Recenzja filmu Potworna rodzinka (2017)
Holger Tappe
Paweł Ciołkosz

Jak uratować rodzinę

Sam pomysł, by w animacji dla dzieci opowiedzieć o rozpadzie rodziny, jest ciekawy. To w końcu najlepszy sposób, by przyciągnąć do kina wszystkich członków familii. Nie ma się jednak co oszukiwać ...
Filmweb sp. z o.o.
Wbrew oryginalnemu tytułowi ("Happy Family") bohaterowie "Potwornej rodzinki" wcale szczęśliwi nie są. Fay (starsza córka) ma kompleksy, wyżywa się na młodszym bracie i za wszystkie swoje niepowodzenia obwinia matkę; Max (młodszy syn) nie ma przyjaciół i jest prześladowany w szkole; Frank (mąż i ojciec) pracuje dużo za dużo, przez co wiecznie przysypia, a gdy nie śpi i tak nie kontaktuje, a Emma (żona i matka), pełniąca funkcję głowy rodziny, tego wszystkiego po prostu nie wytrzymuje. By zażegnać ciągnący się już od dawna kryzys, bohaterka planuje wspólne wyjście na bal przebierańców – w związku z czym rozpoczyna kompletowanie strojów. W poszukiwaniu wampirzych zębów dla siebie, dodzwania się przez przypadek do samego Draculi. Ten – samotny przez ostatnie tysiąc lat – z miejsca się w niej zakochuje i natychmiast postanawia się z nią ożenić. A do tego potrzebne będą wiedźma i czary. W dużym skrócie: plan Draculi nie wypala i cała rodzina Emmy zostaje zamieniona w potwory. Myk jest taki, że aby odzyskać swoje pierwotne kształty, będą musieli przepracować wzajemne animozje, a także prywatne problemy i stać się na powrót "happy family".

photo.title   photo.title   photo.title

Rzecz w tym, że niemal cała praca w tym kierunku spoczywa na barkach Emmy. To ona jako jedyna bohaterka w tej opowieści podejmuje jakieś działania i stara się coś zmienić. To na niej skupia się złość nastoletniej córki, to ona musi stawić czoła Draculi, to ona bierze na siebie misję odczarowania męża i dzieci. "Potworna rodzinka" to bowiem w gruncie rzeczy opowieść o kryzysie rodziny z perspektywy dorosłej kobiety – żony i matki. Są tu poruszane tak poważne tematy, jak zmęczenie śmierdzącym (tak! dosłownie) mężem i wiecznie niezadowolonymi dziećmi. A także pokusa romansu i porzucenia rodziny na rzecz łatwiejszego, wygodniejszego życia. Nauki dla młodszych widzów pozostają na dalszym planie i zamykają się w zwięźle – i dosłownie – wyrażonych morałach, że: po pierwsze wygląd nie ma znaczenia – liczy się to, co jest w środku (nad tym duma Fay), a po drugie budzenie strachu w innych prowadzi do tego, że nie ma się przyjaciół (to musi zrozumieć mały Max). Jest jeszcze krótka lekcja dla zapracowanych mężów i ojców – nie bójcie się wziąć spraw w swoje ręce i twardo postawić się szefowi, który wiecznie zmusza Was do nadgodzin. Bardzo proszę – prosty przepis na "happy family" gotowy. 


Sam pomysł, by w animacji dla dzieci opowiedzieć o rozpadzie rodziny, jest ciekawy. To w końcu najlepszy sposób, by przyciągnąć do kina wszystkich członków familii. Nie ma się jednak co oszukiwać – bajki dla dzieci, oglądają przecież głównie… dzieci, a te – jako że twórcy zdecydowali się skupić głównie na problemach dorosłych – będą musiały zadowolić się bardziej prymitywnymi atrakcjami niż fabuła: głośnymi scenami akcji, kolorowymi obrazkami i żartami o bąkach, flegmie, bekach i zjadaniu wosku z uszu. Mając już  jednak jakieś doświadczenie w seansach z maluchami, wiem, że – czy rodzice tego chcą czy nie – dla wielu smyków tyle na udany seans w zupełności wystarczy. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni