Recenzja filmu Emotki. Film (2017)
Tony Leondis
Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Mieliliśmy w ostatniej dekadzie kilkanaście zwiastunów upadku cywilizacji - od zekranizowanej gry w statki, przez aferę o ciemnoskórą Atomówkę, po śmiałe plany adaptacji planszowego "Monopolu". A ...
Filmweb sp. z o.o.
Mieliliśmy w ostatniej dekadzie kilkanaście zwiastunów upadku cywilizacji - od zekranizowanej gry w statki, przez aferę o ciemnoskórą Atomówkę, po śmiałe plany adaptacji planszowego "Monopolu". A jednak film, w którym gnieżdżące się w smartfonie emotikony walczą o uwagę zahukanego nastolatka, musi je wszystkie przyćmić. Jeśli nie z powodu wątpliwej jakości artystycznej, to ze względu na skalę cynizmu pomysłodawców. Z ekranu pada na przykład zdanie, że emotki to najważniejsza forma komunikacji, jaką kiedykolwiek wymyślono. Jak rzekł producent filmowy, trzymający rękę na pulsie współczesności: ROTFL

photo.title

Fabuła tej wygenerowanej z kalkulatora abominacji rozgrywa się - jakżeby inaczej - wewnątrz telefonu. A konkretniej, w neonowym Tekstopolis, gdzie emotki wszelkich stanów, zawodów i ekspresji czekają aż właściciel magicznego pudełka nada sens ich istnieniu i zastąpi nimi niewyrażalne (głównie z powodu lenistwa) uczucia. System funkcjonuje bez zarzutu do momentu, gdy Minka, emotka, która powinna reagować na wszystko wzruszeniem ramion i leniwym "meh", odkrywa, że w przeciwieństwie do reszty cyfrowego społeczeństwa, może wykrzywiać swoje oblicze na różne sposoby. A że właściciel telefonu próbuje poderwać najładniejszą dziewczynę w szkole i mimo bezbrzeżnego :( bardzo chciałby ją :* ,rozedrgany emocjonalnie Minka błyskawicznie pakuje go w tarapaty i staje się banitą mimo woli. Meh.
   
W swoich najlepszych momentach film przypomina tanią, odpustową, szkaradną estetycznie, pozbawioną krzty narracyjnego polotu, wyzutą z humoru, konstrukcyjnie niespójną, lichą dramaturgicznie, kiepsko sfastrygowaną, pstrokatą, koncepcyjnie miałką, nieskażoną głębszą myślą i powierzchowną frajdą, nudną jak flaki z olejem, niezamierzoną parodię "W głowie się nie mieści" studia Pixar. W najgorszych - monstrualny product placement, przy którym marketingowcy "LEGO" sprawiają wrażenie biednych chłopów, strugających w chacie z chrustu drewniane ludzki i sprzedających je na coniedzielnym "ryneczku". Nie mam nic do filmowych najemników i twórców, którzy pracują pod dyktando firm zabawkarskich (vide ostatnie, całkiem udane przygody Barbie). O ile tylko traktują widza z szacunkiem i oprócz gry w otwarte karty oferują świat, w którym można się zanurzyć bez refleksji o kapitale branży technologicznej.

photo.title

Bez względu na to, w którym trybie działania są akurat "Emotki", na jedno wychodzi. Nawet jako przedłużenie historii o kierujących naszymi poczynaniami impulsach całość sprawia wrażenie czegoś z gruntu cynicznego. Wiele można powiedzieć o emotikonach, chociażby to, że są jakąś metaforą wrażliwości estetyczno-intelektualnej naszych czasów i że pozwalają przetrwać niezręczne momenty ciszy na mesendżerze. Ale nieporadna próba dekonstrukcji tego języka i jednoczesne sugerowanie, że wpływa on na ubogacanie relacji społecznych jest po prostu szkodliwe - zwłaszcza dla dzieciaków, które zaciągną rodziców do kina i które muszą się dopiero nauczyć, że jedno słowo znaczy czasem więcej niż tysiąc emotek.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (107 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 1/10 nieporozumienie