Recenzja filmu Wyznania nastolatki (2015)
Marielle Heller

Co jest takiego wyjątkowego w "Wyznaniach..."? Przede wszystkim konsekwentnie dziewczyńska perspektywa. Film opowiedziany jest z punktu widzenia młodej bohaterki – dorastającej w San Francisco ...
Filmweb sp. z o.o.
Filmów o nastolatkach wkraczających w dorosłość, doświadczających po raz pierwszy w życiu seksu, alkoholu i różnego rodzaju innych inicjacji jest w kinie na pęczki. W samym tym sezonie mieliśmy już kilka takich premier, a pewnie nadejdą kolejne. W takim natłoku filmom o podobnej tematyce łatwo się zgubić. Zgubić z pewnością nie powinny się jednak "Wyznania nastolatki" – reżyserski debiut Amerykanki Marielle Heller. Zanim trafił do polskich kin, film zdążył już zebrać kilka nagród, od Kryształowego Niedźwiedzia w Berlinie (główna nagroda w konkursie młodzieżowym) do nagrody Independent Spirit za najlepszy debiut roku – i laury te z pewnością nie są niezasłużone.    


Co jest takiego wyjątkowego w "Wyznaniach..."? Przede wszystkim konsekwentnie dziewczyńska perspektywa. Film opowiedziany jest z punktu widzenia młodej bohaterki – dorastającej w San Francisco lat siedemdziesiątych piętnastolatki Minnie – od początku oddaje jej głos i z jej punktu widzenia patrzy na problemy wieku nastoletniego. Po drugie, wyjątkowy jest brak pruderii, z jakim film mówi o seksie, relacjach międzyludzkich, rodzinnych napięciach. Minnie wkracza w swoją kobiecość w bardzo burzliwy sposób – jej pierwszym mężczyzną, jest dwukrotnie od niej starszy chłopak jej matki, z którym potajemnie nawiązuje romans. Oprócz niego pojawia się jeszcze kolega szkolny i koleżanka.

Film nie wpada w dwie klisze, jakie na ogół włączają się, gdy w kinie pojawia się wątek płciowego dojrzewania młodej dziewczyny. Pierwsza jest romantyczno-sentymentalna, druga policyjno-moralizatorska. Choć seksualnym przygodom dziewczyny towarzyszy emocjonalne zaangażowanie, to film i jego bohaterka bardzo dojrzale potrafią mówić o seksie, relacjach, uczuciach poza romantycznym kluczem. Nawet jeśli w relacjach Minnie pojawiają się romantyczne projekcje, to chodzi w nich też – jeśli nie przede wszystkim – o testowanie własnej seksualnej władzy i atrakcyjności; o eksperyment, ciekawość, badanie nieznanego terytorium. Tu w kinie – niestety ciągle – włącza się druga klisza. Za taką ciekawość młoda bohaterka (a prawie nigdy bohater) zostaje ukarana, niczym markiza de Merteuil z "Niebezpiecznych związków" – samotnością, społecznym napiętnowaniem, upadkiem, chorobą weneryczną, niechcianą ciążą.

W filmie Heller nic takiego się nie dzieje. Kamera z uwagą, bez pouczania i umoralniania towarzyszy bohaterce w jej wyborach, które faktycznie nie zawsze są najmądrzejsze. Minnie płaci za nie zresztą cenę, czasem pakuje się w faktycznie niebezpieczne sytuacje. Tym niemniej wszystkie te doświadczenia są etapami jej życiowej edukacji, na końcu której (o ile w ogóle ma ona kiedyś mieć jakiś koniec), młoda kobieta może powiedzieć "tego chciałam".


Historia dojrzewania Minnie osadzona jest w San Francisco lat 70. Zanim miasto to, za sprawą gigantów z Doliny Krzemowej, stało się jednym z najdroższych miejsc do życia w Stanach, było centrum amerykańskiej kontrkultury: od beatników, przez hippisów, po alternatywną kulturę homoseksualną. Heller przy pomocy swojej ekipy od scenografii i kostiumów doskonale rekonstruuje ten okres. Już w mniejszym stopniu naznaczony szlachetną, utopijną, naiwnością, jak lata 60., ale ciągle wolny od paranoiczno-konserwatywnego zwrotu, jaki Ameryce zafunduje Ronald Reagan i jego administracja.

Głównym medium, przez które wkraczamy w tę epokę jest przy tym nie – jak to często w filmach bywa – muzyka, ale komiks. Minnie rysuje, marzy o karierze komiksowej autorki, sama odnajduje odbicie swoich problemów w lekturze rysowanej przez jedną z niewielu kobiet w branży powieści granicznej. "Wyznania nastolatki" są nie tylko opowieścią o dojrzewaniu młodej dziewczyny, ale także artystki.


Na koniec wspomnieć trzeba o odtwórczyni głównej roli – Bel Powley. Bez jej charyzmy, plastycznej twarzy, charakterystycznego głosu i bardzo profesjonalnego warsztatu film by poległ. Choć towarzyszy jej grono wybornych aktorów – Alexander Skarsgård, Kristen Wiig – to ekran należy do niej. Jednym słowem, mamy naprawdę udany debiut.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (59 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry