Recenzja filmu Infernal Affairs: Piekielna gra (2002)
Wai-keung Lau
Alan Mak

Azjatycki majstersztyk

"Piekielna gra" to nie jest kolejny azjatycki film akcji, w którym nawet zdziadziały staruszek okazuje się mistrzem kung fu i potrafi jedną ręką pokonać zgraję osiłków. Prawdę mówiąc w ...
Filmweb sp. z o.o.
Wśród twórców Hollywood popularne jest tworzenie remake’ów zagranicznych produkcji tak, by amerykańscy widzowie, hołdujący rodzimym produkcją, mogli poczuć namiastkę progresu jaki notuje światowa kinematografia. I choć obecnie to zabieg dość powszechny to dziesięć lat temu nie było jeszcze mody na amerykańskie przeróbki. "Infiltracja" okazała się sukcesem kasowym i artystycznym, jednak porównując do oryginału z Hongkongu jest tylko namiastką prawdziwego majstersztyku kina akcji. "Infernal Affairs: Piekielna gra" to film o wiele lepiej zrealizowany, z wciągającą fabułą, posiadający bohaterów z krwi i kości , którzy nie zarzucają nas wytartymi frazesami. Wszystko to zaserwowane w typowym azjatyckim stylu daje znakomity efekt.

"Piekielna gra" to nie jest kolejny azjatycki film akcji, w którym nawet zdziadziały staruszek okazuje się mistrzem kung fu i potrafi jedną ręką pokonać zgraję osiłków. Prawdę mówiąc w filmie Wai-keung Lau i Alana Maka nie uświadczymy bijatyk typowych dla filmów sygnowanych nazwiskami Bruce'a LeeBruce A. Lee, Jackiego Chana czy Jeta Li. ''Infernal Affairs'' skupia się na przedstawieniu historii dwóch mężczyzn, którzy zagłębili się w swym życiu pod przykrywką ta tyle, że zapomnieli, gdzie leży granica dawnego życia. 


Zasadniczo "Piekielna gra" od amerykańskiej "Infiltracji" różni się podejściem do tematu. Scorsese w swym filmie skupił się na ciekawej fabule, która jednakże jest przystosowana do wymagań amerykańskich kinomanów. Oryginał z Hongkongu poza tym, że jest wciągającym kryminałem o dwóch ''kretach'' działających po przeciwnych stronach, jest o wiele inteligentniejszym podejściem do sensu filmu. 

"Infernal Affairs" bardziej skupia się na moralnych rozterkach głównych bohaterów, o ich zatraconym kontakcie ze swoim prawdziwym życiu. Presja, której poddawani są bohaterowie przez swoich zwierzchników, wywiera wpływ na ich życie, samopoczucie, czy decyzje przez nich podejmowane. Autorzy oryginału postawili na film stricte kryminalny, mający podłoże moralne, ale nie zasypujący nas wytartymi frazesami, czy wątkami miłosnymi, czyli aspektami obowiązkowymi w amerykańskim kinie.


Gra aktorska stoi na przyzwoitym poziomie. Na tym polu najbardziej wyróżnia się  laureat Złotej Palmy  Tony Leung Chiu Wai i Anthony Chau-sang Wong. Drugi z aktorów pierwszoplanowych  Andy Lau nieco odstaje poziomem gry aktorskiej od wyżej wymienionych aktorów, ale nie zakłóca to seansu. Reszta obsady nie jest tak wyeksponowana na pierwszy plan, co pozwala skupić się na historii, którą chcą nam przekazać twórcy. 


Choć ja sam, jak zapewne większość widzów, widziałem najpierw amerykańską "Infiltracji", a dopiero potem "Infernal Affairs" to przyznaje bez cienia wątpliwości, że oryginalny obraz jest o wiele lepszy. Interesujące podejście do tematu, dobra gra aktorska, świetnie wplecione wątpliwości moralne dwóch głównych bohaterów, to wszystko dało znakomity efekt. To plus wyzbycie się typowych dla azjatyckich filmów akcji bijatyk, sprawia, że "Piekielna gra" wykracza zdecydowanie dalej niż typowe zaszufladkowane kino akcji rodem z Azji.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).