich dziennikarzy i intelektualistów porwanych przez rewolucję bolszewicką i piszących o jej osiągnięciach wyłącznie przez różowe okulary, nie stracił na ważności. Kto nie wierzy, niech obejrzy czterogodzinny dokument "The Putin Interviews"– zaręczam, to lepsze niż "House of Cards", w którym scenarzyści niby mapują problemy dzisiejszego świata, wrzucają gorące tematy: zarządzanie strachem, manipulowanie internetem, majstrowanie przy ordynacji wyborczej, ale żadnego z nich nie potrafią rozwinąć. Gdy dochodzą do ściany, łapią się po prostu za kolejne trupy – to one są tu tak naprawdę paliwem dla narracji, reszta to nieciekawe międlenie, zastanawianie się, jak wypić to piwo, które się nawarzyło w poprzednich sezonach, jak połączyć plecione przez lata nitki, żeby wszystko jako tako trzymało się kupy. Gdyby jeszcze to paliwo pozwoliło nam dotrzeć do jakiejś ciekawej mety... ale niestety – nie. Ostateczna konkluzja, którą można wysnuć z najnowszego sezonu, że to biznes rządzi polityką, a nie polityka biznesem, jest wnioskiem na poziomie rezolutnego przedszkolaka.Tym ciekawsze jest, że takiego Franka Underwooda, faceta, który niby zjadł zęby na walce o władzę, ten prosty fakt tak bardzo dziwi. Jak on w ogóle utrzymał się przez te wszystkie lata w polityce, skoro tak mało widzi?

Ale wróćmy do dokumentu. Odpowiedzialny jest za niego nie kto inny jak Oliver Stone – człowiek, który, jak wiadomo, ma serce po lewej stronie; przyjaciel dwóch dziarskich wodzów: Castro i Chaveza. Od teraz można też powiedzieć, że przyjaciel Władimira Putina. Tęskniłeś za mną? – pyta reżyser polityka, gdy spotykają się po długiej nieobecności  (rozmowy były nagrywane w kilku sesjach między 2015 a 2017 rokiem), na co ten mu odpowiada – Tak, płakałem po nocach. Równie cudacznych sytuacji i wymian zdań jest tu więcej. Panowie oglądają na przykład razem "Dra Strangelove'a" Kubricka; stojąc na tarasie pałacu w Soczi, sięgają wzrokiem poza horyzont; piją przyniesioną przez pana prezydenta kawę. Stone pyta swojego bohatera, jak się modli; chwali go za to, że wychował wspaniałe córki. Putin z kolei opiewa odwagę i talent swojego amerykańskiego gościa; jego żonie poleca odwiedzić Sankt Petersburg, koniecznie w białe noce. Rosjanin proponuje Amerykaninowi na powitanie żółwika; gdy się żegnają, Amerykanin proponuje formę na niedźwiedzia. To wszystko to jednak interludia. Tak samo zresztą jak przechadzki Stone'a po Kremlu i po Placu Czerwonym, obserwowanie Parady Zwycięstwa czy zwiedzanie Mauzoleum Lenina.

Sednem projektu "The Putin Interviews" jest polityka, którą uprawia rosyjski prezydent, a także ta, którą uprawiają Stany Zjednoczone. Choć w trakcie rozmowy pojawiają się takie postacie, jak Chruszczow czy Jelcyn, głównej analizie zostają poddane te czasy, w których za sterem Rosji stał już Putin. Jakie to czasy? Wręcz bajkowe, o czym dowiadujemy się już na samym początku z ust Stone'a, wygłaszającego pean na cześć swojego bohatera: Podźwignąłeś przemysł, zatrzymałeś prywatyzację, skończyłeś wojnę, zmodernizowałeś wieś, zwalczyłeś ubóstwo. Putin chyba nie był na to gotowy, ugina się pod tym zwałem wazeliny, po chwili jednak zbiera siły i mówi: No cóż, tak było. Stone jednak nie zamierza przestać, chce dokończyć drugą zwrotkę. W dalszej części wspomina o opiece nad słabszymi, szacunku dla starszych, a nawet o równym kroku jego żołnierzy, za który prezydent też jest odpowiedzialny. Na koniec zadaje pełne podziwu pytanie: Jak to jest, że nigdy nie traci pan nad sobą panowania? Jak to jest, że nie ma pan złych dni? W odpowiedzi słyszy od swojego idola: Nie jestem kobietą, żeby mieć złe dni.

Stone nie przyszedł do Putina, żeby go przepytać, tylko żeby poprzez niego poznęcać się nad Ameryką.
Jakub Socha
Człowiek patrzy na to i przeciera ze zdumienia oczy, przez moment może nawet się łudzi, że to przecież musi być jakaś zmyślna strategia policzona na to, żeby uśpić przeciwnika, a wiadomo, że przeciwnik jest trudny, bo przeszkolony na kursach w samym KGB. Złudzenie rozwiewa się jednak bardzo szybko. Stone nie przyszedł do Putina, żeby go przepytać, tylko żeby poprzez niego poznęcać się nad Ameryką. Jasne, Ameryka nie jest święta, należy ją krytykować. Krytykowanie to jedno, wygłaszanie jednak zdań, że doczekaliśmy takich czasów, że ludzie uciekają ze Stanów do Rosji, bo tylko tam będą czuli się bezpiecznie, to coś zupełne innego. Stone oczywiście pije tu do sprawy Snowdena, o którym niedawno zrobił nudny film. Swoje przekonanie o przewadze rosyjskiego systemu demokratycznego nad tym amerykańskim opiera we własnym mniemaniu na faktach. Jak wyglądają te fakty? Ano tak, że reżyser zapytał Putina, czy w Rosji zbiera się również metadane i podsłuchuje obywateli, na co usłyszał, że nie.

I tak jest za każdym razem. Stone pyta o prześladowanie społeczności LGBT, Putin odpowiada, że nie ma nic przeciwko gejom i lesbijkom. Pyta o wolne media, słyszy, że przecież w Rosji jest mnóstwo gazet. Pyta o naloty w Syrii, słyszy, że przecież naloty służą temu, żeby zniszczyć terroryzm. Pyta o bogactwo Putina, słyszy zapewnienie, że wcale nie jest bogaty. Pyta o ingerencję w wybory w innych krajach, słyszy, że to nieprawda. Pyta o zajęcie Krymu, słyszy, że to nie było żadne zajęcie, tylko akcja ratunkowa – jakby na potwierdzenie w obrazku pojawia się rosyjski żołnierz, którego mała dziewczynka całuje w policzek.

Liczbie bzdur, które słyszymy, towarzyszy ta sama liczba przemilczeń.
Jakub Socha
Liczbie bzdur, które słyszymy, towarzyszy ta sama liczba przemilczeń. Stone cały czas obnosi się z obszernymi notatkami z listą tematów, które będzie chciał poruszyć, nie ma jednak wśród nich nic o FSB, Ramzanie Kadyrowie, Borysie Niemcowie, Annie Politkowskiej, Pussy Riot, Michaile Chodorkowskim, Aleksandrze Litwinience. Nie ma nic o ofiarach administracji Putina, nic o współpracującym z nim bandytach. Jest za to dużo troski o samą Rosję, otoczoną przez wilki, próbującą sobie jakoś w tym dzikim świecie radzić. Ten świat próbują uczynić jeszcze bardziej dzikim amerykańscy politycy, którzy zapomnieli, że zimna wojna już się skończyła i znowu rozpoczynają wyścig zbrojeń. Putin wtóruje swojemu przyjacielowi, apeluje o pokój na ziemi i o rozwagę. Mówi, że trzeba zająć się przyrodą i klimatem.

Putin liderem partii zielonych – tego już było za wiele. Żeby wyrwać się z tej psychodelicznej bańki, wziąłem się za książkę Krystyny Kurczab-Redlich "Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina" i oczywiście wpadłem od razu do bagna, z którego trudno się otrząsnąć. Polska dziennikarka nie szczypie się, porównuje Putina wprost do Stalina – ta prawie ośmiuset stronicowa cegła jest jego wielkim oskarżeniem; szeroką panoramą wynaturzeń władzy, o których chyba mało kto ma pojęcie; niekończącym się katalogiem zbrodni, za które odpowiedzialny jest obecny prezydent Rosji – popełnianych na całych narodach i pojedynczych ludziach. Obraz amerykańskiej polityki przedstawiony w "House of Cards" wygląda przy tych opisach co najmniej niewinnie. 
60