Recenzja gry Conan Exiles (2018)

Always look on the bright side of life

Z krzyża zdjęty, prosto z "Pani" wyjęty, chciałoby się zaśpiewać, powiększając swojemu barbarzyńcy i tak już pękate bicepsy i wydłużając przyrodzenie.
Filmweb sp. z o.o.
Z krzyża zdjęty, prosto z "Pani" wyjęty, chciałoby się zaśpiewać, powiększając swojemu barbarzyńcy i tak już pękate bicepsy i wydłużając przyrodzenie.

A może i by się jednak nie chciało, bo trochę suszy. Zaraz po niespodziewanym uwolnieniu z rąk rosłego Conana padamy bowiem na rozgrzany piach jak nas Crom stworzył, pobłogosławieni jedynie łykiem wody z bukłaka i motywacyjną gadką (choć czarnowłosy zabijaka nie załapał, że my obaj przybysze z Cymerii i tłumaczył mi, jak się u nas żyje). Zresztą swojego wojaka wystylizowałem, na poły tylko świadomie, na brata bliźniaka słynnego rębajły i, wyzwolony przez rodaka, ruszyłem przez pustynię. Ale nie gwałcić i rabować, jak na ukrzyżowanego recydywistę przystało, tylko ścinać drzewa i rozbijać kamienie. Oczywiście po uprzednim wydzierganiu majtek.

photo.title   photo.title   photo.title

Wyzłośliwiam się nieco, co może wydawać się nie fair, bo taka przecież koncepcja gier survivalowych, lecz osobiście fundament ich mechaniki zawsze utożsamiałem z mozołem. "Conan Exiles" nie jest wyjątkiem. Ba, to niemalże esencjonalna "przetrwaniówka", ze wszystkimi tego stanu rzeczy plusami i minusami, propozycja stosunkowo bezpieczna, bo konserwatywna. Tylko całej tej fantastycznej otoczki żal, gdyż nawiązania do prozy Roberta E. Howarda są naskórkowe i równie dobrze cała ta rozgrywka mogłaby zostać osadzona gdziekolwiek indziej. Nie wystarczy rzucić paroma nazwami czy przyciąć kilka rzeczy do szablonu. Brak fabuły i oparcie rozgrywki na schemacie zadaniowym, co jest charakterystyczną dla gatunku cechą, na dobrą sprawę wykluczył twórcze wykorzystanie budowanego przez dziesiątki lat już nawet nie literackiego, ale popkulturowego uniwersum, lecz podobną cenę płaci każdy survival. Szkoda tego bogatego dziedzictwa, jakie pozostawił po sobie Howard i kontynuatorzy jego dzieła, bo cała intryga została przeze mnie opisana powyżej i kiedy podniesiemy się z ziemi, sami dopiszemy resztę historii.

photo.title   photo.title   photo.title

Nie o scenariusz jednak się tutaj rozchodzi, ale samo doświadczenie przetrwania na marginesie cywilizacji, pustkowiu zamieszkanym przez nam podobnych obwiesi i paskudne stwory. I początkowa dezorientacja, kiedy gra rzuca nas na pustynię bez żadnego przewodnika, faktycznie zapowiada niełatwą przeprawę. Szkoda tylko, że przy podejmowaniu tej decyzji wylano barbarzyńcę z kąpielą, bo samodzielnie uczyć się tutaj trzeba dosłownie wszystkiego, łącznie z interfejsem i pobocznymi pierdółkami, których można, po prostu, nie wypatrzyć od razu. Tyle dobrego, że kiedy się załapie raz, jak robić to czy tamto, wtedy dalsza droga jest intuicyjna, choć nie łatwiejsza. Ale często zmagania z "Conan Exiles" nie mają nic wspólnego z wybranym stopniem trudności, lecz z koniecznością nie zawsze zdroworozsądkowego domyślenia się, o co grze akurat chodzi. Zgoda, mamy niby tabelkę, która odhacza nam poszczególnie zadania, ale o to, jak je wykonać, musimy już zadbać sami, co wymaga nieraz paru różnych, niekoniecznie klarownie powiązanych ze sobą czynności. Nie chcę demonizować, nie jest to piekielne trudne, tylko uciążliwe, lecz nie wykluczam, że miłośnicy craftingu będą uradowani, bo "Conan Exiles" oferuje naprawdę rozbudowany system, a budowanie fortecy czy wykucie porządnego miecza sprawia nie lada satysfakcję i niemało frajdy. Zakładając jednak, że nie jesteśmy domatorami i nie zaszyjemy się za murami twierdzy, aby co jakiś czas nasłać na przeciwnika swojego boga (rzecz prezentuje się podobnie jak niegdyś w "Populousie"), ale wyjdziemy do ludzi, czeka nas niejakie rozczarowanie.

photo.title   photo.title   photo.title

Zawodzi jednak nie tyle udostępniony nam świat (podzielony na różne strefy, od rzeczonej pustynnej do śnieżnej; pamiętajcie, żeby się ciepło ubrać i nie jest to żaden żart), co toporny i paralityczny system walk, który nie pozwala na toczenie prawdziwie efektownych potyczek i sprowadza każdy pojedynek do chaotycznego młócenia opartego na prostym, powtarzalnym modelu "cios-przewrót-cios-przewrót". Tak czy siak, brak fabuły działał na mnie odstraszająco i nie zachęcał do eksploracji, której celem miało być jedynie zdobycie jakiegoś surowca, przy czym należy brać poprawkę, że nie jestem ani urodzonym survivalowcem, ani miłośnikiem olbrzymich gier sieciowych. Samotnicza wyprawa sprawdza się tyle o ile, na szczęście można sobie kogoś dokooptować i robi się zdecydowanie ciekawiej. Nie zmienia to jednak faktu, że "Conan Exiles", mimo bogactwa detali, pełne jest niedopracowanych rozwiązań i połatanych naprędce dziur. Nawet nie poświęcam tutaj miejsca, aby wyliczyć zwyczajne błędy techniczne, od których się roi, lecz uczulam potencjalnych kupujących na ich obecność. Może po prostu lepiej poczekać kilka tygodni (miesięcy?), aż zostaną naprawione. Do tego czasu można sobie jeszcze trochę powisieć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 5/10 średna