Recenzja filmu Gwiezdne wojny: Część I - Mroczne widmo (1999)
Jacek Rozenek
George Lucas

Mroczny film dla dzieci

Kiedy George Lucas zapowiedział kontynuacje gwiezdnej sagi, której koniec rzekomo nastąpił w 1983 roku, środowisko filmowe było zszokowane. Podobnie jak wierni fani "Star Wars". Każdy zadawał ...
Filmweb sp. z o.o.
Kiedy George Lucas zapowiedział kontynuacje gwiezdnej sagi, której koniec rzekomo nastąpił w 1983 roku, środowisko filmowe było zszokowane. Podobnie jak wierni fani "Star Wars". Każdy zadawał sobie jedno, proste pytanie: "Czy Lucas zwariował?". Ja myślałem całkiem podobnie. No bo po co odcinać kupony od sławy, kręcąc kolejne części, i to po kilkunastu latach milczenia? Nikt nie wiedział, o co chodzi. A jak wszyscy się przekonaliśmy, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. No bo jaki reżyser mógł mieć inny powód? Żaden. Bo dla wszystkich krytyków i kinomanów saga skończyła się na "Powrocie Jedi ". Na co komu historia Anakina Skywalkera, skoro i tak wszyscy wiemy, jak potoczą się jego losy? Ale Lucas widocznie wiedział swoje. A zdania do tej pory są podzielone. No, ale w końcu, po istnej prasowej burzy, do kin wchodzi pierwsza część nowej trylogii, zatytułowana "Mroczne widmo". Ludzie, pomimo krytyki, idą masowo do kin na całym świecie. Producenci już zacierają ręce. I wtedy następuje atak. Atak rozwścieczonych fanów "starej trylogii". Zarzucają Lucasowi wszystko, począwszy od durnej fabuły, skończywszy na słabych kreacjach aktorskich. Lucas przyjął krytykę dzielnie i ogłosił wszem wobec, że zamierza nakręcić kolejną część. Tego już było za wiele dla kinomanów. Zagrozili nawet zbojkotowaniem drugiej części i namawiali do tego innych. Jednak czy "Mroczne widmo" naprawdę na to zasługuje? Przyjrzyjmy się faktom.
 
Zarzucono twórcom też, że forma przerosła treść. Co do tego argumentu jednak muszę się zgodzić. Efekty specjalne grają w tym filmie główną rolę, co nie wychodzi produkcji na dobre i to trzeba głośno powiedzieć. Ale ja tylko do tego bym się przyczepił, do reszty nie mam żadnych zastrzeżeń. Mówiono także o przeciętnej grze aktorskiej. Nic bardziej mylnego. Przecież Liam Neeson, grający Qui-Gon Jinna, pokazuje, jak powinno się grać zbuntowanego mędrca, a Ewan McGregor, choć może nie jest to jego wybitna rola, to jednak nie jest tragicznie beznadziejna, jak po premierze mu zarzucano. Natalie Portman to chyba jedyna osoba, która nie do końca spełniła moje oczekiwania. Chociaż może to także wina scenariusza, który nie daje jej możliwości pełnego pokazania swojego talentu. Amidala jest po prostu zbyt przerysowaną postacią, nawet jak na film fantasy. Natomiast trudne zadanie miał młody aktor, Jake Lloyd, który otrzymał rolę młodzieńca, Anakina Skywalkera. Wielu obawiało się, że chłopak nie udźwignie ciężaru, jaki na nim spoczął. Nic bardziej mylnego. Spisał się znakomicie, chociaż zupełnie nie podobało mi się, że mały Anakin przez cały film pozostaje słodkim dzieckiem, nie ma jeszcze w nim cienia zła, które doprowadziło do przejścia na Ciemną Stronę Mocy. Ale nic to, widocznie tak zadecydował Lucas.
 
Fabuła. Członkowie Federacji Handlowej blokują wszystkie dojazdy na planetę Naboo, której królową jest młoda i niedoświadczona Amidala. Wkrótce potem do ich przedstawicieli udaje się dwóch rycerzy Jedi: mistrz Qui-Gon Jinn i uczeń Obi-Wan Kenobi. Zostają oni sprowokowani do bójki i zabijają kilku żołnierzy. Uciekają razem z królową na pustynną planetę Tatooine. Po drodze psuje im się statek. Qui-Gon, robot R2-D2 i służka królowej, Padme, ruszają do miasta po niezbędne do naprawy części. W jednym ze sklepów spotykają małego niewolnika, Anakina. Qui-Gon wyczuwa w chłopcu Moc i wkrótce podejmuję decyzję: chce wyszkolić młodego Skywalkera na Rycerza Jedi...
 
To tyle o fabule, która jest prosta, łatwa do zrozumienia i przyjemna. Może nawet zbyt prosta, jak na mój gust. Może dlatego, że film był kierowany raczej do młodszego widza, co też nie spodobało się fanom serii. Takie rozwiązanie było wielce zaskakujące, bo sam tytuł wskazywał, że będzie to mroczny, efektowny i trzymający w napięciu film. A w moim odczuciu, jedynym mrocznym akcentem w tym obrazie była postać Dartha Maula. I tylko tyle. I może, aż tyle.
 
Ogólnie rzecz biorąc, Lucasowi wyszedł film średni, ale na tyle udany, że nie można mówić, iż ośmiesza sagę. Warto obejrzeć ten obraz, głównie po to, żeby połączyć sobie wszystkie wątki z poprzednich części w spójną całość. Tak więc polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (113 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)