Recenzja filmu Trzynaście duchów (2001)
Steve Beck

Aż żal człowieka ściska

Na początku chciałabym powiedzieć, że do szczególnie wybrednych ludzi nie należę. Zarówno w tzw. "kinie inteligentnym", jak i w zwykłym "mordobitnym" filmie, umiem znaleźć pozytywy oraz negatywy. ...
Filmweb sp. z o.o.
Na początku chciałabym powiedzieć, że do szczególnie wybrednych ludzi nie należę. Zarówno w tzw. "kinie inteligentnym", jak i w zwykłym "mordobitnym" filmie, umiem znaleźć pozytywy oraz negatywy.

Do obejrzenia "Trzynastu duchów" nakłoniła mnie niegdyś znajoma. Zachęcona pochwałami, postanowiłam przetestować to "dzieło". Jako że koleżance film bardzo przypadł do gustu i zachwalała go po kilkakroć, moje oczekiwania wobec niego wzrosły. Niestety, gdy już nadeszła upragniona "chwila prawdy", poczułam się oszukana. Film okazał się bowiem (przynajmniej w moim odczuciu) zwykłym niewypałem.

W sumie początek zapowiadał się nawet dobrze. Widząc go, człowiek miał jeszcze "nadzieję na lepszą przyszłość", ale skutecznie rozwiały ją późniejsze wątki. Właściwie sam pomysł może nawet nie byłby zły, gdyby nie sposób, w jaki został zrealizowany. Efekty przedłożono nad samą treść i widać było, że to głównie im poświęcono uwagę podczas realizacji. Cała reszta mocno kuleje.

Mój główny zarzut dla "Trzynastu duchów" to brak klimatu. Bardzo niekorzystnie wpływa na to nieumiejętna, nieprzekonująca, nijaka gra aktorska. Między odtwórcami ról nie czuje się w ogóle więzi. Niby grają kochającą się rodzinę, ale ich stosunki są dosyć... chłodne? Może akurat to słowo nie oddaje w pełni tego, co mam na myśli, nie mniej jednak ten związek, który powinien łączyć ich jako rodzinę, jest jakoś mało widoczny. W konsekwencji prowadzi to do niemocy identyfikacji widza z bohaterami. Do wymienionych oskarżeń, wystosowanych wobec aktorów, dołożę jeszcze takie, że ich gra jest sztuczniejsza niż implanty w cyckach Dody, a za to oddziałująca na ogólną ocenę filmu podobnie, jak kolejne cięcia skalpela wpłynęły na końcowy efekt dłubanki w nosie Michaela Jacksona. Bo niby to się boją, niby to są przerażeni, wpadają w panikę, ale to wszytko wypada jakoś tak zabawnie i wręcz żenująco.

Fabuła filmu jest bardzo przewidywalna, a duchy nie wywierają odpowiedniego wrażenia. Zapewne chodziło tutaj o ukazanie różnorodności tych krwiożerczych istot (a w końcu było ich aż 13), ale niestety widać, że po udanym stworzeniu kilku chyba zabrakło pomysłu na kreację pozostałych. Na mnie (i jak podejrzewam na większości z tych, co film oglądali) najlepszy efekt wywarła pocięta kobieta. Aktorka, która wcieliła się w tę przerażającą postać, spisała się najlepiej ze wszystkich osób, występujących w "Trzynastu duchach". Reszta wypadła przy niej (delikatnie mówiąc) "blado".

Film mógłby w sumie "robić" za komedię, bo oglądanie tego całego chaosu, ludzi rozbieganych po jakiejś dziwacznej konstrukcji, nazywanej domem, niby paniki, która ogarnęła bohaterów, jest przezabawne. W ogóle, niezłą fantazję musiała mieć osoba, która to wszystko wymyśliła. Cała maszyneria, duchy z klatkami na głowach, bytowidne okularki i reszta cudactw wywołuje komiczny efekt. Jeśli jednak wziąć pod uwagę fakt, że miał być on całkowicie odmienny, doprawdy nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Jedynym większym plusem byłoby kilka scen, dla których jednak nie warto marnować tych cennych 90 minut.

Krótko mówiąc: musiałabym chyba zostać przywiązana do fotela, żebym z własnej woli obejrzała coś w stylu "Trzynastu duchów".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 47% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)