Recenzja filmu Amelia (2001)
Jean-Pierre Jeunet

Klejnocik

Ten film jest jak mały klejnocik - nie tylko w natłoku obrazów w kinach, ale także w świecie wokół nas. Nie dość, że daje nadzieję, to jeszcze czyni to w tak piękny, dopracowany i delikatny ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Amelia (2001)
Ten film jest jak mały klejnocik - nie tylko w natłoku obrazów w kinach, ale także w świecie wokół nas. Nie dość, że daje nadzieję, to jeszcze czyni to w tak piękny, dopracowany i delikatny sposób, że nie sposób się mu oprzeć.

Oczywiście, to bajka. Ma wszystkie atrybuty baśni - są gadające zwierzęta, niewytłumaczone zjawiska, bajkowe kolory i oczywiście dobre zakończenie. Kopciuszkowe. A jednak - czy nie mieliście wrażenia, że wszystkie te fantastyczne, nierzeczywiste elementy są znane - i że tak naprawdę choć jedno, dwa z nich kiedyś się wam przydarzyły? A może tylko bardzo chcieliśmy, by tak się stało? By miłość rozpoczęła się drogą po strzałkach i śledzeniem ducha? By zaczęła się od wizyt w wesołym miasteczku - i... wywiadami w sex-shopie?

Wymieniać zalety tego filmu można długo. Popis wyobraźni, niezwykłe pomysły, wspaniała gra młodych i starszych aktorów, piękne zdjęcia i muzyka - to jednak nie wszystko. Pod tymi "technicznymi" osiągnięciami kryje się głęboka i mądra fascynacja istnieniem, apoteoza życia. Życia rozumianego (w duchu Altmana) jako wiele drobiazgów, sprawiających radość, życia - które oznacza spacer po Paryżu, szybkie zjadanie malin z palców i puszczenie kaczek. Życia w opozycji do Sartre'a i Camusa. To wreszcie także apoteoza człowieka - istoty (oczywiście po francusku) tragicznej, rozdartej - a jednak znajdującej radość w dawaniu szczęścia innym - i odnajdywaniu dla siebie, w związku z drugim człowiekiem.

Są osoby, które "Amelii" nie lubią. Nudna, naiwna, mdła, kiczowata - takie są najczęstsze zarzuty. Między kiczem a optymistyczną sztuką granica jest jednak płynna. A czy to film zrobiony "pod publikę"? Moim zdaniem nie. "Amelia" w sposób zielono-czerwony mówi o tych archetypicznych, podstawowych wartościach, o których kino mówi od dawna - o miłości, o wierze w drugiego człowieka, o wierności i potędze twórczej wyobraźni. I tak naprawdę, czytając plotki i ciekawostki o filmie widać, że Jean-Pierre Jeunet o "Amelii" myślał długo, długo zbierał do niej historyjki - które nagle ułożyły mu się w niezwykłą historię ślicznej dziewczyny z Mont-Martre...

Nie dziwi więc, że film nie otrzymał żadnego z Oskarów, a wydawał się pewnym kandydatem. To nie jest film w swym duchu "amerykański". To film, który mógł powstać jedynie tu, na tym małym skrawku świata, który wreszcie doszedł do wniosku, że warto przypomnieć, iż przyjemność w życiu można czerpać z porządkowania skrzynki z narzędziami - lub z jazdy motorowerem w świeży, wiosenny poranek.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
marlon
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie