Kaja Klimek

Dziewczyny z kolejnego odcinka

W następnym odcinku
/fwm/article/Dziewczyny+z+kolejnego+odcinka-122763

Rozmawiamy z Benedictem Cumberbatchem

Podziel się

Gwiazda "Sherlocka" opowiada nam, co urzeka go w swojej roli.

Dla Benedicta Cumberbatcha życie zaczęło się jeszcze dobrze przed czterdziestką. Po premierze pierwszego sezonu "Sherlocka" w lecie 2010 roku niemal z dnia na dzień stał się międzynarodową gwiazdą. O nadchodzących premierowych odcinkach, które już w styczniu będzie można oglądać na BBC Brit, rozmawialiśmy podczas wizyty na planie serialu.

***


Bartosz Czartoryski: Długo kazaliście nam czekać na nowego "Sherlocka".

Benedict Cumberbatch: Oj tak, ale chciałbym zauważyć, że tak długie przerwy nie dają nam się swoją pracą znudzić, zaskakujemy siebie nie mniej niż ludzi przed telewizorami. Czasem nawet i sami scenarzyści podczas pisania miewają pomysły, które nie narodziłyby się, jeśli by się z nimi trochę dłużej nie przespali. Niesamowity jest cały ten proces, bo pozwala nam odetchnąć i ekscytować się przeplatającym się, jak u Arthura Conan Doyle'a, mrokiem i radością, wyważyć powagę i humor. A to z kolei pomaga nam zbudować postacie z krwi i kości, które naturalnie ewoluują, zmieniają się przez te wszystkie mijające lata. Osobiście nie zgodziłbym się na dalszą grę, gdybym nie zauważał postępu, jaki zrobiliśmy.

Pracę nad serialem przetykasz obficie innymi rolami i zastanawiam się, czy te powroty na Baker Street nie są dla Ciebie konfundujące.

Prawda. Ostatnimi czasy nie mogę liczyć nawet na chwilę oddechu. Na przykład teraz przyjechałem do Londynu na zdjęcia prosto z planu innego filmu, a zaraz lecę kończyć odcinek serialu do Cardiff. Nie jest łatwo, lecz z drugiej strony daje mi to zupełnie inną perspektywę postrzegania swojej pracy oraz postaci, jakie odgrywam. Zawsze jest to pewne wyzwanie i potrzebuję chwili, żeby się z Sherlockiem oswoić, choć tym razem miałem to szczęście, że przed nadchodzącym sezonem nakręciliśmy jeszcze odcinek świąteczny i choć grałem tam dziewiętnastowiecznego Holmesa, była to znakomita rozgrzewka. Bo staram się za każdym razem odkryć inną stronę jego osoby, jednocześnie zachowując wszystko, co stanowi o jego charakterze. Po przerwie między sezonami muszę sobie przypomnieć, kim był, a dopiero potem go rozwijam. Mam nadzieję, że to, co mówię nie jest zbyt zawiłe!

Skoro Ty się w tym wszystkim nie gubisz...

Ale robię się niecierpliwy. Moja mama mi powtarza, żebym się rozluźnił, bo zachowuję się jakbym ciągle się gdzieś śpieszył. Staram się nie zabierać pracy do domu, jednak jest to miejsce diametralnie różne od planu filmowego i takim chciałbym je zachować. Gdy jestem z rodziną, staram się poświęcić jej całą swoją uwagę. Niekiedy jest to trudne, bo muszę jednak uczyć się kwestii, ciągle je powtarzać, nie mam fotograficznej pamięci, nie przychodzi mi to naturalnie, przez cały czas ciężko pracuję. Czuję, że mój mózg musi znajdować się w stanie jakiejś wzmożonej gotowości, dlatego staram się bez przerwy uczyć: gry na pianinie, francuskiego. Rzadko zwalniam.

Czyli obaj jesteśmy pracoholikami. Podpowiesz mi, jak od tego nie zwariować?

Tak – ćwiczenia! Ćwiczenia to podstawa, żeby zachować zdrowie, zrzucić z siebie ciężar dnia i przygotować do pracy. Zresztą zdjęcia potrafią być fizycznie wyczerpujące, na przykład kiedy kręci się nocą po zmianie strefy czasowej. Można na przykład sobie pobiegać w grubym swetrze, wtedy nie myśli się o niczym innym, ale i tak najlepszym sposobem na odseparowanie się od wszystkiego jest dla mnie zajmowanie się dzieckiem, bo jest się odpowiedzialnym za coś znacznie istotniejszego niż ty sam. Innymi słowy, syn służy mi pomocą!

Podobno coraz ciężej jest znaleźć i Tobie, i Martinowi Freemanowi czas na "Sherlocka", a jednak regularnie, choć rzadko, powracacie do swoich ról. Co Was obu tak do tego serialu przyciąga?

John uczłowiecza Sherlocka, może nawet bardziej u nas niż u Doyle'a. Lecz Holmes zawsze będzie zachowywał pewną rezerwę do świata, to nie tak, że nagle zrobimy z niego przytulankę. Myślę, że różnice, które ich nie tylko dzielą, ale i łączą, mogą stać się zaczynem niezliczonych przygód.
Benedict Cumberbatch
Obaj lubimy niedopasowane postacie, które łączy niebezpieczeństwo, ekscytacja, dreszczyk emocji oraz ryzyko, jakie są skłonne podjąć, żeby uczynić ten świat nieco lepszym, nawet za cenę okropnych niekiedy konsekwencji. Oddziałują na siebie w dość specyficzny sposób; John uczłowiecza Sherlocka, może nawet bardziej u nas niż u Doyle'a. Lecz Holmes zawsze będzie zachowywał pewną rezerwę do świata, to nie tak, że nagle zrobimy z niego przytulankę. Myślę, że różnice, które ich nie tylko dzielą, ale i łączą, mogą stać się zaczynem niezliczonych przygód.

Na przestrzeni lat Sherlock doczekał się całego mnóstwa rozmaitych inkarnacji. Udało Ci się znaleźć jakiś sposób na Holmesa, swoisty złoty środek?

Mam taką nadzieję. Chociaż czasem zdarzają się momenty przełomowe, które, jak się wydaje, zmieniają oblicze postaci i sztuką jest zagrać to tak, żeby twoje zachowanie jako aktora było naturalnym przedłużeniem tego, co było pokazane poprzednio. Również zadaniem scenarzysty jest ten komfort zapewnić, nawet jeśli ten gra z dnia na dzień, nie znając dalszego ciągu fabuły. Jeśli grałbym ciągle to samo i tak samo, ludzie szybko by się znudzili. Ja zresztą też. Oczywiście, gdyby Sherlock był funkcjonującym na wysokich obrotach nieomylnym geniuszem, który na końcu każdego odcinka demaskuje głupotę pozostałych, byłoby to nużące. Dlatego przytrafiają mu się również bolesne potknięcia, pomyłki. I tak być musi, bo inaczej zniknęłoby poczucie ryzyka, poczucie tego, że gra toczy się o wysoką stawkę. Każdy odcinek "Sherlocka" to nie tylko rozwiązywanie sprawy kryminalnej. Sezon ma łącznie ponad cztery godziny, czyli możemy zbudować złożoną fabułę bliższą filmowej. Sherlock podejmuje ryzyko, nawet błądzi, bo jest człowiekiem pogubionym. Choć jest u szczytu swoich możliwości, znajduje się w mrocznym punkcie swojego życia, odnoszone sukcesy są proporcjonalnie spektakularne do rozmiaru odnoszonych porażek. Niewykluczone, że dopiero teraz dowiemy się, kim jest Sherlock Holmes.

Chcesz powiedzieć, że poznamy go od strony osobistej?

Nawet dopytywałem się kiedyś Stevena (Moffata, twórcę serialu – przyp. red.), skąd Sherlock pochodzi, jak się znalazł tam, gdzie jest, bo przecież musiał mieć jakieś dzieciństwo, nie wygrzebał się z bryły lodu. I aż do tej pory nie chciał mi na te pytania odpowiedzieć, kazał mi czekać na scenariusz do nadchodzącego sezonu, dlatego ja Tobie też muszę.

Zdarza Ci się mówić o "Sherlocku" jako o małym projekcie telewizyjnym, ale, choć może tak było przed laty, dzisiaj jesteście oglądani jak świat długi i szeroki. Jak to się stało?

Raczej Ty powinieneś mi odpowiedzieć na to pytanie! Mówiąc jednak serio, myślę, że to dzięki literaturze, jaką pozostawił po sobie Doyle, bo przemawia ona do każdego. A nasz serial nie jest tylko fanowską impresją, ale nowoczesnym przełożeniem tamtej prozy na język filmu. Kiedy czytałem po raz pierwszy scenariusz, nie mogłem się doczekać, żeby to zagrać. Sherlock jest outsiderem i to trafia do ludzi z każdego pokolenia. I mam to w głowie, będąc na planie, chciałbym, aby serial z taką samą przyjemnością oglądali i moi rodzice, i moje dziecko. "Sherlock" prowokuje dyskusje, na "Sherlocka" się czeka, umawia na seans z przyjaciółmi. Świetne historie po prostu przenikają wszystkie bariery kulturowe.

Chyba przez ten czas bardzo się z Holmesem polubiliście?

Staram się nie zaprzyjaźniać za bardzo z granymi przez siebie postaciami, ale nie sposób Sherlocka nie polubić, szczególnie że istnieje tyle jego wersji kreowanych przez różnych aktorów. Dlatego nie wolno też być zaborczym, choć jestem dumny z tego, co udało nam się osiągnąć. Zresztą gdybym nie był, pewnie tak chętnie nie powracałbym na plan, szczególnie że sporo się w moim życiu dzieje, mam co robić, nie narzekam na brak propozycji. Ale lubię tę rolę, chcę ją grać.

No dobrze, to co planujesz dalej dla Benedicta Cumberbatcha?

Nie prowadzę żadnej listy, wybieram po prostu z tego, co mi się oferuje. Ostatnio jestem zafiksowany na punkcie zupełnie świeżych scenariuszy, mam firmę producencką i staram się przyciągać nowych ludzi z nowymi pomysłami i nawet jeśli przynoszą nam adaptacje literatury, to są to rzeczy jeszcze na ekran nieprzenoszone. Cóż, na pewno chciałbym zagrać coś oryginalnego!
45