Recenzja filmu Bella i Sebastian (2013)
Nicolas Vanier
Anna Apostolakis-Gluzińska

Mój przyjaciel pies

"Bella i Sebastian" to dla Vaniera już kolejny film opowiadający o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem. Jako podróżnik, pisarz i reżyser jest autorem wielu książek, które potem zekranizował ...
Filmweb sp. z o.o.
Koty to showmani. Wiadomo. W mgnieniu oka opanowały Internet i każdego dnia nie ustają w staraniach, by nie dopuścić do podium youtube'owych rankingów innych słodkich zwierzaków. Psy to co innego. One nie zabiegają o sławę, nie szukają poklasku, a mimo tego dostają główne role w pełnometrażowych produkcjach, tak jak Lessie, Beethoven, Szarik czy Biały Kieł. Wraz z wejściem na ekrany filmu Francuza Nicolasa Vaniera do wielkich swojego gatunku dołącza Bella, suczka, pirenejski pies górski.


"Bella i Sebastian" to dla Vaniera już kolejny film opowiadający o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem. Jako podróżnik, pisarz i reżyser jest autorem wielu książek, które potem zekranizował ("Ostatni traper", "Wilk"). Takie poświęcenie tematowi może oznaczać tylko jedno –  autentyczną pasję. W  filmie o Belli i Sebastianie udaje mu się zarazić nią także widzów.

Historia tytułowych bohaterów rozgrywa się w pięknych plenerach pewnej alpejskiej wioski. Sebastian – 8-latek o dobrym sercu i wątłym ciele – ma mnóstwo wolnego czasu i żadnych przyjaciół. Pewnego dnia po okolicy zaczynają krążyć doniesienia o bestii, która pożera owce i atakuje ludzi. Kiedy Sebastian osobiście spotyka potwora, orientuje się, że opowieści dorosłych są mocno przesadzone. Bestia okazuje się jedynie zdziczałym i skrzywdzonym psem, a przy tym niezastąpionym przyjacielem. Miejscowi nie ustają jednak w próbach upolowania szkodnika. W tle toczy się druga wojna światowa.


W "Belli i Sebastianie" widać miłość Vaniera nie tylko do czworonogów, ale też gór. Francuskie Alpy zostały w jego filmie pokazane jako miejsce niemal nieskażone cywilizacją. Na otwartych terenach, pięknie sfotografowanych przez cenionego francuskiego operatora Erica Guicharda, człowiek wtapia się w naturę, jest jej częścią, ale tak małą, że nie może zapominać o jej niszczycielskiej sile. Z tego powodu  opowieść o nawiązywaniu relacji z dzikim zwierzęciem brzmi tu tak autentycznie i oddaje sposób oswajania przez człowieka nieznanej mu rzeczywistości. Sebastian dodatkowo jest w wieku, w którym próbuje zrozumieć świat dorosłych, a ten jest jeszcze mniej przystępny niż sama natura. Ze względu na temat i łagodnie toczącą się akcję "Bella i Sebastian" najbardziej spodoba się wrażliwym dzieciom, które nie potrzebują "pobudzaczy", by wytrwać przy ekranie.

Choć dubbingowanie filmów aktorskich zwykle daje komiczny efekt, w tym przypadku działa na korzyść. Dobrze dobrane i wyreżyserowane głosy nie odwracają uwagi od wydarzeń, dzięki czemu mali widzowie bez problemu wczują się w historię. Młody Mateusz Ceran spisał się tak dobrze, że trudno wyobrazić sobie, by grający w oryginalne Sebastiana Félix Bossuet mógł mieć inny głos. A trzeba do tego przyznać, że debiutujący w filmie 9-letni Bossuet imponuje dojrzałością i naturalnością. Chłopiec ma w sobie taki wdzięk i urok, że dzięki niemu historia o "Belli i Sebastianie" spodoba się też starszym widzom – sentymentalna podróż do lat dzieciństwa jest w cenie biletu. Warto się w nią wybrać i zabrać ze sobą dzieci.  

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (57 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry