Recenzja filmu Kobiety mafii (2018)
Patryk Vega

Dziewczyny z ferajny

"Kobiety mafii" to soczysta sensacyjna pulpa, ruchomy komiks wypełniony po brzegi przerysowaną przemocą, brudnym seksem i niegrzecznym, nierzadko groteskowym humorem. Jest to również film z ...
Filmweb sp. z o.o.
Parafrazując klasyka: pogłoski o artystycznej śmierci Patryka Vegi są mocno przesadzone. Po wyjątkowo "ciepłym" przyjęciu "Botoksu" – przedziwnego koktajlu obscenicznej komedii, paszkwilu na polską służbę zdrowia oraz antyaborcyjnego manifestu – twórca "Pitbulla" powrócił do repertuaru, w którym czuje się najbardziej komfortowo. "Kobiety mafii" to soczysta sensacyjna pulpa, ruchomy komiks wypełniony po brzegi przerysowaną przemocą, brudnym seksem i niegrzecznym, nierzadko groteskowym humorem. Jest to również film z poprawnie skonstruowaną fabułą, co na tle ostatnich dokonań Vegi wydaje się wartym odnotowania osiągnięciem.

photo.title   photo.title   photo.title

Pracujący w rajdowym tempie reżyser najwyraźniej wsłuchał się w krytyczne opinie pod adresem swojej twórczości. Bodaj najczęściej powtarzany zarzut dotyczył przecież przeładowanych, bezładnych dramaturgicznie scenariuszy. Oglądając "Nowe porządki" albo "Niebezpieczne kobiety", nietrudno było odnieść wrażenie, że Vega pragnie upchnąć w dwugodzinnym metrażu jak najwięcej barwnych anegdot zasłyszanych od znajomych policjantów i bandziorów. Jednocześnie nie ma za bardzo pomysłu na to, jak pozszywać je w spójną opowieść. "Kobiety mafii" wydają się pod tym względem krokiem w stronę jasności. Owszem, Vega nadal kręci kino atrakcji, którego podstawowym imperatywem jest dostarczanie publice w kolejnych scenach coraz to nowych uciech. Raz będą to akrobacje na rurze w klubie ze striptizem, kiedy indziej brutalna egzekucja zdrajcy, efektownie zainscenizowany karambol na autostradzie albo domowa awanturka wyjęta żywcem z tragikomedii Marka Koterskiego. W "Kobietach" ów maraton ekscesów przebiega jednak według zaplanowanej marszruty, każda atrakcja jest w mniejszym lub większym stopniu uzasadniona rozwojem wydarzeń.

photo.title   photo.title   photo.title

Żeby nie było: Vega (wspierany tu przez Olafa Olszewskiego) nie stał się nagle drugim Williamem Goldmanem. Jego nowy film nie jest zupełnie wolny od psychologicznych fałszów oraz dziwnych scenariuszowych kiksów. W oczy rzuca się zwłaszcza nieoczekiwana wymiana głównej bohaterki: przez blisko pół seansu intryga kręci się wokół działającej pod przykrywką agentki ABW Beli (Olga Bołądź), by nagle skupić się na perypetiach przedsiębiorczej niani Darii (Agnieszka Dygant).  Historia Beli, która na ołtarzu ekscytującej pracy składa życie rodzinne, to tylko jeden z kilku intrygujących wątków zasługujących na rozwinięcie. Chciałbym zobaczyć więcej scen z udziałem Padrino (Bogusław Linda), mokotowskiego capo di tutti capi cierpiącego na nerwicę lękową. Na dodatkowy czas antenowy zasługuje również trzech mafijnych cyngli, którzy żadnej pracy się nie boją: pochmurny Cień (Sebastian Fabijański), psychopata Milimetr (Tomasz Oświeciński) oraz rozdarty między lojalnością wobec kumpli a uczuciem do kobiety Żywy (Piotr Stramowski). Stawiam dolary przeciwko orzechom, że reżyser trzyma na dysku twardym dwa razy dłuższą wersję "Kobiet mafii". W stosownym czasie ujrzy ona światło dzienne w formie miniserialu – podobny los spotkał przecież "Służby specjalne" i "Botoks". Tak sobie myślę, że może to być najlepszy Vega od premiery drugiego sezonu telewizyjnego "Pitbulla".

Autor "Taśm grozy" jest w swoim żywiole, prześwietlając środowisko stołecznych "gangusów". Sypie jak z rękawa mięsistymi dialogami, z mieszaniną fascynacji oraz ironii odmalowuje przestępczy styl życia, a na deser serwuje widzom przyspieszony kurs produkcji, dystrybucji i przerzutu amfetaminy. Reżyser pozornie wpuszcza do tego mrocznego, zbudowanego na fundamentach chciwości i przemocy świata odrobinę światła. Z jednej strony pokazuje miłość w wydaniu romantycznym i rodzicielskim, z drugiej – opowiada o emancypacji tytułowych bohaterek. Vega nie jest jednak naiwny – w bezwzględnej bandyckiej rzeczywistości za lekkomyślne porywy serca płaci się wysoką cenę. Z kolei kobiety, aby zatriumfować nad mężczyznami, muszą przewyższyć ich w okrucieństwie i wyrachowaniu. Jedyny happy end, na jaki można tu więc liczyć, polega na tym, iż części postaci udało się po prostu przeżyć. W finale Vega w iście marvelowskim stylu informuje widzów, że kobiety mafii powrócą w kolejnym filmie. Wiecie co? Będę na nie czekał.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (212 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)