Recenzja filmu Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy (2015)
Janusz Majewski

Filmowy bibelot

Po obejrzeniu "Dyrygenta" Wajdy Ingmar Bergman napisał w swoim dzienniku, że dzięki temu filmowi zrozumiał, że nie ma muzyki – i w ogóle sztuki – bez przyjaźni i miłości. O tym samym w swoim ...
Filmweb sp. z o.o.
W całym polskim kinie po roku 1945 nie było chyba twórcy bardziej "przedwojennego" niż Janusz Majewski. Od zgrzebnej rzeczywistości Polski Gomułki i trochę mniej zgrzebnej Gierka, uciekał konsekwentnie w świat belle époque i międzywojnia. Do starych opuszczonych willi, zagubionych pałaców, luksusowych hoteli. Z upodobaniem sięgał po dawną literaturę popularną, inscenizując ją z wielką pieczołowitością dla historycznego detalu, scenografii, kostiumu.



Jego najnowszy film, "Excentrycy", także zakłada historyczny kostium, przenosząc nas tym razem do Ciechocinka końca lat 50. W Polsce kończy się stalinizm, trwa gomułkowska odwilż. Do kraju z Wielkiej Brytanii wraca  Fabian (Maciej Stuhr) –dawny żołnierz i emigrant, który po wojnie został na Zachodzie. Zza żelaznej kurtyny przywozi nie tylko luksusowy samochód, ale i miłość do jazzu – w prowincjonalnym Ciechocinku próbuje rozkręcić jazz band. 


W PRL jazz był sprawą wysoce polityczną; w pierwszych latach po wojnie toczyły się spory, czy to muzyka czarnych uciskanych mas, czy zdegenerowanej burżuazyjnej cywilizacji. Dopiero po 56 roku władza od jazzu na dobre się odczepiła. W filmie nie widać już tego sporu, zresztą do prowincjonalnego Ciechocinka docierały pewnie tylko jego echa. Fabiana nie interesuje polityka, tylko muzyka, przyjaźń i romans z młodszą od siebie nauczycielką angielskiego o pięknym głosie, Modestą Nowak (Natalia Rybicka). Ale polityka i tak w końcu go dopadnie.


Po obejrzeniu "Dyrygenta" Wajdy Ingmar Bergman napisał w swoim dzienniku, że dzięki temu filmowi zrozumiał, że nie ma muzyki – i w ogóle sztuki – bez przyjaźni i miłości. O tym samym w swoim filmie próbuje mówić Majewski: o sile muzyki, przyjaźni i piękna w obliczu dręczących nas sił historii. Sztuki nie traktuje tu przy tym z romantyczną emfazą, nie chodzi mu o uniesienia poetów przeklętych, ale o wspólnotę, jaka zawiązuje się między trzema przyjaciółmi, którzy wbrew wszystkiemu, nawet gdy nie mają już gdzie i dla kogo grać, zbierają się po pracy i organizują sobie jam session.


photo.title

Muzyka wyraża w "Excentrykach" pragnienie wolności, bardziej radosnego i słonecznego życia, niż oferuje go Polska Gomułki z jej milicją, ubecją, przymusowymi kwaterunkami, herbatą w szklance i nieuprzejmymi kelnerami. Ale Majewski niuansuje też obraz epoki, nie maluje czarnym na czarnym, pokazuje różne odcienie pogodzenia się i współpracy z systemem.


Cały świat wartości tego filmu nie może nie budzić naturalnej sympatii. A jednak film pozostawia niedosyt, zwłaszcza na tle wcześniejszej twórczości Majewskiego. Nie ma precyzyjnej konstrukcji dramaturgicznej, bezbłędnego tempa i rytmu znanego z "Zaklętych rewirów". Stylizacja, klimat epoki, kostiumy nie są tak preryjnie ograne jak były choćby w "Lokisie". Humor nie wywołuje takich salw śmiechu jak w "C.K. Dezerterach". Poza niezłą rolą Stuhra reszta aktorów wydaje się nieupilnowana, wypuszczona zbyt głęboko we własne manieryzmy. "Excentrykom" brakuje napięcia, nerwu, rytmu. Sprawiają wrażenie filmu nie tyle w historycznym kostiumie, co wyciągniętego z historii, anachronicznego, przestarzałego, na który współczesny widz spojrzeć może w najlepszym razie jak na przestarzały bibelot.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 38% uznało tę recenzję za pomocną (103 głosy).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni