Recenzja filmu 28 tygodni później (2007)
Juan Carlos Fresnadillo

Epidemii ciąg dalszy

"28 tygodni później" to kontynuacja całkiem zgrabnego horroru Danny'ego Boyle'a sprzed kilku lat. Tym razem widzimy Londyn już opanowany przez śmiercionośnego wirusa, zmieniającego ludzi w ...
Filmweb sp. z o.o.
"28 tygodni później" to kontynuacja całkiem zgrabnego horroru Danny'ego Boyle'a sprzed kilku lat. Tym razem widzimy Londyn już opanowany przez śmiercionośnego wirusa, zmieniającego ludzi w krwiożercze istoty ogarnięcie żądzą zabijania. Sytuację udało się opanować tylko pozornie, gdyż przez nieostrożność służb rządowych epidemia wybucha na nowo.

Tym, co wynosiło "28 dni później" na tle innych filmów tego gatunku był niezwykle sugestywny klimat i dbałość o detale. Sceny, w których niczego nieświadomy bohater budzi się w szpitalu, chodzi po całkowicie opustoszałych ulicach i stara się znaleźć resztę ocalałych ludzi, miały posmak realnej apokalipsy i autentycznie przerażały. Tym bardziej, że rozprzestrzenianie się wirusa w organizmie było niemal natychmiastowe i nieodwracalne. Jeszcze gorsi od choroby zakaźnej, byli ludzie, którzy w sytuacji ciągłego zagrożenia ujawniali swoje pierwotne instynkty. "28 tygodni później" realizowany był w podobnej konwencji. Reżyser także postawił na atmosferę ciągłego zagrożenia, co widać w pierwszej (i skądinąd najlepszej) scenie ukazującej osaczenie niewielkiej grupki ludzi przez zakażonych - w takiej sytuacji każdy ratuje siebie i nikt nie zgrywa bohatera. Zakodowana w naszej świadomości chęć przeżycia okazuje się silniejsza od nabytych uczuć do innych ludzi, nawet tych najbliższych. W tej historii nie zobaczycie "przypakowanego" kolesia z wielką "giwerą", dziesiątkującego armie nieumarłych. Tutaj każdy przeciwnik jest śmiertelnym zagrożeniem i najskuteczniejszym sposobem walki jest - ucieczka. Tak, więc życie żadnego z prezentowanych nam bohaterów nie jest uznawane za pewnik (jest, co prawda jeden wyjątek, ale?), nikt nie jest nieśmiertelny i los każdego człowieka jest na równi z innymi ocalałymi. Juan Carlos Fresnadillo ("Intacto") sprytnie wykorzystał nasze przyzwyczajenie do wizerunku uzbrojonego żołnierza jako tego, który będzie grał pierwsze skrzypce i wyswobodzi resztę od zguby. Szkoda, że ten spryt i ta umiejętnie konstruowana atmosfera zagrożenia nie idą w parze z logiką zdarzeniowości. Fabularne dziury (czy to wyjaśniające przetrwanie wirusa czy jego ponowny wybuch) są na tyle duże, że skutecznie odbierają przyjemność z oglądania i wiarygodność, którą twórcy od początku chcieli uzyskać. Dlaczego na przykład zainfekowana wirusem osoba leży sobie praktycznie przez nikogo nie chroniona? W jaki sposób także ochronę przed gazem bojowym (rozpylanym przez szczelnie chronionych epidemiologów) stanowi kawałek ubrania, którym bohaterowie zakrywają twarz? Szczególnie ta druga scena, przy całej swojej dramaturgii, wygląda komicznie i obraża inteligencję widza. Dalej także nie jest lepiej, gdyż reżyser nie jest w stanie uciec od konwencji i serwuje nam oklepane do bólu wybory w stylu "zastrzelić bliską nam osobę czy nie"? Szkoda, szkoda i jeszcze raz szkoda.

Na wyróżnienie zasługują, świetna, wspomagająca apokaliptyczny klimat muzyka oraz mroczne, realistyczne zdjęcia, w naturalistyczny sposób ukazujące stadium choroby i zniszczone, pozbawione śladów życia, ulice. Rodzi się więc pewien paradoks, gdyż w jednej chwili twórcy stawiają na precyzję i profesjonalizm, w innej rażąc niedokładnością i amatorszczyzną (scena z zabijaniem zakażonych za pomocą śmigłowca). Takie nieścisłości widoczne są przez większość projekcji i tak naprawdę wynika z tego jeden prosty wniosek: trzeba było dłużej popracować, zarówno przy etapie tworzenia scenariusza, jak i jego realizacji - uderzyłoby to po kieszeniach producentów, ale powstałby lepszy film, co powinno być najważniejsze. Powinno, ale niestety najwyraźniej nie było. I właśnie dlatego jest ogromny problem w ocenie całości, gdyż porównując ostatnio pojawiające się na ekranach horrory ("Hostel 2"; "Sadysta"; "Motel") z filmem Juana Carlosa Fresnadilla, trudno zbytnio go ganić, bo obraz świata, który przedstawia (choć wiele zapożyczający z pierwowzoru), potrafi zaintrygować i przestraszyć, a to już jest jakiś zalążek udanej produkcji, mimo stylistycznego rozchwiania jej poszczególnych elementów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 61% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)