Recenzja filmu Mężczyzna imieniem Ove (2015)
Hannes Holm

Optymizm po szwedzku

Stosunek pozytywności filmu do liczby prób samobójczych jego głównego bohatera to współczynnik, w którym wysokim wynikiem poszczycić się może niewiele dzieł. Jednym z nich zdecydowanie jest ...
Filmweb sp. z o.o.
Stosunek pozytywności filmu do liczby prób samobójczych jego głównego bohatera to współczynnik, w którym wysokim wynikiem poszczycić się może niewiele dzieł. Jednym z nich zdecydowanie jest nominowany w tym roku do Oscara "Mężczyzna imieniem Ove". Ten szwedzki komediodramat w reżyserii Hannesa Holma błyskotliwie przekuwa energię swojego czarnego humoru w optymizm, zapewniając przy tym ciekawą podróż przez skrajne emocje.

Oczywiście nawet szwedzkie filmy nie są bez wad. W przypadku "Mężczyzny imieniem Ove" dotyczą one przede wszystkim scenariusza (bazowanego na powieści Fredrika Backmana pod tym samym tytułem). Pojawiające się tu i ówdzie kluczowe dla fabuły zbiegi okoliczności czy schematy w kreacji postaci pasowałyby nieco bardziej do prostej komedii niż do pełnego komediodramatu, którym mimo wszystko zdecydowanie jest "Mężczyzna...", natomiast pewien istotny, choć niezajmujący na ekranie wiele czasu wątek z przerysowanym czarnym charakterem wydaje się być niemalże wprost wyjęty z filmu familijnego. A jednak te uproszczenia, choć stanowią wady fabuły i potrafią na moment wybić z emocjonalnego angażowania się w historię, mają też drugą, pozytywną stronę. Wprowadzają one bowiem do klimatu filmu pewien bajkowy element, który przełamuje suchy realizm typowy dla skandynawskiego dramatu i nadaje filmowi Holma własny charakter oparty na kontrastach.

Trudno dopatrzyć się natomiast większych wad w grze aktorskiej. Rolf Lassgård w roli tytułowej i świetnie z nim kontrastująca Bahar Pars tworzą autentyczne, ciekawe postaci, których losy angażują emocjonalnie, a relacje między którymi nadają filmowi dynamiki. Duet ten jest bardzo dobrze uzupełniany przez Filipa Berga i Idę Engvoll w scenach retrospekcji.

"Mężczyzna imieniem Ove" to przede wszystkim film bardzo emocjonalny. Są momenty, w których nieco za bardzo czuć, jak gra na uczuciach widza przy pomocy sentymentalnej muzyki, jednak przez większość czasu sam zarys opowiadanej historii i świetna obsada tworzą autentyczne emocje, które angażują i potrafią doprowadzić zarówno do łez, jak i do bezpretensjonalnego, pozytywnego uśmiechu, który pozostaje na twarzy po zakończeniu seansu.

Solidne zdjęcia Görana Hallberga i śliczne skandynawskie okolice – zarówno w miasteczku, jak i w otwartym terenie – podkreślają subtelny urok filmu i pozwalają docenić jego delikatną, nienarzucającą się estetykę.

"Mężczyzna imieniem Ove" jest ciekawym filmem zdecydowanie godnym uwagi pomimo swoich wad, silnie angażującym emocjonalnie, a przez swój klimat i humor wybijającym się z ograniczeń gatunkowych. Opowiada wyrazistą historię o trudach radzenia sobie z przeszłością, natomiast stare i znane wszystkim morały o niesądzeniu po pozorach brzmią w jego wykonaniu świeżo i prawdziwie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Pegarange
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry